Hanna Daaé, urodzona trzynastego grudnia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego piątego roku jako pierwsza i ostatnia córka Adama Daaé (podpułkownik RNoAF) i Margit Daaé (de domo Randrup) (tłumacz przysięgły), siostra bliźniaczka Erika. Swoje życie miała związać z lotnictwem, została jednak dziennikarką, korespondentką wojenną, autorką reportaży i wywiadów. Miała być Amelią na cześć Earhart, jednak z powodu braku sympatii matki do tego imienia, jest Hanną — jak Reitsch.
Kiedy była dzieckiem i ludzie pytali, kim zostanie w przyszłości, spodziewając się, że usłyszą takie odpowiedzi jak: aktorką, nauczycielką, a może nawet księżniczką, mówiła, że będzie rewolucjonistką. Pewnie prawie każdy przechodzi okres, w którym marzy o zostaniu bohaterem; jedni zamierzają być kimś w rodzaju Batmana, drudzy żałują, że nie urodzili się w czasach wojen i powstań. Na szczęście takie myślenie zmienia się z biegiem czasu. Dzisiaj Hanna chciałaby przede wszystkim, by rewolucje nie były konieczne, by wszystko było w porządku. Wie jednak, że rojenia o utopii są tak piękne, jak nierzeczywiste, a nawet jeśli byłyby możliwe do spełnienia, to przecież et in Arcadia ego. Jest jednak coś do czego można dążyć i do których to dążeń można namawiać innych. Wojować można nie tylko za pomocą przemocy.
Słowa, to słowa mogą być najpotężniejszą bronią. Hanna szanuje słowa, dlatego nienawidzi pustych frazesów, nic nieznaczących wyrażeń czy stawiania pytań dla samego stawiania pytań, bez rzeczywistego zainteresowania odpowiedzią. Milcz, jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia. Kiedy jednak ma się coś do zaoferowania, można dyskutować o wszystkim, nie ma tematów tabu (chociaż jej trudno opowiadać o uczuciach). Ona nie uważa, że należy mówić tylko to, co wypada i milczeć, kiedy myśli się coś, co niekoniecznie pokrywa się z poglądami innych. Nie lubi ludzi w ten sposób asekuracyjnych, poprawnych politycznie do granic absurdu. Przede wszystkim jednak nie przepada za takimi, którzy sami nie wiedzą, czego chcą, prawdopodobnie dlatego, że sama należy do ludzi zdecydowanych.
Zdecydowana, ambitna, bezkompromisowa, więcej w niej racjonalnego myślenia niż uczuciowości, co nie oznacza, że nie jest podatna na emocje. Czasem uchodzi za dumną i wyniosłą, w sprawie, w którą wierzy, gotowa jest mocno się poświęcić. Chyba każda kobieta jest feministką, w mniejszym lub większym stopniu, także i Hanna nie jest wyjątkiem (ale nie jest ultra-feministką), walczy jak może o prawa kobiet. Nie wie, czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie, czy powołanie, wie tylko, że każdy czegoś potrzebuje. Jedni rodziny, drudzy przyjemności, część poszukuje jeszcze czegoś innego. Hanna znalazła. I tego się trzyma. Żałuje tylko, że nie może przebywać w kilku miejscach naraz bądź też, że doba nie jest dłuższa. Nie jest najlepszą inwestycją na przyszłość, w ciągłych rozjazdach, w wiecznym biegu. Aktualnie postanowiła dłużej pozostać w Oslo, by móc uporządkować notatki i skończyć pisać książkę.
[A z taką postacią spotykam się pierwszy raz. Podoba mi się. Hannah - silna kobieta. Fajnie. ;>
OdpowiedzUsuńNo i cześć. Na pewno masz ochotę na jakiś wątek. Od razu zapraszam pod kartę Svena. Może urodzi Ci się jakiś mały pomysł lub powiązanie.]
Sven Vigeland
[witam serdecznie :) bardzo ciekawa postać, świetnie napisana przede wszystkim. Życzę miłej zabawy na blogu :)]
OdpowiedzUsuńFincher
[ cudowna karta!]
OdpowiedzUsuńClifford
[tak, to Liam :) jestem fanką obu braci już od dawna i też zauważam to podobieństwo... z drugiej strony, to zabawne, że trzeci brat (Luke) nie wygląda ani trochę jak oni dwaj. Po prostu udali się rodzicom, że są tacy podobni... na przykład o tu: https://24.media.tumblr.com/ac85a511201655c4e23c51e4e8be65aa/tumblr_myqnajlZEx1soe5pgo1_500.png (wybacz, musiałam się podzielić :D)
OdpowiedzUsuńa za komplement do karty nie masz co dziękować - jest lekko i przyjemnie, na dodatek wyłania się obraz bardzo konkretnej i przemyślanej postaci, to jest fajne :)]
Fincher
[Musisz mi wybaczyć tę literówkę. Obiecuję, że będę uważniejszy i już więcej jej nie zrobię.
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o więzienny epizod, mam kilka pomysłów, ale nie mogę się zdecydować. Jednym z nich, chyba najbardziej mi się podobającym, jest taki, że Sven po zakończeniu kariery bokserskiej zaczął ściągać długi od dłużników - niekoniecznie jego dłużników, działał raczej na zlecenie. Miał silny cios, był agresywny i bezwzględny, dlatego idealnie nadawał się do tej roboty. Pewnego dnia miał odebrać pieniądze od człowieka, który nie miał żadnych środków do życia (stąd te długi). Opowiedziawszy oprawcy swoją smutną, wzruszającą historię, wręcz błagał go o litość. Sven, wykazując się kompletnym brakiem serca, pobił go niemal do nieprzytomności, tłumacząc się przed sobą "obowiązkiem wyegzekwowania tego, co należne". Pech chciał, że miał przy tym świadka, który doniósł wszystko na policję. Svena bardzo szybko złapano, odnaleziono go w jego mieszkaniu. Podczas aresztowania był bardzo agresywny, rzucał się na funkcjonariuszy. W więzieniu zaczął rozmyślać nad swoim życiem. Te cztery lata bardzo go uspokoiły, chociaż nadal w skrajnych przypadkach nie potrafi trzymać nerwów na wodzy. Wypuszczono go wcześniej za dobre sprawowanie.
Ale nie wiem. Sam nie wiem, czy tak może być. Nie miałem okazji jeszcze wykorzystać tego pobytu w więzieniu, to wszystko dlatego. Jeżeli chciałabyś do niego jakoś nawiązać, to jestem otwarty na wszelkie propozycje. Nie musi być wcale tak, że Vigeland ściągał długi. Jak mówię - jeszcze nie jestem pewien. Może dzisiaj przyśni mi się coś nowego i zmienię zdanie. Kto mnie tam wie. :D]
Sven Vigeland
[no dobrze, a teraz zostawiając na boku sprawy podobieństwa braci Hemsworth i zgrabnie napisanej karty... mam nadzieję że ochota na wątek jest?]
OdpowiedzUsuń[Jak widzę nie jestem jedyną, która chce pochwalić kartę, ale jednak to zrobię. Jest napisana przejrzyście i lekko, bardzo miło się czytało choć zazwyczaj tego nie robię :P Oby takich więcej.]
OdpowiedzUsuńNathaniel
[A, tak, tak. Przenosiłam ja z innego bloga, na potrzeby wątku autorki stąd. Z tego powodu nastąpił błąd. Musiałam zaniżyć wiek. Niemniej jednak ogromnie dziękuję za wytknięcie błędu. Już lecę to poprawić. ;) I dziwię Ci się, że chciało Ci się przeczytać kartę. Osobiście uważam, że to jedno z najnudniejszych tworów jakie przyszło mi napisać. xD]
OdpowiedzUsuń[Dobry wieczór, serdecznie witam na blogu. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć czas na poprowadzenie ze mną wątku. Zapraszam pod kartę Grety Huld ]
OdpowiedzUsuń[Dzięki za zwrócenie na to uwagi. Nikt do tej pory nie zauważył żadnego błędu i już myślałem, że jestem nieomylny, a tu proszę – jednak nie jestem nadczłowiekiem. :>
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o Wigilię, to nie mam pojęcia, ale jeśli znalazłaś, że jest obchodzona – pewnie jest.
Co do pożaru, wybuchł w wyniku uderzenia auta w budynek. Vigeland był świadkiem stracenia przez kierowcę panowania nad kierownicą, eksplozji pojazdu i zajęcia sierocińca przez ogień. To wydarzenie było dla niego tak traumatyczne, że w pewnym momencie jego mózg na jakiś okres wyłączył się. Mam tu na myśli to, że przestał zapisywać wydarzenia po pożarze. Myśli chłopca wciąż zaprzątał samochód uderzający w sierociniec i buchający ogień – pozostałe kwestie jego umysł uznał za nieistotne i je odrzucał. Siostra Irma, zakonnica, która się nim opiekowała, zgłosiła go na terapię, która pomogła mu dużej mierze wyjść z tego stanu. Svenowi z tamtego okresu pozostała niechęć do ognia (z którym po pożarze nie miał do czynienia; myślę, że gdyby znowu miał z nim styczność, trauma by powróciła) i strach przed samochodami (mężczyzna boi się nie tylko usiąść za kółkiem, ale również siedzieć na miejscu pasażera i ogólnie rzecz biorąc, przebywać w aucie). Obecnie nie potrafi też przypomnieć sobie niczego z okresu po przeniesieniu domu dziecka w inne miejsce, jakby ktoś wyciął ten fragment z jego życiorysu. ]
Sven Vigeland