NIE DAJMY OSLO UPAŚĆ, ZAPRASZAMY NOWYCH AUTORÓW!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Cisza przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń.


Greta Huld

Kobieta. 26 lat, zmuszona do rezygnacji ze studiów z powodu problemów finansowych. 

Kiedyś była. Czuła. Wierzyła.
   Kiedyś, zdawałoby się było tak dawno, że już prawie nie pamięta. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, jak popiół w popielniczce. Jakby nic nie miało znaczenia, bo i tak zaraz zmarnieje w oczach i zniknie gdzieś za chmurą burej rzeczywistości. Nigdy nie czuła się artystką i nie umie, nie chce, się tym mianem określać. Artyści kojarzą jej się z ludźmi mądrymi, takimi, którzy wiedzą co mówić i kiedy mówić. Jej język zaś plączę się częściej, niż układa poprawnie i próbuje wyartykułować zdanie, którego składnia mija się z poprawną.
Mija się, tak jak ona mija się z życiem. Zamiast złapać je wreszcie za rogi zastanawia się, czy przypadkiem to ten róg nie wbił jej się w serce, czy to nie on znalazł się pod jej żebrami. 
     Dzieciństwo, zdawać by się mogło, nie miało na nią większego wpływu. W końcu w bezpiecznym państwie norweskim dzieci dorastają szczęśliwie, bez zbędnych stresów czy wymagań ze strony rodziców. Przecież babcia nie może zrobić krzywdy swojej wnuczce, a to, że czasami powie w jej stronę niemiłego jest całkowicie zrozumiałe. Które kobieta chciałaby zajmować się kimś w czasie, gdy to nią powinno się zajmować? Greta postanowiła, że nie będzie mieć dzieci, bo chyba najgorszą rzeczą na świecie jest posiadanie nieodpowiedzialnego rodzica. Takiego, który opuszcza je, gdy to ma trzy latka i przyjeżdża na święta, w które musi się koniecznie upić. Upija do tego stopnia, by wypominać dziecku, jak bardzo to skrzywdziło jego życie swoimi narodzinami. Albo być takim, co to nawet kartki z życzeniami z okazji ukończenia pełnoletności nie wyśle. Niestety, nie ma tu tragedii. Niestety, bo wówczas swoją nieudolność w życiu mogłaby tłumaczyć głupotą dorosłych wśród których dorastała.
   Wróciła pięć miesięcy temu z Paryża, do którego wyjechała bez słowa, szukając we Francji swojego miejsca. Mieszka w małym mieszkaniu w którym tylko jej pracownia wygląda na zamieszkałą. Nie dzieli jej z nikim, kto mógłby odpowiedzieć na jej błagalne prośby o lepsze jutro, lub rychły koniec. W końcu w Oslo pająki nie mają serca. 
   Pali za dużo, śpi za mało i lubi włóczyć się po nocach. Pracuje pilnując dzieci i sprzątając w domu rodziny, która zlitowała się nad dziewczyną odliczającą drobne na bilet powrotny do wsi w której się wychowywała. 

[Dobry wieczór. Mam nadzieję, że nie zanudziłam. Trochę już bloguję i staram się odpisywać na wszystko; zaznaczam przy tym, że robię to w różnej kolejności (zazwyczaj od najdłuższej do najkrótszej). W tytule Halina Poświatowska.]


11 komentarzy:

  1. [No cóż... chyba jakoś to przeżyję, a przynajmniej postaram się.]

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć. I... zapraszam pod kartę Svena. Najlepiej z pomysłem na wątek, powiązaniem lub czymś, co podsunie mi jakiś pomysł związany z powyższym. :>]

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam, witam ;) Postać opisana świetnie, aż mam ochotę na powiązanie jakieś :P Może, zaczynając od najprostszego, sąsiedzi? Co Ty na to?
    A jeśli chodzi o wątek, to muszę się przyznać, że ostatnimi czasy jestem naprawdę kiepska w rozpoczynaniu...]

    Olli H.

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Cześć! Witam cię serdecznie na blogu i zgłaszam się po wątek. ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Właściwie chyba mam lepszy pomysł. Nie wiem, na ile to naciągane, ale spróbować zawsze można. Może załóżmy, że kiedyś już doszło między nimi do takiej właśnie konfrontacji na komisariacie, ale generalnie nic więcej z tego nie wyszło, a Greta jedynie na własnej skórze przekonała się o nieudolności władz i poznała kawałek historii od Jackie. Garroway często spaceruje ulicami miasta w nadziei, że spotka gdzieś Jamesa (irracjonalne, bo przecież żaden porywacz nie chodziłby z dzieckiem po ulicy w biały dzień, ale ona sięga już desperacji, więc jej wszystko wolno, męża posyła na 'poważniejsze akcje). Może dałoby radę zetknąć je gdzieś w jednym miejscu i czasie, gdzie zauważyłyby jakieś nieszczęsne dziecko, które na pierwszy rzut oka wydałoby im się podobne do Jamesa. Może Greta, znając już trochę Jackie i widząc 'jej synka' postanowiłaby zadziałać, zamiast wzywać policję, bo zanim ta by przyjechała, dziecka już dawno by nie było. Tak się składa, że Jackie też go dostrzegła, też się rzuciła bohatersko na ratunek 'swojego synka', dzieciak by się wystraszył i uciekając z krzykiem zrobiłby trochę zamieszania, a jak już wyszłoby na jaw, że to jednak nie James, to właściwie nie wiem. Pewnie Greta musiałaby pomóc pozbierać się Jackie z poziomu podłogi. One obie takie smutne są, dogadają się, ja myślę. :>]

    Jackie Garroway

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla Svena byłby to dzień jak co dzień, gdyby nie fakt, że poproszono go o wzięcie dziennej zmiany. Zazwyczaj działo się tak wówczas, kiedy Opera House gościła dzieci w ramach akcji "uwrażliwiania dzieci na sztukę". Vigeland zawsze się zgadzał ze względu na niezbyt dobrą sytuację finansową. Zresztą, nie musiał robić nic szczególnego. Jak zawsze siedział w budce parkingowej z tą tylko różnicą, że musiał równocześnie pilnować, aby dzieciaki się nie pogubiły, wychodząc z autokarów, busów szkolnych i zwykłych, prywatnych samochodów - chociaż w tym wypadku to już powinni mieć na nich oko ich rodzice - żeby nikt ich przypadkiem nie potrącił.
    Przez bramę w ciągu godziny przetoczyło się mnóstwo szkolnych grup, mnóstwo zagranicznych wycieczek zorganizowanych i mnóstwo rodziców z pociechami. Sven obserwował wszystkich ze znudzeniem - jak zwykle niepotrzebnie tu siedział. Nic się nie działo. Wszystkie dzieci były grzeczne, żadne nie zostało przejechane przez nieuważnego kierowcę.
    Potem na parkingu zrobiło się pusto. Goście znajdowali się już w budynku Opera House.
    Sven odetchnął i sięgnął po pilota do telewizora. Za kilka minut miała zacząć się powtórka jego ulubionego serialu "Z jak Zdrada". Odcinek, w którym John wyjątkowo nie zdradza Melanie. Chciał to zobaczyć jeszcze raz. Historyczny moment.
    Nagle usłyszał głośny śmiech dziecka. Spojrzał przez okienko, ale z początku nikogo nie dostrzegł. Dopiero po chwili zauważył kobietę stojącą na środku parkingu i rozglądającą się dookoła. Zainteresowało go to zjawisko, szczególnie, że obok niej stały jeszcze inne dzieci - nie wiedział, ile ich dokładnie było, ale bez wątpienia nie była to ani szkolna grupa, ani wycieczka zorganizowana.
    Wyszedł z budki, ale nie ujawnił wprost swojej obecności. Wpatrywał się w kobietę, zastanawiając się, co właściwie robi.

    [Jestem za, jak najbardziej. I oczywiście od razu zacząłem. Trochę słabo, ale musisz mi wybaczyć. :>]

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Rzecz w tym, że Samarka ma pracę i to trochę wymagającą, więc na to pewnie by nie miała czasu :( ]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Hej i witam wśród nas ;D Mam propozycję powiązania naszych postaci, o ile na nią przystaniesz: Chris bardzo lubi podróżować i wiele miejsc już odwiedził. Mógł poznać Gretę w Paryżu, powiedzmy, że byli sąsiadami przez krótki okres czasu, czy coś w tym stylu i kiedyś wspomniał jej, że mieszka w Oslo. No i dziewczyna teraz postanowiła do niego zadzwonić i się spotkać/wpadli na siebie przypadkiem/Chris napisał (zadzwonił) i wyszło, że dziewczyna też wróciła do Norwegii. Co Ty na to? :)]

    OdpowiedzUsuń
  9. Sven spojrzał najpierw na samochód, za którym ukrywało się dziecko, a potem na nieznajomą kobietę, która w jednej chwili stała na środku parkingu, w drugiej naprzeciwko niego z przyjaznym uśmiechem na ustach. Pozostałe dzieci, które jej towarzyszyły, jak się okazało – wszystkich była razem trójka – nadal znajdowały się w tym samym miejscu, mimo że ich matka (jak niesłusznie myślał Vigeland) dawno się oddaliła.
    Jak długo Sven żył na tym świecie, a było to bodajże około dwudziestu siedmiu lat, tak nigdy wcześniej nikt nie poprosił go, aby wyciągnął niesforne dziecko zza samochodu. Argument? Bo nie posłucha nikogo innego, tylko osoby nieznajomej, a Sven był przecież - jakby nie patrzeć - taką właśnie osobą. Problem leżał w tym, że sam "nieznajomy" uważał, że jest właśnie ostatnim człowiekiem, który w jakikolwiek sposób może do czegokolwiek nakłonić jakieś dziecko. Prawda była taka, że większość okropnie za nim przepadała.
    - Myślę, że mnie nie posłucha – odpowiedział po krótkiej chwili namysłu i znowu przeniósł spojrzenie na czerwonego forda tylko po to, by dostrzec wesołe oczy i szczery uśmiech na twarzy niesfornej dziewczynki. – Nie jestem przekonujący.

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wątek? Oczywiście, że tak. Tylko... mogłabym cię wykorzystać i poprosić o pomysł?]

    OdpowiedzUsuń