Imagining the future is a kind of nostalgia. You spend your whole life stuck in the labyrinth, thinking about how you'll escape it one day, and how awesome it will be, and imagining that future keeps you going, but you never do it. You just use the future to escape the present.
Czym właściwie jest natychmiastowa śmierć? Jak długo trwa natychmiast? Sekunda? Dziesięć? Ból tych sekund musi być okropny, gdy serce galopuje, a płuca zapadają się i unoszą, łapiąc ostatnich kilka oddechów. Nie ma powietrza i krwi potrzebnych mózgowi, zostaje tylko czysta panika. Co do kurwy nędzy oznacza natychmiast? Nic nie jest natychmiastowe. Natychmiastowe ugotowanie ryżu zajmuje 5 minut, natychmiastowy pudding - godzinę. Wątpliwe więc, by natychmiastowe powolne umieranie było w takim stopniu natychmiastowe.
The Great Perhaps
Before I got here, I thought that the way out of the labyrinth was to pretend that it didn't exist, to build a small, self-sufficient world in the back corner of the endless maze and to pretend that I was not lost, but home.
Każda historia ma swój imponujący, niosący echo fanfar i werbli początek, miałki i pompatyczny środek, a także smutny, z reguły samotny i często żałosny koniec. Ta historia nie jest inna. Ba, nie dość, że nie jest inna, nie jest także lepsza, bardziej fascynująca, wciągająca i obfitująca w niecodzienne zwroty akcji. Jest dość przeciętna. Gdyby wydano ją w postaci książki, byłby to cienki tomik, ubrany w szarą płócienną oprawę, możliwe że nawet nie podpisany. Jednym słowem: nikt nie sięgnąłby po niego w miejskiej bibliotece, mając pod nosem kilkaset innych, lepiej prezentujących się tomów. Gdyby jednak ktoś się odważył, na stronie tytułowej natknąłby się na napis: Witaj w królestwie rzeczy nieracjonalnych, w odrzuconym scenariuszu dla kanału Romantica. Jeśli ten odważny ktoś przetrwał przez pierwsze osiem stron, byłby na dobrej drodze, by dotrwać do końca historii - może nawet utożsamiłby się z jednym czy drugim bohaterem - pod warunkiem, że chciałby poznać jej nędzne zakończenie. Problem w tym, że Wielkie Być Może to raczej nienajlepszy koniec dla historii pseudo-miłosnej, której bohaterami są pewien młody Amerykanin z norweskimi korzeniami i pewna studentka prawa, której największym marzeniem było zostać hobbitem i wędrować tam i z powrotem. Nie to, żeby zamierzała wędrować samotnie - kiedy już natknęła się na wspomnianego wcześniej Amerykanina, pociągnęła go za sobą, zaczynając od Culver Creek w Alabamie, a kończąc... gdziekolwiek naszła ją ochota. Nie była przesadnie rozsądna, można wręcz powiedzieć, że poziom jej lekkomyślności dorównywał głupocie. Nie była też przesadnie ładna - na wybiegu obok modelek wyglądałaby jak Frodo, który zgubił drogę do Mordoru - ale gdy chciała, potrafiła przykuć uwagę. Wracając do tematu książki: gdyby ktoś ją jednak czytał, doszedłby do wniosku, że chwilowo bezimienna studentka była po prostu zadufaną, zapatrzoną w siebie suką, którą mało obchodzą inni ludzie. A chłopak? Chłopak był przy niej wzorem cnót, gentlemanem jakich mało.
Looking for Alaska
'Sometimes I don't get you,' I said.
She didn't even glance at me. She just smiled toward the television and said:
'You never get me. That's the whole point.'
Zmienił się, bo musiał, tego wymagała sytuacja w jakiej się znalazł. Bo jak można być z kimś takim jak Alaska, samemu będąc człowiekiem bez kręgosłupa w postaci masy różnobarwnych znajomych, których głównym zajęciem jest chlanie od rana do nocy? Miał tylko 18 lat, łatwo przyszło mu znalezienie się na tak zwanych salonach, ale trochę trudniej było zaimponować Alasce. Nie był już gentlemanem, bo o wiele prościej było być aroganckim dupkiem z dobrego domu, z forsą od ojca, za którą można kupić fajki i alkohol. O wiele prościej było po prostu się nie przejmować i wpaść w wir, w jaki dawno już wpadli jego starsi bracia i siostra. Alaska jednak ciągle była niezdobyta, należało więc znaleźć inny obiekt westchnień. Nie po to, by coś z tego wyszło - żeby Alaska była zazdrosna. Koniec końców, to nie ona przyszła do niego, błagając na kolanach, żeby jej wybaczył - to on biegał za nią, nie przejmując się kompletnie tym, że wychodzi na durnia, podczas gdy ona dobrze się bawi. Alaska też się zmieniła. Nie była już brzydkim kaczątkiem bez wyrazu, teraz dopiero pokazywała jak naprawdę wygląda. I miała z tego całkiem niezłe korzyści... Bo nawet gdy miał ją dla siebie, ona sypiała z innymi, a później rozkładała ręce, mówiąc I regret nothing, sorry not sorry. W pewnym momencie Culver Creek zostało daleko za nimi, tak jak całe studenckie życie.
Into the Wild
I just did some calculations and I've been able to determine that I am full of shit.
Gdyby ktoś dotrwał do ostatniego rozdziału naszej małej książeczki, mógłby powiedzieć, że chłopak sam jest sobie winien - z własnej głupoty wpakował się po szyję w gówno i hasta la vista, dorośnij synek. Niektórym być może byłoby szkoda - zmarnowanego życia, czasu, perspektyw - które główny bohater przepuścił na trzy lata przyjemności u boku jakiejś głupiej lafiryndy. 37 pigułek nasennych - dokładnie tyle zaważyło na wszystkim co posiadał. A przecież sam jej je dał, osobiście zapłacił za nie w aptece. Nie sądził, że Alaska zrobi z nich taki użytek. Problem w tym, że nie mógł wiedzieć - kiedy je kupował, nie widział jej od prawie 8 miesięcy. Nie byli już razem, bo wyrzuciła go za drzwi, twierdząc że dłużej tak nie może. Ale w sprawie tabletek mogła zadzwonić tylko do niego i kiedy następnego ranka poszedł zobaczyć co z nią... zastanawiał się długo, czy śmierć jest natychmiastowa. Zabrał ją do Denali w metalowej puszce, tylko po to, żeby przejść kilkanaście kilometrów rezerwatu na piechotę i rozsypać prochy byle jak i byle gdzie. Spędził na Alasce kolejne 3 tygodnie, a kiedy był gotów, postanowił wyjechać gdzieś, gdzie nie ma przeszłości - dlaczego więc nie spróbować w Oslo? Podobno stamtąd pochodzi. Podobno ma tam rodzinę. Podobno zamierza zacząć studia. Podobno od śmierci Alaski nie zmienił się ani trochę - polubił aroganckiego dupka, którym się stał.
Alexander Gaarder-Fincher
born in the USA on march the sixth, 1990
no one in particular, just another guy
taking revenge on his girl by seducing other girls
maniac, heartbreaker, asshole.
__________________________
w karcie: John Green
na zdjęciach: Liam Hemsworth
Witam serdecznie, I guess.


[Nie wierzę. Ola <3]
OdpowiedzUsuńAndrea
[Witam c: Moim skromnym zdaniem karta jest genialna, naprawdę.]
OdpowiedzUsuńM. Snowdon
[Hi ;D chce ci się?]
OdpowiedzUsuńAlice
[Gmail maybe?]
OdpowiedzUsuńAlice
[Naprawdę rzadko się zdarza, ale jaka radość :3]
OdpowiedzUsuńM. Snowdon
[Anią, Anią. Tą młodszą, starsza się ukrywa jako Samara :D]
OdpowiedzUsuń[ To jest ta Ola?:D Ta?:D ]
OdpowiedzUsuń[Dzięki, naprawdę mi przyjemnie to czytać. ;D
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, to naprawdę Liam? Jaki on się do brata podobny robi..]
[Fanką nie jestem, ale oczywiście wiem kto to, zresztą trudno teraz ich nie kojarzyć. Pamiętam, że kiedyś z koleżanką oglądałam jakiś wywiad z Chrisem, a wtedy jeszcze nie widziałam chyba żadnego filmu z Liamem, i znajoma powiedziała, że ich gesty oraz sposób mówienia są podobne. Wizualnie nie wydawali mi się zbyt podobni, ale teraz... Może nie identyczni, ale na pewno nie ma problemów z rozpoznaniem pokrewieństwa. ;D
OdpowiedzUsuńOjej, to się cieszę.]
[Jasne, że jest. Tylko muszę cię poprosić o jakiś pomysł, bo mi, przeczytawszy kartę, niestety nic do głowy nie przychodzi.]
OdpowiedzUsuń[Chciałabym coś zacząć, Alex poznałby Jolene od jej psychicznej strony. Co ty na to? Zgadzasz się w ciemno?]
OdpowiedzUsuń[Na Marvelu jakoś nie udaje mi się zacząć wątku. Tutaj natomiast mam wenę na tą Jols. Wątek miał być nie tak całkiem psychiczny, ale z pewnością nie całkiem normalny. Więc mam Twoją zgodę na zaczęcie bez ustalenia relacji? ^^]
OdpowiedzUsuń- Szkocką z lodem – rzuciła siadając na barowym stołku. W swojej wyciągniętej, męskiej, białej koszuli, dużo za dużej, związanej w pasie tuż nad linią spodni, nie wyglądała jak typowa zwolenniczka ciężkiego trunku, a jednak. Pewność siebie w jej głosie wskazywała na to, że nie pierwszy raz spożywała tego rodzaju alkohol. Oparła się rękoma na ladzie, podnosząc szklankę do ust, ale zawahała się, kiedy szkło dotknęło jej zaczerwienioną od nerwowego zagryzania, dolną wargę.
OdpowiedzUsuń- Szlag… - mruknęła pod nosem, jednak odkładając naczynie obok siebie i oparła głowę na ręce, wpatrując się nieświadomie w mężczyznę obok siebie. Mężczyznę… Wyprostowała się gwałtownie.
- Wiesz co mnie najbardziej wkurza? – zaczęła wyjątkowo naturalnie jak na kogoś, kto nigdy wcześniej człowieka na oczy nie widział – Gnój spotyka mnie po kilku latach, udając, ze wszystko jest w porządku. Jakby wcale nie zniszczył mi życia, nie obrócił go w piekło. Jakby nie stracił prawie połowy mojego życia. Na co? Na siebie. A nie był tego wart. PÓŁ ŻYCIA – powtórzyła dobitnie upijając kilka łyków szkockiej. – I przychodzi ze swoim wkurzającym kotem, robiąc ze mnie idiotkę. „Upaćkałaś się farbą”, jak gdyby nigdy nic ścierając ją z mojego policzka. A co mnie to u diabła obchodzi? Powinien trzymać łapy przy sobie, tak? Dobrze mówię? – spojrzała na mężczyznę szukając w nim aprobaty, której nie znalazła. Może nie czekała dość długo, nie dając mu dojść do słowa. Żachnęła się i prychnęła, opierając przed sobą, odwracając od niego spojrzenie, nie przerywając jednak monologu.
- Był czas, w którym mógł mnie dotykać. Spóźnił się. Ale tak chyba już jest… z wami, facetami? Nie macie wyczucia, co? Ani trochę. I rozumu. W ogóle. Lubicie być dupkami. Tak jest wam lepiej, czy co?
Zmroziła go spojrzeniem, dodając śmiertelnie poważnie.
- Jesteście skurwielami. O Tobie mówię. Czemu się w ogóle nie odzywasz?
Odetchnęła ciężko dopijając cały trunek na jednym hauście.
- Jeszcze raz to samo poproszę – mruknęła chowając twarz w ramionach, opartych na blacie. Nie patrzyła nawet na barmana. Widocznie miała powody, żeby go zignorować i zająć się swoimi rozmyśleniami.