NIE DAJMY OSLO UPAŚĆ, ZAPRASZAMY NOWYCH AUTORÓW!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

chaos w głowie tysiąc myśli w jednym słowie


Thea Anders
dwudziestojednoletnia właścicielka małego sklepu plastycznego i malarka
prywatnie wolna dusza i wieczna singielka bez planów na przyszłość


Zupełnie nie nadaje się do stałych związków i tworzenia rodziny. To po prostu nie jest świat. Zbyt jest na to rozkojarzona i roztrzepana. Za dużo czasu spędza w swojej małej pracowni na tyłach sklepu, aby mieć czas jeszcze na życie prywatne. Może znajdzie czas na filiżankę kawy z mlekiem czy ciastko w przerwie w pracy, może nawet się zakocha, ale w końcu i tak wszystko zepsuje. Mówi, że jest artystką, że nie potrzebuje chłopaka, że pies i farby w zupełności jej wystarczą. Inni twierdzą, że jest po prostu dziwna. Być może. Sama jakoś nigdy się tym nie przejmowała. Jaka jest prawda? Taka, że Thea jeszcze zupełnie nie wie, co chciałaby robić w życiu. Nie ma żadnych sensownych planów na przyszłość. Wie tylko, że bez względu na wszystko, chce malować. Jest romantyczką ze skłonnościami do przesadzania i dramatyzowania, która wiecznie siedzi z głową w chmurach. Raczej wesoła, zazwyczaj uśmiechnięta i przesympatyczna. Przynajmniej wtedy, gdy nie ma się jej na głowie dwadzieścia cztery godziny na dobę, bo na dłuższą metę... na dłuższą metę życie z Theą wcale nie jest usłane różami.


dodatkowo | afiliacje | zapisane



Nie umiem pisać kart. Przepraszam.
Thea w Oslo od urodzenia, więc znać się mogą.
Nie wiem, czyjego autorstwa cytat. Zdjęci z tumblr.
Pozostaje mi tylko zaprosić do wątków z Theą.

44 komentarze:

  1. [ Witam :) mój mózg odmawia dziś posłuszeństwa, ale to nie zmienia faktu, że na wątek jesteśmy bardzo chętne ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ja witam również, mimo żem nowa :D
    Nie wiem, czy wymyślę jakiś wątek, szczególnie, że Elijah nie jest artystyczną duszą. Dla niego wszystko da się wytłumaczyć jakimś niezwykle skomplikowanym wzorem lub równaniem matematycznym. Delta to jego bogini, a całki to najukochańsze dzieci. Ale może przyszedłby po jakieś niesamowite cosie dla swojej siostrzenicy? HMMM. Mam marne pomysły. Ale zaczynać lubię, jak już ktoś coś zaproponuje :D]

    Elijah

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Daj spokój! Każdy pomysł jest dobry, a ważne, że jest :D ]
    Musiała przemyśleć kilka rzeczy, a siedzenie w domu i rozmyślanie o tym, co może jeszcze zrobić, a właściwie co może jeszcze z tych danych wyciągnąć, nie wiele już dawało. Była blisko rozwiązania tej zagadki, ale miała wrażenie, że cały czas brakuje jakiegoś małego szczegółu, albo coś przeoczyła. Wyszła na zewnątrz, żeby pooddychać świeżym powietrzem i trochę odpocząć. Przecież nic się nie stanie jak na chwile zostawi tę sprawę i zajmie się czymś innym.
    Spacerowała po mieście, ale jej głowa tak naprawdę była zajęta znowu tym samym. Gdzie się myliła i dlatego jeszcze nie odkryła o co w tym wszystkim chodzi? Na tyle była zajęta swoją łamigłówką, że nie zauważyła, że zerwał się nagle skądś wielki wiatr. Zauważyła jednak, że zaczęło padać, bo na jej nos spadały kolejne krople. Zerknęła na niebo z którego nagle zniknęło miłe słoneczko i zaczął padać zimny, grudniowy deszcz. Krople stawały się coraz większe i po chwili zwątpienia co zrobić Samara była już mokra. Co prędzej weszła do pierwszego, lepszego sklepu, a przez deszcz właściwie nie wiedziała nawet co to za sklep. Po chwili jednak wiedziała już o co chodzi, bo wszędzie było pełno artykułów malarskich. Sama nie miała o tym zielonego pojęcia, w jej domu nie było ani jednego obrazu, ale fajnie było popatrzeć. Chwyciła jakaś pierwszą rzeczy i właściwie nie miała pojęcia po co i komu to? Werniksy? Co to są werniksy? I co robią tu serwetki ? Coś ktoś tu je?

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejny pies w tym tygodniu? Już jeden ją w tym tygodniu zmaltretował, więc wolałaby, żeby kolejny nie ślinił się na jej widok. Z drugiej strony chyba psy rozpoznawały dobrych ludzi, to może coś z takiego człowieka u niej było? Miło by było właśnie tak o sobie myśleć. Pochyliła się i pogłaskała psa po łebku, żeby już na nią nie skakał za bardzo.
    -Tylko nie śliń. Nie wolno ślinić.- uśmiechnęła się, bo ten na szczęście nie miał zapędów do próbowania jej. Bo chyba dlatego psy ślinią ludzi? Żeby ich wypróbować i zobaczyć , jak będą smakować już jako ich padlina?
    Zerknęła na kobietę, która wyszła z zaplecza. Ona chyba była prawdziwa artystką, a raczej dokładnie tak Samara wyobrażała sobie kogoś kto miał do czynienia z malarstwem. Farba na całej sobie i jakaś dziwna ekspresja bijąca z oczu. Dziwne określenie, ale jakieś takie pobudzenie tym co się robiło. A może to farby miały jakieś właściwości odurzające, że te oczy takie się jej wydawały?
    -Mogę być szczera? Nie mam pojęcia do czego służą tu te wszystkie rzeczy i nawet chyba specjalnie nie chce wiedzieć, bo trochę mnie przerażają. Weszłam tu bo pada… - przyznała się z przepraszającym uśmiechem. Po co miała ją okłamywać? I tak dużo razy w swoim życiu kłamała, więc nie było sensu nabijać statystyk. – Chociaż trochę zastanawia mnie dlaczego w sklepie z artykułami malarskimi są chusteczki czy też serwetki? Co ludzie z nimi robią oprócz tego, że służą do tego, żeby wytrzeć buzie po jedzeniu? – zerknęła na kobietę.
    Nie chciała wyjść aż na taką bezczelną czyli kogoś kto skrył się przed deszczem i tylko tu postoi, a nie daj boże jeszcze coś ukradnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Okej, to zacznę i postaram się pociągnąć wątek tak długo, jak będę umiała. Żeby nie wyszło: Elijah przychodzi, kupuje, wychodzi. Koniec :D]

    Elijah nigdy nie musiał się zastanawiać, co też można kupić trzynastolatce na urodziny. Pieska już miała, to po co jej kot? Poza tym, Lea chyba nie lubiła kotów, to Klusek był całym jej światem. Pamiętał, że jego siostrzenica opowiadała mu, jak to fajnie było na zajęciach artystycznych z nową nauczycielką, która dostała posadę w tym roku szkolnym w gimnazjum, do którego dziewczynka chodziła, a w którym on sam pracował. Może więc coś związanego z rysowaniem, malowaniem czy, Bóg jeden wie czym, jeszcze.

    Wyszukał w Internecie jakieś sklepy, które zajmują się dystrybucją takich rzeczy. Znalazł trzy godne uwagi, z czego dwa były zdecydowanie zbyt daleko, a wcale nie miał ochoty na długą podróż w ten śnieżny dzień. Ubrał więc swój szary płaszcz i wsunął na stopy ciepłe buty, po czym krzyknął Lei, że wychodzi i wróci za góra dwie godziny. Czy tak miało się stać? Nie wiedział, więc dodał, że w razie czego ma dzwonić, albo iść do Marii, ich starszej sąsiadki, która była już nieco przygłucha.

    Ruszył do metra, podjechał nim kilka stacji i już. Krążył po ulicach, na których nigdy jego stopa jeszcze nie stanęła i szukał tego sklepiku plastycznego, co go tak zachwalano na tych wszystkich portalach społecznościowych i grupach artystów.

    W końcu mu się udało. Z zewnątrz miejsce wyglądało normalnie, ale Elijah miał się zaraz przekonać, że to takie zwyczajne miejsce wcale nie jest. Wszedł przez okazałe, drewniane drzwi z małą szybką, a kiedy już przekroczył próg, mały złoty dzwoneczek zadzwonił mu nad głową. Pomieszczenie mogło być naprawdę duże, ale przez ilość różnych pudełek, sztalug, pędzli w słoikach i innych rzeczy, których Mikaelsson nawet nie potrafił nazwać, optycznie zostało ono pomniejszone.*

    Stąpał po podłodze ostrożnie, żeby niczego przypadkiem nie strącić. Od czasu do czasu zatrzymywał się przy czymś, żeby obejrzeć co to takiego. Pełno było tutaj jakichś słoiczków z farbą, tubek z klejem zwykłym, z klejem brokatowym. Ołówki o rożnej twardości, pędzle o różnym włosiu i rozmiarze, palety na farby, pastele olejne, pastele kredowe - to wszystko było dla Elijah tak niesamowite, że momentami stał wpatrzony w coś z otwartą buzią.

    Po kilku chwilach, bez żadnych przykrych incydentów, udało mu się dotrzeć do lady, gdzie stała staromodna kasa fiskalna, pojemniczki z różnymi przyborami do pisania, porozwalane kartki, niektóre zapisane, inne nie. Jednak nikogo za ladą nie było. I cóż teraz on biedny miał zrobić? Tłukł się na marne? Niemożliwe, inaczej sklepik byłby zamknięty.

    - Ekhem - odchrząknął na tyle głośno, żeby wybudzić kogoś ze snu, albo sprowadzić go z innego pomieszczenia - Dzień dobry? - bardziej zapytał, niż oznajmił. Stał tak, jak zawodnik drużyny koszykarskiej na boisku do futbolu i czekał.

    [*Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że sobie opisałam pobieżnie ten sklepik, jeśli coś nie jest zgodne z Twoją wizją :3]

    Elijah

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak na ścisły umysł Samary brzmiało to trochę zbyt skomplikowanie. Po co przyklejać chusteczki do skrzyneczek? Ludziom się to podoba? Czy robią to tylko dla frajdy?
    Była dziewczyną, pewnie nawet kobieta, ale wychowywał ją ojciec. Wojskowy, więcej dodatkowy komentarz chyba nie jest potrzebny? Ich dom, był schludny, może często aż za. Lśnił czystością jakby nikt tam nie mieszkał. Nie było obrazów, nie było rodzinnych zdjęć, co nie znaczy, że nie było wspomnień, bardzo dobrych wspomnień z tego okresu. Ojciec zawsze był dla niej surowy, zawsze starał ją się czegoś nauczyć, ale jednocześnie Samara zawsze czuła, że bardzo ją kocha, najbardziej na świecie i zrobiłby dla niej wszystko. Nic dziwnego, że dziewczynie strasznie go brakowało i sama trzymała ich zdjęcie pod łóżkiem. Nie chciała żeby ktokolwiek odkrył jej słaby punkt, bo mógł go wykorzystać w jakiś dziwny sposób.
    - Brzmi to bardzo… skomplikowanie… - westchnęła cicho i zerknęła na dziewczynę trochę przerażona. Była cierpliwa i nie w tym był problem., ale chyba była zbyt leniwa do zrobienia czegoś takiego.
    Uśmiechnęła się do niej. Ktoś jej proponował herbatę? Było to całkiem miłe, zwłaszcza, że się nie znały. Ani trochę, a to Sam bezczelnie wtargnęła do jej sklepu.
    -Zwykłą, jeżeli to nie problem. Trochę zmokłam. – przyznała, a była to prawda, bo jej włosy były całe mokre i ubrania trochę też. Nie cierpiała takiej pogody. Jeżeli już miało padać to nie mógł teraz padać śnieg? Przynajmniej lód, który powstał na chodniku nie byłby teraz taki ślizgi. A tak pewnie znowu się gdzieś wyrzuci, jak co druga osoba na ulicy.

    OdpowiedzUsuń
  7. To nieprawdopodobne, kiedy zwykły człowiek biegnie ulicą z kapturem na głowie, pozornie nie zwracając uwagi na to, co dzieje się dookoła, i nagle znajduje bilet. Bilet do teatru. Bierze ten bilet, rozglądając się dookoła, wsadza go do kieszeni bluzy i biegnie dalej, postanawiając skorzystać z okazji - doświadczyć kultury wyższej.
    Tą osobą w tym wypadku był Sven. Sven, który ostatnim razem oglądał jakikolwiek spektakl, będąc jeszcze nastolatkiem. Pamiętał tę wycieczkę. Sierociniec dostał od miasta pięćdziesiąt biletów do teatru. Ponieważ dzieci było co najmniej dwa lub trzy razy więcej, odbyło się losowanie. Pięćdziesięciu szczęśliwców ubrało się w swoje najładniejsze ubrania, niekoniecznie galowe, niekoniecznie odświętne, i ruszyło wężykiem w stronę pięknego budynku w centrum Oslo. Wśród tych szczęśliwców był również Vigeland.
    Najładniejszym ubraniem, jakie posiadał w prowizorycznej szafie, były poprzecierane dżinsy i zszarzała koszula. Nie posiadał ani krawatu, ani muchy. Nie nosił się elegancko. Preferował styl sportowy lub na menela, zważywszy na to, że niedawno popsuła mu się pralka i często zmuszony był chodzić w przepoconych ubraniach.
    Stanął przed lustrem. Patrząc na swoje żałosne odbicie, zastanawiał się, dlaczego jeszcze nie pękło. Poprawiając kołnierz koszuli, usiłował przekonać sam siebie, że jak ma bilet, to i tak go wpuszczą, jakkolwiek źle by nie wyglądał. Pewnie miał rację, ale w takim stroju miał zagwarantowane krzywe spojrzenia ludzi z wyższych sfer.
    Nie pomylił się.
    Kiedy wszedł na salę, najpierw zachwycił się jej ogromem. Mnogość lamp, złoceń, zapach wymieszanych ze sobą przeróżnych perfum - to wszystko sprawiło, że poczuł się jak wtedy. Znów był nastolatkiem, stojącym wśród swoich najbliższych kolegów, chłonącym cały ten przepych, który aż bił po oczach. Teraz było podobnie. Nie mógł powstrzymać rąk. Schodząc po schodach, dotykał miękkich podłokietników, jakby nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego. Spacerując między rzędami, obserwował tych wszystkich eleganckich ludzi, którzy rozmawiali głośno i śmiali się głośno.
    Potem dopiero dotarło do niego, że pewnie śmieją się z niego. Nieogolonego faceta w dżinsach i szarej koszuli, który nie ma nawet krawata. Piękno teatru nagle wydało mu się bezsensowne.
    Odwrócił się na pięcie z zamiarem opuszczenia sali. Co on sobie, głupi, myślał? Że wtopi się w otoczenie i poczuje się częścią wypielęgnowanego tłumu?
    Nagle rozległ się dzwonek. Potem zgasły światła. Ochroniarz szczelnie zamknął drzwi, nim Sven zdążył dojść do celu. Nie było już odwrotu. Musiał zostać.
    - Proszę pana - szepnął mężczyzna przy wejściu, gdy Vigeland w końcu do niego dotarł - proszę usiąść na swoim miejscu. Przedstawienie zaraz się zacznie.
    Sven odwrócił się przodem do sceny i westchnął. Nie wiedział, gdzie siedzi. Nie zdążył przeczytać na bilecie.

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  8. [Pani Thea nawet trochę podobna do mojego Chrisa ;D Witam serdecznie na blogu ;)]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dobry wieczór.
    Chciałabym się zapytać, czy nie przeszkadza Ci, że moja postać nosi to samo imię, co Twoja. Byłabym wdzięczna za odpowiedź.
    Pozdrawia autorka drugiej Thei. ]

    OdpowiedzUsuń
  10. Usiadł ciężko, niezgrabnie, zupełnie jakby został przez kogoś popchnięty, choć w rzeczywistości po prostu nieco się zagubił. Zerknął kątem oka na nieznajomą kobietę siedzącą obok i mruknął coś, co z pewnością byłoby przeprosinami za nieeleganckie zachowanie, gdyby tylko wypowiedział to nieco głośniej.
    Generalnie był zniechęcony.
    Kiedy dzisiaj rano podniósł bilet z chodnika, poczuł się, jakby szczęście w końcu się do niego uśmiechnęło. Od razu w pamięci zaczęły pojawiać mu się obrazy z przeszłości, pojedyncze wspomnienia z najlepszego okresu jego życia, do którego chciał wracać jak najczęściej, ale niestety ciężko było mu cokolwiek sobie z niego przypomnieć.
    Teraz nie myślał o niczym innym, jak o sposobie, w jaki mógłby się stąd wydostać.
    Czuł się przytłoczony tym, co tu zastał. Tym przepychem. Tą elegancją. Tą sztucznością. Wzrok obserwujących go ludzi wgniatał go w ziemię. Jego, byłego boksera, wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę, który pod pewnym kątem przypominał nawet wikinga. Czy coś takiego miało w ogóle rację bytu?
    Musiał pogodzić się z tym, że tu jest. Cieszyć się przedstawieniem, które lada chwila miało rozegrać się na deskach teatru. Ale tym bardziej siedzenie na sali wydało mu się bezsensowne, ponieważ nawet nie zdążył przeczytać, na jaki spektakl przyszedł. W pierwszej chwili chciał zapytać o to siedzącą obok nieznajomą, ale zaraz z tego zrezygnował, uznając, że może go pochopnie ocenić. Że stanie się jednym z tych wszystkich eleganckich facecików, którzy - niczym za dawnych czasów - przyszli tu, aby oglądać kobiety, a nie to, co miało dziać się na scenie.
    - Na pewno nie ma pani nic przeciwko temu, że tu usiadłem? - zapytał szeptem, kiedy cisza, jaka zapanowała pomiędzy nim a nieznajomą, zaczęła mu autentycznie dokuczać.

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dzień dobry, przyszłam po ten wątek z Theą. Niestety, pomysłów jakichkolwiek brak. Jackie też była kiedyś podobnym lekkoduchem, choć zdecydowanie mniej bajecznym, ale w Oslo jest od miesiąca, a skora do zawierania przyjaźni już po dwóch dniach nie jest, więc raczej to nam niewiele pomoże. Jakiekolwiek propozycje?]

    Jackie Garroway

    OdpowiedzUsuń
  12. Rzecz w tym, że jej ojciec nigdy nie chciał, żeby Samara robiła cokolwiek podobnego do tego, co on. Teraz co prawda nie miał na to żadnego wpływu, ale gdy była młodsza zachęcał ją do innych form aktywności. Trochę może i zmuszał ją do codziennego biegania, ale właściwie to chyba wyszło jej na dobre. Pamiętała jeszcze czasy, gdy startowała w zawodach lekkoatletycznych i była w tym całkiem dobra. Zachęcał ją też do gotowania, do próbowania nowych rzeczy. Na pewno nie byłby zadowolony, gdyby wiedział, że naraża się dla… zemsty.
    Pewne było również to, że ojciec wprowadził w jej życie trochę zasad, których przestrzegała. A jedną z nich była prostota i porządek. Nie żeby specjalnie przeszkadzał jej bałagan, ale sam się w nim nie odnajdowała. Raczej wolała na bieżąco odkładać wszystko na swoje miejsce, a potem nie szukać tego. Nie mniej, podziwiała fakt, że dziewczyna tak dobrze się odnajduje w tym miejscu.
    Z wdzięcznością przyjęła od niej sweter i zdjęła swoją parkę. Miło było założyć coś suchego i poczuć się trochę lepiej. Wiedziała, że herbata sprawi, że będzie jej również cieplej w środku i bardzo na to liczyła.
    -Ładna ta skrzyneczka, chociaż nie bardzo znam się na tym. – powiedziała szczerze.
    Całe to pomieszczenie było dla niej niczym kraina czarów. Wszystko było jakby nowe, jakby nie znane. Może i z wyglądu przypominała kobietę to jednak w dużej mierze była chłopięca.
    -Nie, nie słodzę. – taki nawyk. Ojciec zwykle zapominał kupić cukier, więc musiała się nauczyć pić herbatę bez niego. Czasami tylko, żeby osłodzić sobie to szare życie dodawała cukru. Od, żeby było jakoś inaczej. –To twój sklep? –zagaiła licząc, że dziewczyna zacznie mówić.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Zapraszasz, a więc jestem :D Pomyślałam, że Thea mogła oddać swój samochód do naprawy, a z racji, że spodobała się Nathanielowi to temu nie śpieszy się, by go zwrócić. Może być? :)]

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dobry pomysł, już zaczynam :)]

    Ove siedział w kwiaciarni już czwartą godzinę, wyjątkowo skupiony na kwiatach i układaniu bukietów. Swojej szefowej, starszej siwej pani o imieniu Rachel, powiedział, że ma dzisiaj niesamowicie duże pokłady energii, jednak prawda była taka, że rozładowała mu się konsola i nie zdążył jej już rano podłączyć. Cóż, złośliwość rzeczy martwych była często nieprzewidywalna, tak jak i tym razem, jednak on nie miał zamiaru sobie tym zbytnio zawracać głowy. Przecież mimo wszystko lubił zajmować się roślinami, to go uspokajało. Tak samo było właśnie dzisiaj, kiedy wkładał kolejne kwiaty do kolorowego wazonu, obwiązując ich łodygi ozdobną wstążką. Rachel często mówiła mu, że jak dalej będzie to robił, to zbankrutują na elementach ozdobnych, jednak Ove doskonale wiedział, że podobały jej się jego pomysły. Szczerze mówiąc, był nawet gotów kupować wstążki z własnych pieniędzy, przecież nie były drogie, a bukiety wyglądały dużo ładniej.
    - Ove, skocz po nawóz- powiedziała do niego kobieta.
    Chłopak uśmiechnął się do niej i pokiwał głową, sprawiając tym samym, że jego bujne loki zakołysały się mu nad czołem. Pomaszerował bez słowa sprzeciwu do magazynu.

    Ove

    OdpowiedzUsuń
  15. [Skoro zapraszasz to źle byloby odmówić lub zignorować :D
    muszę jednak uprzedzić, że chwilowo nie mam pomysłów, dlatego jak coś proszę o podpowiedzi to może coś wykombinuje]

    OdpowiedzUsuń
  16. Chłopak zawsze podziwiał Rachel za umiejętność utrzymania porządku w tak zagraconym miejscu, jakim był magazyn małej kwiaciarni. W sumie nie dziwił się też jej tego, że bez przerwy narzekała na bałagan w drugiej części sporego pomieszczenia. Z drugiej strony jednak rozumiał sprzedawczynię w sklepiku obok. Artyzm i tak dalej. Podobno artyści nie są w stanie nie żyć w chaosie. On właściwie też nie potrafił, mimo że nie uważał się wcale za artystę. Nie umiał malować ani na niczym grać, tym bardziej śpiewać. Jedyne, co potrafił zrobić, aby przyciągało spojrzenie, to dekorowanie kwiatków. Inni często mówili, że ma smykałkę również do wnętrz. Jego pokój był urządzony według własnego schematu, podobno bardzo ładnie się prezentował.
    Przeszedł obok półki z różnymi doniczkami, po czym doszedł do rogu pomieszczenia, gdzie leżało wiele worków z ziemią i nawozem. Pociągnął za pierwszy worek z brzegu, kiedy nagle coś uderzyło go w nogę.
    - Au- powiedział cicho i popatrzył na leżącą na podłogę puszkę z farbą.
    Skierował swoje spojrzenie na pobliską półkę, przy której stała sprzedawczyni z sąsiedniego sklepu.
    - Od dzisiaj miotasz puszkami?- spytał.

    Ove

    OdpowiedzUsuń
  17. Obserwował ją uważnie, z jedną brwią uniesioną do góry. Dziewczyna wyglądała naprawdę komicznie, taplając się w zielonej farbie i próbując uratować jak najwięcej, przy okazji brudząc sobie pół twarzy.
    - Niedługo będziesz bardziej zielona niż kwiatki w kwiaciarni- stwierdził i zaśmiał się, jakby jego żart był śmieszny.
    Podszedł do niej i pomógł jej poustawiać powywalane puszki na podłodze. Popatrzył na nią i mimowolnie parsknął śmiechem.
    - Serio, wyglądasz jakbyś miała na sobie jakieś barwy wojenne- stwierdził- Chodź, pani Rachel na pewno będzie w stanie się tego pozbyć- dodał- Ta kobieta umie wszystko.
    Wstał i ruszył w stronę wejścia do kwiaciarni, po drodze zabierając ze sobą worek z nawozem. Cóż, Ove do mięśniaków nie należał, a wielki wór był naprawdę ciężki, dlatego też ciągnął go za sobą po ziemi. Robił tak od samego początku swojej pracy w tym miejscu i tak się już przyzwyczaił. Chociaż trzeba było przyznać, że od tachania nawozu na jego rękach pojawiły się zarysy mięśni. Kto by pomyślał, że praca w kwiaciarni wymaga wysiłku fizycznego? Na pewno nie Ove, zanim się tu zatrudnił. Sądził, że całymi dniami będzie siedział i sprzedawał storczyki.

    Ove

    OdpowiedzUsuń
  18. [Jak najbardziej się dogadają. Thea bez wątpienia od razu mogłaby wywołać u niego sympatię, co często jest trudnym zadaniem do wykonania. Masz jakiś konkretny pomysł na wątek/powiązanie? O, i prawdopodobnie przeoczyłaś zakładki w karcie mojej postaci, bo rzeczywiście trudno było je znaleźć. Teraz to poprawiłam, więc może jeśli przeczytasz coś wpadnie Ci do głowy.]

    M. Snowdon

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Cześć :) Dziękuję za powitanie :) A na wątek zawsze mam chęć :)]

    Jordan

    OdpowiedzUsuń
  20. [Początkiem relacji może być to, że Michael często odwiedzałby jej sklep, a skoro ona taka sympatyczna i roztrzepana, mogłaby kiedyś zacząć z nim rozmowę jak człowiek z człowiekiem, i tym samym zburzyć ten jego mur przez który najczęściej nie rozmawia z nieznajomymi. O, mam! Z czasem Thea przyzwyczaiłaby się do pytania go na tworzenie czego będą potrzebne mu te wszystkie rzeczy, które u niej kupuje, aż pewnego dnia dowie się że ma zamiar namalować coś na suficie własnego pokoju, co ją zainteresuje. No i może żartobliwie zapyta się go, czy potrzebna mu będzie pomoc, no i skończy się na tym że będą mieli zamiar malować razem, o.]

    M. Snowdon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dopiero teraz przeczytałam to, co napisałaś pod moją kartą i wiedz że to jest dobre. Przygoda w lesie, yay *^* To teraz wybór należy do Ciebie c:]

      M. Snowdon

      Usuń
  21. [Niech znają się ze sklepu i niech Thea wie o suficie, to jak wydostaną się z lasu będzie już ciemno, ona przenocuje u Mike'a - no bo bliżej - i rano wezmą się za sufit, o c:]

    M. Snowdon

    OdpowiedzUsuń
  22. [Jesus, tak bardzo chciałabym móc odpisać, ale akurat muszę znikać. Nabazgrzę wieczorem.]

    M. Snowdon

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Pomysł mi się podoba :) Może być niedziela :) Można też ubarwić to trochę tym, że pies Thei go zaatakuje czy coś :)]

    Jordan

    OdpowiedzUsuń
  24. [Dziękuję, skoro urocza to zamysł wyszedł :D
    Może Andrea byłaby jakąś koleżanką Thei, która siedzi z nią na zapleczu i udaje, że jej wcale tam nie ma? xD W sensie przychodzi, widzi, że Anders nie ma w sklepie, więc wchodzi na zaplecze i po cichu się jej przygląda, jak maluje? W ten sposób Andrea by się z nią "oswajała" i w końcu zaczęła też bardziej otwarcie rozmawiać :)]

    Andrea

    OdpowiedzUsuń
  25. Jordan, tak samo jak muzykę kochał długie samotne spacery. Wciągu tygodnia nie zawsze miał na nie czas, gdyż liczba jego nowych uczennic ( tak, zazwyczaj tylko płeć żeńska uczęszczała na jego lekcje, co mu w ogóle nie przeszkadzało), wzrastała z dnia na dzień, jak gdyby każda z tych panienkę, śliniących się na jego widok mówiła o nim koleżankom, które potem z czystej ciekawości przychodziły na pierwsze zajęcia, by później zostać na dłużej. Foalowi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Zwitek banknotów, które trzymał w starej, nie używanej już przez siebie, skarpetce ukrytej za szafką powiększał się z dnia na dzień. Nie chodziło jednak tylko o to. Nowe uczennice oznaczały też dla niego kolejne podboje miłosne, których tak bardzo chciał. Wszystko skrzętnie opisywał w swoim pamiętniku, z którym nigdy się nie rozstawał. Wiedział, że jest przystojny i jak działa na kobiety. Niecnie to wykorzystywał, a one po fakcie nawet nie narzekały. No może raz czy dwa dostał w twarz od tej czy innej dziewczyny, ale na szczęście ani nie wybijały mu zębów, ani nie robiły siniaków.
    Niedzielne popołudnie, Jordan nieodmiennie spędzał na spacerze poza miastem. Było tam o wiele spokojniej, a on musiał przemyśleć sobie kilka spraw. W ostatnim czasie jego rodzice coraz bardziej na niego naciskali. Chcieli mieć w końcu wnuki, a ich syn ani razu nie pojawił się w ich rodzinnym domu choćby z dziewczyną. Oczywiście nie mieli zielonego pojęcia, że ich jedyna pociecha zapragnęła zabawić się we współczesnego Casanovę i ani myśli wiązać się z jedną kobietą na całe życie. Cóż to by była za strata.
    Rozmyślania mężczyzny przerwało dość głośne szczekanie, a kiedy Foal rozejrzał się dookoła by znaleźć źródło tego okropnego jazgotu, podbiegł do niego pies i zaczął szarpać rękaw jego kurtki.
    -Zostaw mnie! Cholera jasna! To moja ulubiona kurtka.- zaczął się szamotać ze swoim napastnikiem uważając przy tym by nie potrzeć materiału.- Gdzie masz swojego właściciela?- zapytał go, jakby myślał, że ten mu odpowie.
    Po chwili Jordan dostrzegł biegnącą w ich kierunku młodą dziewczynę. Od razu jej się przyjrzał i musiał stwierdzić, że jest bardzo ładna.
    -Nic się nie stało.- powiedział z uśmiechem przyglądając się nieznajomej.- Jaki tam ze mnie pan? Na pana to trzeba mieć wygląd i pieniądze, a ja raczej nie mam ani jednego ani drugiego. Jestem Jordan.- Wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny. Młodziutka była, ale co to dla niego? Widywał się i spotykał z o wiele młodszymi od niej.

    Jordan

    OdpowiedzUsuń
  26. [tatuażu się zachciało? ;D Można zrobić, Fritz tatuażystą jest bo lubi więc nie będzie odmawiał wykonania. Może go poleci jakiś ich wspólny znajomy, ewentualnie ten u którego Damian nie raz dorabia w salonie tatuażu. Sam ten znajomy nie zrobi jej tatuażu bo nie będzie czasu więc się Fritz zajmie Theą.]

    OdpowiedzUsuń
  27. [Może się mylę, ale to nie jest tak, że osoby zbyt podobne do siebie niekoniecznie się lubią? ;D]

    Odkąd Chris został odcięty od rodzinnych finansów, łapał się praktycznie każdej propozycji zarobku. Oczywiście w granicach przyzwoitości. Dlatego często można było go zobaczyć nie tylko w pizzerii, ale także odśnieżającego podjazdy zaprzyjaźnionych domostw i podczas... opieki nad dziećmi. Tak, dokładnie.
    Chociaż w sumie nie traktował tego, jako pracę, bo szczerze i prawdziwie lubił dzieci. Oczywiście nie te całkiem małe, płaczące, wrzeszczące i robiące w pieluszkę, ale te cztero - pięcioletnie były całkiem spoko.
    Taką małą księżniczką zajmował się tego styczniowego popołudnia. Jej mama, a sąsiadka Chrisa, musiała pojechać na kilka godzin do pracy i poprosiła go o przypilnowanie małej. A, że zajęcia na uczelni jeszcze się nie zaczęły, a w pizzerii nikt go nie chciał, bo szef wymusił na nim zaległy urlop - nie miał absolutnie nic przeciwko popilnowania pięciolatki.
    Początkowo plan był taki, że będą siedzieć w domu, ale ta blond włosa bestia wymusiła na nim wyjście do miejskiego parku, aby "ulepić bałwanka". Zabawne, jak wielką moc przekonywania ma dziecięcy płacz.
    No więc, chcąc nie chcąc, powlókł się z małą do tego parku i w zasadzie samodzielnie zaczął lepić dla niej tego bałwana, bo to, to małe, nie uniosłoby nawet bałwaniej głowy.
    Kiedy cały bałwan już stał, zostało już tylko to, aby go udekorować guziczkami z kamyków, która dziewczynka z zapałem szukała i marchewkowym nosem. No i jakimiś kijkami jako rękoma. Szukając tych nieszczęsnych rąk, z poczuciem, że jego własne ręce zaraz odpadną mu z zimna, zauważył tuż przed sobą znajomą twarz. Uśmiechnął się wesoło do dziewczyny i wskazał ręką niedokończonego bałwana.
    - Patrz, do czego mnie kobieta doprowadziła - powiedział, jakby zrezygnowanym głosem i roześmiał się cicho pod nosem, bo słowo "kobieta", to w tym przypadku stanowczo za dużo powiedziane.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wyjazdy w plener były chyba moją ulubioną częścią bycia artystą. Obserwowanie tych rzeczy jak trawa, drzewa, zwierzęta i inne dziwactwa wydawało się ożywiać moje dzieła w nowy, świeży sposób, a gdy ponownie na nie spoglądałem zdarzało mi się zauważyć szczegóły które sam zrobiłem, lecz o których istnieniu nawet się nie zorientowałem. Obserwacja natury była czymś interesującym, niecodziennym – bo ciągle w biegu, żaden człowiek już nie przystawał na sekundę aby spojrzeć w niebo i zapamiętać układ chmur, który nie powtórzyłby się już nigdy – i także czasochłonnym. Uwielbiałem wręcz zajęcia które zajmowały mi dużo czasu; uwielbiałem nie musieć myśleć o niczym innym niż o tym, co właśnie tworzyły moje dłonie i wszystkie zmysły. Czułem na skórze powiew wiatru, słyszałem śpiewanie ptaka, a to powietrze w tym miejscu miało taki inny smak i zapach; to wszystko przyczyniało się do tego, aby zmienić to co widziały oczy. Każda cząstka, każda moja molekuła była zajęta i żadna z nich nie musiała myśleć; nie myślałem o przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości. Ważne było co czułem, słyszałem i widziałem, powieszone na cieńkiej nitce w środku niczego; nitce którą łatwo było urwać.
    Nawet nie zauważyłem, gdy była pora na powrót. Niechętnie zebrałem wszystkie swoje rzeczy, zarzuciłem skórzaną torbę na ramię i włożyłem słuchawki do uszu. Nie chciałem powracać do świata, i to mi na to pozwalało. Jedynym negatywnym aspektem sztuki było to, że gdy się od niej odrywałeś – bo niestety prędzej czy później musiałeś – rzeczywistość spadała na ciebie jak głaz, przybijała do ziemi z taką siłą że nie mogłeś oddychać. Nie chciałeś wierzyć że to właśnie to jest tym prawdziwym światem, że nie żyjesz w miejscu gdzie wszędzie rosną drzewa i gdzie nie istnieją ludzie, tylko wiecznie śpiewają ptaki.
    Jak zwykle, trzymałem się z tyłu grupy i szedłem z opuszczoną głową, nie martwiąc się nawet o to czy przypadkiem bym się od nich nie oddzielił i nie zgubił. Przecież las kiedyś musi się skończyć, prawda? Idąc ciągle w tym samym kierunku, prędzej czy później wygrzebałbym się z drzew i krzaków.
    Thea miała to szczęście, że zawołała mnie akurat wtedy kiedy trwała przerwa między jedną piosenką, a drugą. Słuchałem hardcore'u który zagłuszał wszystko dookoła, bo teraz śpiewające ptaki przypominały mi o tym, że właśnie oderwałem się od świata idealnego. Odwróciłem się w jej stronę, poprawiając swój granatowy sweterek i skórzaną torbę na ramieniu; zrobiłem parę kroków w jej stronę, chociaż nie rozumiałem dlaczego szła do mnie tak szybkim krokiem. Ogółem, niczego nie rozumiałem. Zostałem ponownie wyrwany z innego, idealnego świata, kiedy słuchawki musiały opuścić moje uszy, i byłem ogłupiały. Jakby w ogóle mnie tu nie było przez poprzednie trzy godziny.
    Thea była właścicielką jedynego – bo najlepszego – sklepu plastycznego w którym robiłem swoje zakupy, przynajmniej trzy razy w tygodniu. Albo wszystkie niezbędne mi rzeczy się kończyły, albo je gubiłem, albo po prostu zapominałem czegoś kupić lub chciałem wypróbować nową ideę: każda wymówka była dobra, aby postawić stopę w tamtym miejscu. Na początku była tylko sprzedawczynią, ale z czasem zaczęliśmy rozmawiać. To znaczy, ona zaczęła, a ja oczywiście nie mogłem nie odpowiedzieć, aż wreszcie okazała się być naprawdę sympatyczną osobą, w moim guście. W innym wypadku, pewnie zmieniłbym sklep w którym wykonywałem zakupy, bo niesamowicie przeszkadzałaby mi obecność osoby której nie znosiłem w mojej codziennej rutynie.
    - Hej – rzuciłem krótko w jej stronę, dodając do tego lekki uśmiech.

    M. Snowdon

    OdpowiedzUsuń
  29. Nate bywał bardzo przebiegły i sprytny, gdy na czymś mu zależało. Gdy do warsztatu przyjechała przeurocza brunetka od razu stała się jego "celem" . Był dość wymagający względem kobiecej urody i ona spełniała wszystkie kryteria kobiety z zewnątrz idealnej, a on sobie to cenił bo u kobiet nie szukał pięknego wnętrza. Ono było aktualnie bez znaczenia.
    Widział, że dziewczyna jest zabiegana więc nie miał zamiaru tak po prostu podejść i do niej zagadywać. To zwyczajnie nie było w jego stylu i stwierdził, że musi wykombinować coś innego by ją lepiej poznać. W końcu teraz w jego rękach leżał los jej samochodu... Zrobił go już pierwszego dnia, ale stwierdził, że go trochę potrzyma. Ot, by zobaczyć jej reakcję i być może ją trochę zaszantażować. To samo w sobie sprawiało mu dziwną satysfakcję.
    Akurat zrobił sobie przerwę gdy usłyszał kobiecy, melodyjny głos. Odstawił kubek z kawą i wytarł brudne od smaru ręce by po chwili podejść do dziewczyny stojącej u progu garażu
    - Dzień dobry! - odpowiedział jej z uśmiechem wymalowanym na wargach. Zapamiętał ją sobie.
    - Czego pani poszukuje? - zapytał, opierając się o maskę jednego z aut i przenosząc na nią badawcze spojrzenie swoich ciemnych jak węgiel oczu.
    [Przepraszam za to, ale kiepski dzień na napływ weny :D]

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  30. Obdarzył ją uroczym uśmiechem.
    - Niech się pani nie denerwuje, złość piękności szkodzi. - odparł patrząc na nią tym swoim łagodnym spojrzeniem, tak jakby nie wiedział nic o wadach tego świata. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego, zaciągając się nim głęboko w płuca.
    - Myślę, że mógłbym go zrobić na dzisiejszy wieczór, ale pod jednym warunkiem. - strzepnął popiół z papierosa na betonowe podłoże - Zabieram panią na kawę. I będziemy kwita - stwierdził z tym swoim zawadiackim uśmieszkiem który bardzo często malował się na jego wąskich, ale pełnych wargach. Cóż, dziewczyna chyba nie miała innej opcji, jak się posłusznie zgodzić na jego warunek, jeśli chciała mieć samochód jak najszybciej. Był mistrzem szantażu.

    Nath

    OdpowiedzUsuń
  31. Kiedy weszli do kwiaciarni, pani Rachel niemalże nie wypuściła wazonu z rąk. Popatrzyła na dziewczynę z rozdziawionymi ustami. Wyglądała trochę jak ryba, która nie mogła nabrać powietrza, bo ktoś wyjął ją z wody.
    - Jejku, dziecko, coś ty sobie zrobiła?- spytała, gdy po dłuższej chwili odzyskała mowę.
    Cóż, według Ove widok malarki ubrudzonej farbą nie był aż tak zaskakujący, ale wiek robi swoje i w sumie nigdy nie wiadomo, co chodzi po głowie starszym ludziom. Czasami chłopak sądził, że mentalnie trochę powracają do etapu dziecka, które wszystko przyjmuje ze zdwojonym entuzjazmem, tyle że ten nieco inaczej się objawiał. Na przykład nieustannym narzekaniem i wspominaniem dawnych czasów. Szczególnie babcie, one były niesamowicie rozhisteryzowane z dość błahych powodów. No, przynajmniej jego babcia tak miała.
    - Spokojnie, to tylko farba- powiedział i wzruszył ramionami- Na pewno ma pani jakieś tradycyjne sposoby przywracania artystów do stanu używalności- dodał.
    Cóż, zaletą starszych kobiet na pewno było to, że zawsze znajdą na wszystko sposób, chociażby był on z epoki kamienia łupanego. W końcu miksturka z czosnku była zastępstwem dla lekarstw, a cebula odpowiednikiem barwnika do jajek. Czemu więc nie miałaby sposobu na umycie zasychającej już farby z włosów, skóry i ubrań?

    Ove

    OdpowiedzUsuń
  32. - Kończę pracę o 16 więc przyjdź tutaj, pojedziemy gdzieś moim autem a potem cię podwiozę i wrócisz sobie swoim. Chłopaki pewnie będą go jeszcze dokańczać - stwierdził z lekkim uśmiechem, po czym wyrzucił papierosa i zgasił go butem.
    - To do zobaczenia - puścił jej oczko i zniknął gdzieś w garażu.
    ___

    Czekał na nią przed garażem ubrany jak zwykle w luźne dżinsy i zwykły T-shirt z jakimiś nieistotnymi nadrukami. Włosy były tradycyjnie w nieładzie, a na brodzie lekki drapiący zarost. Prezentował się całkiem nieźle jak na pospolitego mechanika.
    Gdy ją zobaczył zgasił papierosa którego palił opierając się o maskę swojego czarnego, bardzo zadbanego mustanga. Widać było, że jest poniekąd pasjonatem samochodów; lśniło one czystością na zewnątrz i wewnątrz, co się rzadko zdarzało.
    - Cześć - przywitał ją lekkim uśmiechem. - to jak, jedziemy, czy zmieniłaś zdanie? - zapytał podnosząc na nią spojrzenie i lustrując ją wzrokiem od stóp do głów bezwstydnie, jak to miał w zwyczaju.

    Nath

    OdpowiedzUsuń
  33. W umyśle nadal rozbrzmiewały mi nuty i słowa tamtej piosenki, które powoli zaczęły mieszać się z przyśpieszonym oddechem dziewczyny – znak, że powoli powracałem do rzeczywistości. Jak na razie patrzyłem na nią wcale jej nie widząc, mając cały czas przed oczami obraz tego, co malowałem, a na skórze poczucie mrozu i chłodu, które były wchłaniane przez mój organizm i dostawały się wszędzie, aż do szpiku kości, przypominając mi że nadal byłem żywy, nadal musiałem coś z tym swoim żywotem robić, bo nikt i nic nie pozwoliłoby mi na bezczynne siedzienie i patrzenie na to przedstawienie.
    Dopiero jej słowa sprawiły że tak naprawdę powróciłem do rzeczywistości – a spotkanie to okazało się naprawdę szybkie i gwałtowne, a zarazem więc także bolesne. Jak małe dziecko, moje ciemne oczy powoli odzyskały swoją świadomość i rozejrzałem się dookoła, jakbym dopiero teraz się zorientował że znajdowałem się w samym środku lasu którego nie znałem, sam z dziewczyną która chyba miała o tym wszystkim jeszcze mniejsze pojęcie, niż ja.
    - Ehm... - mruknąłem nerwowo, odwracając się ponownie w kierunku w którym wydawało mi się że ostatnio podążała nasza grupa. Wskazałem jakiś niedokładny punkt palcem i postarałem się wyglądać na pewnego siebie.
    - Tamtędy – powiedziałem, zerkając na nią kątem oka aby sprawdzić, czy uwierzyła w to moje małe przedstawienie. W końcu byłem artystą, tak? Aktorstwo to także sztuka. Musiało mi wychodzić, dla mnie nie powinno być trudne. Jednak Thea nie zdawała się być przekonana tym wszystkim; i raczej się jej nie dziwiłem.
    Zacząłem stąpać w kierunku, który wcześniej wskazałem. Jak na razie szlak był tylko jeden, więc nie było aż tak źle; pamiętałem jednak że kiedy szliśmy w tą stronę, spotkaliśmy nie jedno rozwidlenie, czasem nawet podwójne, więc nie wiedziałem jak zachowałbym się gdy napotkalibyśmy coś takiego na naszej ścieżce.

    M. Snowdon

    OdpowiedzUsuń
  34. W odróżnieniu od dziewczyny, dla mnie cisza była czymś naturalnym. Często umysł nawet nie orientował się gdy zapadała, bo była taka lekka i delikatna, oraz była naturalnym odruchem. Rzadko kiedy mi przeszkadzała, bo wystarczyła mi muzyka która grała w moim wnętrzu, i prawie nigdy nie widziałem powodu aby jej niszczyć: jeśli pojawiała się w trakcie rozmowy z drugą osobą, mogło oznaczać to że rozumieliśmy się aż za dobrze, lub że nie rozumieliśmy się wcale. Była dwulicowa i przez to czułem ją podobną do siebie. Jednak spotykałem dużą ilość ludzi, którym po prostu przeszkadzała, więc nie zdziwiło mnie to, że Thea ją przerwała. Przynajmniej wyciągnęła interesujący temat.
    - Mam już cały plan, ale jeszcze nie zacząłem – wytłumaczyłem, spoglądając na nią na chwilę. Mój głos zdał się taki niepoprawny i nie na miejscu dla moich własnych uszu, jakbym już tęsknił za wyraźnym odgłosem śniegu pod stopami i szumieniem lekkiego wiatru między nielicznymi, ostatnimi, późnymi liściami na gałęziach otaczających nas drzew. Wsunąłem dłonie do kieszeni spodni, patrząc przed siebie.
    - Chyba będę jeszcze musiał skoczyć po coś do Ciebie – dodałem po chwili, chyba jedynie po to aby nie czuła się niekomfortowo przez brak słów czy jakiegokolwiek dźwięku między nami. Kontynuując nasz nie do końca przyjemny spacer, bo u boku niepewności, zauważyliśmy że nasz szlak powoli zbliżał się do rozwidlenia.

    M. Snowdon

    OdpowiedzUsuń
  35. Sven nie zdążył się przedstawić, ponieważ ledwo otworzył usta, z głośników popłynęła cicha muzyka, która sprawiła, że w jednej chwili stracił zainteresowanie rozmową. Kotary rozsunęły się chwilę później, ukazując skromną, prostą, ale niezwykle urokliwą dekorację. Na sali zapanował spokój. Nikt się nie odzywał. Wszyscy wpatrywali się w scenę, czekając na pierwszego aktora, który miał się pojawić lada chwila.
    Vigeland jakoś tego nie czuł. Siedział spięty, sztywno trzymając przedramiona na podłokietnikach miękkiego fotela i mrużył oczy. Z jego twarzy nie można było absolutnie nic wyczytać. Szczerze? Nie wiedział, jak się powinien zachować. Wzdychać z zachwytu czy oglądać w skupieniu? Żywo reagować na kolejne wydarzenia czy pozostać niewzruszonym?
    Poza tym Nne znał się na sztuce. Nie miał pojęcia, czy aktorzy dobrze wcielają się w swoje role. Nie miał pojęcia, czy ich mimika twarzy jest odpowiednia. Nie wiedział nawet, czy mówią dostatecznie głośno. Za nic nie potrafił tego ocenić. Nie miał porównania. Drugi raz był w teatrze. Dopiero drugi.
    Usłyszawszy szept kobiety, przeniósł wzrok z aktorów właśnie na nią. Im dłużej ją obserwował, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że tu nie pasuje. Mimo wszechobecnego półmroku, jego uwadze nie umknął niemy zachwyt na jej twarzy. Jej usta wygięte były w lekkim uśmiechu; oglądanie spektaklu sprawiało jej niezwykłą radość. Chłonęła wszystko wzrokiem. Nie widziała świata poza sceną i tym, co się na niej rozgrywało.
    Obserwowanie kobiety w pewnym momencie stało się dla Svena o wiele ciekawsze niż to, co działo się na deskach teatru. Nic dziwnego, że w jednej chwili kompletnie stracił wątek. Nie wiedział już, na jakim etapie jest spektakl, nie mówiąc już o treści, która w żaden sposób do niego nie dotarła. Jakby wcale nie był w teatrze. I jakby wcale nie oglądał żadnego przedstawienia.
    - Chyba muszę się przewietrzyć - szepnął, ale nie poruszył się ani na centymetr. Zupełnie tak, jakby został wmurowany w fotel.

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  36. Andrea nigdy nie była specjalnie towarzyska. Lubiła siedzieć w domu, na łóżku, z dobrą książką w dłoni i dwiema ciepłymi herbatami na szafce nocnej. W ciszy i spokoju oddawać się relaksowi, nie niepokojona przez nikogo przerzucać kolejne kartki. Zdecydowanie wolała to od dzikich tłumów w klubach, gdzie człowiek nie może nawet normalnie porozmawiać. Nie chciała też sama chodzić po spokojniejszych miejscach jak kawiarnie czy kino, bo wszędzie panował mniejszy lub większy harmider, do którego nie była przyzwyczajona. Całe życie starała się trzymać na uboczu. Żyła zamknięta w swoim własnym świecie, z daleka od rozrywkowych rówieśników. Wolała spędzać czas wśród podręczników niż tanecznej muzyki. Cisza nigdy jej nie przeszkadzała, była przyjacielem, który pozwalał pozbierać myśli po całym dniu gnania za cudzymi marzeniami, bo zbyt bała się realizować własne.
    Cisza jednak była też spotykana też w innych, co prawda nielicznych, miejscach, takich jak chociażby pracowania Thei. Andrea lubiła tam przychodzić i obserwować dziewczynę przy pracy, kiedy oddawała się swojej pasji. Możliwe, że po części dlatego, że jej zazdrościła. Miała swój talent, który rozwijała, bo tego chciała. Andrea miała problem z określeniem, co lubi robić, a co tu mówić o talentach i pasjach! Niczego tak nie nazywała, były po prostu rzeczy, które robiła i te, których za nic w świecie nie ruszała, jak chociażby malowanie.
    Tego dnia, po kolejnym z telefonów rodziców i namowach do opuszczania niewielkiego mieszkania, zdecydowała się ulec państwu Jensen i wyjść. Kilkanaście minut po zamknięciu za sobą na klucz drzwi, już była w sklepie panny Anders i kiedy zobaczyła, że dziewczyny nie ma w pomieszczeniu, od razu skierowała się do pracowni na zapleczu, po cichu wchodząc do środka, niczym skradająca się po ser myszka. Nie chciała przeszkadzać, a jedynie patrzeć i podziwiać twory powstające spod dłoni dziewczyny.

    Andrea

    OdpowiedzUsuń
  37. [No to jak, Thea będzie miała tatuaż, czy nie? ^^]

    Kraus

    OdpowiedzUsuń
  38. [No wiem, że fajny (ah ta skromność XD). Ja zdecydowanie żądam wątku z Theą. Osobiście uwielbiam rysować i trochę sie orientuję, ale Kidd by się chyba w takim sklepie nie połapał, więc może, powiedzmy, wpaść tam po prezent dla kogoś i będzie potrzebował dużo rad. Co ty na to? :D]

    Kidd

    OdpowiedzUsuń
  39. [dzień dobry:D ja również wątek chcę, zwłaszcza że już lubisz Arielkę. co powiesz na to, by moja postać trafiła do Thei z polecenia, by złożyć jej ofertę współpracy? chodzi mi o stworzenie okładki do jej opowiadań, jeśli to wchodzi w grę:)]

    Ariel

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Cześć, ja chętna co do wątku tyle, że pytanie czy masz jakiś pomysł, czy mają się już znać? może będą mieszkać jakoś niedaleko siebie czy coś?]

    Nessa S.

    OdpowiedzUsuń
  41. [Piękne zdjęcie. W temacie wątku - możesz coś zacząć w ciemno od zera, jeśli o mnie chodzi, lubię takie wątki. ^^]

    OdpowiedzUsuń