NIE DAJMY OSLO UPAŚĆ, ZAPRASZAMY NOWYCH AUTORÓW!

wtorek, 31 grudnia 2013

Let's play a game of Russian roulette. I load the gun, you place the bets. Tell me who will make it out alive.

Michael Snowdon.

27 lat i bałagan w sercu; fotograf-amator i żyjący na spadku; artysta i rozerwana dusza
Jem za dużo lub się głodzę. 
Śpię przez czternaście godzin lub przeżywam nieprzespane noce.
Zakochuję się z wielkim trudem lub nienawidzę z pasją.
Nie wiem co to szarość. Nigdy nie wiedziałem.

24 komentarze:

  1. [Nie masz do oddania żadnej kobiecej postaci? ;)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Mam, jest w jednej z zakładek karty c: No, a do zakładek można dostać się klikając w te trzy gwiazdeczki w karcie, mogło to komuś umknąć.]

      M. Snowdon

      Usuń
  2. [Witam serdecznie i szczęśliwego nowego roku życzę, tak na dobry początek!
    A teraz chodź na wątek. Ja osobiście z tak minimalistycznej karty nie jestem w stanie wycisnąć żadnego sensownego pomysłu, ale liczę, że może Tobie uda się coś wykombinować, bo przyznam, że kojarzę Cię z paru blogów, choć nigdy ze sobą nie pisałyśmy, to jednak się chyba wreszcie połaszę. ;>]

    Jackie Garroway

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dzień dobry i zapraszam do Thei. Coś czuję, że się dogadają.]

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  4. [Odezwę się zaraz na maila w sprawie wolnych.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cóż, lepiej chyba, aby już się znali, prawda? Zapoznawanie postaci jest w końcu dość męczące, a co do wątku samego w sobie... nie wiem. Nie mam zielonego pomysłu na tę chwilę ;c]

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. [Więc... przygoda w lesie czy wspólne malowanie sufitu? Istnieje też możliwość wspólnego malowania sufitu po wydostaniu się z lasu :D]

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  7. Większość swoich klientów zapamiętywała. Byli to w końcu w większość ludzie, którzy przychodzili tutaj regularnie, rozmawiali z nią, a czasem nawet zostawali na herbatkę i ciastka. A Michaela trudno było zapomnieć. Bywał u niej często, a ona lubiła przyglądać się temu, z jaką uwagą wybiera farby. Lubiła z nim też rozmawiać. Od tak, niby krótkie, niezobowiązujące rozmowy, a mimo wszystko wywoływały uśmiech na jej twarzy i zdecydowanie poprawiały humor.
    Rzadko zamykała sklep, a jednak w ten poniedziałek wywiesiła kolorową karteczkę z napisem ,,nieczynne’’, zostawiła Lucky’emu zapas wody i ciastek, po czym z torbą pełną ołówków, pasteli i szkicowników pobiegła na autobus, aby przypadkiem nie spóźnić się na wyjazd.
    Lubiła takie wyjazdy w plener, ale jej samochód wiecznie stał nieczynny w warsztacie samochodowym, więc sama się nie wybierała. Poza tym… to zupełnie, co innego, kiedy wyjeżdża się zorganizowaną grupą. Trudno powiedzieć, czy lepiej, bo jednak człowiek szybciej się rozprasza, ale zdecydowanie inaczej.
    Zbliżała się siedemnasta, kiedy główny organizator konkursu zarządził powrót do miasta. Thea niechętnie zamknęła szkicownik i wrzuciła go do torby razem z ołówkiem i pastelami, którymi miała pobrudzone całe spodnie, po czym wstała i pędem rzuciła się za grubą, która już zdążyła zniknąć w lesie. Szła za nimi. Cały czas była pewna, że szła za nimi, ale kiedy wokół niej zapadła zupełna cisza, zupełnie zgłupiała. Rozejrzała się dookoła, mając nadzieję, że ujrzy gdzieś jakąś kolorową czapkę czy kurtkę, ale wszędzie były tylko drzewa.
    Pobiegła więc prosto przed siebie. Jaki miała wybór? Zmrużyła lekko oczy, widząc w oddali jakiś ruch. Poznała tą skórzaną torbę.
    - Michael, poczekaj! – zawołała na tyle głośno, aby na pewno ja usłyszał i przyspieszyła, aby przypadkiem i on za bardzo nie odłączył się od grupy.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jedną w życiu męską postać zrobiłam, która nigdy nie ujrzała światła dziennego, więc to raczej zrozumiałe, że mnie nie kojarzysz. Właściwie ja też mogłam się pomylić, ale byłaś chyba na Wollerstone, prawda? Z takim smutnym chłopaczkiem, chyba Grimshaw się nazywał. No, w każdym razie tam też z Jackie byłam, tylko zdecydowanie odmłodzoną i inną.
    W kwestii pomysłu. Po przeczytaniu zakładek tak sobie pomyślałam, że skoro Michael podróżuje po świecie, to Anglii z pewnością nie ominął, więc mogli by się spotkać kiedyś. Chyba że dobrze wnioskuję, że sam jest Anglikiem. Wtedy, jeśli jest ochota, można by z nich zrobić jakichś kumpli z piaskownicy, bo różnica wieku nie jest wcale wielka, gdzie kontakt samoistnie urwałby im się po jakimś tam czasie i teraz nagle spotykają się w Oslo i postanawiają odnowić znajomość (albo i nie, bo mają do siebie nawzajem pretensje, ze zerwanie przyjaźni, a wiadomo, dziecięce urazy są przecież ponoć najsilniejsze). Zawsze mogła być też jego jakaś tam szczenięcą miłostką czy czymś tak, ale to takie, hm, no nie wiem.
    Jeśli Michael jednak Anglikiem by nie było, to mógł zajechać do kiedyś tam do Anglii i:
    a). Przyuważył kiedyś Jackie i albo poprosił ją, żeby wystąpiła w roli modelki, czy to przed aparatem, czy to przed kartką z ołówkiem. Albo dziewczyna mimowolnie i nieświadomie wystąpiła w tej roli, a teraz M. spotyka ją w Oslo i postanawia zagadać czy coś. Zawsze mógł też być fotografem na jej ślubie. Całkiem sporo możliwości.
    b). Wyczytałam, że pisarz z niego. Jackie jest po studiach prawniczych, a jeśliby kiedyś potrzebował do któregoś z opowiadań jakiejś rozleglejszej wiedzy w tej dziedzinie, mogło tak trafić, że się zwrócił akurat do niej czy cuś. Kurczę, wypadło mi z głowy, co miałam tu dopowiedzieć, no nic, może mi się potem przypomni. W każdym razie zawsze mógł się wplątać w jakieś tarapaty (wcale nie musiał być winny, ktoś mógł mu tylko podłożyć świnię), a J. wystąpiła w roli obrońcy i uratowała mu skórę. Tyle że to pewnie musiałoby być jakoś stosunkowo niedawno, z rok, półtora roku temu, tak sądzę.
    Mogę kombinować dalej, mogę kombinować też coś, co zacznie nam się już tutaj w Oslo, nie ma problemu. To jest tylko zbiór tego wszystkiego, co przyszło mi na myśl jako pierwsze, zaraz po przeczytaniu zakładem. Mam nadzieję, że nie jest aż tak koszmarne, jak mi się wydaje.]

    Jackie

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Dziękuję za powitanie :)]

    Jordan

    OdpowiedzUsuń
  10. [Artysta ;D Witam na blogu, życzę miłej zabawy ;)]

    OdpowiedzUsuń
  11. [To próbuj! Tak znienacka to może uciec z cichym piskiem (krzyk by zwrócił za dużo uwagi) xD
    Masz pogubione przecinki przed na którym/w którym/którą itd. Rzuciło mi się to w oczy, czytając zakładki. Nie przyszedł mi jednak pomysł na wątek – masz jakiś?]

    Andrea

    OdpowiedzUsuń
  12. No cóż, czasem bywała okrutna, ale to wcale nie było specjalnie. Chociaż… gdyby nawet wiedziała, że słucha muzyki, to w obecnej sytuacji i tak by mu przerwała. Są sytuacje ważne i ważniejsze, a ta, przynajmniej w jej mniemaniu, była teraz najważniejszą z wszystkich możliwych. Po prostu wizja pozostania samej w lesie, gdy słońce pomału zachodziło, przerażała ją. Las był piękny nawet po zmroku, ale Thea miała wybujałą wyobraźnią i pewnie dostałaby zawału przed upływem pierwszej godziny. I tak by się skończyła jej wielka malarska kariera.
    Kondycję ruchową to Thea miała zerową. Nigdy żadnych sportów nie uprawiała, wf był dla niej w szkole istnym piekłem i męczarnią, a jej ruch w ciągu tygodnia ograniczał się jedynie do niedzielnych spacerów z Lucky’m i to bardziej dlatego, że szczeniak tego potrzebował, niż ona chciała. Nic więc dziwnego, że gdy wreszcie stanęła przed Michaelem, dyszała jak mała lokomotywa i to wcale nie jest przesada. Przebiegła może z piętnaście metrów, a mimo wszystko się zmęczyła. To chyba wystarczający znak na to, że czas się trochę wziąć za siebie. Tylko, że dla niej to była istnie koszmarna wizja.
    Kiedy już w miarę normalnie oddychała, rozejrzała się dookoła. No cudnie. Po reszcie grupy nadal śladu nie była, a jedynym pocieszeniem było to, że teraz po prostu nie była sama. Właściwie to było spore pocieszenie, bo mogła jeszcze liczyć na to, że Michael ma nieco lepszą orientację w terenie niż ona i wie, którędy iść. Żeby tylko zdążyli nim autokar z resztą grupy odjedzie, bo inaczej czeka ich całkiem spory spacer aż do miasta, a na chwilę obecną to wcale jej nie odpowiadało, tym bardziej, że nawet w tej chwili stała po kostki w śniegu.
    - No hej… - powiedziała, łapiąc powietrze z cichym świstem, co w sumie wyglądało dość zabawnie. – Nie chcę cię martwić, ale chyba się zgubiliśmy, bo… bo jakoś nigdzie nie widzę grupy. Więc… gdybyś wiedział, którędy iść, to ja chętnie posłucham.
    Patrzyła na niego ze szczerą nadzieją w oczach, że za chwilę usłyszy ,,jasne, chodź, doskonale wiem, którędy trzeba iść, a autokar na nas czeka’’. Coś jednak czuła, że nic takiego nie usłyszy i trzeba będzie się trochę po lesie powłóczyć. W sumie jakoś bardzo jej to nie przerażało, gdy sama nie była, ale nadal nie miała na to najmniejszej ochoty. Wolałaby siedzieć w ciepłym domu, z kubkiem herbaty, ciepłym psiakiem koło nóg i szkicownikiem na kolanach, bo wieczorami to już tylko nad szkicownikiem siedziała, bo z farbami to za dużo roboty i by się jej potem jako tako nawet sprzątać nie chciało.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  13. [Nie, nie, wszystko w porządku, ja mogę główkować dalej, ale żeby wyszło z tego cokolwiek sensownego, musisz mi dać trochę czasu, bo dzisiaj mój mózg już się nie nadaje do logicznego główkowania. Ale na dniach powinnam na coś wpaść, spokojnie, żaden problem. Tylko, hm, skoro to było nie w Twoim stylu, musisz pomóc mi jakoś zdefiniować ten 'Twój styl', bo nie mam pojęcia, w których zakamarkach własnej głowy mam szukać. :>]

    Jackie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Znaczy, pewne jest, że jeśli chcemy jakikolwiek wątek między nimi ‘wymusić’ to musieli się już kiedyś poznać. Rozumiem, że Michael dużo podróżuje, więc może załóżmy, że kiedyś byli razem w jednym hotelu na wakacjach jako dzieci – wtedy jeszcze mniej spaczeni, więc się jakoś tam zakolegowali. Andrea jest od niego pięć lat młodsza, więc mogła się zgubić, a on pomóc jej znaleźć rodziców czy ogółem się jakoś nią zaopiekować, bo żal mu było zostawić małą, płaczącą dziewczynkę samej sobie. No i teraz parę lat się nie widzieli i urządzamy im spotkanie z takim suprise “o matko to ty”. No i pozostaje kwestia urządzenia tego spotkania, gdzie można posłużyć się jakimiś “standardami” typu:
    a) Michael zachodzi do sklepu pod koniec zmiany Andrei, bo wracał skądśtam do domu i po drodze sobie przypomniał, że miał kupić to i to, a akurat zauważył sklep, do którego nie wchodził nigdy wcześniej, bo bliżej ma inne.
    b) Andrea zgubiła portfel i na całe szczęście znalazł go uczciwy Mike.
    c) Mijają się w autobusie i taka chwila zastanowienia, a potem “to ty?”.
    d) coś innego, ale jeszcze nie wiem co.
    Skoro Andrea ma być mała to prędzej Michael powinien ją rozpoznać i takie “pamiętasz, znalazłem się wtedy i wtedy”. A że to jej “bohater” z dzieciństwa to nie będzie taka aspołeczna.]

    Andrea

    OdpowiedzUsuń
  15. Trzeba mu było przyznać, że całkiem dobrze wychodziło mu udawanie pewnego siebie i zorientowanego w terenie, ale dla Thei, która pierwszy raz znalazła się w teatrze, mając niecałe pięć lat, zorientowanie się, że to tylko gra, było bułką z masłem. Oczywiście, przyjemnie było mieć nadzieję, że może się myli i Mike naprawę wie, co robi, ale szanse były raczej nikłe. Mimo wszystko ruszyła za nim z uniesioną głową, zaciskając dłoń na pasku swojej wysłużonej torby ozdobionej roślinnymi motywami, które sama Thea z takim zapałem malowała parę lat temu.
    Szła koło niego w ciszy, wsłuchując się jedynie w trzeszczenie śniegu pod ich stopami. Można by było kierować się śladami, gdyby śnieg nie był ubity, a jego warstwa tak minimalna, że widać było zwiędłą trawę. Cała przyroda zmówiła się przeciwko nim.
    Cisza pomału zaczynała jej przeszkadzać. Lubiła ją, gdy była sama, ale w towarzystwie zdawała się być po prostu uciążliwa. Jak to ktoś kiedyś powiedział – cisza rozdziela bardziej niż słowa. Czy coś w ten deseń. Nigdy nie miała głowy do zapamiętywania cytatów.
    - Jak ci idzie z malowaniem tego sufitu…? – zagadnęła w końcu, przypominając sobie, że kiedyś coś tam Michael o tym wspominał, ale właściwie nigdy nie powiedział nic więcej.
    A ona naprawdę była ciekawa. Taki pomalowany sufit musiał fenomenalnie wyglądać. Ona miała tylko ściany pomalowane i jej salon wyglądał jak łąka. Kupiła specjalnie nawet zielony, mięciutki dywan, aby było przyjemniej. Nie potrzebowała kanapy czy foteli, bo i tak przesiadywała na dywanie, oglądając filmy na laptopie, bo… bo telewizora też nie miała. Na co jej to i po co? Zajmował tylko niepotrzebnie miejsce, a wszystko, co potrzebowała, oferował jej Internet, na który zazwyczaj i tak nie miała czasu.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  16. [Mam nadzieję, że jej nie zniszczyłam c:]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  17. [witam również :) dzięki, karta była totalnie nieprzemyślana i zrobiona na zasadzie "zobaczmy co możemy napisać o 2 w nocy", więc cieszę się że komuś się podobała :) a tak poza tym... Alligator Blood. Zawsze miło spotkać fanów BMTH <3]

    Fincher

    OdpowiedzUsuń
  18. [Uff, kamień z serca. Od czego chcesz zacząć? I kto ma zacząć? ;D]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  19. [no radość, radość, a jakże :D czuję, że Michaś i Olek kiedyś na siebie wpadną, bo właśnie ustaliłam z autorką Alice, że Olek to jej dawno zaginiony kuzyn... nie wiem tylko jak Tobie się to widzi ;)]

    Fincher

    OdpowiedzUsuń
  20. [późnoo wieczorem zacznę ;)]
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  21. Może w normalnych warunkach, cisza nie przeszkadzałaby jej aż tak bardzo. Ale teraz, w lesie… Cóż, zawsze jej powtarzano, że przy tak wybujałej wyobraźni, nie powinna oglądać horrorów, siedząc samej w domu z laptopem na kolanach i kubkiem gorącej herbaty w dłoni. I chyba było w tym trochę racji, bo w każdy szelest przyprawiał ją o szybsze bicie serca. Właściwie to zdawała sobie sprawę z tego, że to zupełnie irracjonalne, ale jakoś nie umiała tego zwalczyć. Co z tego, że doskonale wiedziała, że zombie nie istnieją, a psychopatyczni mordercy z siekierą raczej rzadko włóczą się po lasach w pobliżu Oslo?
    - Możesz wpaść nawet jutro. Czasem robie wyjątki i otwieram w niedzielę – powiedziała szczerze, wzruszając lekko ramionami. – W końcu… farby mają to do siebie, że kończą się zazwyczaj wtedy, gdy wszystkie sklepy są pozamykane lub spóźnia się moja dostawa.
    Mieszkając dokładnie nad swoim własnym sklepem, miała tą wygodę, że dla niej otwarcie go nawet dla jednego klienta wcale problematyczne nie było. Wystarczyło zejść na dół, przekręcić kluczy w drzwiach i… i właściwie tyle. Choć zazwyczaj i tak zapisywała wtedy wszystko na zeszyt, bo nigdy nie chciało się jej uruchamiać staromodnej kasy, która miała swoje kaprysy i nie zawsze zgadzała się na współpracę.
    - Zdradzisz, co właściwie masz zamiar malować na tym suficie czy to jakaś wielka tajemnica? – zapytała szczerze zaciekawiona.
    Na malowanie sufitu nigdy nie wpadła, ale to chyba kwestia tego, że nawet z drabiny ciężko byłoby jej do niego sięgnąć. Poza tym… to było zdecydowanie większe przedsięwzięcie, a jej chyba po jakimś czasie zabrakłoby cierpliwości. A i czasu miała raczej niewiele, bo ciągle siedziała w sklepie lub włóczyła się po okolicy w towarzystwie Lucky’ego, swojego kochanego kundelka.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń