Oliver William Kidd
lub po prostu Kidd
12.03.1994 Walia
student weterynarii
Jaki jest Kidd? Zdecydowanie szurnięty. Musiał upaść
pielęgniarce w szpitalu, albo obić się o sufit kiedy ojciec go podrzucał jako
małego berbecia. Jest zawsze radosny, a przynajmniej sprawia takie pozory. Jego
niegrzeczność, kończy się na tym, że w stroju tygryska ochlapuje jakiegoś
przechodnia wodą z kałuży, w którą wskoczył. Czasem zdarzy mu się wypić trochę
za dużo na imprezie i skakać po meblach w kapturze udając asasyna, ale on robi
tez takie rzeczy na trzeźwo. Jeżeli grupka najgłupszych ludzi w mieście trafia
na komisariat, zazwyczaj przyczyną jest jego idiotyczny pomysł. Nie potrafi
długo usiedzieć w jednym miejscu. Wytatuował sobie rękawy, w końcu żyje się raz! Pije kakao litrami i żywi się tylko śmieciowym
jedzeniem, chociaż ciężko w to uwierzyć, kiedy się patrzy na jego wychudzone
nogi. Lubi budzić sąsiadów o trzeciej nad ranem grą na perkusji. Wszystkim się
chwali, że ma na nazwisko jak ten sławny pirat. Jest bardzo pozytywny i mimo że
nie wydaje się być dobrym materiałem na przyjaciela, w rzeczywistości wysłucha
jak nikt inny. Nie robi wyrzutów, nie narzeka ani nie kłóci się, kiedy coś mu
się nie podoba milczy, co jest u niego na tyle rzadkie, że łatwo się
zorientować. Smutek tłumi w sobie. Nie pokazuje go ludziom, bo przecież
zniszczyłby sobie opinię. Nawet jeśli za dnia jest szczęśliwy, może płakać pół
nocy i sprawiać sobie ból. Do Oslo uciekł przed problemami, chociaż wydawałoby się, że żadnych nie ma. Wydaje ci się, że go znasz, a tak naprawdę nie wiesz
o nim nic. Jest człowiekiem stworzonym z pozorów. Prawdziwego Kidd’a nie zna
chyba nikt.
×××
Karta - trochę pozmieniana - była kiedyś na innym blogu, ale zbyt ją lubię, żeby tak po prostu ją porzucić.
Błędy wytykać natychmiast, najlepiej jeszcze trochę nakrzyczeć, może w końcu zapamiętam, gdzie stawia się przecinki.
Błędy wytykać natychmiast, najlepiej jeszcze trochę nakrzyczeć, może w końcu zapamiętam, gdzie stawia się przecinki.
wizerunek: Andy Biersack
tytuł: Green Day - Burnout
[Widzę, że taki trochę szurnięty jak moja Nessa, może wątek jakiś spleciemy?]
OdpowiedzUsuńNessa S.
[hej:) dziękuję i oczywista, mam chęć na wąteczek:D
OdpowiedzUsuń1. mogli się poznać na imprezie, skoro oboje lubią się napić
2. Ariel przyjechała na wesele kumpla, więc może to będzie owa bibka?
3. może być sąsiadką obudzoną o 3 nad ranem:D
wybierz i coś zaczniemy, albo myślę dalej:)]
Ariel
[haha, nie pomyślałam o tym xD
OdpowiedzUsuńniech będzie takie po polsku, z wesolutką muzyką i napitkami, bo powiedzmy, pan młody w jakiejś części jest Polakiem xd
śmiało, take your time;)]
Ariel
[jest fantastycznie:)]
OdpowiedzUsuńAriel, dotąd przebywająca w Amsterdamie, wcale nie czuła się fantastycznie na myśl o przyjeździe do Oslo. zwłaszcza że miało być tu trochę znajomych, którzy po drodze zapomnieli o jej istnieniu.
Mimo to, odpowiedziała pozytywnie na zaproszenie, grzecznie podziękowała i przyleciała, chociaż podobno boi się latać. I chociaż nie była nawet dwie godziny drogi od domu, czuła się dziwnie nieswojo.
Ubrana w długą, odsłaniającą plecy sukienkę, siedziała przy stole, na którym sporą ilość miejsca zajmował alkohol, wdzięcznie uśmiechający się do ciemnowłosej. Chcąc zwolnić nieco miejsca, Ariel pozwoliła sobie na drink czy nawet cztery drinki, grając w Angry Birds dla zabicia czasu. Nie udzielał się jej klimat wesela, więc czym prędzej miała zamiar się zmyć, ale zanim to nastąpi, obiecała taniec panu młodemu,jego ojcu i jakiemuś dziadkowi, co to przeczytał jej wypociny w drodze do pracy.
Siedziała tak więc, nie chcąc rzucać się w oczy i starając się zapomnieć o tym wszystkim, przez co ona nigdy białej sukni nie przywdzieje.
I tak oto, ni stąd ni zowąd, przysiadł się do niej chłopak, którego widziała wcześniej tylko przez chwilę i nawet zastanawiało ją, kim był.
Zaśmiała się cicho, słysząc jego słowa, po czym jedynie westchnęła, odkładając telefon na stół.
- Gdybym ja umiała tańczyć, najpewniej już podzieliłabym się z Tobą moją wiedzą. A tak?- przyjrzała mu się uważnie, po czym nalała mu wódki do kieliszka. - Nauczę Cię pić, jeśli dasz mi troszkę tego, czym się naćpałeś.
Ariel
[ejno, taka zaś stara nie jest xD]
OdpowiedzUsuńChociaż minęło zaledwie kilka chwil, odkąd się do niej przysiadł, po raz drugi wybuchnęła wesołym śmiechem. Aż zaczęła się sobie dziwić, że jeszcze kilka minut wcześniej, zbijając kolejne prosiaczki rozpędzonymi ptaszkami, sądziła, że to będzie najlepsza zabawa wieczora. Nawet szpilki ściągnęła, skoro miała nie tańczyć, nie wyrywać, upić się.
Można było mówić o niej sporo. Była intrygująca, dzięki oczom, które wręcz przyciągały spojrzenie. Niestety, dopasowana sukienka nie miała co zbytnio podkreślać, ale to przez niejedzenie, zawód miłosny i stałe pretensje od wydawcy, którego omijała szerokim łukiem. Trochę przeżyła w ciągu ostatnich lat, dzięki czemu ubyło jej ciała, a przybyło mocnej głowy. Lubiła pić, ale się z tym kryła. Wtedy też zapominała o facecie, pięć lat młodszym, który znalazł sobie inną. Chyba młodszą, kij jej w oko.
Nawet teraz, unosząc do góry kieliszek, zawierający 40 procentowe szczęście, wyobrażała sobie, co by było gdyby sprawy potoczyły się inaczej.
- Woda z cytryną po każdym kieliszku. I koniecznie, zjedz cokolwiek. - powiedziała, tonem znawcy, śmiejąc się w duchu z samej siebie. Naprawdę, kolejne co napisze, to poradnik "Jak pić by nie paść". - Mam nadzieję, że apetyt Ci dopisuje? - dodała z tym swoim półuśmiechem, unosząc wyzywająco jedną brew. Miała się z kim napić, a dwa kieliszki to stanowczo za mało.
Ariel
[jestem zwyczajnie otwarta na to, co może się przydarzyć xD]
OdpowiedzUsuńWieczory więc nie były dla nich. Wieczorami było zbyt cicho, nieznośnie pusto i samotnie. I chociaż Ariel nigdy na swe ciało się nie targnęła, bywało, że upijała się do nieprzytomności, za towarzysza mając jedynie przyjaciela, Jack'a Danielsa. Tylko on był świadkiem jej upadków. Rankiem, choć bywało trudno, powracała świeżość, uśmiech i sposób bycia, który podobał się społeczeństwu.
- Jeśli raz jeszcze nazwiesz mnie panią - a nie będzie to jej prośba, czego nie powiedziała, a co przeszło jej przez myśl - zmuszona będę wstać i wyjść. - powiedziała poważnym tonem, chociaż na jej ustach czaił się uśmiech. Po co tyle minut spędzała przed lustrem, nakładając starannie makijaż, skoro i tak wyglądała dla kogoś staro? Ech, może to czas na pożegnanie się z alkoholem, zanim ktoś zaoferuje jej pomoc w przejściu przez ulicę?
Zgarnęła włosy na lewe ramię i już po chwili uśmiechnęła się w dość tajemniczy sposób.
- Być może mam większe doświadczenie, ale uwierz mi, to jedynie plus. - powiedziała dość cicho, przyglądając się mu bacznie. Jeżeli brzmiała dwuznacznie, a mogło tak być, nie było to do końca świadome z jej strony. Flirt wszedł jej w krew lata temu i bawiła się świetnie, mogąc grać z kimś słowami, gestami. Czuła się wtedy w swoim żywiole, zupełnie beztrosko i tak, jakby wcale nie była kobietą po przejściach. A tak się większość czasu czuła, niestety. Zwłaszcza przy młodszych osobach, które wypominały jej wiek.
- Ariel. Mów mi Ariel.- dodała i chociaż wahała się, podała mu swoją drobną dłoń, bo w sumie tego wymaga savoir vivre, a tak przynajmniej jej wpojono. - Jeśli odpadniesz, zaopiekuję się Tobą.
[nie pamiętam, kiedy ostatnio wątkowałam z kimś nocną porą, fajnie :D]
Usuń[więc witamy na pokładzie, też po nocach nie śpimy;)]
OdpowiedzUsuńOj, rumieniec.
Oczywiście, Ariel nie miała zamiaru tego komentować, jak i naciągania koszuli na nadgarstki, bo potrafiła być subtelna. Poza tym nie chciała wystraszyć kompana do picia, któremu mogły być nie w smak dociekliwe pytania, komentarze.
Uśmiechnęła się jednak łagodnie, czując ciepło na swojej wiecznie zimnej skórze. Ponadto rozbawił ją komentarz chłopaka.
- Żałuję, morski wilku, że nie mogę polać Ci rumu. Zrobię to innym razem. - powiedziała, wyszeptała wręcz konspiracyjnie, żeby nikt przypadkiem nie usłyszał jej psioczenia na zaopatrzenie alkoholowe imprezy. W zasadzie miała to jeszcze skomentować, ale nie był to bar, tylko sala weselna, więc się powstrzymała. Nachyliła się jednak w stronę Kidda, ażeby spotęgować jego rumieniec i uśmiechnęła się najsłodziej, jak tylko potrafiła. - Oliver to takie piękne imię. Ale jeśli wolisz Kidd, niech tak będzie. - dodała i odsunęła się nagle, wyswabadzając dłoń z ciepłego uścisku.
Gdyby wiedziała, że płacze po nocach, nie uznałaby tego za coś wstydliwego. Łzy są najszczerszym objawem odczuwania, a wśród panującej powszechnie znieczulicy, to wręcz cud. Sama posiadała wypłakane oczy, które były jedyną pamiątką po ojcu. Tyle właśnie jej dał.
- A więc Kidd... - zaczęła, nalewając im do szklanek wody, w której szybko umieściła po kilka plasterków cytryny - Kanapeczka, czy lufeczka? - wyszczerzyła się wesoło, zakładając nogę na nogę. Ciekawa była, co też wybierze. Jej było w zasadzie obojętnie. Po czterech drinkach, chyba za słabych, ciągle czuła się trzeźwa.
[po co się pytać w ogóle xD]
OdpowiedzUsuńMiłość, zdaniem Ariel, nawet w książkach nie miała racji bytu. Choćby stworzyła, w zamyśle, najpiękniejszą miłosną epopeję, na drodze szczęścia bohaterów zawsze stanie coś złego. Choroba, śmierć, osoba trzecia, różnice charakterów, poglądów, pochodzenie. Nie ma happy endów. Przynajmniej ona, nauczona doświadczeniem, nie potrafiła stworzyć nic szczęśliwego. Po dwóch miłościach, jakie czuła całym swym jestestwem, pozostało tylko rozdeptane serce, niewyczerpane źródło łez i setki fotografii.
Nie szukała więc miłości. Takie miała założenie.
- To lufeczka! - zaśmiała się cicho i uniosła kieliszek do ust, by wypić jego zawartość, Przepiła, dla reguły, mocny smak trunku i uśmiechnęła się błogo. - Następne będzie zdrowie pary młodej, bo chyba po to tu jesteśmy. - powiedziała cicho, szukając gospodarzy wieczoru, których po chwili dostrzegła na parkiecie, wtulonych w siebie. Aż coś zakuło. Cień smutku przebiegł jej twarz i poczuła się źle z myślą, że nie potrafi się cieszyć szczęściem tych dwojga, myśląc o sobie. Egoistka.
Ariel
[ok, chyba że tak;)
OdpowiedzUsuńodpiszę wieczorkiem, bo o 6 wstać muszę. gdyby nie to, pisałabym dalej. no ale, do potem:)]
[Dzień dobry. Jaki fajny ten twój Oliver *.* Uwielbiam takie pozytywne postacie.]
OdpowiedzUsuńThea Anders
Tak, Ariel również czuła coś na kształt zazdrości. Ona, choćby była najwspanialszą i najpiękniejszą kobietą świata, nie miała szans na założenie rodziny. Każdy mężczyzna prędzej czy później chce mieć potomka, którego ona dać by nie mogła. Niestety, posiadanie dziecka było jej ogromnym marzeniem, niezmiennie od lat i chociaż istnieją inne sposoby, choćby adopcja, któż by poszedł na ten układ?
OdpowiedzUsuń- Tak, mają dużo szczęścia.- powiedziała cicho, śmiejąc się z siebie w duchu. Jeszcze kilka lat temu miała nadzieję, że Josh ożeni się z nią, a nie z Andreą, ale cóż. Tylko się przyjaźnili, ona myślała sobie za dużo i dziś cieszyła się z tego, że mężczyzna ma szansę na normalne życie. - Założę się, że niebawem spotkamy się na twoim ślubie. Wypijmy za to. - dodała, chcąc nieco rozładować atmosferę. To jeszcze nie czas na gorzkie żale, a oni, choć ubrani na czarno, nie byli na stypie, a weselu.
Ariel
Inaczej patrzy się na świat, mając niespełna dwadzieścia lat, a mając ich prawie trzydzieści. Spotkanie odpowiedniej osoby, poczucie bezpieczeństwa i instynkt rodzicielski - to wszystko łączy się we wspaniałą całość, mogącą zaowocować ustatkowaniem się i założeniem rodziny. Oczywiście, wszystko zależy od odczuć, przeżyć. Niestety, przeszłość robi swoje. Odciska piętno i trzeba lat, setek zapewnień, by zmienić swoje nastawienie. Ariel ojca poznała trzy lata temu, matkę straciła, zanim osiągnęła pełnoletniość. Co ona wiedziała o rodzinie?
OdpowiedzUsuń- Okazja się zawsze znajdzie.- zaśmiała się, nalewając im po kieliszku. Po chwili podsunęła mu jeden. Ciekawa była, ile w zasadzie miał lat. Wyglądał młodo, a ona chyba lubiła młodszych. Tak przynajmniej wynikało z jej doświadczenia. Nie, żeby teraz go podrywała, ale czuła dziwne przyciąganie. Uśmiechnęła się delikatnie, zakładając włosy za ucho.- Następna kolejkę rozlewasz Ty. - dodała, przyglądając mu się uważnie. W jej oczach pojawił się błysk zaciekawienia. To będzie drugi kieliszek. Czy padnie? A może wręcz przeciwnie? Nawet nie zwracała uwagi na otoczenie, które jeszcze przed chwilą ją przytłaczało. Czuła wewnątrz przyjemne ciepło, miała towarzystwo i tylko to się liczyło w tej chwili.
Ariel
Ludzie, których nie lubi los, zazwyczaj znajdują do siebie ścieżkę i we dwójkę raźniej im nie lubić losu. Tak jest prościej i przyjemniej, niż zmagać się ze światem w pojedynkę. Kto wie, jak potoczą się ich ścieżki? Może niezupełnie przypadkowo znaleźli się na jednym weselu i odnaleźli nić porozumienia? Ariel zdecydowanie wierzyła w nieprzypadkowość zdarzeń. Wszystko do czegoś prowadziło, każde wydarzenie, spotkanie, wypadek. Teraz tylko pytanie: do czego konkretnie?
OdpowiedzUsuńSłysząc jego słowa, zaśmiała się radośnie, może nazbyt głośno i tak odruchowo, wyciągnęła swoją dłoń, by zmierzwić mu włosy. Rozczulił ją, niewątpliwie, tym jednym żartem. Jego włosy w dotyku były przyjemnie miękkie, ale w chwili gdy poczuła, że jej zachowanie jest co najmniej nie na miejscu, powoli odsunęła dłoń.
- Nawet jeśli nie, dziś jest specjalny dzień. A w specjalne dni możesz robić wszystko, na co masz ochotę. - ton jej głosu przedstawiał pewność, spotęgowaną nieco działaniem alkoholu. Naprawdę ciężko jej było uwierzyć w swoją zmianę nastroju. Uśmiech nie schodził jej z ust i co najważniejsze, nie był to uśmiech udawany. Wysunęła kieliszek w jego stronę, wznosząc niemy toast za to spotkanie i wypiła cierpki trunek.
Ariel
[och, z cieniem wygląda nieziemsko xD micha mi się cieszy^^]
OdpowiedzUsuńCo do zabranej ręki, jeśli nie zwolnią oczywiście narzuconego przez Ariel tempa, sytuacja mogłaby się jeszcze powtórzyć. Nawet, gdyby mu się to nie podobało, próbowałaby się wytłumaczyć alkoholem. Może by uwierzył, bo trochę przylepą bywała po kilku głębszych. Inna sprawa, że ona zwyczajnie uwielbiała dotyk, gesty. A głaskanie po włosach, dotykanie policzków, to już w ogóle jej żywioł. Poprzez dotyk można poznać kogoś trochę bardziej, zaobserwować jego naturalne reakcje. Poza tym, od pierwszej chwili gdy dojrzała fragmenty tatuażów, wystające poza rękawy koszuli, chciała się im przyjrzeć. Może nawet dotknąć, ale to cii, jeszcze nie teraz. O ile w ogóle.
Uśmiechnął się, nie odsunął. Chyba tak źle nie było.
Słysząc jego słowa, uniosła jeden kącik ust i lustrując uważnie jego twarz, której o dziwo nie zdobił rumieniec, przygryzła wargę.
- Wszystko.- odpowiedziała krótko, rzeczowo. Mimo całej swej postawy, czuła się nieco zmieszana. Czy jej zachowanie było w porządku? Palcem przesunęła po swoim ramieniu. Nie była zbyt oczywista? Był piękny z tym swoim szelmowskim uśmiechem. Potrzebowała alkoholu, więc dość swobodnie, gdy jej palec skończył podróż w dół ramienia, stuknęła wymownie w kieliszek, unosząc jedną brew.
Ariel
[nie no, jestem zaintrygowana do potęgi entej:D zanim odpiszę, w jego pytaniu chodzi o to, czy "wszystko" zawiera, czy wyklucza naukę tańca?:P obstawiam, że to pierwsze, ale mam dylemat:P]
OdpowiedzUsuń[ja też mam z tym problemy, także spoko xD]
OdpowiedzUsuńZdawała sobie sprawę z tego, jak działała na mężczyzn. Nie manipulowała nimi ani też nie próbowała owijać ich sobie wokół palca. Według niej takie zagrywki były nie fair, a bawić się czyimiś uczuciami nie chciała. Będąc kilkakrotnie ofiarą takiej gry, miała do tego niesmak. Mimo to, czuła się mile połechtana za każdym razem, gdy choćby jej najbardziej subtelny gest przykuwał uwagę. Zwłaszcza, gdy czuła ten ekscytujący pociąg do kogoś.
Napięcie między nimi stało się dziwnie naelektryzowane, a przynajmniej ona tak to odczuwała. Alkohol nie miał za wiele do powiedzenia w tej kwestii, ale niewątpliwie dodawał jej odwagi, której w zasadzie i tak miała nadto. Nie chciała, by Kidd stał się jednorazową przygodą, a na nic więcej nie mogła liczyć. Mogła jednak w porę się wycofać...
Tyle że nie chciała tego. Chciała raz jeszcze zmierzwić jego włosy i obserwować uśmiech, który w zachwycający sposób zdobił jego twarz.
Słysząc jego wyzwanie, uśmiechnęła się delikatnie, niemal tajemniczo i wyciągnęła w jego stronę dłoń.
- W takim razie, czy uczyni mi Pan ten zaszczyt?- zapytała słodko, ciekawa ich "potyczki" na parkiecie. Dotknie go, zanim nawet zdała sobie sprawę z tego, że bardzo chce to zrobić.
Ariel
[ Dla mnie lepiej by było gdyby się już znali, mogliby się gdzieś na jakimś wyjeździe kiedyś poznać czy coś ]
OdpowiedzUsuńNessa S.
[weeź, szczerzę się do monitora^^]
OdpowiedzUsuńCzy przebywanie, bycie z Ariel zawierało szczęście? Chyba nie potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie. Bo chociaż starała się jak mogła podarować całą swą uwagę, kreatywność i czułość, czasami to po prostu nie wystarczało. Dlatego pewnie minęły już prawie cztery lata, odkąd z kimś była, tak naprawdę. Niby odważna, ona również się bała i uciekała przed zobowiązaniami. Ale zanim miałoby w ogóle dojść do takich obietnic, pewnie jeszcze długa droga, która nie wiadomo gdzie się skończy.
Skupiła się na tej chwili, ubraniu szpilek i podążeniu za Kidd'em w kierunku parkietu. Dopiero, gdy położył dłoń na jej talii, poczuła jego zapach. Objęła jego szyję, powstrzymując się przed pogładzeniem jego karku. Musiała aż przymknąć powieki, bo działał na nią wręcz hipnotyzująco. W połączeniu z dotykiem, poczuła na skórze gęsią skórkę.
W tle leciał przyjemny, spokojny kawałek, a to tym lepiej, bo skoro mieli nauczyć się tańczyć, prościej to zrobić w zwolnionym tempie. Uśmiechnęła się do niego łagodnie, szukając jego spojrzenia. W ślad za innymi parami, zaczęli poruszać się w rytm muzyki, kołysząc się.
- Podobno nie umiesz tańczyć.- wyszeptała wprost do jego ucha, tym samym zmniejszając odległość między ich ciałami. Czuła na sobie ciepło, bijące od jego osoby.
Ariel
[ Ok mi pasuje, powiedzmy, że będzie wybierała jakieś płyty albo skrzypce czy coś a on to nie wiem. Ja mam zacząć? czy chcesz ty?]
OdpowiedzUsuńNessa S.
[och, nie przerażaj się, jakoś to będzie. btw. dzięki bogu moja postać nie trafiła tym razem na homoseksualistę:D]
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, ludzie potrafili kochać najmocniej i tylko czasem wydawało się jej, że przywiązanie ma większą moc. Takie wilki czy pingwiny wiążą się ze sobą na całe życie i jakoś im zwierzęce instynkty nie w głowie. To tak jakby były bardziej ludzkie od przedstawicieli homo sapiens.
W tej chwili jednak, kiedy rozpływała się w jego ramionach, oszołomiona jego spojrzeniem, zapachem i bliskością, kierowana w maleńkim stopniu procentami, hulającymi we krwi, czuła się cudownie. Nie wiedziała o nim nic, a mimo to czuła się tak swobodnie. Analizując tę chwilę w swej głowie, przygryzła dolną wargę, udowadniając sobie, że ta chwila nie jest wymysłem jej samotnej jaźni. Dłoń, spoczywająca na jego karku, jakby żyjąc własnym życiem, wsunęła się pod kołnierzyk mężczyzny i teraz delikatnie wodziła po jego skórze, a sama Ariel nie spuszczała wzroku z oczu Olivera. Raz tylko spojrzała na jego usta, prawie dyskretnie, odrzucając karcące ją myśli.
To tylko taniec, prawda?
Nawet sama sobie nie wierzyła. Chciała go poznać.
- Uznam Pana za kłamczucha. - powiedziała cicho, dając się prowadzić w tańcu. W międzyczasie fotograf zrobił im zdjęcie, ale prawie tego nie dostrzegła.- Czego jeszcze nie potrafisz? - zapytała, unoszac brew.
Ariel
[nie wracaj! to zbyt wielka strata dla kobiet*.*]
OdpowiedzUsuńOch, czy to alkohol, czy raczej jego obecność sprawiała, że nagle nogi miała jak z waty?
Zapewne to drugie. Dla zachowania równowagi, delikatnie zacisnęła dłoń na jego karku i już po chwili, gdy uczucie bezwładu minęło, przesunęła ją wyżej, palce wplatając w jego włosy. Zaintrygowana jego słowami, będąca pod urokiem jego uśmiechu, czuła się jednocześnie bardzo zrelaksowana i lekko speszona. Jakby była uczennicą na balu maturalnym, którą za chwilę miał pocałować najprzystojniejszy mężczyzna na sali. Uśmiechnęła się tajemniczo, zastanawiając się jak brzmi jego głos, kiedy śpiewał; jak wyglądał, grając na perkusji i jak smakują jego usta. Bezwiednie przesunęła językiem po swoich wargach i chociaż zapewne była dużo starsza, skarciła się w myślach za swoje małoletnie zachowanie.
- Czy w tej kolejności zademonstrujesz mi swoje nieumiejętności? - zapytała szeptem, tym razem trącając wargami jego ucho. Każde jej słowo, każdy gest były wyzwaniem, rzucanym mu co chwilę. Jak do tej pory, podjął każde, co tylko mocniej ją nakręcało. Odsunęła się tak, by widzieć jego twarz i w tej chwili pojawiła się obok nich młoda para.
A więc odbijany. Niech żyje wyczucie czasu.
Westchnęła cicho, ale nie mogła odmówić, bo to byłoby w nietakcie. Posłała Oliverowi spojrzenie mówiące, że to nie koniec. Ba, to mógł być zaledwie początek i dała się porwać panu młodemu do tańca, podczas kiedy Kidd musiał dotrzymać kroku pannie młodej.
[wprowadzam element zaskoczenia:D]
[ha! wieczór piękny, postaci piękne i wątek piękny:D nie trać więcej^^]
OdpowiedzUsuńI ten właśnie uśmiech miał ją zgubić. Najszczerszy, delikatny, kryjący przyzwolenie, zaufanie. Nie pamiętała już, kiedy ostatni raz ktoś tak na nią patrzył, aby ktoś podarował jej taki uśmiech. To było jednocześnie cudowne i przerażające doświadczenie. Wieczór pełen sprzeczności, ale to dobry znak. Odkryła w sobie fakt, że zależy jej na tym chłopaku, mężczyźnie. Zależy w tym stopniu, że nie pozwoli sobie na jakikolwiek ruch, mogący go skrzywdzić, urazić. Chciała, by w jego oczach błyszczały iskierki radości, nie jedynie rozbawienia.
Tańcząc z panem młodym, nasłuchała się nieco. Że jest nieodpowiedzialna, że jest dla niej stanowczo za młody i o ile mogą się napić razem, tak nic z tego nie będzie. Zdradzało ją spojrzenie, którym obdarzała cały wieczór Olivera. Zdradzały ją gesty i śmiech, który ostatnio nieczęsto dobiegał czyichś uszu. Aż Josh postanowił interweniować, chociaż to był jego ślub i tylko panna młoda powinna go była interesować.
Ariel, słuchając go, chociaż się uśmiechała, poczuła dziwne ukłucie. Uspokoiła jednak Josha, patrzącego tęsknie za swoją drugą połową i dokończyła z nim taniec, po czym ucałowała jego policzki, poprosiła, by miał w niej trochę wiary i łapiąc w biegu kieliszek wina, wyszła na balkon, ubierając wcześniej płaszcz.
Ariel
[oj, żebyś wiedziała:D to pełne ekscytacji oczekiwanie na odpowiedź*.*]
OdpowiedzUsuńWyszła przede wszystkim się przewietrzyć i pozbierać myśli. Potrzebowała chwili dla siebie na lekkie wytrzeźwienie. Nie fizyczne, bo nie wypiła aż tyle. To było raczej upojenie Oliverem, psychiczne, mentalne, ogólnie wewnętrzne. To, co powiedział jej Josh było jak kubeł zimnej wody. Nawet temperatura, panująca na zewnątrz, nie była tak chłodna jak jego ton.
Może miał rację? Pasowało się zbierać, zanim namąciłaby mu w głowie. Tyle że nie potrafiła. Wyciągnęła z paczki papierosa i odpaliła, zanim na balkonie pojawiło się towarzystwo. Nie chciała by pomyślał, że mu uciekła. Patrzyła na piękną panoramę i zaciągała się powoli dymem, co jakiś czas mocząc usta winem. Czuła się kompletnie zdezorientowana.
Gdy usłyszała jego słowa, uśmiechnęła się delikatnie do siebie, czując przyjemny dreszcz. Nie, to nie było na pewno z zimna.
- Opowiesz mi o tych uczuciach? - zapytała, odwracając się w jego stronę. Wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów, kierując ją w stronę Olivera. Nie wiedziała, czy palił, ale może miał taką samą ochotę jak i ona. Przyglądała mu się uważnie, starając się wyczytać coś z jego twarzy. Pewnie był zły, rozczarowany jej postawą. Głupią postawą! - Może ekspertem nie jestem, ale potrafisz tańczyć. - dodała cicho, uśmiechając się na samo wspomnienie ich tańca.
Ariel
[ja to samo robię xD]
OdpowiedzUsuńPrzyglądała się mu w pełnym skupieniu, analizując jego słowa. Czy to, co teraz mówił, było w ogóle możliwe? Może było tak, jak mówił na początku i zwyczajnie po kilku kieliszkach coś mu się ubzdurało? A co, jeśli to nie miało nic wspólnego z wódką, która im towarzyszyła w tym krótkim, aczkolwiek intensywnym czasie?
Dopaliła papierosa, zgasiła niedopałek i umieściła go w popielniczce, stojącej na stoliku. Robiła to powoli, myśląc nad jego słowami. Nad tym śmiałym wyznaniem, które echem rozeszło się po jej ciele, wprawiając ją w lekką euforię.
Czuła się tak, jakby słyszała samą siebie. Ona kiedyś pragnęła mężczyzny, potem jednak jej marzenia legły w gruzach. Tego wieczoru odezwało się jej wewnętrzne ja, pragnące bliskości tego właśnie, uzewnętrzniającego się przed nią mężczyzny. Jego śmiech zbił ją z tropu, ale potrafiła zrozumieć tę burzę walczących ze sobą emocji.
Odłożyła kieliszek na stolik i zrobiła krok w jego stronę.
- Witaj na pokładzie, Kidd. - wyszeptała, w odpowiedzi na jego słowa. Najmocniej teraz chciała poznać jego przeszłość, dowiedzieć się nawet najciemniejszych sekretów, wejść w jego życie. Może potrwa to tylko chwilę, może niewiele z tego wyniknie, ale dlaczego miała nie zaryzykować? Gdyby się miało okazać, że to jednak właśnie TO?
Nie, nigdy wcześniej nie myślała tak intensywnie o kimś w tak krótkim czasie. Może trzeba żyć chwilą i reszta sama się ułoży?
Zrobiła jeszcze krok, tym razem znajdując się na tyle blisko, by czuć jego oddech na swej twarzy. Zewnętrzną stroną dłoni pogłaskała jego policzek, by po chwili palcem przesunąć po jego wargach i niewiele myśląc, złożyła delikatny pocałunek w kąciku jego ust.
Ariel
[rozumiem:) postawiłam na spontaniczną Ariel:D]
OdpowiedzUsuńNie był żałosny, to na pewno. Zaimponował jej swoją odwagą, bo chyba mało który facet tak po prostu przyznałby się do swoich odczuć, zanim tak naprawdę wszystko się rozpoczęło. Podziwiała go w tej chwili, nawet jeśli przez chwilę wyglądał tak, jakby czekał na wyrok.
W jednej chwili zniknęły jej wahania, przemyślenia na temat udziału alkoholu w całej sytuacji. To, co teraz się działo, było czymś niezwykłym, wręcz niemożliwym. Nawet nie zastanawiała się już, jak to będzie kolejnego dnia i przez następne tygodnie, miesiące. Mieli tak wiele czasu i tak ogromną ilość tematów do omówienia, chwil do przeżycia, horrorów i romansideł do obejrzenia. Początek, niczym z filmu, z powieści. Pocałować można każdego pod wpływem chwili, ale ten moment, ich chwila, było czymś dużo więcej. Niemą obietnicą, którą Ariel przyjmowała garściami.
Niemal chciwie wpiła się w jego wargi, obejmując jego szyję. Bijące od niego ciepło było prawdziwym lekarstwem na udręczoną duszę.
Czy byli naiwni sądząc, że to ich szansa na szczęście? Być może, ale to w ogóle nie było istotne. Nie w czasie niekończących się sekund ich pocałunku.
Ariel
[hahaha! nie mogę przestać się z tego śmiać :D]
OdpowiedzUsuńOj tak, nie potrafił całować jak nikt inny. Aż zaśmiała się na tę myśl, kręcąc powoli głową. Minęło kilka sekund, zanim zdołała uspokoić ciężki, przerywany oddech. Czuła się, jakby przebiegła maraton i otrzymała za udział w nim najlepszą nagrodę. Wręcz wygrała.
- Pan kłamczuszek. - powtórzyła po raz kolejny tego wieczora, opierając czoło na jego klatce piersiowej. Objęła go, zaciskając zmarznięte dłonie na materiale jego kurtki i jeszcze chwilę tak trwała, zanim nie powróciła trzeźwość umysłu. Podniosła oczy, przyglądając się jego twarzy, na której gościł ten rozbrajający uśmiech, na który odpowiedziała najlepiej, jak umiała. Wargami musnęła jego brodę.
- Nie mogę się doczekać poznania twoich dziwactw. - powiedziała cicho, zgodnie z prawdą. Jakoś nie obawiała się tego. Każdy miał swoje małe i większe dziwności i niestety, jakoś nie potrafiła sobie wyobrazić czegoś, co mogłoby być bardziej odrzucające, niż jej niepłodność. Nawet nie zapuszczała się myślami w te rejony, chociaż nadejdzie dzień, że kiedyś mu to wyzna.
- Uciekamy stąd? - zapytała, nie przestając wpatrywać się w jego niebieskie oczy. Chciała pobyć z nim sam na sam, bez gapiów za oknem, bez tłoku.
Ariel
[no było! ach, bajkowo się zrobiło*.*]
OdpowiedzUsuń- Piraci zapewne kłamią.- wzruszyła lekko ramionami, po czym cicho się zaśmiała.- Ale jak musisz, kłam tylko o mojej urodzie.- dodała, grożąc mu przy tym palcem. Kłamczuszek tyczył się tylko tych słodkich nieumiejętności, które w rezultacie Kidd opanował na mistrzowskim poziomie i miała nadzieję, że to będą jedyne kłamstewka w ich relacji. Najgorsza prawda lepsza od najsłodszego kłamstwa.
Ariel, trzymając dłoń Olivera, opuszczała wesele zupełnie odmieniona. Gdy wchodziła do kościoła, miała łzy w oczach. Teraz natomiast, jeśli miałaby się popłakać, to tylko ze szczęścia. Pomachała zdziwionym młodym, którzy rzeczywiście patrzyli na nich z pewną nieufnością. Już dawno temu powinna była przestać martwić się tym, co myślą i mówią inni, dopóki ona postępowała zgodnie ze swoimi przekonaniami, sumieniem.
Znalazłszy się na zewnątrz, Ariel nadal nie puszczała jego dłoni. To było coś tak bardzo przyjemnego i rozgrzewającego jednocześnie. Niemal cała płonęła od tych skrajnych emocji.
- Uwielbiam nocne spacery. - powiedziała, zgodnie ze stanem faktycznym. Miała szpilki, ale była kobietą, która umiała się odnaleźć w każdych okolicznościach.- Tylko dokąd nie jest daleko? - zapytała, unosząc pytająco brew. Uśmiech wcale nie schodził z jej ust.
Ariel
Uśmiechnęła się słodko w odpowiedzi na jego komplement. Może i teraz miała urodę, ale za kilka lat, kiedy on będzie przystojniał z każdym rokiem, ona zacznie się starzeć. No cóż, takie jest życie i nikt czasu nie zatrzyma. Zresztą, po co sobie psuć tak pięknie zapowiadającą się noc na myślenie o przyszłości, wciąż jeszcze odległej.
OdpowiedzUsuńTakie kłamstewka, tak pożądane przez społeczeństwo, wchodziły w nawyk. Ona także ubierała nieraz maskę, aby nikt nie odkrył tego, co nieraz w niej siedziało. Łatwo wszystkich nabrać, ale jeśli komuś naprawdę na tobie zależy, nie kupi takiej bajki. Będą musieli się wiele od siebie i o sobie nauczyć, a sama myśl o tym była przyjemnie ekscytująca.
- Do Ciebie więc.- uśmiechnęła się łagodnie, dotrzymując mu kroku. - Nie mam już siły na tłumy dzisiaj, zwłaszcza że oboje wyglądamy, jakbyśmy wracali z wielkiej gali.- być z nim sam na sam, zobaczenie, jak sobie żyje i jaki jest na swoim terenie. Czy może być coś lepszego?
Spojrzała na swoje buty i machnęła na to ręką.
- Najwyżej przerzucisz mnie przez ramię i zaniesiesz jako łup na swój statek.- odparła z tym swoim niewinnym uśmiechem na ustach, stale nawiązując do jego słów. Kidd, jak ten pirat!
Ariel
Mimowolnie przygryzła wargę, słysząc jego słowa. Och, czy nagle zrobiło się przesadnie gorąco, czy to tylko jej wnętrze, myśli i wyobrażenia płatały jej figla? Jak już wcześniej mówiła, ten dzień był dniem wyjątkowym, w którym Oliver mógł robić wszystko, na co miał ochotę. A skoro łup należy do niego, chętnie przyporządkuje się jego wyobrażeniom w tym temacie.
OdpowiedzUsuńDotąd w swoim życiu nie spotkała wielu osób, naznaczonych w podobny sposób co i ona, ale była dość silna, by pozbierać się do kupy, więc i pewno znajdzie tę siłę, która ich poprowadzi na ścieżce, jaką będą wspólnie odkrywać.
Splotła swoje palce z jego, gdy wkroczyli na teren parku. Nie należała do osób strachliwych, ale jakoś czuła się raźniej, idąc z nim w ten sposób. Sama śmiała się na horrorach, traktując je podobnie jak komedie, ale dość w życiu przeszła, by nie oglądać się czasem za ramię, gdy szła ciemnym zaułkiem. Z przyzwyczajenia, tak właśnie zrobiła, choć nie odczuwała tego dyskomfortu jak zwykle, gdy wracała sama nocą.
- Zawsze tędy wracasz? - zapytała cicho, patrząc stale pod nogi. Odezwała się w niej po raz pierwszy od dawna troska.
Ariel
Nie musieli się z niczym spieszyć, zwłaszcza że Ariel najbardziej pragnęła go posłuchać, poznać. Może raz jeszcze pocałować, przyglądać się jego tatuażom, wypytać o ich historię i jeśli nie miałby nic przeciwko, usnąć w jego ramionach. Jedyne, co mógł zrobić, aby poczuła się źle, to pogonić ją ze swojego życia, a na to się nie zapowiadało. Myśl, że nie spędzi tej nocy samotnie, dodawała jej ogromnej otuchy. Tak jak i jego drobny gest. Spojrzała na ich złączone dłonie i musiała przyznać, że zaczynają ją boleć policzki od ciągłego uśmiechania się.
OdpowiedzUsuńGdyby nie przeszłość, choć trudna i wyciskająca na obojgu ogromne piętno, dziś by ich tu nie było i nie mieliby okazji się spotkać. A ten wieczór był dla niej najlepszym od niemal czterech lat, może nawet dłużej. Nie mogła się doczekać momentu, jak znajdą się w jego mieszkaniu, żeby usiąść na spokojnie i nie myśleć o nietoperzach.
- Co studiujesz? - zapytała, śmiejąc się w duchu. Oto idzie za rękę z mężczyzną, o którym prawie nic nie wie i jest szczęśliwa.
Ariel
[cieszy mnie, że chce Ci się spać!:) dobrej nocy i mam nadzieję, do potem! trans wątkowy z Tobą mam:D]
Student weterynarii. A więc kochał zwierzęta, a to kolejny plus. Minęły lata odkąd Ariel miała futrzanego przyjaciela, ale tylko dlatego, że była w ciągłych rozjazdach. Jak jeszcze pisała i wydawała swoje wypociny. Potem stwierdziła, że to nie ma sensu. Ani pisanie, ani opiekowanie się zwierzęciem, skoro średnio dbała o samą siebie. Zapowiadało się na zmianę wszystkiego. Od jej podejścia do życia do pełnego zaufania mężczyźnie, który właśnie prowadził ją do swojego mieszkania, na trzecim piętrze. Trochę bolały ją o stopy, które choć niewiele wytańczyły tego wieczora, były zmarznięte i ciągle musiały pokonywać jakieś stopnie.
OdpowiedzUsuńGdy weszli do środka, najpierw spojrzała w lustro, wiszące w przedpokoju. Zastanawiała się przez ułamek sekundy, czy nie jest naprawdę za stara dla niego, ale szczęściem, piesek wbiegający by sie z nimi przywitać, rozproszył jej myśli i rzucił je na inny tor.
Uśmiechnęła się szeroko, ściągając z nóg szpilki i przykucnęła, chcąc wygłaskać pięknego czworonoga. Takie powitanie musi wiele dawać po powrocie z uczelni, pracy. Najcięższy dzień traci na swej wadze, a przynajmniej tak to sobie wyobrażał.
- Jaki jesteś piękny! - odezwała się do labradora, czule głaszcząc jego pyszczek, grzbiet. wzrok ze zwierzęcia na Kidd'a i darząc go tym samym, wesołym uśmiechem, odezwała się: - Jak się wabi?
Ariel
Skrzywiła się na jego słowa, podnosząc powoli z pozycji przysiadu. I patrzyła na niego ze sporą dezaprobatą w oczach. Nie chodziło o imię dla pieska, któremu dało się coś w każdej chwili wymyślić. Nie miał nic w lodówce, a to znaczyło, że o siebie nie dbał. Och, zmartwiła ją ta myśl.
OdpowiedzUsuń- Kakao uwielbiam. - przyznała, nie zmieniając jednak miny, która w tej chwili nie chciała ustąpić miejsca uśmiechowi.- Ale kakao to nie wszystko. Czy jadłes coś w ogóle na weselu? - zapytała z troską w głosie, zdejmując z ramion płaszcz, który odwiesiła na wieszak.
Biedny Kidd, będzie musiała się nim zająć, zrobić mu zakupy i ugotować coś pożywnego. Ale tym zajmie się rano, jeśli jej oczywiście na to pozwoli. Sama rzadko kiedy coś jadła, bo jakoś apetyt się jej nie trzymał, ale jeśli już chodziło o kogoś, na kim jej zależało, nie było przebacz. Kolejna rzecz z listy, co musi w sobie zmienić, podciągnąć. Nie chciała go martwić takimi drobnostkami, jak zbyt mała ilość snu, nikły apetyt. Jeśli będzie teraz szczęśliwa, na pewno się to zmieni, ulepszy.
Ariel
Jak tylko złapał jej dłoń, nagle minęła ta maleńka złość, że chłopak o siebie nie dba. Jeszcze mu wytłumaczy, ile przyjemności jest w jedzeniu, bo przecież sama kiedyś potrafiła spędzić pół dnia w kuchni, by później rozkoszować się coraz to innymi smakami. I chociaż nie wyglądała na panią domu, kiedy miała dla kogo, naprawdę się starała spełniać w tej roli.
OdpowiedzUsuńJeśli by jednak nie lubił jej gotowania, zawsze mogliby skoczyć do restauracji pod złotymi łukami i kupić sobie choćby po happy mealu, które ona osobiście uwielbiała.
- Sukienki są bardzo wygodne. - powiedziała zgodnie z prawdą. Uwielbiała je i dlatego jej szafa niemal pękała od nich w szwach. Ubierając którąś, czuła się naprawdę kobieco, lub dziewczęco. Kochała też chodzenie w dresach, za dużych koszulach.- Ale chętnie ją zrzucę. - dodała, uśmiechając się kątem ust. Cóż, ubrać męską koszulkę też było fajnie i może rzeczywiście słodko. A jeśli będzie pachnieć nim, to już dodatkowo fantastycznie. Poza tym będzie miała okazję przyjrzeć się jego garderobie i to ją również ekscytowało.
Oparła się o blat, przyglądając się Oliverowi.
Ariel
Chciała spróbować kakao, zanim jeszcze doniósł je do salonu. Tak jej pachniało i dodatkowo te pianki... Lata ich nie jadła!
OdpowiedzUsuńOprócz tego, że poszli do jego sypialni, swoim spojrzeniem natrafiała na coraz to kolejne przedmioty, które przyciągały jej uwagę. Gitara, kartki, poduchy na parapecie, książki, perkusja.. Od czego zacząć poznawanie Olivera? Czuła się jak małe dziecko, które za chwilę miało dostać lizaka. Tyle ekscytacji to ona dawno nie czuła.
I jeszcze to łóżko.
Urzeczona, wpatrywała się w nie. Efekt, jaki dawały lampki był niesamowity. To takie romantyczne, że nagle zachciało się jej położyć w tym łóżku, z kubkiem kakao i spędzić noc, rozmawiając z Kidd'em, dotykając jego skóry...
Pokręciła głową, wsłuchując się w słowa Olivera.
Uśmiechnęła się szeroko, przyglądając się jego szafie.
- Ja też uwielbiam zakupy, więc to żadne dziwactwo. Musisz się bardziej postarać, żeby mnie zaskoczyć. - wyszeptała, stając za nim i obejmując go w pasie. Przesunęła dłońmi po jego brzuchu i odsunęła się, stając przed szafą. Chwilę przyglądała się zawartości, by wybrać w końcu ciemny tshirt. Uśmiechnęła się szeroko, tuląc go do siebie.
- Uwielbiam Batmana! - dodała, rozbawiona i pokręciła lekko głową. - Najpierw kakao, potem kąpanie!
Ariel
[nie mów, ja od naszego wątku, ciągle to robię xD]
OdpowiedzUsuń- Oznacza to jedynie, że jesteś facetem idealnym. - odparła, uśmiechając się do niego. Nie było nic dziwnego w tym, że faceci kupowali sobie ciuchy i nie marudzili na wspólnych wypadach do sklepu. Osobiście, Ariel bardzo by sobie ceniła, gdyby mogła się pokazać mu jeszcze w przymierzalni, a on by jej doradził. I na odwrót. Żeby mieli z tego radochę.
Zaśmiała się, widząc, jak chłopak sprząta. No okej, pedantką nie była, więc ten artystyczny nieład czasem ją nawiedzał. I musiała mieć sporą motywację, żeby to posprzątać.
- Jeśli się okaże, że w tych cieniach mnie przyćmisz jeszcze bardziej, chyba tego nie uniosę...- wyszeptała, gdy już siedzieli na kanapie, okryci kocem. Oparła głowę o jego ramię.- Czemu twoje dziwactwa wcale nie sa dziwne? - zapytała, upijając po chwili łyk kakao. - Lubię mężczyzn w makijażu oczu. Moje dziwactwo to koreańskie boysbandy. Oni sobie niczego nie szczędzą.- zaśmiała się cicho i uniosła oczy, by mu się przyjrzeć. Może z kolei on tego nie uniesie? I kiedy tak na niego patrzyła, zapragnęła zobaczyć go z cieniem na powiekach. Na sama myśl przygryzła wargę.
Ariel
[idealny wizerunek! wow *.*]
OdpowiedzUsuńW zasadzie, przez chwilę zastanawiała się nad tym, które z nich wysiadłoby na wspólnych zakupach. Dwoje maniaków, zaciszna przymierzalnia... Szybko powróciła z dziwnego toku myślenia, słuchając jego wypowiedzi na temat koreańskich boysbandów. O nie.
- Da się ich odróżnić wszystkich! - powiedziała, który to z kolei raz musząc odeprzeć ten atak? Och, czemu każdy uważał, że oni są podobni, skoro Ariel nie miała z tym żadnego problemu? Zaśmiała się cicho. - Ja Ci ich wszystkich przedstawię, jeśli mi pozwolisz. - dodała, wplatając palce w jego włosy. Uśmiechnęła się delikatnie, kolejny raz, tym razem z pełną premedytacją, przygryzając wargę.
- I co z tym zrobisz? - zapytała szeptem, intensywnie wpatrując się w jego oczy.
Ariel
[w ogóle strasznie lubię BMTH, a szczerze Black Veil Brides słyszałam wcześniej maleńką ilość razy. ale jeśli chodzi o wokalistów, Andy zwycięża we wszystkim xD]
OdpowiedzUsuńWestchnęła cicho, po czym po raz kolejny się zaśmiała. Włosami i wzrostem? No dobrze. Inna kwestia, że mieli różne twarze, ale się nie będzie kłócić. Ma na tym punkcie fioła i tylko im teraz trzeba, żeby wyciągnęła telefon i zaczęła pokazywać mu teledyski swoich ulubionych grup, wskazując członków po imieniu.
Zaskoczona, wyplotła palce z jego ciemnych włosów i zaśmiała się, klaszcząc dłonie. Wcześniej, odłożyła niemal całkowicie upite kakao i czekała, czując ten specyficzny, przyjemny ucisk w podbrzuszu. Jej podekscytowanie było ogromne i nie mogła się doczekać efektu. A więc tak czuli się mężczyźni, czekając na to, aż się Ariel umaluje?
Kiedy wrócił, nie mogła oderwać on niego oczu. Wręcz żałowała, że nie zmieniła sukienki na koszulkę, bo łatwiej byłoby mu sie wpakować na kolana i w spokoju przyglądać jego cudownym oczom. Odetchnęła głośno, klękając na kanapie. Teraz jej oczy były na wysokości jego. Ujęła twarz Olivera w dłonie.
- Jesteś najpiękniejszym mężczyzną, jakiego spotkałam.- wyszeptała, kciukami głaszcząc jego skórę.
Ariel
[haha, spoko:D ja i tak do późna jestem, ale jakbym Cię zmęczyła wątkiem, to śmiało mów:)]
OdpowiedzUsuń[Sleeping With Sirens i wszystko jasne, czemu lubisz Arielkę xD]
OdpowiedzUsuńBurza uczuć, targająca jej wątłe ciało, uderzyła nagle, bez zapowiedzi. Kilka godzin temu nawet by nie pomyślała o takim finale. A teraz? Nie umiała sobie wyobrazić, że znów wróci do pustego mieszkania, w którym od tygodnia stały jeszcze nierozpakowane pudła, na wypadek, jakby jednak postanowiła wrócić do Amsterdamu.
Na to się jednak nie zapowiadało.
Usiadła mu w końcu na kolanach, ciesząc się w duchu, że sukienka uniemożliwiała wbicie się na niego okrakiem. Było naprawdę idealnie. Oddawała pocałunek z taką samą pasją, czując wewnątrz niesamowitą euforię. Wplotła po raz kolejny palce w jego włosy i oderwała się od jego ust zaledwie na moment, by ponownie przyjrzeć się jego oczom.
Jej usta błądziły teraz od kącika ust Olivera do jego ucha, szyi. W każdym miejscu zostawiała delikatny pocałunek, chcąc w ten sposób zbadać całą jego twarz.
Ariel
[spoko:) mnie się włączyło odświeżanie strony co piętnaście minut, więc i tak trwam na posterunku:D]
OdpowiedzUsuńZaśmiała się cicho, słysząc jego słowa.
- Nie jestem idealna. - powiedziała cicho, wpatrując się w jego oczy. - Trochę przeszłam. Mam swoje dziwactwa. Mogę być nie do zniesienia... - dodała jeszcze ciszej, wręcz wyszeptała te słowa. Nie chciała go zniechęcić, czy nawet ostrzec. Po prostu musiał wiedzieć, że w pewnej chwili coś może pójść nie tak i Ariel bardzo chciała, by go to od razu nie przeraziło. Po co miał ją idealizować, by po jakimś czasie odkryć, że to się mija z rzeczywistością? Nie ma ludzi idealnych.
Zacisnęła lekko dłonie na jego szyi i ucałowała jego przymknięte powieki, by po chwili ponownie złożyć pocałunek na jego ustach. Pełen uczucia, delikatności. Za chwilę wpiła się w jego wargi, łaknąc wszelkich odczuć, jakie ze sobą niósł ich pocałunek. Odrywając się od niego, lekko przygryzła mu dolną wargę i uśmiechnęła się w tajemniczy sposób.
Ariel
Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co znaczyły dla niej jego słowa. Miała teraz efekt deja vu, ale nie chciała dać niczego po sobie poznać. Ktoś już raz jej to powiedział, pobył z nią i spakował manatki, kiedy tylko zrobiło się poważniej. Ale czy można poprzez złe doświadczenia z przeszłości, karać kogoś uprzedzeniami, nieufnością?
OdpowiedzUsuńPostanowiła już wcześniej, że da się ponieść emocjom, zaufa Oliverowi i swoim instynktom. Że da szansę temu, co się miało wydarzyć.
Uśmiechnęła się, czując jego gorące usta na swojej skórze. Czuła się tak bezpiecznie w tej chwili, na tej kanapie, w jego ramionach. Wtuliła się ufnie w niego, przymykając powieki.
- Dziękuję za kakao. - powiedziała, przypominając sobie o pysznym napoju i zaśmiała się cicho.- Jesteś niesamowity. - dodała, trącając nosem jego brodę. I nie miała na myśli tylko jego wyglądu, uśmiechu, cudownych ust i kakao, którym ja ugościł. Było w nim tyle czułości, ciepła i tajemnicy, którą chciała zgłębić... Pies, mieszkanie, studia. Podziwiała go.
Ariel
Obietnice można sobie składać najróżniejsze. To, czy człowiek ich jednak dotrzyma, nie zależało niestety w stu procentach od niego samego. Składały się na to najróżniejsze przeszkody, jakie stawały na drodze życia.
OdpowiedzUsuńZaśmiała się cicho, głaszcząc czule jego ramię.
- Dlaczego trzymasz je w szafie? - zapytała, przyglądając się jego spokojnej twarzy. Ponownie musnęła nosem jego brodę. Oby już więcej nie musiał tego robić, skoro to jego recepta na smutek. - Obejrzymy je kiedyś razem? -- zapytała, chcąc poznać jego ulubione seriale, które pomagały mu przetrawić żal. Dłonią przesunęła wzdłuż jego ramienia, zatrzymując palce na guzikach mankietu. Chciała obejrzeć jego tatuaże.
- Mogę?- wyszeptała, przygryzając lekko wargę.
Ariel
Oglądanie seriali w szafie, w ogóle chowanie się w szafie, było dla niej czymś innym. Rzeczywiście w pewien sposób dziwne, ale na pewno nie odpychająco dziwne. Może tam czuł się bezpiecznie i oto cały sekret?
OdpowiedzUsuńPodniosła się na łokciu, powoli odpinając guziki, by po chwili odwinąć jego ramię. Już pod palcami czuła podłużne nierówności, ale kiedy przyjrzała się im z bliska, doznała sporego szoku. Serce zaczęło jej walić jak oszalałe.
Prawie dziesięć lat temu wróciła jak co dnia do domu, tuż po zajęciach. Po drodze zahaczyła o aptekę, realizując receptę matki. Czy te dziesięć minut ją zgubiło? Zapewne. Gdy otworzyła drzwi łazienki, doznała uczucia najgorszego chyba z możliwych.
W wannie leżała jej matka, z podciętymi żyłami na nadgarstkach.
Nagle niepohamowane łzy zaczęły wydostawać się z jej oczu. Nie mogła tego powstrzymać, chociaż Oliverowi mogło się to nie spodobać. Pokręciła głową, siadając na kanapie, odwrócona od chłopaka.
Zadawał sobie ból, a to pierwszy krok do samobójstwa. Czy mogła mieć jakikolwiek wpływ na jego działania? Czy wytrzyma raz jeszcze poczucie bezsilności i ten ból, jeśli dalej będzie to robił?
Kim był facet, leżący obok niej i całujący ją tak czule? Co przeżył?
Odwróciła się ponownie do niego, chwytając jego ramię i zaczęła delikatnie całować każdą ranę, bliznę.
- Dlaczego?- spytała cicho, łamiącym się głosem.
Ariel
Jego próby starcia łez z jej policzków niczego nie dawały, bo każde kolejne słowo tylko potęgowało ból, jaki rozdzierał jej serce.
OdpowiedzUsuńCzy to jest możliwe, aby jednego wieczoru śmiać się i płakać? Odczuwać tak różne emocje, poczuć tak wiele do niemal obcej Ci osoby, żeby jej ból traktować jak swój własny?
Gdyby mogła, zabrałaby wszystkie jego złe wspomnienia i wzięła na swoje barki, zamieniając na tylko dobre.
Przyglądała się drugiemu ramieniu i naprawdę nie potrafiła się odezwać. Głos ugrzązł jej w gardle. Schowała na chwilę twarz w dłoniach, przyswajając sobie jego historię. Mimo wszystko miał wiele szczęścia, że się nie stoczył, że nie podjął złej decyzji. Mógł się zabić, jak jej matka. Jak każdy tchórz.
Spojrzała na niego dopiero po chwili.
- Obiecaj, że z tym koniec... - poprosiła, chociaż czy miała do tego prawo? Nie wytrzymałaby myśli, że jeszcze kiedykolwiek zada sobie ból, by przyćmić wewnętrzną udrękę. - Obronię Cię przed światem, tylko trzymaj się dla mnie. - wyszeptała, obejmując swe ramiona dłońmi, jakby chciała się teraz ochronić przed rozpadnięciem na kawałki. Mdliło ją od tych skrajnych emocji, ale zamiast chęci ucieczki, czuła potrzebę zaopiekowania się nim, jeśli jej tylko pozwoli.
Ariel
[jak tu nie szaleć za Kidd'em!?]
OdpowiedzUsuńBała się jak nigdy chyba, a jej poza w tej chwili miała ułatwić przyswojenie sobie sytuacji.
Nawet jeśli wcześniej cokolwiek ją tak dotknęło, miała czas, aby się na to przygotować. A teraz? Dostała tak wielką dawkę informacji, która ją zwyczajnie przytłoczyła. Umysł przez chwilę krzyczał "w co ty się do cholery pakujesz?", ale uciszała go. Nie był idealny, ona również. Skoro jednak los przysiadł go do jej stolika na weselu, to mogła być szansa dla ich obojga na zwalczenie duchów przeszłości, złagodzenie bólu i obrania innej ścieżki, mniej destrukcyjnej.
Chwilę wcale nie reagowała na jego ramiona, bliskość. Dopiero słysząc jego płacz, czując ruchy jego klatki piersiowej, gdy płakał, objęła go mocno, jedną dłonią głaszcząc jego plecy, a drugą wplatając jego włosy, by mieć go jak najbliżej siebie. Pewnie oboje się rozmazali. Łzy, tak długo wzbierające się w niej, w końcu znalazły upust i działały teraz na zasadzie lawiny.
Ciężko było jakoś zmienić tę sytuację, musieli najwyraźniej odchorować sobie i jedynym pozytywnym aspektem tej chwili była myśl, że nie muszą robić tego w pojedynkę, samotnie. Nawet piesek brał w tym udział.
Ariel
[dobranoc, już prawie dzień:) lubię ten wątek bardzo :)]
Była lekko zdezorientowana, to na pewno. Najpierw trzymał ją w swych ramionach, potem płakał i nagle odsunął się, biorąc do ręki kartkę.
OdpowiedzUsuńO ile ona nigdy nie mogła pisać po chwilach żalu, rozgoryczenia i bólu, tak on się w tym odnajdywał. To najpewniej był jego sposób na radzenie sobie z tak negatywnymi emocjami.
- W takim razie nie sprawiaj, zeby chciało mi się płakać.- wyszeptała, przyglądając się jego poczynaniom. Starła z oczu resztki łez, wcale niepocieszona, przysłuchując się piosence, którą tworzył. Przymknęła powieki, skupiając się na jego słowach. Oto kolejna jego nieumiejętność i kolejne zaskoczenie.
Ariel
- Nie jesteś beznadziejny.- odparła, opierając się wygodniej na kanapie. Nie chciała, żeby chociaż tak myślał. Gdyby tak było, wyszłaby od razu. Nawet by nie myślała o tym, żeby pozbierać się do kupy i być silną dla niego. Wiedziała, że mógł tego potrzebować i dlatego została. Na tyle jej zależało.
OdpowiedzUsuńPrzyglądała się w skupieniu, jak tworzył, jak nastrajał gitarę i to było coś niesamowitego. Dużo bardziej wolała taką jego postawę niż myśl, że mógłby zadać sobie ból. Aż skrzywiła się, próbując odepchnąć od siebie to wyobrażenie.
Doprowadził ją do płaczu, ale nie z premedytacją. To się liczyło.
Kiedy zadał jej pytanie, cień uśmiechu zaczaił się na jej ustach.
- Chcę.- odpowiedziała cicho, przygarniając ramionami kolana pod brodę i układając na nich twarz. Naprawdę, chciała go posłuchać. Odnaleźć się trochę w jego świecie.
[tak, myślę, że tak:)]
Ariel
Gdyby nie to, że była kobietą po przejściach, niosącą na barkach jarzmo niespełnionych miłości, noszącą wewnątrz siebie dziurę, która jak się jej wydawało, została po sercu, wyznałaby mu, że się chyba w nim zakochała. Bo to, co działo się w jej sercu, nie należało do normalnych odczuć, jakich doświadczała na co dzień. Był kruchy i jednocześnie tak silny. Gdy dla niej śpiewał, jego głos był jeszcze bardziej zmysłowy, niski, niż gdy do niej mówił, co było niezwykłe, gdyż nie podejrzewała nawet, że może oczarować ją jeszcze bardziej.
OdpowiedzUsuńI choć ewidentnie miał za sobą ciężkie życie i Ariel nie miała stuprocentowej pewności, że im się powiedzie, tymi słowami przekonał ją, że z nim jest bezpieczna.
Zbliżyła się do niego i ucałowała czule jego usta, choć zapewne musiała wyglądać dość kiepsko z rozmazanym makijażem.
- Kłamczuszek. - wyszeptała tylko, pijąc do jego nieumiejętności w śpiewaniu. Nic więcej nie była w stanie powiedzieć. O mało znów się nie rozpłakała, tym razem ze wzruszenia.
Ariel
Słyszeć bicie jego serca było cudownym lekiem na zbolałe wnętrze. Biło tak mocno i głośno, że echem rozchodziło się po jej wnętrzu, co wywołało delikatny uśmiech na jej twarzy. W połączeniu z jego intensywnym zapachem, od którego chyba już się uzależniła, dawało jej to sporego kopa i rozbudzało, chociaż była lekko senna. Troszkę bolały ją oczy od płaczu i makijażu, który dostawał się do nich. Kiedy więc tylko zadał jej pytanie, pokiwała głową.
OdpowiedzUsuń- Co prawda moglibyśmy zostawić do Halloween, ale prysznic brzmiałby teraz fantastycznie.- odpowiedziała, posyłając mu łagodny uśmiech.
Ariel
Zaśmiała się, wyobrażając sobie, jak Oliver straszy dzieci. To musiało być przeurocze. Sama Ariel nigdy nie przebrała się w kostium, ani nie okrążała domów z hasłem "cukierek albo psikus" na ustach. Była raczej tą, do której pukały dzieciaki z sąsiedztwa, bo zawsze miała sporo łakoci, od których w pewnym momencie życia była uzależniona.
OdpowiedzUsuńChwyciła dłoń Kidd'a i ruszyła z nim w kierunku łazienki.
Kąpiel przy świecach, z kieliszkiem wina w dłoni, to był jej cosobotni rytuał. W resztę dni wystarczał jej szybki prysznic, ale gdy kolejny weekend spędzała samotnie, pozwalała sobie na godzinę przyjemności, chłonąc zapach świec, cynamonowego olejku do kąpieli i cierpkie wino. o tak, nic na świecie nie odprężało bardziej. A jeśli jakiś mężczyzna doceniał uroki takiej atmosfery i wręcz sam przygotowywał coś takiego, musiał być wyjątkowo romantyczny!
Kolejny wybuch śmiechu czekał ją tuż przed lustrem, ponieważ oboje wyglądali jak członkowie blackmetalowej grupy. Dobrze, że choć tusz miała wodoodporny!
- Czy wśród twoich dziwactw znajdzie się posiadanie mleczka do demakijażu?- zapytała, szczerząc się do ich odbicia.
Ariel
Gdyby znała go od tej rozbrykanej strony, pewno nie umiałaby sobie połączyć jego obrazu z tą wersją, którą poznała kilkanaście minut wcześniej. Chłopak, bujający się za dnia jak dziecko, nocą kaleczący swoje piękne ciało...
OdpowiedzUsuńZ precyzją zmyła makijaż z twarzy, zaczynając od oczu, na ustach kończąc. Nie czuła się już tak pewnie, jak do tej pory. Bez mocno obrysowanego oka, delikatnej maski z podkładu i muśniętych różem ust, czuła się niemalże naga. Poza tym mniej atrakcyjna. W torebce miała kosmetyczkę podróżną i nawet przez chwilę chciała się po nią wybrać, ale uświadomiła sobie, że prawdopodobnie nie wzięła jej ze sobą. Skoro portfel, papierosy i telefon trzymała w kieszeniach płaszcza, podarowała sobie targanie chociażby kopertówki. Zmarszczyła się z dezaprobatą do swego odbicia i stanęła za Oliverem, chowając się tym samym. Objęła go w pasie, brodę opierając na jego plecach.
- Bez makijażu nie mam przy Tobie żadnych szans. - powiedziała, śmiejąc się po chwili. No tak, jej malowanki dodawały pewności siebie, co nie znaczyło,że bez nich była szpetna. Po prostu, jej maleńkie dziwactwo, które najpewniej dotyka większość kobiet.
Ariel
Ariel chciała poznać Olivera i wszystko to, co skrywał pod maską pozorów. Jeśli miało się udać, to tylko przy kartach wyłożonych na stół. Potrafiła przyjąć najgorszą, najboleśniejszą prawdę, a kłamstwo w oczy bolało najbardziej.
OdpowiedzUsuńNie miała zbyt niskiej samooceny i nawet zaakceptowała fakt, że jej piersi są mniejsze, niż by chciała. Ale miseczka B przecież jest okej, jak każde inne piersi! Co do makijażu jednak, dodawał jej wyrazu i dzięki temu czuła się lepiej. Pokazując się Oliverowi bez niego tak szybko, czuło się w pewnym stopniu bezbronna. I gdy patrzył na nią w ten sposób, mówiąc o tym, że dla niego jest najpiękniejsza, nagle powróciła wewnętrzna siła.
- Ja po prostu lubię słuchać komplementów. - powiedziała, wywracając oczami i uśmiechnęła się, całując go czule w brodę.- Dziękuję. Ale teraz zabierz się za kąpiel, co mi ją obiecałeś. - dodała, przesuwając dłońmi wzdłuż jego ramion. Delikatnie, z pewną zachowawczością, żeby ten gest go nie odstraszył. Nie wiedziała, na ile jej ufa i czy będzie się czuł komfortowo z tym, co chciała zrobić z każdą jedną blizną, znajdująca się na jego skórze. Chciała zcałować cały jego ból, krok po kroku.
Ariel
[jasne, dobrej nocki:) ja będę zapewne w okolicach 23:)]
OdpowiedzUsuń[Pomysł zawsze się znajdzie, może nie o czwartej rano, ale jakbyś określiła cokolwiek, choćby to, czy mają się znać/lubić/pałać wzajemną nienawiścią/cokolwiekować, to postaram się coś sklecić.]
OdpowiedzUsuńSyd.
[ Ok :D zacznę wątek wieczorem :P]
OdpowiedzUsuńNessa S.
Nessa dzisiaj miała zamiar wybrać się do sklepu muzycznego, chciała sobie kupić kilka płyt i rozejrzeć się za skrzypcami, ponieważ planowała naukę na nich. Za nim jednak to zrobiła, musiała się uszykować i odprawić małą siostrę do przedszkola (jeszcze) po tych małych obowiązkach ruszyła z pod budynku prosto w stronę centrum, oczywiście jak to Nessa w nowym mieście, jeszcze nie zdążyła się za klimatyzować i zgubiła się z co najmniej 3 razy a z 5 pytała o drogę. NO co! każdemu się zdarzy, a oni się tak patrzą dziwnie na nią.... Po jakimś czasie dotarła w końcu do celu zziębnięta cała, ale udało się. Weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu, było duże i przestrzenne, były gitary, i skrzypce i inne instrumenty na gry, przeszła najpierw na dział z płytami, trochę tam postała za nim coś wybrała. Wzięła trzy płyty i ruszyła. Widocznie podłoga była trochę wilgotna bo niezdara się poślizgnęła i w ostatniej chwili zaczepiła się jakiegoś chłopaka, który niedaleko niej stał.- P-przepraszam - Wydukała nadal się go trzymając.
OdpowiedzUsuń[Mam nadzieje, że tak może być, on może ją poznać pierwszy xd]
Nessa S.
[no i jestem:)]
OdpowiedzUsuńAriel nigdy nie miała ochoty na to, by zastanawiać się nad swoją urodą. Wygląd odziedziczyła po matce, karmelowe oczy po ojcu. Chłopcy, mężczyźni zwracali na nią uwagę dzięki temu wszystkiemu, na co sama nie miała wpływu. W jej kwestii więc pozostawało wykształcenie się, czytanie i poznawanie coraz nowszych rzeczy, zwiedzanie różnych zakątków świata, aby mieć o czym rozmawiać. Sama aparycja nic nie zdziała, a przynajmniej na dłuższą metę. Chciała mieć piękne wnętrze i by właśnie za to ludzie ją cenili.
Kiedy Oliver zabrał się za przygotowywanie kąpieli, skoczyła do sypialni po zostawiony tam podkoszulek. W międzyczasie pogłaskała psa, zastanawiając się nad imieniem dla niego i gdy wróciła do łazienki, doznała niemałego szoku. Intensywny, słodki zapach, piękno świec i magicznie spieniona woda. I oczywiście Oliver, stojący przy wannie.
Chyba dopiero w tej chwili zaczęła się zastanawiać nad swoim pragnieniem, pożądaniem. Tylko czy wszystkiego nie spieprzy, mówiąc mu: zostań ze mną?
Uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy ucałował jej policzek i widząc, jak się zbiera, złapała delikatnie jego nadgarstek.
- W zasadzie... Jesli do twoich dziwactw należy przesadna oszczędność, może nie warto marnować takiej ilości wody na jedną osóbkę? - nawet nie pamiętała kiedy ostatnio odezwała się do kogoś z taką nieśmiałością. To było co najmniej dziwne i to jeszcze mocniej ją onieśmieliło. Nadal jednak nie spuszczała z niego oczu.
Ariel
Wiedziała co nieco o tym, jak destruktywny wpływ na życie może mieć fakt, że było się do kogoś podobnym. Czego by nie zrobiła w swoim życiu, zawsze miała te same jasne oczy, które matce Ariel przypominały o chłopcu, który uwiódł ją, zapłodnił i zmył się zaraz po usłyszeniu, że zostanie ojcem. Dlatego nigdy na nią nie patrzyła i dlatego pisała pamiętniki, których przeczytanie zniszczyło świat młodej Blame.
OdpowiedzUsuńGdy zamknął drzwi i uśmiechnął się do niej, na jej ustach rozkwitł słodki uśmiech. Dłońmi przesunęła wzdłuż jego torsu, wpatrując się intensywnie w niebieskie tęczówki. Palce zatrzymała w końcu na pierwszym od góry guziku i powoli, bardzo powoli, zaczęła go odpinać, by podobnie uczynić z kolejnymi.
Ariel
Gdy usłyszała wcześniej część jego historii, jednego była pewna. Byli trochę jakby lustrzanym odbiciem, które nie ocenia i rozumie. Kiedy nadejdzie chwila, gdy zaczną się pytania, Ariel nie będzie się aż tak bać. Wszystko jej mówiło, że to właśnie Oliver ją zrozumie. Jeśli jednak się myli i chłopak ją odepchnie, przynajmniej zdąży przeżyć w końcu coś znaczącego, głębszego. Jak ta chwila właśnie.
OdpowiedzUsuńUkłuło ją to, że wyglądał a raczej był wychudzony. I chociaż ona ostatnio sporo schudła, jeszcze nie wystawały jej żebra. Już ona o niego zadba, niech jej tylko pozwoli! Gdy upadła jej sukienka i stała przed nim w samej bieliźnie, czuła się naprawdę wyjątkowo. Motylki w brzuchu w końcu nabrały sensu. Przesuwała dłońmi po jego plecach, badając ich strukturę. Z odchyloną głową i półprzymkniętymi powiekami wzdychała cicho.Był tak delikatny i czuły. Romantyk.
Odpięła mu pasek i rozporek, by zsunąć spodnie z jego bioder. Przecież nie będzie sama tak stała, prawie naga. Uśmiechnęła się delikatnie, oglądając przez chwilę jego sylwetkę.
- Trzeba Cię troszkę utuczyć. - odezwała się szeptem, w którym wyczuć można było troskę.
Ariel
W jej oczach nie był przesadnie, chorobliwie chudy. Po prostu się martwiła, nie chodziło o to, że się jej taki nie podobał. Nie znając go wczesniej, nawet nie wiedziała jakie miał zwyczaje życiowe, żywieniowe. Czy wcześniej był szczuplejszy, czy przeciwnie. Nie wiedziała prawie nic i gdy dopiero się odezwał, zrozumiała, jak brzmi. Zrobiło się jej głupio. To tak, jakby on stwierdził, że mogłaby mieć większe piersi. Westchnęła cicho, kręcąc lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam. - powiedziała cicho, nie mając nic na swoją obronę. Chciała dobrze, a wyszło jak zwykle. - Mam chyba fioła na tym punkcie. - przyznała, odwracając się od niego i nachylając nad wanną, by dłonią nabrać trochę piany. - Zawsze to słyszałam i nagle mogę użyć tego wobec kogoś innego. Niepotrzebnie, nie mam prawa tak mówić.
Ariel
- Zrobię wszystko, żebyś od dziś czuł się inaczej. - odparła, przymykając powieki. Palcami delikatnie wodziła po jego ramionach, w których objęciach stała. Odwróciła głowę w jego stronę i złożyła czuły pocałunek na jego policzku.
OdpowiedzUsuńDwoje wybrakowanych ludzi, którzy mogli się dopełnić. Ariel poczuła ulgę, że Oliver jej nie skrzyczał, pogonił. Przyznał jej nawet rację, a to oznaczało, że mieli szansę się dotrzeć.
- Woda stygnie. - wyszeptała, nosem trącając jego policzek. Rzeczywiście, chwilę tak stali, minuty mijały i choć Ariel czuła zmęczenie, mogłaby tak trwać w nieskończoność.
Ariel
Z jednonocnych przygód wyrosła jakiś czas temu. Nie dawały jej ani satysfakcji, ani nie pozwalały się jej poczuć lepiej. Wręcz przeciwnie. Było jej źle z tym, że w ogóle próbowała się w ten sposób pocieszyć. A na co jej kolejny powód do nielubienia siebie?
OdpowiedzUsuńOdwróciła się do niego przodem, zdejmując biustonosz i oto była niemal całkiem bezbronna. Prawie naga, z włosami zasłaniającymi piersi. I wpatrywała się w niego, przeżywając każdą sekundę ich wspólnych chwil. I nawet jeśli co chwilę nawiedzały ją myśli, że to może być tylko na moment, właśnie na jedną noc, starała się uciszać te głosy. Bała się, naprawdę, ale po tym co usłyszała, nie widziała siebie, wracającej rankiem aleją wstydu. Cząstka niej miała pewność, że zostanie przy nim dłużej, bo bardzo tego pragnęła.
Uśmiechnęła się delikatnie, obejmując go w pasie. Jej dłonie głaskały łagodnie jego lędźwie, paznokcie subtelnie zahaczały o skórę.
- Jest idealnie. - powiedziała, może bardziej do siebie niż do niego i szczerze była tym faktem zdziwiona. Tym, że nagle zniknęła jej otoczka. Że było inaczej, niż do tej pory.
Ariel
Kiedy podniósł ją, z jej ust wydobył się radosny pisk i nic nie potrafiła na to poradzić. Zaśmiała się cicho, zaskoczona swoją reakcją, ale gdy tylko znaleźli się w wannie, otoczeni przyjemnie gorącą wodą, ułożyła się tak, aby się o niego oprzeć i przymknęła powieki, relaksując się i wyciszając. Ciekawa była, czy on również słyszał jej serce, bijące jak oszalałe. Zmartwienia odpływały w niepamięć. Był tylko Oliver i całe zaufanie, jakim go darzyła, choć znali się tak krótko. To było niemądre, ale nie przejmowała się już tym wcale. Zapragnęła namiastki stabilizacji w swoim dotąd nieuporządkowanym świecie i miała nadzieję odnaleźć ją w wytatuowanych ramionach mężczyzny, z którym była już bliżej niż niemalże z kimkolwiek.
OdpowiedzUsuńNabrała w dłonie trochę piany i odwróciła się do Olivera, by z podejrzanym uśmiechem, zdmuchnąć całą zawartość na jego włosy. Zaśmiała się cicho, głaszcząc ciemną czuprynę i tym samym wcierając w nią pianę.
Ariel
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. - wyszeptała, po chwili przygryzając wargę. Skupienie, malujące się teraz na jej twarzy, nie zapowiadało nic dobrego. Złego też nie. Z powagą układała mu właśnie irokeza, dusząc w sobie śmiech. Do fryzjerki jej sporo brakowało, ale do dziecka w niektórych momentach życia już nie tak wiele. I w tym momencie bawiła się przednio, oprócz irokeza, formując dwa długie rogi na jego głowie. Dopiero, gdy osiągnęła zamierzony efekt, zaśmiała się cicho i nachyliła się nad nim, składając pocałunek na jego ustach. Po chwili jej usta musnęły jego brodę i czoło.
OdpowiedzUsuń- Wyglądasz oszałamiająco. - powiedziała, biorąc w dłoń kolejną porcję piany i tym razem dorabiając mu brodę. Jak mu powie, ile ma lat, nie uwierzy jej.
[oja, ale fantastycznie! to powodzenia i do spisania, dobrej nocy:*]
Ariel
[To, co, coś w rodzeju koleżeńskiego wypadu na piwo styknie? Zacznę oczywiście, ino wolę mieć jakąć pewność. :)]
OdpowiedzUsuńSyd,
Chodzenie samemu na piwo, czy zalewanie się w trupa pod kaloryferem, z czasem robiło się po prostu nudne. Nawet dla Syda, który zazwyczaj, kiedy szedł pić, szukał sobie towarzystwa na jedną noc, żeby zaraz potem zniknąć i więcej nie pojawić się w życiu tej osoby. To w końcu było całkiem łatwe. I teraz dopadło go to uczucie, kiedy łaknął towarzystwa, prawie najbardziej ze wszystkich znanych mu wartości.
OdpowiedzUsuńProblem zaczynał się przy wyborze towarzystwa, bo nie miał zbyt wielu znajomych, tych, których posiadał wspólnych ze swoim ukochanym unikał jak diabeł wody święconej, a pozostała garstka z zasady nie chciała z nim pić, bo wiedzieli, że Holmes, jak przesadzi z alkoholem, to albo zaczyna przystawiać się do wszystkiego, co się rusza i nie jest kobietą, albo bełkocze coś, czego nikt nie rozumie, a potem zaczyna płakać.
Boje o odrobinę uwagi z czyjejkolwiek strony były bardzo długie i zacięte, a obecność kota, który wyglądał, jakby z niego szydził sprawiała, że czuł się trochę jak Jon, właściciel Garfielda, któremu kolejne dziewczyny odmawiały randek. w końcu jednak znalazła się jakaś "zbłąkana duszyczka", która najwyraźniej nie była świadoma, na co się pisze. Może to przez niezbyt długi staż znajomości? Och, ale to Sydowi nie przeszkadzało, jakby owej duszyczki nie lubił, to nie miałby jej numeru, to logiczne.
Z Oliverem umówił się dopiero o dwudziestej, więc, zgodnie z wszelkimi prawami logiki, na miejscu, w niezbyt dużym, acz całkiem miłym i przyjemnym barze, zjawił się wpół do przed czasem. Ot, zeby spokojnie zająć miejsce i, wlewajac w siebie piwo, opcjonalnie nawet dwa, przez kolejne trzydzieści minut gapić się na przemian na zegarek i na drzwi. Jak zwykle, zresztą.
[Przepraszam za jakość, ale korzystam z przerwy w próbie wyrwania tej głupiej szmaty, matematyki. .-.]
Syd.
Wyglądał raczej uroczo niż komicznie. I to nie tylko dzięki stylizacji, ale przede wszystkim ze względu na ten uśmiech, który rozpromieniał jego twarz. W półmroku, przy świetle świec, był piękny w jej oczach, więc postanowiła ułożyć się wygodniej, siedząc naprzeciwko, by nacieszyć nim oczy. Jej uśmiech także nie schodził z twarzy i czuła się naprawdę swobodnie. Mogłoby już tak zostać na zawsze.
OdpowiedzUsuńJeśli uda się jej kiedyś namierzyć strój tygryska, na pewno będzie namawiać Olivera, aby go ubrał. To mogło być tak fantastycznie słodkie.
Ariel, w której pierwiastek dziecięcy siedział od zawsze, stworzyła na sobie coś w rodzaju swetra z piany, szczerząc się przy tym wesoło. Patrząc na siebie w lustrze, widziała kompletnie zmienioną osobę, jakby te godziny dokonały na niej niemożliwej transformacji.
- Narcyzm w odpowiedniej mierze jest w porządku. - powiedziała, przyglądając się jego twarzy. - Ale masz rację, ciężko się nie zakochać. - dodała ciszej, uśmiechając się wewnątrz. Zauroczenie, bo chyba temu najbliższe było jej odczuwanie, wzrastała z każdą upływającą chwilą.
Ariel
Uwielbiała melodyjkować, a tak nazywała chwile, gdy komentowała sytuację, nucąc. Dlatego tak się jej spodobał moment z płynem. Normalnie policzki bolały ją od śmiechu, uśmiechu. Chyba następnego dnia będzie mieć zakwasy na twarzy, skoro tak dawno nie używała pewnych mięśni.
OdpowiedzUsuńWyciągnęła w jego stronę dłoń, po chwili głaszcząc czule twarz Olivera, chyba najulubieńszą w tym momencie. Cokolwiek by się nie stało, będzie się jej kojarzyć ze światłem, jakie wniósł w jej zycie pewnego, niepozornego wieczoru.
- Powinniśmy się szybko umyć, zanim któremuś z nas stanie się krzywda. - powiedziała cicho, dłonią błądząc po jego szyi, ramieniu. Skóra, lekko pomarszczona pod wpływem wody, nie była w stanie rozpoznać struktury blizn, które wcześniej wydawały się Ariel małymi wybojami, więc nawet o tym nie myślała.
Jak tylko dowie się o stroju tygryska, będzie miała więcej powodów do uśmiechu, a to może się dla niej źle skończyć. Wszystko powinno się dozować, ale w kwestiach uczuciowych to chyba nie trzymało się reguły.
Ariel
- Dawno nie widziałam, jak mężczyzna się goli. I to w tak ekspresowym tempie. - powiedziała, uśmiechając się szeroko. Bardzo szybko polubiła jego poczucie humoru, takie beztroskie zachowania, mający dziecięcy pierwiastek. Nawet już śladu w niej nie było spięcia, które odczuwała jeszcze przed wejściem do wanny. Jakby widywała go już tak wiele razy, a nie po raz pierwszy w całej okazałości. Ten fakt dodatkowo pomagał się jej rozluźnić.
OdpowiedzUsuń- Ja się jeszcze nie chcę pomarszczyć. - powiedziała, słysząc drugie dno w swojej wypowiedzi. Do zmarszczek bliżej jak dalej, niestety.- Al Ty rób, co chcesz. - dodała, po chwili chlustając go wodą. Że się nie wylała na podłogę, to jakiś cud. Zaśmiała się ponownie, zgarniając w większości mokre włosy na jedno ramię.
Ariel
Pirat i syrenka. Nic dziwnego, że woda była ich żywiołem. Kiedy kobieta ostatnio tak dobrze się bawiła? Nawet nie była sobie w stanie przypomnieć, nie chciała tego. Jeszcze nie wiedziała co będzie, gdy ponownie przeszłość wkradnie się w jej mysli, jak to miała w zwyczaju, gdy zaczynało być w miarę dobrze.
OdpowiedzUsuńChociaż nie było już prawie wody w wannie, dalej było klimatycznie, nadal płonęły świece i siedział przed nią wyjątkowy facet, składający własnie na jej ustach pocałunek, który powodował to przyjemne łaskotanie w dole brzucha. Odwzajemniła pocałunek czule, po czym wstała, zbierając się do opuszczenia wanny. Znajdując się na lądzie, podtopionym wodą, owinęła się ręcznikiem.
- Pomoże mi to pan posprzątać, czy ma zamiar się tu roztopić?- uniosła wysoko brew, podpierając się pod boki.
Ariel
Kręciła z niedowierzaniem głową, śmiejąc się cicho. Sprzątanie w jego wykonaniu było rozrywkowe nie tylko dla niego samego, ale i dla niej, przyglądającej się tej czynności. I ten dumny wyszczerz po dokonaniu sprzątania! Zaklaskała w dłonie, coby poczuł się doceniony.
OdpowiedzUsuń- Idealnie. - powiedziała cicho, biorąc się za spuszczenie wody. Po chwili ręcznikiem wytarła strużki, spływające z włosów w dół, po plecach i ramionach. Nie chciała mu zalać mieszkania, więc wytarła się dokładnie, gdy wyrzucał zużyty papier i ubrała się w koszulkę, którą jej pożyczył. Była idealnej długości, bo przy jego wzroście, ona była raczej filigranowa, dlatego tshirt zakrywał jej ciało do połowy ud.
Ariel
Dłońmi przeczesała wilgotne włosy, przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze i może dlatego, że w łazience panował półmrok, dostrzegła, ku swojemu zdziwieniu, rumieńce na twarzy. Zaśmiała się cicho, kręcąc głową. Coś takiego, Blame. Jesteś czerwona, jak burak.
OdpowiedzUsuńZgasiła świeczki, zebrała swoją garderobę i weszła do salonu, siadając wygodnie na kanapie, gdzie ogarnęło ją lekkie zmęczenie.
Gdy Oliver wszedł do pokoju, posłała mu delikatny uśmiech i pokręciła głową, chociaż jej ciężkie powieki delikatnie opadały co jakiś czas.
- Nie jestem zmęczona, może troszeczkę. - przyznała, opierając brodę na jego ramieniu. - W zasadzie nawet się boję, że dziś znowu nie usnę. - dodała troszkę ciszej. Bezsenność uprzykrzała jej życie od wielu miesięcy. Dodatkowo to dzisiejsze podekscytowanie...
Ariel
Upojona jego obecnością, chyba pozwoliłaby mu na wszystko, czego by od niej chciał. Wziął ją na ręce, a ona nawet przez ułamek sekundy nie pomyślała, żeby się temu sprzeciwić. A ponoć była kobietą niezależną i oschłą na dodatek. I oto jest, całkowicie tonąc w jego niebieskich oczach, rozpływająca się słysząc jego głos.
OdpowiedzUsuńLeżąc obok niego, wpatrując się w jego twarz, której panujący półmrok dodawał tajemniczości, z psem u nóg, czuła się bezpiecznie. I kompletnie niesennie. Naprawdę, chciała przegadać z nim całą noc, głaszcząc jego ramiona, zachwycając się jego dotykiem.
- Też? - odpowiedziała pytaniem, zaskoczona tym faktem. To jakaś plaga tych czasów. - Niestety. Ale pewnie jak sam wiesz, istnieje na to kilka lekarstw. - dodała, przesuwając dłonią wzdłuż jego ramienia.
Poza lekami, zawsze był alkohol. Jak od święta udało się jej usnąć samoistnie, budziła się po kilka razy, by wreszcie uświadomić sobie, że wpół do piątej rano jest idealną porą na pisanie. - Jeśli uśniemy i będę mieć koszmary, mogę Cię obudzić? - zapytała dość nieśmiało. Czy komukolwiek ofiarowałaby taką prośbę, biorąc pod uwagę zaledwie kilkugodzinną znajomość? Inny koleś pewno by ją przeleciał i odesłał z kwitkiem. Nawet nie zadzwoniłby, bo na co komu laska z problemami?
Oliverowi jednak ufała i mimo wszystko, nie miała zamiaru go budzić. Wystarczyła świadomość.
Ariel
Państwo młodzi patrzyli na ich relację z perspektywy, którą znała Ariel. Siedem lat różnicy, kiedy to kobieta jest starsza, wydaje się być ogromną przeszkodą. Społeczeństwo nie patrzy przychylnie na tego typu związki, relacje, czy jakkolwiek to nazwać. Zapewne w oczach wielu osób Oliver był nastolatkiem, którego ciemnowłosa mogłaby wykorzystać i zostawić, odgrywając się za Akiego, który wszedł do jej świata, naprawiając ją, by po kilku miesiącach odejść, siejąc spustoszenie.
OdpowiedzUsuńAle Ariel nawet przez sekundę nie pomyślała, że mogłaby mu coś takiego zrobić. I rzeczywiście, czasu nie oszuka, ale czy to aż tak wiele?
Gdy opowiadał jej te wszystkie historie, tak bolesne, trudne, rosło w niej przekonanie, że chce się nim zaopiekować, jakkolwiek miałoby to wyglądać. Chciała również jemu powierzyć swoje historie, ale wszystko po kolei, krok po kroczku.
Objęła go, czule głaszcząc jego plecy, co jakiś czas zaciskając dłoń na materiale jego koszulki.
- Też mogę Ci zaśpiewać, chociaż to zupełnie nie to samo. - wyszeptała, tłumiąc w sobie chęć rozpłakania się. To zbyt wiele na jedną osobę, co musiał przejść w życiu, by teraz nie bać się już naćpanego ojca, by radzić sobie z odejściem matki. - Pobądźmy swoją wzajemną terapią. Bez tabletek i innych używek, żyletek. - dodała, może nieco naiwnie, wiedząc, jak ciężko wyzbyć się swoich przyzwyczajeń. To mogło się udać.
Ariel
[słucham Lost it all BVB i naprawdę, niemal płaczę!]
UsuńJeśli on był w stanie odstawić żyletki i tabletki, ona spokojnie mogła wyjąć piersiówkę z torebki. Zanim nie wpadła w nałóg po uszy, chociaż nie była pewna do końca, czy to już przypadkiem się nie wydarzyło. Trudno jej było spojrzeć na to obiektywnie, jako że sama problemu nie widziała, a co mogli widzieć postronni ludzie było kompletnie inną bajką.
OdpowiedzUsuńTak czy siak, pojawiła się w niej spora ochota zmiany pewnych przyzwyczajeń, przywar. Poza tym miała się starać, zmotywowana jego obecnością i faktem, że jemu będzie podwójnie ciężko. Może właśnie dlatego los postawił ich sobie na drodze.
- Nie będę płakać. - wyszeptała, zaskoczona jego słowami. Nawet nie widział jej twarzy, a potrafił tak dobrze wyczuć jej nastrój. Ariel troszkę beksą była, ale miała odnawialne źródło powstrzymywania łez wewnątrz siebie, dzięki któremu raz na jakiś czas się po prostu nie rozklejała. Pierwszy wieczór, noc i śmiech, przeplatający się ze łzami. Dawno nie odczuwała tak skrajnych emocji naraz.
Gdy poprosił ją o kołysankę, trochę się speszyła. Słyszała wcześniej jego głos, który wywołał ciarki na całym ciele, a teraz miała dać mu mierny zamiennik, który sama zaproponowała zresztą. Na szczęście nie fałszowała, miała przyjemny głos. Przeciętny, ale do kołysanek nadawał się fantastycznie, Przynajmniej dziecię, które wychowywała przez jakiś czas, usypiało tylko przy jej śpiewaniu.
Chwilkę myślała nad wyborem kołysanki, a kiedy zdecydowała się na Lavender's blue, uważając ją za idealny wybór, zaczęła cicho śpiewać:
- Lavender's blue, dilly dilly,
Lavender's green
When you are King, dilly dilly,
I shall be Queen
Lavender’s green dilly, dilly
Lavender’s blue
You must love me, dilly, dilly
‘cause I love you.
[kolorowych:) niestety, ostatnimi nocami niemalże w ogóle nie śpię, ale postaram się mieć dobrą noc, dziękuję i do spisania:*]
Ariel
[No kurde widzę, że tutaj też się odpowiedź nie dodała ;/ postaram wieczorem sie odpisać]
OdpowiedzUsuńNessa S.
Co? on znał jej imię? Ale, ale skąd? przecież się nigdy nie spotkali, nie widzieli, chociaż jego ton głosu wydawał się być znajomym tonem dla uszu dziewczyny. Moment, może go jednak zna? Spojrzała na niego swoimi dużymi oczami, zamrugała kilka razy, by lepiej 'widzieć'. Trochę się w niego wpatrywała za nim poznała że to Kidd, stary dobry Kidd, no dobra nie taki stary, bo wyprzystojniało mu się no i go nie poznała, ale ciamajda...- O mój boże, Kidd! To serio Ty?- Zapytała z niedowierzaniem, no i dodatkowo wolała się upewnić, na wszelki wypadek. Przecież oni się szmat czasu nie widzieli, i miłe jest to, że ją poznał- Szmat czasu minęło- Stanęła już na równe nogi, bo dzięki niemu nie wylądowała na ziemi(całe szczęście)
OdpowiedzUsuńNessa S.
Kończył akurat drugą szklankę piwa, kiedy pojawił wię Kidd. Obrzucił go przelotnym spojrzeniem. Odrobinę przerażał go fakt, że chłopak jest ubrany, jakby mieli środek lata... Może dlatego, że sam był okropnym zmarźlakiem i kiedy temperatura spadała poniżej zera, musiał opatulać się dziesięcioma tysiącami warstw, żeby nie zamarzła mu krew w żyłach.
OdpowiedzUsuń- Coś przegapiłem i wiosna przyszła, czy ci odbiło? - spytał, przekrzywiając lekko głowę. Zaraz jednak uśmiechnął się, najszerzej, jak potrafił. Był to dość mierny wynik. - To, że twierdzisz, że ludzie skazują się na twoje towarzystwo, to raczej mierny znak - zauważył. - Ale jeśli mam być szczery, to jestem zdesperowany. Już nawet mój kot daje mi do zrozumienia, ze jestem beznadziejny, a moi współlokatorzy oskarżyli mnie o alkoholizm. Ergo, doszedłem do wniosku, że wyciągniecie jakiegoś miłego towarzysza na piwo, nie będzie takim głupim sposobem na spędzenie czasu zdala od oskarżycielskich, nieprzyjaznych spojrzeń - wyjaśnił. - A tak w ogóle... Nie chcesz przypadkiem kota? Studiujesz weterynarię, nie? Mógłby ci posłużyć jako jakiś eksponat naukowy.
Z zasady nie gadał tyle, ale akurat trafił mu się nastrój na gadanie, spotęgowany tą dawką alkoholu, którą zdążył już w siebie wlać. Zresztą, żebranie o spotkanie i uparte milczenie, gdy już do niego dojdzie, zakrawało chyba o lekką impertynencję.
[Historia jest banalna. Matematyka jest złem wcielonym, zresztą dokładnie tak, jak chemia.]
Syd
[o jezusie słodki, to spojrzenie! nowy gif wymiata *.*]
OdpowiedzUsuń-Śpij... - wyszeptała, głaszcząc czule jego policzek,ramię, plecy. Robiła to subtelnie, aby pomóc mu się jeszcze bardziej zrelaksować, by mógł spokojnie usnąć. I chociaż podobała się jej myśl o zarwaniu nocy na rzecz rozmowy z nim, nie była egoistką i tylko to, że jej spać chciało się średnio, nie znaczyło, że on również miałby nie spać. Ucałowała jego brodę i znów wtuliła się w niego, rozkoszując się ciepłem, które dawało jego ciało.
- Ja też zaraz usnę.- dodała jeszcze, bo gdy przymknęła powieki, nawiedziło ją błogie zmęczenie i po raz pierwszy od dawna po prostu chciała zasnąć. Coś jej mówiło, że nie obudzi się zlana potem, wyrwana z koszmaru. To była taka przyjemna perspektywa. Kilka godzin wcześniej nawet by o niej nie pomyślała. I chociaż nie minęła nawet doba ich wspólnej historii, znalazła się w momencie, z jakiego najpewniej nie ma już odwrotu. Z jakiego nie chciała powracać. Błogi uśmiech, jaki teraz zakwitł na jej twarzy był najlepszym dowodem na to, że jest szczęśliwa.
Ariel
[jesteś na warszawa-nocą?:D]
Usuń[a, widzisz. przeglądałam blogaski i była karta z Andy'm własnie, a on to mi się zawsze będzie kojarzyć z Tobą:)
OdpowiedzUsuńco do wątku - zacznijmy coś nowego, po jakimś czasie. Ariel musiała dokończyć sprawy w Amsterdamie. może mu zaproponować taką wycieczkę, albo wróci po tygodniu rozłąki:) co wolisz, ja zacznę.]
Od ich pierwszej wspólnie spędzonej nocy, podczas której chyba po raz pierwszy od lat nie miała koszmarów, minęły dwa tygodnie. Intensywne, pełne zmian w jej życiu, pełne uśmiechu. Było jej tak dobrze, że czasami, odkładając słuchawkę, lub żegnając się z Oliverem, obawiała się, że to zaraz się skończy. Trzymała się jednak swego przekonania, że robi dobrze. Najlepiej w zasadzie!
OdpowiedzUsuńGdy pewnego dnia dostała wyczerpującego maila od swojego wydawcy, siedziała chwilę przed laptopem i nie dowierzała treści, jaka rozmywała się przed jej oczami. Ubrała na nos okulary, co niestety nie pomogło, bo słowa dalej krzyczały do niej w nieładzie. Amsterdam, za dwa dni, koniecznie.
W pierwszej chwili była zdezorientowana, bo przecież mówiła ostatnio, że to jej ostatnia powieść, a jeśli sobie kiedyś zechce coś wydać, zrobi to na swój koszt. Najwyraźniej, Tony uważał, że Ariel żartuje.
Odpisała po niekończącej się chwili, że zjawi się na tym spotkaniu, a w międzyczasie poprosi o więcej szczegółów. Zamknęła laptopa, ubrała jedną z lepszych kiecek, jako że zaprosiła Olivera do siebie na kolację i przywdziawszy fartuszek (jakby się nie mogła wystroić później!), zabrała się za przygotowanie lasagne. Obiecała, że się nim zajmie i oto miał doczekać się tej chwili. Obojgu dobrze zrobi ciepły, zdrowy posiłek. Poza tym, powie mu w końcu, że musi jechać do Amsterdamu i zobaczy, jak zareaguje. Przygotowała więc i wino, na wszelki wypadek, nakryła do stołu, wstawiła zapiekankę, zapaliła świeczki i czekała spokojnie, aż przyjdzie. Oczekiwanie pełne napięcia, uśmiech na twarzy i wpatrywanie się w zegarek, którego wskazówki chyba wcale się nie przesuwały.
I w końcu, dzwonek do drzwi.
Podbiegła do nich w ekspresowym tempie, otworzyła szeroko i wciągnęła do środka Kidd'a, żeby pocałować go na dobry wieczór. Aż się jej śmiać chciało z tego, że po chwili tak bardzo za nim tęskni.
[dobra, jest jak jest, reklamacji nie przyjmuję:D przez te dwa tygodnie powiedziała mu o swoim pisarstwie no i Amsterdamie. i jeszcze przyjęłam, że już u niej był i wiedział, gdzie mieszka:D wybacz!]
Ariel
Najpierw widziała tylko jego cudowną twarz, której sam widok dodawał jej chęci do życia w stu procentach, nie tylko egzystencji. Później zauważyła kwiaty, których kolor totalnie ją urzekł i na koniec spostrzegła kurtkę, która pozostawiała wiele do życzenia. Wyglądał w niej dobrze, jak zresztą we wszystkim i bez niczego, ale musiał strasznie zmarznąć po drodze.
OdpowiedzUsuńWestchnęła cicho, kręcąc przy tym głową.
- Jaki ja będę miała z Ciebie pożytek, jak złapiesz zapalenia płuc? - zapytała, próbując się nie uśmiechać, co było nad wyraz trudne. - Wiem, że jesteś gorący, no ale bez przesady. - dodała, tym razem unosząc kąciki ust ku górze.
Poczekała, aż się rozbierze i złapała go za dłoń, prowadząc do kuchni, wciąż jeszcze potrzebującej zagospodarowania. Póki co, nie było źle, ale skoro postanowiła częściej korzystać z pomieszczenia, przydałaby się zamrażarka i może jeszcze nowa kuchenka. Na razie ta jeszcze wystarczała i jak się Ariel dziesięć razy upewniała, działała. Jeszcze pięć minut i zaserwuje mu swoje ulubione danie. Podała mu korkociąg i uśmiechnęła się do niego łagodnie, róże wkładając do kufla, bo wazonu niestety nie posiadała.
- Teraz jest pięknie. - dodała, odsuwając od siebie świeczki i na środku stołu kładąc kwiaty.
Ariel
[ależ się nic nie stało! no i nie musisz się tłumaczyć. się rozbestwiłam przez to, że zawsze ktoś mówi dobranoc:)
OdpowiedzUsuńi usnęłam przed trzecią, oł je!]
Ariel
Nawet jeśli było mu ciągle ciepło i jego odporność miała się wspaniale, Ariel była zmarzluchem i widząc tylko kogoś zbyt letnio ubranego, marzła natychmiast. A przynajmniej jej podświadomość jej to wmawiała. Tak czy siak, spróbuje go namówić do pójścia na kompromis w tej kwestii. Tymczasem jednak, skupiła się na lasagne, która wyglądała naprawdę nieźle i uśmiechając się do siebie, ciemnowłosa wyjęła ostrożnie naczynie z piekarnika, używając w tym celu dwóch rękawic. Zimna nie lubiła, ale sparzyć się to prawdziwy koszmar!
OdpowiedzUsuńSwoje dzieło ustawiła na korku, żeby nie zniszczyć obrusa i usiadła, zabierając się za krojenie. Spory kawałek wylądował na talerzu Kidd'a, na swój położyła nieco mniejszy, ale i tak słusznej wielkości. Miała apetyt, była podekscytowana i miała nadzieję, że go nie otruje.
- Oj tam, wazon. - machnęła ręką, uśmiechając się łagodnie. - Poza tym nie musisz mi kupować kwiatów. - dodała po chwili, przyglądając się Oliverowi. Cieszyły ją róże, które od niego dostała, bo po pierwsze, która kobieta nie lubi kwiatów i po drugie, były kolejnym gestem, którym ją urzekał. Nie chciała jednak, by wydawał na nią pieniądze.
Chwyciła sztućce z zamiarem jedzenia, ale nie byłaby chyba sobą, gdyby wcześniej nie zaczęła rozmowy o tym, co w tej chwili najmocniej siedziało w jej głowie.
- Muszę z Tobą o czymś porozmawiać. - zaczęła, może niekoniecznie dobrze. Tak się nie rozpoczyna żadnej konwersacji, o ile nie chce się kogoś przyprawić o zawał. Jednak zanim się zorientowała, użyła właśnie tych słów. - Ufasz mi?
Ariel
Gdyby wiedziała, że dostrzeże tyle niepokoju w jego twarzy, zupełnie inaczej zaczęłaby rozmowę. Co on biedny mógł sobie pomyśleć! Aż poczuła ucisk w sercu na samą myśl o jego lęku.
OdpowiedzUsuńAutomatyczną wręcz jej reakcją było dźwignięcie kształtnych czterech liter z krzesła i usadowienie ich sobie na kolanach zdezorientowanego Olivera. Objęła jego szyję i co chyba było jej ulubionym zajęciem, wplotła palce w jego włosy, wpatrując się w niebieskie oczy, tak cudownie podkreślone cieniem.
- Nie chciałam tak groźnie zabrzmieć. - wyszeptała na swoją obronę, bo przecież chciała mu tylko powiedzieć, że musi wyjechać na jakiś czas, kilka dni najpewniej, ale wróci. I chce z całego serca, żeby na nią czekał. I oto w tej chwili właśnie w jej głowie zrodził się nowy plan, wiążący się w dużej mierze z zaufaniem właśnie.
- Skoro mi ufasz, zrób coś dla mnie. Dostałam dziś maila od mojego dawnego wydawcy i muszę się zjawić pojutrze w Amsterdamie. - powiedziała, czule głaszcząc jego twarz. Druga dłoń nadal buszowała w czuprynie Kidd'a. - Pojedź ze mną.
Ta prośba zabrzmiała niemal błagalnie. Widząc, ile dla niego znaczyła, upewniała się tylko w przekonaniu, że nie wytrzyma choćby dnia rozłąki. No, może i wytrzyma, ale nie będzie to przyjemne, może wręcz bolesne. I nawet jeśli była kilka lat starsza (Oliver jakimś cudem wcale się się wyniósł z jej życia!), nie uważała już tego za przeszkodę. Wręcz marzyła o ich przyszłości. Bynajmniej nikogo nie miała, nikogo innego nie chciała i nie umiałaby się nim znudzić.
Oczekiwanie na jego odpowiedź było ciężkim przeżyciem. Czy ten ucisk w żołądku kiedyś minie?
["i będzie chyba już tak na zawsze" *.* !]
Ariel
Zaśmiała się cicho, po chwili opierając swoje czoło o jego.
OdpowiedzUsuńTeraz to ona się zestresowała, chociaż pewnie milion razy mniej niż on przed chwilą. Ma za swoje, zołza. Ucałowała jego policzek.
- Skradłeś moją kwestię. - przyznała, jako że zawsze siadała przy oknie. No chyba że w samolocie. Tam wolała usiąść jak najdalej widoku chmur, założyć opaskę na oczy i wyłączyć się przy muzyce, dopływającej jej uszu ze słuchawek. Panicznie bała się wysokości, więc tym razem sobie podaruje. Przytuli się do Olivera i będzie udawać, że siedzą sobie na kanapie, nie kilometry nad ziemią, ale zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od podłogi.
Uśmiech, jaki zakwitł na jej twarzy, powodował aż ból policzków.
- W takim razie zjedzmy coś i obgadamy szczegóły. - dodała i całując go przelotnie w czoło, już po chwili wróciła na swoje wcześniejsze miejsce. Żeby jej popołudniowy trud nie wystygł. Ukroiła sobie kawałek zapiekanki, stwierdzając, że jest w porządku i kolejny kęs, jaki nabrała na swój widelec, wysunęła w stronę Kidd'a.
- No i jak? - zapytała, dla formalności oczywiście, bo nie mógł nie docenić jej popisowego dania.
[och, nie ma się czego wypierać. toż to cudowna cecha! xD]
Ariel
[dobrej nocy:) jutro też będę nawet po południu, więc do spisania! paa!]
OdpowiedzUsuń[sezon pełna gębą, skoki w Zakopanem, mogę mieć problem z odpisami w weekend, ewentualnie się będę zjawiać o podobnej porze:* coś się w ogóle martwię, że nam bloga zamkną. jakby co - to mój mail: pozorynka@gmail.com]
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się łagodnie, słysząc jego pochwałę. Naprawdę, plus dziesięć do mocy! Nie wyglądała na perfekcyjną pani domu, ale zarówno gotowanie jak i sprzątanie sprawiały jej przyjemność, gdy miała dla kogo to robić. A słysząc komplement, to już w ogóle obrastała w piórka.
- Szczegółów jako takich nie podał. - powiedziała, wzruszając lekko ramionami, między jednym kęsem a drugim.- Poprosiłam o nie, ale nie sprawdzałam jeszcze, czy coś odpisał. Widzisz, to dość specyficzny człowiek.- dodała, troszkę tajemniczo. Ile kłótni, sporów i dziwacznych sytuacji mieli, to niektórzy przez całe życie nie przeżyją. - Zastanawiam się, w jakim stopniu wiąże się to z naszą wspólną przeszłością zawodową. - mówiąc to, spojrzała na Olivera. Może była w temacie bezpośrednia, ale chciała, by wiedział o niej wszystko. Zbliżał się najlepszy ku temu czas. Wspólna podróż, pobyt z dala od codzienności.
A jeśli by się jej Kidd zgubił, poruszyłaby niebo i ziemię, by go odnaleźć.
Ariel
[pusto tu bez Ciebie ;)]
OdpowiedzUsuńAriel
[ojejku, ale już wszystko dobrze???]
OdpowiedzUsuń- Niestety, mamy też inną przeszłość. - powiedziała cicho, po chwili zawieszając się na krótką chwilę. Nie cieszyła ją myśl na spotkanie się z Tony'm, gdyż oznaczało to przyspieszenie pewnych spraw, związanych z Oliverem, a konkretniej - zdradzenie mu kolejnych tajemnic, czego nadal się bała. W końcu minęło tak niewiele czasu i Ariel najzwyczajniej w świecie się bała. - Nie była to wielka miłość, a raczej jej marny substytut. - dodała, sięgając swoją dłonią ku niemu, by po chwili pogłaskać jego ramię.
- Nie jestem z tego dumna, bo robiłam sobie nadzieje. Nie wyszło.
[tylko gdzie? jakiś pomysł?:)]
Ariel
Zaśmiała się cicho, po chwili puszczając mu oczko.
OdpowiedzUsuń- Ja też go nie lubię i to bardzo! - powiedziała, przechylając lekko głowę. Oczywiście, Tony był pomyłką i to dużą, bo najwyraźniej mimo trzydziestu wtedy lat, był dzieciakiem. Grunt to dobra zabawa i zero jakichkolwiek zobowiązań. A potem się dziwił, że sie Ariel spakowała i rozwiązała umowę w wydawnictwie...
Przyglądając się mu, ciemnowłosa zastanawiała się, czy jest zazdrosny. Jeśli tak było, to nie miał żadnego powodu. Dawno go sobie odchorowała, zwłaszcza że się później nawinął Aki i to dopiero on złamał jej serce. Tony co najwyżej podeptał jej dumę.
- Nawet nie musisz go poznawać. Jakoś inaczej zaplanuję Ci ten czas. - dodała, posyłając mu swój słodki uśmiech. W Amsterdamie było tyle miejsc, które kochała i które chciała mu pokazać.
[okej, masz coś już na oku? ja się dostosuję, byleby dać się naszym postaciom rozwijać:)]
Pojmując w sekundę jego tok myślenia, Ariel zaśmiała się dość głośno, kręcąc dodatkowo głową. Och, mężczyźni... W sumie, gdy Tony zobaczy ją z Oliverem, albo się zamknie, wściekając się w środku, albo skomentuje, drugi już raz, jakie to żałosne, że się Blame chwytała młodszych mężczyzn. Wiek, oczywiście nie miał nic do jej uczuć, jedynie to kwestia przypadku, że jej serce skradali nieco od niej młodsi.
OdpowiedzUsuń- W takim razie to będzie jedna z tych amsterdamskich atrakcji. - powiedziała, kończąc swoją porcję. Upiła spory łyk wina i włożyła do zlewu talerz i opierając się o blat, patrzyła na Olivera. Jej szczęście było niemal namacalne, tak bardzo rozpromieniona była i nic nie było w stanie wybić jej z rytmu, nawet myśl o spotkaniu Tony'ego. Oby miał wielgachny, gruby brzuch!
[okej, to zapisujemy się. najwyżej uznamy, że Ariel podpisze tam nowy kontrakt z wydawnictwem, a Oliver pojedzie z nią? jestem bezczelna, ale może tak być?:D]
Gdyby Oliver zachowywał się jak dzieciak, Ariel najpewniej nie miałaby ochoty się angażować wiedząc, że wszystko posypie się po paru tygodniach. Przy nim czuła się szczęśliwa i bezpieczna i wręcz nie mogła się doczekać ich wyjazdu, powrotu i dalszego życia, bo choć żadnych obietnic nie było między nimi, każdy pocałunek, dotyk, rozmowa, wszystko to dawało jej poczucie, że będzie już lepiej.
OdpowiedzUsuńSzybko odszukała jego usta, składając na nich najczulszy pocałunek.
- Spadłeś mi z nieba. - powiedziała cicho, uśmiechając się do niego delikatnie. Rzeczywiście, był jej wybawieniem i chociaż mogło być trudno, już nie zważała ani na wiek, ani na komentarze znajomych. Jej życie, jej szczęście, jej decyzje.
Wyjazd do Amsterdamu, czy raczej wylot, trwał zaledwie chwilę. Dwie godziny to nic, jeśli można do woli przytulać się do podekscytowanego faceta, który chciałby jej pokazać każdą chmurkę. I mimo że bała się spojrzeć, śmiała się większość podróży.
Zameldowanie się w pokoju, szybkie ogarnięcie się i bieg na spotkanie, na które Ariel nie planowała się spóźnić. O dziwo, udało się im dotrzeć na miejsce przed upływem tak zwanego kwadransa studenckiego i oboje mogli w lobby poczekać na to, aż łaskawy Anthony zaprosi ich do swojego gabinetu. A kiedy się tak stało, Ariel z dumą zaprowadziła tam Olivera i uśmiechając się szeroko, przedstawiła panów sobie. Były wydawca niestety brzucha wielkiego nie miał, ale imprezowy tryb życia odhaczył się na jego osobie siwymi włosami i zmarszczkami, których Ariel jeszcze długo mieć nie będzie, o Kidd'zie nawet nie wspominając.
Uprzejma wymiana zdań, informacje na temat nowego pomysłu.
Ariel otrzymała ofertę, która mogła popchnąć jej karierę, ale kosztem być może jej kwitnącego uczucia.
Paryż, od zaraz, spore zarobki.
I składając ofertę, Tony miał na ustach swój bezczelny uśmiech, mówiący bezgłośnie : "zostawi Cię, jeśli się zgodzisz".
Ariel spojrzała niepewnym wzrokiem na Olivera. Przecież musiała mieć trochę czasu, aby to sobie przetrawić. On musiał przemyśleć, co zrobią, jeśli Blame się zgodzi. A czy się zgodzi? W Oslo póki co nie miała żadnego kontraktu, zajęcia, weny nawet. A on? Studiował przecież. Za dużo jak na jedną rozmowę.
Gdy Ariel obiecała, że się zastanowi i w ciągu 24 godzin da odpowiedź, Tony wstał i pożegnał ich słowami:
- Powodzenia. - kolejny raz posłał ten sam, nikczemny wręcz uśmiech, gdy ściskał dłoń Olivera. Nachylił się do niego i wyszeptał kilka słów. - Zanim się zgodzisz, zapytaj, czemu nam nie wyszło. - odsunął się od niego i ucałował policzek zniesmaczonej Ariel, która nie wiedziała, o co chodzi ze skonsternowaną miną Olivera. Cóż powiedział mu ten idiota?
Po chwili wyszli z jego biura, udając się do hotelu.
[przyspieszyłam akcję xD no powiedz mi jeszcze: kończymy już teraz, czy po wątku?]
Ariel
[no, to lubię to xD
OdpowiedzUsuńzapis już poszedł, także tylko czekać na ich wielką przeprowadzkę, jesli do niej dojdzie xDD]
Kiedy Oliver w końcu się odezwał, Ariel uprzytomniła sobie, dlaczego tak bardzo nie chciała, by poznał Anthony'ego. Facet miał skłonności do koloryzacji wszystkiego, a ponadto bawiło go patrzenie na ludzi, którzy przez niego czuli się zdezorientowani. Dlatego też puścił Kidd'owi ten tekst, żeby musiał się zastanawiać, z kim się spotyka i cóż przed nim kryje ta ciemnowłosa postać. A Ariel naprawdę nie miała aż tylu tajemnic, a nawet jeśli któreś były w jej mniemaniu mroczne, chciała mu powiedzieć wszystko. Tylko w odpowiednim czasie.
OdpowiedzUsuńPierwszy dzień w Amsterdamie niestety takim dniem nie był.
- Poważnie? - zapytała, wybita nieco z tropu. Pokręciła głową, siląc się na uśmiech, chociaż w głębi, skręcało ją po prostu. Było jej niedobrze na samą myśl, że będzie musiała przeprowadzić poważną rozmowę z mężczyzną, który najpewniej jeszcze jej nie kochał. Oczami wyobraźni widziała, jak pakuje się i zamyka za sobą drzwi, zostawiając ją pokruszoną na hotelowej podłodze. - Nie myśl o tym, on tak ma. - powiedziała, chcąc go uspokoić, ale wiedziała, że ta odpowiedź go nie usatysfakcjonuje.
Skręciła w alejkę Vondelparku i przysiadła na pierwszej ławce, która była wolna. Gdy Oliver poszedł w jej ślady, chwyciła jego dłoń i długo na niego nie patrzyła. Gdy się w końcu przemogła, jej spojrzenie było... no cóż, dośc puste. Maska, którą broniła się przed bólem.
- Gdy zaczęłam widywać się z Tony'm, miałam dwadzieścia lat. Było zabawnie, bez zobowiązań. Zapomniałam o matce, która podcięła sobie żyły, bo nie mogła pogodzić się z myślą, że przeze mnie nie jest znaną aktorką, że jej jedyna miłość ją zostawiła. O ojcu, który w Amsterdamie miał idealną rodzinę, a mnie traktował jak cień po swej przeszłości. - powiedziała cicho, otwierając się najbardziej, jak potrafiła. Serce szybko, wręcz boleśnie biło w jej piersi. - Zaangażowałam się w nas i chociaż miałam sporą blokadę, zaczęłam pisać. Bardzo dużo, najlepiej jak potrafiłam. On to wydawał, wszystko układało się dobrze. Nie chciał się ze mną ożenić, ale gdy miałam dwadzieścia lat, nic dla mnie to nie znaczyło. Nawet nie zdążyłam się zakochać. Kiedyś powiedział mi, że chce mieć dziecko. Oczywiście, umierałam ze szczęścia na samą myśl, bo było mi z nim dobrze i chciałam mieć prawdziwą rodzinę.- w jej oczach zaczęły wzbierać łzy, które niepohamowane, spływały po sekundzie wzdłuż policzków Ariel. - Jego imprezy się jednak nie kończyły, wręcz dopiero wtedy zaczął balangować, a ja siedziałam w toalecie, z testem w ręku, płacząc, że nadal nie jestem w ciąży. Miałam nadzieję, że dziecko go zmieni. Byłam głupia. - na chwilę zatrzymała się, spoglądając przed siebie. Trzeci tydzień, a ona po raz kolejny przy nim płacze. I choć chciała napatrzeć się na jego twarz, zapamiętać jego doskonałość, nim odejdzie, w tej chwili wręcz bolały ją oczy. - Okazało się, że jestem bezpłodna.
Właśnie myśl o tym, że nigdy nie będzie miała swojego dziecka, że nigdy nie da potomka ukochanemu mężczyźnie, bolała najbardziej. Nigdy w nikim nie dostrzeże swoich oczu, uśmiechu partnera. Nie będzie prawdziwą mamą, a nie mogąc wydać na świat maleńkiego człowieka, nie będzie też prawdziwą kobietą.
OdpowiedzUsuńTego nauczyło ją życie i relacje, w jakie się pakowała.
- Jestem wybrakowana. - odpowiedziała cicho, gdzieś pomiędzy cichym szlochem, a próbą odnalezienia się w jego ramionach, w tej chwili. To, jak ją teraz obejmował i jak kołysał jej wątłe ciało, było czymś nielogicznym.- Jesteś za młody, żeby to zrozumieć. - dodała, odsuwając się od niego i patrząc w jego niebieskie tęczówki. Nie chciała zabrzmieć w ten sposób, ale niestety, inaczej nie potrafiła tego ująć. - Kiedyś będziesz chciał mieć swoje dzieci. I wtedy na nic Ci kobieta, która nie potrafi dać Ci potomka. - dokończyła, odpowiadając w zasadzie na jego pytanie. Chociaż Tony się nią bawił i pewnie zostawiłby ją, jak tylko zaszłaby w ciążę, rzucił ją ze słowami:
" jesteś popsutą lalką. Stać mnie na nowe".
Chyba tego dnia Ariel przestała wierzyć w to, że ktoś pokocha ją na tyle, by z nią pozostać. Z zepsutą lalką, która mimo wiecznego uśmiechu na twarzy, jest kompletnie zniszczona w środku.
Śmiech, jaki wydostał się z jej gardła, był próbą uciszenia tej ogromnej potrzeby rozpłakania się na dobre. Odsunęła się jeszcze bardziej, odwracając się od niego. To, co powiedział, chyba było ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewała. Oliver był naprawdę dojrzały, może w tej kwestii nawet dojrzalszy niż sama Ariel, która mimo włączonego już instynktu macierzyńskiego, wiedziała, że dobrą matką nie będzie. Bo nie miała wzorca, bo sama nie urodzi. I nawet, jeśli pragnęła mieć dziecko, bała się tego najbardziej na świecie. I nagle Oliver mówi jej coś, o czym ona boi się marzyć. Adopcja...
OdpowiedzUsuńProściej wpaść nastolatce z przypadkowym kolesiem, niż adoptować dziecko, będąc singlem. A tylko na to mogła liczyć na dłuższą metę, bo ludzie ją opuszczali. Mężczyźni, którym powierzała swoje tajemnice także, zbyt szybko, by myśl o adopcji była jej realną.
- Myślę, że się w Tobie zakochałam. - powiedziała cichutko, niepewnie, w zasadzie myśląc na głos. Nawet przecież na niego nie patrzyła. To wyznanie wypadło z jej ust tak bardzo niespodziewanie i tak szybko, że naprawdę minęła chwila, zanim do niej samej dotarło, że po raz kolejny jej niewyparzony język żyje sobie samoistnie, poza jej ciałem.
Ariel
[to do spisania! powodzenia, kciuki trzymam:) dobranoc]
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się delikatnie, zapominając na chwilę o tym wszystkim, co jeszcze przed chwilą po raz kolejny zabijało jej wnętrze. Od zakochania do miłości być może i jest spora droga, ale znając jego uczucia, czuła się spełniona. Nawet, jeśli była wybrakowana. To on mógł ją uzupełnić, to jego wsparcie miała. I czuła się spokojna, bo po raz kolejny nie uciekł, chociaż nie winiłaby go o to ani trochę.
OdpowiedzUsuńPrzysunęła się do niego i objęła go mocno, przekazując mu tym samym całą swoją pewność, że cokolwiek teraz postanowią, chyba nic nie zniszczy tego uczucia.
- Opłacało się na Ciebie czekać.- wyszeptała i ucałowała jego usta. - Co myślisz o Paryżu? - zapytała niepewnie. Chyba chciała załatwić wszystko jak najszybciej, poznać jego odczucia w tej sprawie.
[odpowiedziałam sama sobie pod kartą ;D]
Dla niego była gotowa zostać w Oslo i zająć się czymkolwiek, byleby zacząć zarabiać. Z ich dwojga to on miał więcej do stracenia i Ariel bała się, że jeśli im nie wyjdzie, będzie miał ogromny żal do kobiety. Albo po prostu pewnego dnia stwierdzi, że to nie miało sensu, skoro z nią i tak nie osiągnie spełnienia. A wtedy ból jej byłby zbyt duży, by sobie wszystko tak zwyczajnie poukładać. Czy on był gotowy tak zaryzykować? Czy miała prawo go o to prosić? Jego słowa niosły ze sobą pewność, której jej było trzeba w tej chwili. I naprawdę, w tej chwili czuła do niego tak wiele, że aż bolało ją serce.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, Pies jedzie z nami. - powiedziała cicho, uśmiechając się najszerzej, jak tylko potrafiła. Bez niej nie da sobie rady? Och nie, to ona nie wytrzymałaby bez niego. I choć miała go zapytać, czy jest pewien i zapewniać go, że mogą zostać w Oslo, jakoś nie uważała, by było to na miejscu. Przy ich obopólnej szczerości, powiedziałby, gdyby miał wahania.- Mieszkanie znajdziemy, pracę również, a niebawem zaczyna się drugie półrocze, więc może uda Ci się zostać na tym kierunku.
Zawsze mógł też po prostu do niej dojechać, ale to tak odległa perspektywa...
[ja również, więc karty w ruch i uderzamy na Paryż! xD]
Ariel
[zabijasz mnie! xD ja mam podjąć decyzję?:P
OdpowiedzUsuńdobra, między kartami postaci ma być zachowane pół godzinki, ale możemy to pominąć :D
jestem za tym, aby upłynęło trochę czasu, kilka tygodni :D
[hahaha, lubię takie podejście xD
OdpowiedzUsuńw wątku czy w karcie, bo nie wiem?:P]
[dobra, piszemy tu. jako że wpadłaś na ten pomysł, pozwalam Ci wykreować sytuację, w jakiej Tony się wkurza xD]
OdpowiedzUsuńAriel bawiło podejście do sytuacji Olivera. Cieszył się jak dziecko, że będzie mógł zobaczyć minę Tony'ego, gdy ciemnowłosa oznajmi mu, że chętnie podejmie się pracy scenarzystki. Dodatkowo, zabierze ze sobą swojego lubego, który z nią zamieszka i który będzie jej towarzyszył w nowym miejscu, nowym życiu. Po prostu będzie jego nieodłączną, najważniejszą częścią.
OdpowiedzUsuńPokręciła lekko głową, śmiejąc się cicho.
- Oj, Kidd. - pogłaskała jego policzek i gdy tylko dotarli na ósme piętro, złapała jego dłoń i ruszyła przed drzwi ex wydawcy. Z uśmiechem na twarzy, bo i ona chciała zobaczyć minę Tony'ego. Należało mu się za wszystkie minione historie, za ból i wrodzoną wredność.
Zapukała w drzwi i gdy usłyszała zaproszenie, nadal trzymając Olivera za rękę, weszła do pomieszczenia.
Tony, uśmiechając się dość specyficznie, wstał z krzesła i podszedł bliżej, ale poza skinieniem głową, nie odważył się na inny gest.
- Gołąbeczki, rozumiem, wracają do zabawek w Oslo? - zapytał, przybierając na twarz zaczepny wyraz.
- Och, Tony... - odezwała się, wywracając oczami - Z tego co pamiętam, to ty masz słabość do lalek. - posłała mu szeroki uśmiech, na który on nieco przygasł. - Przyjmuję ofertę i w zasadzie będziemy wdzięczni, jeśli jak najszybciej to załatwimy, bo musimy wracać do Oslo i spakować się. Im szybciej znajdziemy się w Paryżu, tym lepiej.
Słysząc to, mężczyzna jedynie kiwał głową. Jego twarz nie wyrażała nic, poza jednym momentem, gdy uniósł wysoko brwi. Odchrząknął.
- Dzieci z tego nie będzie, ale i tak wam błogosławię. - odparł pewnym tonem, a Ariel przez chwilę poczuła się naprawdę niepewnie. Ścisnęła mocno dłoń Olivera. Że też musiał być świadkiem ich potyczki.
Ariel
Oczywiście, że daleko im do dzieci. Do wszystkiego w zasadzie daleko, ale nie o to chodziło. To był po prostu najczulszy punkt Ariel i Tony już dawno o tym wiedział, więc zawsze w niego celował. Był zły i ciemnowłosa od razu to wyczuła. Kiedy czuł się niepewnie, zwyczajnie przybierał na twarz maskę zobojętnienia i rzucał szyderczymi uwagami, uderzał tak, by bolało.
OdpowiedzUsuńSłysząc słowa Kidd'a, posłał mu skrzywione spojrzenie, a tak przynajmniej nazywała je Ariel. Aż musiała się zmusić, ażeby się nie uśmiechnąć z wyższością. Mimo wszystko, człowiek ten coś czuł.
- No pewnie, że jest idealne. Co ty możesz osiągnąć, chłopcze? - rzucił, nieco podniesionym głosem. Odwrócił się do biurka i zaczął przeszukiwać papiery, zdenerwowany faktem, że ktoś mu rozkazuje. - Podpisz się tu i tu, a resztę załatwisz z nowymi współpracownikami.
Ariel puściła dłoń Kidd'a, żeby przeczytać wszelkie podpunkty. Nawet nie spojrzała w tym czasie na Tony'ego, myśląc wyłącznie o tym, by raz na zawsze zakończyć ten rozdział życia.
- Myślę, że to wszystko. - powiedziała, gdy tylko złożyła podpisy w odpowiednich miejscach i podała mężczyźnie jedną z kopii. - Oliver ma naprawdę wiele czasu na osiągi, a ty? No cóż, starzejesz się. - dodała, uśmiechając się kątem ust. Mina, jaka urodziła się na twarzy Tony'ego, rozbawiła ją zupełnie. Oto jego czuły punkcik.
- Chodź, Kochanie, bo się spóźnimy. - powiedziała do Olivera i na chwilę jeszcze przeniosła wzrok na byłego wydawcę. W jej umyśle już nigdy nie będzie byłym chłopakiem. Stał jak struty, zaciskając dłonie na kartkach umowy. Ignorował Kidd'a, przyglądając się Ariel.
- Powodzenia. - niemal wysyczał.
Ariel