NIE DAJMY OSLO UPAŚĆ, ZAPRASZAMY NOWYCH AUTORÓW!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Możemy wszystko


Nathaniel Fitzpatrick
lat dwadzieścia osiem  |  mechanik  |  prawie alkoholik

Nathaniel ma idealne predyspozycje. By pójść w ślady ojca. Stać się alkoholikiem, wylądować pod mostem i przegrać życie w każdym tego słowa znaczeniu. Ma wrażenie, że nie kontroluje jakości swojego życia. Że wystarczy jeden ruch szali w nieodpowiednią stronę i wszystko runie, burząc cały fundament konstrukcji. Że to nie on steruje przebiegiem zdarzeń. Że jest chorągiewką.
Mama mówi, że naprawdę ma predyspozycje do bycia kimś ważnym. Przez przeszłość, przez rany które zabliźniając się uczyniły z niego silniejszego człowieka od wszystkich innych. Że gen alkoholizmu może być jak ten siniak, którego nabiłem sobie wczoraj przy siódmym z żeber. Że zniknie.
Miałem idealne predyspozycje do tego, by zbyt szybko dorosnąć. Przez ojca, który już w dzieciństwie na siłę pokazywał mi zło tego świata na samym sobie. Przez matkę, która zawsze szukała wsparcia we mnie. 
No i co mu z tej plastikowej karty, jeśli wciąż chciałby być dzieckiem, bo ktoś wykradł mu ten cudowny okres młodości dając w zamian dojrzałość i odpowiedzialność za każdy swój czyn.
Gdyby miał możliwość, pewnie pozmieniałby wszystko co ma. Od rodziny, po to, co jest teraz. Ale nie żałuje. Tylko głupcy żałują.


__ 
karta pojawiła sie na innym blogu
witam i zapraszam do wątków i powiązań:)

57 komentarzy:

  1. [Cześć. Miło widzieć na blogu kolejnego faceta. Rośniemy w siłę. Życzę miłego blogowania. :>]

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Na początku karty masz chyba błąd w imieniu. A karta bardzo mi się podoba! I zdjęcie, oczywiście!
    Znajdzie się może jakiś pomysł na wątek z Monday? Albo chociaż powiązanie, to już dalej coś wykombinuję :) ]

    Monday

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hej, cześć ;) Ja też się cieszę z kolejnego pana na blogu, więc witam serdecznie i życzę dobrej zabawy.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Musimy coś wymyślić, ale na razie nie mam pojęcia co. Może jednak ty? ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Panów nigdy nie za wiele, a co! :) Zapraszam do wątków z Theą.]

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  6. Samochód był chyba jej największą inwestycją, ale wyjątkowo nietrafioną. Choć całym sercem kochała swojego niebieskiego, starego fiata 500 z odzysku, to właściwie większość czasu samochód stał w warsztatach, a sama Thea żałowała, że nie odłożyła sobie jeszcze paru tysięcy i nie kupiła jakiegoś nowszego modelu.
    Samochód znów stał w warsztacie. Tym razem to było coś z silnikiem. Wprawdzie mechanik tłumaczył jej dokładniej, co dolega jej fiacikowi, ale ona jakoś tak nie do końca go słuchała. I tak nie umiałaby zapamiętać tych wszystkich terminów. Po prostu zepsuł się silnik. Po co się rozdrabniać i zawracać sobie głowę szczegółami? Dla niej samochód miał po prostu jeździć. Naprawdę nie zależało jej na tym, aby wiedzieć, jakie są fachowe terminy tych wszystkich części, które ponoć są stare i nadają się tylko do wymiany.
    Naprawdę potrafiła być cierpliwa i dużo rozumiała, ale już dwa tygodnie była pozbawiona samochodu, a bieganie wszędzie piechotą po oblodzonych i zasypanych śniegiem chodnikach doprowadzało ją do szału. Wywiesiła na drzwiach sklepu kartę, że sklep, niestety, w tą sobotę będzie nieczynny i zaraz po wstaniu z łóżka i wypiciu kawy, wybrała na spacer do warsztatu samochodowego, w którym stał jej kochany fiacik. Musiała przejść pół miasta, aby dojść do warsztatu. Zdążyła porządnie zmarznąć, a buty jej przemokły pomimo tego, że starała się omijać wszystkie większe zaspy.
    Weszła do warsztatu i rozejrzała się dookoła. Spojrzała na swój samochód. Mogłaby przysiąc, że stał tam również w chwili, gdy była tu ostatni raz i pewnie nic się z nim nie stało, co już wprawiło ją w bojowy nastrój, a jeśli dorzucić do tego burczenie w żołądku i przemoczone buty, to tworzyła się mieszanka wręcz wybuchowa.
    - Dzień dobry…! – krzyknęła, zsuwając z włosów kaptur ciepłej, zielono-różowej kurtki i potrząsnęła głową, aby jasne włosy nie były aż tak przyklapnięte.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  7. W jej życiu było naprawdę mało osób bliskich. Na własne życzenie oczywiście, ale jednak czasami brakowało jej bliskości ludzi, kogoś kto w jakimś sposób by o nią dbał, troszczył się. Mimo, że miała 22 lat to jednak potrzebowała może kogoś, kto by jej chciał.
    Nie dopuszczała ludzi do siebie, bo bała się, że kiedyś będzie musiała ich zostawić, a to nigdy nie przychodziło łatwo. Nie chciała też, żeby komuś coś się stało, przez to czym sama się zajmuje. Nie chciała mieć kogoś na sumieniu, tylko dlatego, że sama popełnił błąd i zaczęło jej na kimś zależeć.
    Był jeden wyjątek. Nate. Sama nie wiedziała dlaczego wpuściła go do swojego życia, dlaczego dopuściła go bliżej i dlaczego sprawił, że zaczęło jej zależeć na jego uwadze. Na początku wszystko było proste, ale miała wrażenie, że im bardziej jej na nim zależy to tym bardziej on stara się zrobić jej na złość i ją odepchnąć. Na początku nie zwracała też uwagi na to, co robi. Na fakt, że upija się i to nie raz na jakiś czas.
    Miarka przebrała się tego jednego dnia, gdy Samara zbierała go pijanego na jednej z ulic. Przyjechała jak zwykle, gdy zadzwonił, a wyciągnięcie go z przydrożnego baru nie było ani łatwe ani przyjemne. Mimo wszystko tego się nie spodziewała. W czasie próby wyciągnięcia go stamtąd uderzył ją. Nie żeby było specjalnie mocno, ale sam fakt, że podniósł na nią dłoń była godna pogardzenia. A Samara była uparta. Powiedziała mu co o nim myśli i ostatecznie stwierdziła, że zrywa tę znajomość. Nie chciała być blisko z kimś, kto może ją uderzyć.
    Jednak okazało się, że Nate też był trochę uparty. I tak właśnie o trzeciej nad ranem, gdy ona starała się spać darł się pod jej kamienicą. I po co? Wyjrzała przez okno i otworzyła je.
    - Wracaj do domu. Jesteś nawalony.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zacisnęła dłonie w pięści. Robiła wszystko, aby nie wybuchnąć, a naprawdę miała dzisiaj raczej kiepski humor i nie miała najmniejszej ochoty na takie dyskusje. Była na skraju wytrzymałości. Przecież chciała odzyskać tylko swój własny samochód, na który oszczędzała ponad rok i naprawdę go potrzebowała, aby jakoś poruszać się po mieście.
    - ‘Czego poszukuję’? – powtórzyła, patrząc na niego zmrużonymi gniewnie oczami. – Mojego samochodu, do…
    Urwała. Policzyła cicho do pięciu i spojrzała na ten zadowolony uśmiech na twarzy mężczyzny. A przecież zapewniał ją, że zrobią samochód w góra trzy dni. A tu co? Dwa tygodnie i nic. Samochodu nadal nie miała, a miejska komunikacja doprowadzała ją do szału. Miała dość jeżdżenia autobusem na najbliższe dziesięć lat.
    - Oddałam samochód do naprawy dwa tygodnie temu i chciałam się dowiedzieć, czy jest już gotowy? – powiedziała, naprawdę się siląc na spokojny ton głos.
    Odgarnęła kosmyk jasnobrązowych, wpadających niemal w blond włosów za ucho i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Thea była osobą, która miała wieczne wahania nastroju. Pomału się uspokajała, a zaciśnięte usta pomału rozjaśnił bardzo blady uśmiech.
    - Więc jak…? Jest zrobiony? – zapytała w końcu, tym razem już z nutką rezygnacji w głosie.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  9. Westchnęła zrezygnowana i spojrzała na niego uważnie. Co będzie się wykłócać? Krzykami przecież nic nie zdziała, a jedynie pogorszy sprawę, bo wtedy to już pewnie z czystej przekory jej samochodu nie zrobi. Przymknęła lekko oczy i spojrzała na niego uważnie, kręcąc przy tym lekko głową.
    - Dobrze. Niech będzie, ale samochód ma być na wieczór gotowy - powiedziała, zapinając z powrotem swoją zielono-różową kurtkę, na rękawie której widać było niedopraną plamę po czerwonej farbie. - Masz chwilę teraz czy widzimy się po południu?
    Właściwie jej było wszystko jedno, choć... choć w sumie poszłaby na kawę najchętniej zaraz. Śniadania nie zjadła i zaczynało ją ssać w żołądku, a przyjemne uczucie to wcale nie było. Zjadłaby ciastko. Najlepiej jakieś owocowe, bo za czekoladowymi nie przepadała. Były zdecydowanie za słodkie.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  10. Między nimi było wiele pięknych chwil, o których wcale nie zapomniała, ale przesłoniły je w końcu te złe momenty. Musiało się tak stać właściwie, bo ostatnim czasem tych złych było więcej, a za mało czasu minęło od ostatniego spotkania, żeby umiała już pamiętać tylko to co dobre.
    Dobrze wiedziała, że na trzeźwo raczej by nie przyszedł, a gadanie z nim po pijaku było bez sensu, po pierwsze dlatego, że nie wiele będzie z tego pamiętać, a po drugie nie wiedziała do czego się właściwie posunie, a obrywanie kolejny raz było po pierwsze niezbyt miłe, a po drugie, dwa razy nie popełnia się tych samych bledów prawda?
    -Idź do domu i się ogarnij człowieku. – powiedziała do niego. – Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać, więc zbieraj się, a jak nie to za pewne któryś sąsiad za chwilę i tak wezwie policje. – dobrze wiedział, że sąsiedzi nie darzyli Samary specjalnym uwielbieniem i byli skłoni to zrobić, zwłaszcza że na pierwszy rzut oka było widać, że jest pijany.
    Nie mogła powiedzieć, że wcale nie chciała mu pomóc, ale nie mogła mu za każdym razem ulegać. Co innego jakby przyszedł trzeźwy.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Jasne, do zobaczenia – westchnęła, naciągając kaptur na głowę i wychodząc z warsztatu.
    Poszła do jakieś kawiarni, zjadła śniadanie, a potem poszła z powrotem do domu, gdzie wreszcie zrobiła porządne pranie, aby mieć coś czystego do ubrania. Thea nie miała głowy do takich codziennych obowiązków, jak pranie, sprzątanie czy gotowanie. Pralkę włączała raz na jakieś dwa tygodnie, a jej jedzenie ograniczało się do chleba, serków topionych i bezmięsnych mrożonek wszelkiej maści. Matka pewnie by się załamała, gdy to zobaczyła, ale jej takie życie odpowiadało. Właściwie… cholernie je lubiła.
    _______
    Przyjechała taksówką. Odżałowała te pieniądze, ale nie miała najmniejszej ochoty biec tą samą trasą już trzeci raz tego dnia. Wysiadła z taksówki. Miała na sobie zwykłe, jasne, dżinsowe spodnie i turkusowy sweterek. Włosy miała spięte w niedbały koczek, tak jak lubiła najbardziej.
    - Cześć – odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko.
    Miała z nim spędzić najbliższe, co najmniej, dwie godziny. Po co się negatywnie nastawiać? To, że nie zrobił jej samochodu w ciągu trzech dni, jak obiecywał, jeszcze zupełnie go przecież nie przekreślało. Ona też nie zawsze dotrzymywała obietnic.
    - Nie, nie zmieniłam zdania – powiedziała i wzruszyła lekko ramionami.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  12. Najpierw wcale nie przejęła się tym, że zapowiedział, iż zostanie pod jej kamienicą. Pomyślała sobie, a niech tam zdechnie. Zamknęła okno i przez dłuższy moment nie podchodziła do niego, chociaż ją kusiło. Co więcej nawet położyła się do łóżka, żeby do okna było po prostu dalej.
    Po jakiś 30 minutach, była prawie pewna, że nie zobaczy go już w tym miejscu, a może miała taką nadzieję. On nic nie rozumiał. Nie chciała takiego życia, nie chciała musieć się zastanawiać co on znowu zrobi. Nie miała prostego życia i sama się na to pisała, więc chociaż miłość mogłaby być dla niej trochę łaskawsza.
    Jednak gdy po trzydziestu minutach nadal siedział na tej ławce to zrobiło jej się go po prostu… żal. Co jak co, ale aż tak wrednym człowiekiem nie była i nie miała zamiaru dać mu zamarznąć na śmierć. Zaparzyła herbatę w dużym kubku, założyła zimowe buty i ciepłą puchową kurtkę i wyszła przed ten cholerny blok. Co jak co, ale był człowiekiem.
    -Wyszłam, więc wypij i idź. Nie mamy o czym już rozmawiać Nate. To wszystko jest już skończone, więc nie przychodź tu więcej. – rzuciła podając mu kubek z ciepłym napojem, który w takiej temperaturze na pewno szybko mógł się ochłodzić.

    OdpowiedzUsuń
  13. To całe piep.rzenie o genie alkoholika ją denerwowało. Miał wolną wolę, nawet jeżeli miał większe skłonności do popadnięcia w ten nałóg to nadal było to jego życie i mógł robić, co chciał. Nie musiał pić, ale w jakiś dziwny sposób nie umiał bez tego żyć.
    Widziała, że chociaż trochę doszedł do siebie. Może to sprawiła właśnie ta temperatura, jego organizm musiał się ogrzać, więc spalał, a że była prawie pewna iż w jego żołądku jest głównie alkohol to spalał to co miał.
    Znała te oczy, znała ten wyraz twarzy. Widziała skruchę. Prawda jednak była taka, że widziała to nie pierwszy raz. I tak było na chwilę, najpierw przepraszał, potem był raj, a potem znowu trafiali do piekła. Ile razy tak można było? Kiedyś musiał przyjść koniec i on dobrze o tym wiedział. Ich życie nie mogło tak wyglądać i chociaż strata jego nie była dla niej łatwa, bo był właściwie jedyną bliską jej osobą to jednak chyba musiała to zrobić, również dla jego dobra.
    -To już tak nie działa Nate. Za każdym razem obiecywałeś, że to ostatni raz, że wszystko będzie inaczej. Najpierw pokaż mi, że faktycznie będzie lepiej, a potem może coś ugrasz. Mam dość wiecznie powtarzającego się schematu. I kocham cię, nie przeczę, ale nie pozwolę, żeby moje życie tak wyglądało. Nie będę twoją ofiarą i kimś na kim będziesz mógł się wyżyć jak się upijesz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zerknęła na niego . To wszystko było teraz nie potrzebne. Utrudniał jej wszystko, bo wcale nie łatwo było kogoś zostawić. Gdzieś w niej były wyrzuty sumienia, że zostawia go samego. Ale nie powinna tego czuć, nie powinna mieć wyrzutów sumienia, bo to nie ona zawaliła, a on. On ją uderzył. Podniósł na nią rękę. Poza jakimś siniakiem może fizycznie nic jej nie było, ale naruszył granice, których nigdy nie powinni przekroczyć.
    - Ale sam mnie skrzywdziłeś Nate. Jakkolwiek boisz się to powiedzieć to uderzyłeś mnie. Mówisz, że mnie kochasz a mnie uderzyłeś. To jest miłość? Przecież nie tak powinno to wyglądać. – zauważyła i zmarszczyła czoło.
    Jakaś część niej chciała z nim być, ale nie mogła tak po prostu odpuścić, bo wiedziała jak to się skończy.
    - To twoje życie. Możesz je zmienić, a ja tu jestem. I będę, ale potrzebuje czegoś co powie mi, że naprawdę chcesz zmienić swoje życie, że chcesz żeby było lepiej. Nie chce na ciebie naciskać, bo to już właściwie nie moja sprawa, ale może czas pomyśleć nad AA?
    Martwiła się o niego i pewnie nigdy nie przestanie. Nie był tylko mężczyzną, którego kochała, był też kimś ważnym dla niej, jej przyjacielem.
    -Nie przestałam cię kochać, ale to właśnie ten czas kiedy wszystko zależy od ciebie. Albo weźmiesz się w garść i z tym skończysz, pokażesz mi, że umiesz, albo nie chce cię więcej widzieć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Była tu nadal chociaż wcale nie musiała zejść. Ale musiał dać jej jakieś dowody, że coś się zmieniło, że to nie kolejny raz tylko słowa, które mają pokrycie przez kilka dni, a potem tracą na ważności. Nie mogło być tak już nigdy. I on też musiał się z tym pogodzić.
    - Będziemy razem jak pokażesz mi, że się starasz. – rzuciła otwarcie. Nie da mu kolejnej szansy, dopóki czegoś nie zmieni.
    Czuła, że zaczyna jej być zimno. Nic dziwnego, temperatura była niska, a ona pod kurtką miała tylko piżamę.
    - Możesz zrobić wszystko, ja w to wierzę. Widzę w Tobie dobrego człowieka, który umie być czuły, kochać i dbać o kogoś. Ja w ciebie wierzę. Ale nie zmienię faktu, że ty uparłeś się, że to nie zależy od ciebie. Nie jesteś swoim ojcem, jesteś sobą i tylko od ciebie zależy czy będziesz do niego podobny. – podeszła bliżej i musnęła jego wargi przelotnie. Nie powinna tego robić, ale zrobiła. Czasami nawet ona się poddawała. – Możesz spać na kanapie. – rzuciła. U niej i tak nie było żadnego alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Sama nie wiedziała, dlaczego to robi. Nie powinna, nie mogła go całować i znowu mu ulegać, ale uczucie jeszcze w niej było. Nie miała tylko pojęcia, co jeszcze mogła zrobić, żeby go z tego wyciągnąć. A może właśnie musiał upaść bardzo nisko, żeby móc się odbić?
    Nie rozumiała, co mu się podoba w tym mieszkaniu. Samara od zawsze była tylko z ojcem i nie przykładała przez to uwagi do tego jak wygląda jej mieszkanie. Nie było tu ani jednego obrazu, meble były zużyte, nie miała kwiatów. Nie można było jedynie powiedzieć, że jest tu brudno. Samara starała się utrzymywać doskonałą czystość, tego akurat tatuś ją nauczył. Co prawda wygląd jej mieszkania miał się zmienić w najbliższym czasie, jej koleżanka już zatrudniła do tego brata, ale miała nadzieję, że tak naprawdę nie wiele się tu zmieni.
    - Kocham. – powiedziała. Nie kłamała bez powodu, a tu nie było żadnego wytłumaczenia. Nie miała zamiaru ukrywać, że jeszcze jej nie przeszło.
    Poszła do kuchni i wstawiła wodę na jeszcze jedną herbatę, ściągnęła kurtkę i buty, a potem powędrowała do drugiego pokoju, tego w którym było jej łóżko oraz miejsce do pracy, ukryte rzeczy. Nie wpuszczała tu wielu osób. Stamtąd przyniosła mu też poduszkę i koc.
    Położyła to na kanapie w salonie i zalała kolejne herbat. Sama wiedziała, że jeszcze nie zaśnie, więc stwierdziła, że chyba jeszcze popracuje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiwnęła głową. Zawsze czuł się tu jak u siebie, miał tu jakieś swoje rzeczy i w sumie lubiła to, że one tu były. Lubiła mieć to poczucie, że jest z nią blisko i chce zostawać tu na noc. To chyba powinno odejść w zapomnienie, ale jakoś jeszcze nie odeszło. Nie umiała jeszcze wyrzucić jego rzeczy i po prostu zapomnieć o nim. Kochała go, jakkolwiek beznadziejne to było.
    Zostawiła mu herbatę na stoliku i sama weszła do drugiego pokoju. Bała się, że zrobi dziś coś naprawdę głupiego, czego będzie żałować, a może nie żałować, a nic to nie zmieni. Co im po jeszcze jednej cudownej nocy? Nie chciała więcej złudzeń, wolałaby wiedzieć na czym tak naprawdę stoi i co on z tym wszystkim zrobi.
    Zajęła się pracą. Miała nową sprawę, dzięki którym nabiła sobie już kilka siniaków, musiała raz uciekać z pewnego miejsca. Nie było łatwo to teraz naprawić, ale co zrobić? Zaczęła przeglądać kolejne papiery, gdy usłyszała jego głos, wyszła więc z pokoju i zachciało jej się śmiać, gdy zauważyła swój różowy szlafrok.
    -Tak?- zapytała spokojnie i stanęła na progu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zerknęła na niego i zmarszczyła czoło. Nie chciała żeby siedział na zimnie, ale nie chciała robić sobie jakiś głupich nadziei. Kochała go, ale najpierw musiał coś zmienić swoim życiu i pokazać jej, że zależ mu również na tej relacji.
    - Wiesz mam trochę pracy. – przeciągnęła się lekko ukazując przy tym płaski brzuch. Jak zwykle koszulka, w której spała była odrobinę za krótka. – Cos się dzieje czy tylko czujesz się samotny? – zerknęła i przysiadła na oparciu kanapy. – Mogłeś mówić, że chcesz koszulkę, coś bym ci znalazła. – wskazała na różowy szlafrok, który założył na siebie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Powiedziałaby dokładnie na odwrót. Jej szlafrok był śliski i przez to chłodny. Zresztą to on go wybrał dla niej na święta, sama nie kupiłaby sobie nic różowego, bo jednak była blondynką i miała wrażenie, że wygląda wtedy jak typowa Barbie, a taką dziewczyną zdecydowanie nie była i nie chciała być. Nie była super słodka, raczej chodziła twardo po ziemi i nie była aż tak ładna. Chociaż on nie raz chwalił jej wygląd o ósmej rano, gdy tak naprawdę wyglądała koszmarnie, jak każdy o poranku, przed kawą na dodatek.
    Chciała z nim posiedzieć, to nie było w ten sposób. Ale nie chciała, żeby myślał, że znowu będzie tak jak zawsze. Chociaż spora część niej chciała się po prostu przytulić do niego, pocałować i być blisko. Decyzja nie należała już jednak do niej. To on musiał zdecydować.
    -Rozumiem, że już ci lepiej. – zagadnęła, bo wyglądał lepiej i chciał uciec, co znaczyło, że trzeźwiał i nic nie było takie łatwe jak chwilę temu. – To twoja decyzja, nie będę tu cię zatrzymywać na siłę. – wzruszyła ramionami.
    Już miała wrócić do pokoju, ale stwierdziła, że tak tego tym razem nie zostawi. Musiała z nim pogadać, chociaż raz szczerze.
    - Czyli to wszystko co mówiłeś wcześniej nic już nie znaczy? – zerknęła na niego. – Nic nie zmienisz, bo jesteś tchórzem i nie chcesz o nic walczyć? – zagadnęła go już trochę wkurzona. Może chociaż raz awantura zrobi im dobrze. A raczej jemu. – Wiesz co? Może po prostu zapomnij, że ja istniałam i nie wracaj tu już nigdy więcej.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak strasznie denerwowało ją to gadanie o synku alkoholika. Jakby to było aż tak istotne. Jasne, wszystko zostawiało swoje piętno, ale to była jego wymówka, gdy zawalał. A ostatnio pił chyba wyjątkowo często. To było w końcu jego życie i ona miała mu zamiar to powtarzać tak długo, aż sam w to uwierzy, bo mówiła prawdę. Miał wolną wolę jak każdy inny człowiek.
    Niestety, nie było dane jej tego powiedzieć, bo zabił ją dwoma słowami. Powiedział to, czego nigdy wcześniej nie mówił, coś co aż chwytało ją za serce i sprawiało, że jej wszystkie postanowienia nagle odchodziły w zapomnienie, jakby nic już więcej nie miała znaczenie. Ile było w tym jej, a ile mówił alkohol pewnie nigdy się nie dowie. Coś jednak musiało się stać skoro to powiedział. Pewnie zobaczył w jej oczach łzy, a to też się często nie zdarzało.
    -To po prostu walcz. Nie zrobię tego za ciebie, chociażbym chciała. – powiedziała i przysunęła się do niego.
    Wiedziała, że zapłaci za tą chwilę zapomnienia, ale może jednak było warto? Życie składało się z dobrych i złych decyzji, może nie powinna tej tak pochopnie oceniać. Teraz ważne było to, że była blisko niego i czuła się w końcu sobą. To była jej połówka jabłka chociaż pewnie zasługiwała na coś lepszego, ale sama nie była ideałem. Miała wiele wad, pewnie więcej niż zalet.
    Czuła zapach jego żelu pod prysznic, w końcu na nim, bo jednym ruchem rozwiązała sznurek od szlafroka i przytuliła się do jego nagiego torsu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Naprawdę mówiła, że będzie im lepiej. Mogła go wspierać, ale potrzebowała, żeby się starał, faktycznie. A nie tylko w słowach. Tym razem ją kupił tymi słowami, ale miejmy nadzieję, że nigdy więcej nie będzie musiał jej w ten sposób przekonywać. Chociaż mówić jej to mógłby chociaż raz w miesiącu. Właściwie to może i tego nie potrzebowała, bo w jakiś sposób czuła jego miłość, a to było najważniejsze. Jej ojciec był podobnym człowiekiem. Nie często mówił, że ją kocha, ale jednak mówił. U nich był to kolejny pierwszy raz.
    - Zawróciłam ci w głowie? – zaśmiała się cicho. Nic mu nie zrobiła. – Nie mam czym Nate. –musnęła jego policzek.
    Nie potrzebowała teraz za dużo słów, chciała się przytulać i czuć po prostu dobrze. Nie czuła już od niego alkoholu co było zdecydowanie dużym plusem.
    -Czyli zostajesz? – spojrzała mu w oczy. Mógł iść, ale wolałaby, żeby został. Może w końcu będzie spała normalnie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ona nie czuła się specjalnie piękna. Raczej uważała, że wygląda normalnie, może raczej po prostu znośnie. Ale to już nie była jej kwestia, podobał mu się a to było najważniejsze. Nie można się było oszukiwać co do jednego, wygląd tak naprawdę miał znaczenie. To było pierwsze na co zwracało się uwagę. Nawet jeżeli ludzi próbowali sobie wmawiać inaczej.
    Przez chwilę po prostu się tak przytulia i Samara delektowała się zapachem jego skóry, biciem jego serca. No ale było to średnio wygodne, a i dla niej i dla niego to był tak naprawdę długi dzień. Co prawda nie chciało jej się za bardzo podnieść, gdy chciał rozłożyć tą stara kanapę, no ale ostatecznie wylądowali na niej i na jednej poduszce, wtuleni w siebie. Jak zwykle włożyła nogi między jego nogi, żeby trochę ogrzać stopy. To on był tu od grzania.
    Tak naprawdę nie miała pojęcia co oglądają. Coś tam leciało, brzęczało, była dwójka kochanków, ale nie to było ważne. Nawet przez trochę przymknęła oczy i wtuliła się w jego ramiona. Potem spokojnie zaczęła muskam jego szyję. Już teraz widziała, że schudł i trochę ją to martwiło. Aż tyle pił? Nie chciała jednak o to pytać, żeby nie psuć tego wieczoru. Mieli już do tego nie wracać.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie miała zamiaru go do niczego dziś namawiać, sama była dosyć zmęczona, nie chciała też robić wszystkiego od razu. Zresztą jak poczekało się na coś to lepiej to smakowało. A ona mogła jeszcze poczekać, wytrzymali bez siebie ponad dwa tygodnie to wytrzymają jeszcze kilka dni.
    Wtuliła się w jego ramiona już spokojniej i sama nie wiedziała kiedy zaczęła przysypiać. Najwidoczniej tego jej było trzeba – snu z ukochaną osobą, która sprawiała, że jej życie wydawało się po prostu lepsze.
    Jej wewnętrzny zegar jednak działał i obudziła się tylko pięć minut później niż zwykle. Spokojnie wygrzebała się z jego objęć, żeby przypadkiem go nie obudzić i przebrała się w dres. Poszła biegać, ale tym razem również wstąpiła do cukierni i kupiła dwie drożdżówki na śniadanie. W jej lodówce raczej za dużo nie było, a tak przynajmniej chłopak dostanie coś na śniadanie.
    Gdy weszła do domu, jeszcze spał. Nie miała zamiaru go obudzić. W końcu zasługiwał żeby się wyspać. Chwyciła czyste rzeczy, zostawiła drożdżówki na szafce i poszła się umyć.

    OdpowiedzUsuń
  24. Gdy brała prysznic i przyjemnie ciepła woda spadała na jej ciało na nie wiele rzeczy zwracała uwagę. Chociaż była na tyle czujna, że wiedziała iż wszedł do łazienki to jednak nie martwiło ją to. W końcu to był on, nie raz widział ją nago i raczej nie powinien jej nic zrobić. Chociaż pewności nie powinna mieć.
    Gdy odsłoniła zasłonkę i rozejrzała się za swoimi rzeczami oraz ręcznikiem to nie znalazła ich w zasięgu swojego wzroku. No nie, znowu chłopakowi wzięło się na głupie żarty i zabrał jej ręczniki. Oj nie raz odwalał takie rzeczy.
    -Nate! – krzyknęła głośno, na cały głos. – Oddawaj mi ręcznik i to w tej chwili. – dodała, gdy zobaczyła go w progu łazienki i zasłoniła się zasłonką. Jego kpiący uśmiech nie wróżył nic dobrego
    Rozejrzała się za czymś, co jednak by mogło przykryć jej ciało, ale ostatecznie tego nie znalazła. Westchnęła i ostatecznie wyszła spod prysznica. Nie miała się czego wstydzić. I wyminęła go w drzwiach.
    -Nie napalaj się tylko. –zaśmiała się i zaczęła iść do swojego pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  25. Czyli żart miał większy zasięg niż to przewidziała. Ależ mu to zresztą sprawiało przyjemność wgapianie się i to bezczelne, w jej nagie ciało. Nie powinien tego robić i to właśnie swojej dziewczynie, której ciało mógł oglądać przecież prawie zawsze kiedy chciał. To po co bawić się w kotka i myszkę?
    Zerknęła mu w oczy i podeszła bliżej.
    - I nie dostanę żadnej wskazówki? –zapytała tusz przy jego uchu i pocałowała go słodko tusz przy nim. –Ani jednej najmniejszej? –mruknęła znowu i oparła się trochę o niego.
    I tak o to włożyła dłoń do kieszeni jego dresów. Właśnie tam spodziewała się znaleźć klucz do swojego pokoju, ale niestety się przeliczyła. Nie tam go schował, co nawet ją zaskoczyła. No, ale przecież znała sposoby na ułaskawienie go i spróbowanie wydobycia z niego tej wiedzy, gdzie jest klucz. Za to znalazła tusz przy kieszeni coś innego, co najwidoczniej wzbudziło się na skutek jej nagiego ciała. Musnęła jeszcze jego usta, dotykając tej części jego ciała.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wzruszyła ramionami. Wcale nie szła na łatwiznę, a jeżeli poszła do trudno… Życie należało sobie ułatwiać jak tylko się dało, a zaoszczędzony czas można było przeznaczyć na znacznie ciekawsze rzeczy niż szukanie klucza.
    -Przecież lubisz jak to robię… - mruknęła znowu niczym słodki kotek i złożyła pocałunek na jego szyi. Przecież w końcu jej ulegnie.
    Tak naprawdę to potrzebowała też chwili na zastanowienie się, gdzie ten klucz jest, więc mogła go w tym samym czasie trochę porozpraszać i sprawić, żeby nie czuł się tak pewnie.
    -Kochanie… jedna wskazówka… no nie bądź już taki niesprawiedliwy. – mówiła koło jego warg pieszcząc je przy tym ciepłym oddechem.
    On wiedział w tej chwili wszystko, a ona nic. To była dosyć nierówna walka, a od czegoś musiała zacząć. Lubiła rozwiązywać zagadki, ale w każdej zagadce były jakieś wskazówki. Nie można było zmieniać tak łatwo zasad gry.

    OdpowiedzUsuń
  27. Pewne było to, że ogląda się za innymi kobietami, ale raczej nie sadziła że ją zdradził kiedykolwiek. W ich życiu seksu było dużo, więc chyba nie miał powodu. Po drugie sam przyznał, że ją kocha. No ale kto wie co robił po pijaku? Mógł wtedy nawet zmieniać orientacji i możliwe że tego by nie pamiętał.
    Była pewna, że właśnie tam nie ma tego klucza, ale to miała być jakaś forma zabawy. A skoro chciał się bawić to Samara mogła się dostosować. Zrobiła słodką minkę i podeszła do telewizora. Oczywiście najpierw sprawdziła na nim, potem dopiero zaczęła się pochylać i szukać go. I doskonale wiedziała, że patrzy akurat na jej pupe oraz to co przy okazji pokazywała. I jakoś specjalnie nie czuła się tym zawstydzona. To była tylko gra.
    -Kochanie… ale tego tu wcale nie ma… - mruknęła i podeszła do niego, a jedną stopę oparła na jego udzie. Miał teraz jeszcze lepszy, dokładniejszy widok.

    OdpowiedzUsuń

  28. Widziała, że gra zaczęła go trochę przerastać, czyżby złapał się w swoją własną pułapkę? Nie przewidział, a może już zapomniał jak potrafi na niego działać i że też potrafi z nim pogrywać?
    Uśmiechnęła się pod nosem. Robił to specjalnie, ale nie mógł liczyć Az na tyle. Przynajmniej jeszcze nie teraz, bo teraz ona zaczynał się naprawdę dobrze bawić kusząc go i doprowadzając do obłędu. A jeszcze na pewno nie skończyła się bawić.
    - Tam już szukałam i przecież nic nie było. – uśmiechnęła się i przejechała kciukiem po jego wardze. Widziała jak jego wzrok co rusz zjeżdża w miejsca, których normalnie nie było widać. Teraz musiał poczekać też na całusa, chociaż dobrze wiedziała, że ma już na to ochotę. Jej stopa przesunęła się w okolice jego krocza i powoli uciskała to, co potrafiło dostarczyć jej masę przyjemności w czasie ich wspólnych zabaw w łózku.
    Przy okazji zaczęła się rozglądać dyskretnie za kluczem.

    OdpowiedzUsuń
  29. Wiedziała, że taki masaż zrobi swoje i że jest bardzo już podniecony. Gdy powiedział jej gdzie jest klucz przesunęła stopę w bezpieczne miejsce i pocałowała go namiętnie. O to chodziło. Chciała wygrać i tym razem chyba jej się udało.
    A potem postanowiła najpierw wziąć klucz a potem wziąć swoje rzeczy z szafki. Zarzuciła na siebie majtki i koszulkę, wróciła do niego z kubkami herbaty i drożdżówkami jakby nigdy nic się nie działo.
    -O to chodziło. Może jakoś wytrzymasz do wieczora, gdy się znowu spotkamy. Mam dziś trochę spraw do załatwienia – puściła mu oczko i przełożyła mu nogi przez uda. Nadal pod łydką czuła, że jeszcze nie ostygnął do końca. Nie miała zamiaru poddawać się już teraz. Trochę jeszcze poczeka na to, czego mu tak brakowało.
    I jakby nigdy nic zajęła się swoim śniadaniem. I wcale nie reagowała na te kurwiki w jego oczach. A może specjalnie się z nim droczyła wciągnięta już w tę grę. Wiedział, że na nią warto czekać, więc nie miał wyboru. Chociaż mógł też być właśnie teraz męski i po prostu się na nią rzucić. I tak by mu nie odmówiła.

    OdpowiedzUsuń
  30. Wiedziała, że nie da jej długo tak spokojnie posiedzieć, a raczej domyślała się, że może tak ostatecznie zareagować. Co prawda jej plan był inny, ale gdy jego dłoń wsunęła się na jej pierś jakikolwiek plan przestał istnieć. Liczyło się wtedy już tylko tu i teraz z nim. Sama odłożyła jedzenie i dokładnie obserwowała każdy jego subtelny ruch.
    Jej oddech zaczynał wariować i przyśpieszać niczym po najdłuższym sprincie. Uwielbiała to uczucie gdy jego palce dotykały czułych fragmentów jej ciała, a jednocześnie trochę je nienawidziła, bo zawsze potem było jej ich mało. Mimo spełnienia zawsze chciała więcej i więcej.
    Gdy wsunął dłoń w jej bieliznę czuła jak na chwilę odfrunęła. Dawno tego nie robił więc jej ciało też było bardziej wrażliwe na każdy dotyk. A on potrafił to zrobić jak żaden inny.
    Swoimi sprawnymi paluszkami zahaczyła o jego dres i ściągnęła go, chwilę później pomagając sobie stopami w jego ściągnięciu. Tym samym pokazując mu swoje zaangażowanie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie wiedziała jak to robi, ale każdy jego najmniejszy ruch sprawiał, że czuła się jeszcze bardziej podniecona. Przysunęła się możliwie najbliżej niego i czuła przy sobie jego mięśnie. Również naprężone pod wpływem podniecenia. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy rozchylił bardziej jej uda.
    -Uwielbiam cie wiesz? – mruknęła blisko niego i językiem przejechała po całej długości jego szyi. Był naprawdę podniecający w tym co robił.

    OdpowiedzUsuń
  32. Kochała go i chyba to nie miała się zmienić w najbliższym czasie, chociaż to nie było pewne, wszystko się w życiu zmieniało i kto wie? Jeżeli się nie zmieni to pewnie w końcu dostanie kogoś, kto by na nią zasługiwał. A jak nie to będzie sama, dawała sobie zawsze sama radę. Jedno było prawie pewne, to była jego ostatnia szansa, bo Samara miała dość ckliwych obietnic, których i tak nie spełniał. Tym razem wytrzymali dwa tygodnie, Sam była uparta i ostatecznie mogła zniknąć z jego życia.
    Teraz jednak te rozmyślania nie były ważne. Samara zajęła się dotykaniem jego pleców opuszkami palców. Badała linię jego kręgosłupa, jakby dotykała go w ten sposób pierwszy raz, a nie setny lub tysięczny. Jej usta błądziły na dodatek po jego barku, tak jakby poznając go na nowo i jak zwykle bardzo dokładnie.

    OdpowiedzUsuń
  33. [Jeśli nie masz nic przeciwko krótkim wątkom to ja mogę zacząć, ale nie gwarantuję nic dobrego, jako, że ostatnio mam załamanie weny.]

    OdpowiedzUsuń
  34. Zimy w Norwegii były wyjątkowo piękne. O dziwo, ładniejsze od lata. To często zdawało się bardziej depresyjne niż słoneczne. Zimne, nieczułe, obce. Myślami dalej błądziła po Alabamie. Swoje pragnienia powrotu do domu wylewając na płótno. A nie było nic gorszego niż namalować słabej jakości obraz natury. NATURY! Na Boga. Nie miała jeszcze nawet trzydziestu lat, a już zachowywała się jak stara babuleńka kolekcjonująca w domu spokojne, relaksujące pejzaże. Przyjrzała się swojemu dziełu krytycznie, nieznacznie mrużąc oczy. Chwilę potem zgarnęła w dłoń puszkę czerwonej farby zamalowując szerokim pędzlem cały obraz, jakiemu poświęciła kilka dni. Dopiero kiedy wymieszane, jeszcze dobrze niewyschnięte kolory, zlały się w jedną wielką abstrakcję (jak zresztą całe jej życie), stanęła wyprostowana i dumna, zakładając kosmyki wysnuwające się z jej luźnego koka za ucho, plamiąc przy tym cały policzek krwawą barwą farby. Jej radość nie trwała długo, kiedy dojrzała wszystkie defekty i niedociągnięcia na obrazie. Przechyliła głowę na bok. Plama na środku zdawała się przypominać krwawiące serce. W jednym momencie ogarnęła ją furia. Zgarnęła wściekła obraz ze sztalugi, gotowa ciapnąć go przez okno, gdyby nie…
    - Miau….
    Stanęła osłupiała przed kotem, wygodnie ulokowanym na jej parapecie.
    - Sio! – mruknęła odkładając obraz pod ścianę, odganiając zwierzę. Zamachnęła się kilka razy, płosząc je. Bez skutku. Zamiast tego, strąciła ręką pozostałą część gęstej plakatówki wprost na siebie. Nim się obejrzała wisiała na brzuchu przez framugę okna próbując złapać odpowiedzialnego za to kota, gotowa spalić go niczym zawodowa szatanistka. Zamiast jednak to zrobić, wyleciała na zewnątrz lądując w zaspie śnieżnej przed czyimś nosem. Podniosła głowę do góry, nie po to żeby kogokolwiek przeprosić, bo przechodnia miała w głębokim poważaniu. Podniosła ją, żeby móc zaczesać włosy do tyłu, w skutek czego prawdopodobnie upaćkała się jeszcze bardziej. Ręka jednak jej zadrżała i zawisła w powietrzu, kiedy skrzyżowała spojrzenie ze zmorą ze swojego niejednego snu. Chrząknęła, wpatrując się mu bezpośrednio w oczy, w zamarciu.
    - Nathaniel – wydusiła w końcu z siebie, opierając się jedną ręką obok siebie. Świetnie. Nie widzi się z byłym mężem –alkoholikiem kilka lat, a w tym czasie rozłąki to ona jedna z ich dwójki wygląda teraz jak świeżo wypuszczony z psychiatryka psychopata. Jak wiele może się zmienić na przestrzeni niewielkiego okresu czasu. W tym momencie zdawało jej się, że lata umknęły jej gdzieś między palcami, kiedy wpatrywała się w człowieka, którego teraz już całkowicie nie znała. I była zawiedziona, że wywarł na niej lepsze wrażenie niż prawdopodobnie ona na nim. Ludzie się zmieniają. Ale miała nadzieję, że ona sama nie sięgnie niżej niż on. W tym momencie dopadła ją okropna myśl – czyżby się myliła?

    [Jednak wyszło dłużej, ale to tylko wstęp. Mam nadzieję, że pójdziemy raczej w stronę krótkich, dynamicznych odpisów.]

    OdpowiedzUsuń
  35. [Ojej. Niezwykle przyjemnie takie opinie czytać, dzięki. ;D]

    OdpowiedzUsuń
  36. Przyznajmy szczerze, poziom jej zażenowania wprowadził ją w taki stan, że nie potrafiła otworzyć ust i powiedzieć nic sensownego. Wpatrywała się z dołu w mężczyznę, mając trudność nawet ze zwykłym udzieleniem mu odpowiedzi na z pozoru proste pytanie. Zajęła się więc strzepywaniem z siebie śniegu, aż w końcu mogła pozbierać się z ziemi, stając naprzeciwko niego.
    - A wyglądam jakby było w porządku?
    Patrzyła na niego z dystansem, nie widząc w nim już nic, co kiedyś kochała. Tym trudniej było jej się pogodzić z faktem, że w przeciwieństwie do niej, on wyglądał świetnie. A przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Nie wierzyła, że mógł się zmienić. W latach ich małżeństwa i czasie jego pijaństwa też bywały okresy, w których wyglądał… tak jak teraz. Zadziwiająco dobrze. Ale to były tylko krótkie momenty. Pamiętała dłuższe. Te o których zapominała kilka lat, a teraz powróciły do niej z ogromną siłą.
    - Twój kot… – rzuciła patrząc sceptycznie na zwierzę z góry, z zażenowaniem.
    - Atakuje wszystkie Twoje byłe dziewczyny, czy tylko żony?

    OdpowiedzUsuń
  37. Wzmianka o pięknych kobietach gdzieś umknęła jej uwadze. Stała się obojętna na jego komplementy. Sam był sobie temu winien. To, co nie mogło jej umknąć to wspominka o jego dziewczynie. Miał takową? Kiedy go opuszczała, założyła, że mężczyzna umrze w samotności, nigdy nie wyjdzie na prostą i właśnie dlatego była pewna, że podjęła dobrą decyzję. Przez chwilę wydawało jej się, że się zawaha, ale kiedy zlustrowała go spojrzeniem, przypominając sobie wszystkie krzywdy psychiczne jakie jej wyrządził, doprowadziła się do porządku.
    - Twoja dziewczyna? – powtórzyła za nim, splatając ręce na piersi w absolutnie zamkniętej pozie.
    - Biedne rajstopy… – dodała bez przekonania, najwyraźniej im współczując bardziej niż idiotce, która planowała spędzić z nim resztę życia. Zapominała, że kiedyś ona sama była tą samą idiotką. Przez takie właśnie gesty, jak ten teraz, kiedy przykładał jej dłoń do policzka, ścierając farbę. Ale to wszystko było tylko jednym wielkim kłamstwem. Wiedziała to. Instynktownie cofnęła się do tyłu, zanim zdążyła ugryźć się w język, rzucając nadzwyczaj sucho.
    - Nie dotykaj mnie.
    Planował udawać, ze nic się nie stało? Pamiętała w jakich stosunkach się rozstali. I wspomnienia te nie należały do najprzyjemniejszych.
    - Nic od Ciebie nie potrzebuję – dodała cofając dłoń, kiedy mężczyzna chciał jej wręczyć chusteczkę – trzymaj swojego kota z daleka od tego domu. A swój tyłek jeszcze dalej.

    OdpowiedzUsuń
  38. Cóż, każde z nich miało swoje wspomnienia z tego okresu ich wspólnego życia. Mieli dobre chwile. Mieli masę dobrych chwil, ale dla Jolene, dla której facet, który stał przed nią, kiedyś był całym światem, a potem cały świat jej zwalił, nie było nic, co mogłoby przywrócić jej chęć do pamiętania ich wspólnego szczęścia. Nie chciała tego. Dla siebie. Bo kiedyś myślała tylko o nim. I chyba na niewiele się to zdało, bo oboje pamiętali wszystko po swojemu. Wybiórcze urywki z życia, jak było im wygodnie. A jej było komfortowo zrzucić winę na niego, bo zajęło jej kilka lat terapii, żeby oswoić się z myślą, że ich małżeństwo nie rozpadło się z jej winy. A długi czas męczyły ją w tym temacie wyrzuty sumienia.
    - Głównie starałam się o Tobie nie myśleć – mruknęła cofając się jeszcze kilka kroków i sama przetarła sobie policzek wierzchem dłoni, próbując pozbyć się z niego farby. Bezskutecznie.
    - Nie ma już nic czym mógłbyś mnie zawieść, Nathanielu. Mów co chcesz. Rób co chcesz.
    Jednak zbliżyła się do niego, stając naprzeciwko niego, spoglądając na niego z dołu, zaciętym spojrzeniem. Już dawno chciała to zrobić. Przestać o niego dbać, zacząć dbać o siebie. Pokazać mu, jak bardzo mocno zasługiwał na jej pogardę, bo kiedyś była to tylko bezgraniczna miłość, nawet wtedy, kiedy chlał na potęgę.
    - Nie ukrywam, spodziewałabym się, że dalej pijesz. Nie wyglądało na to, żebyś znał w tym umiar. Ale dobrze, że się myliłam. Nie jestem złym człowiekiem. Nie życzę Ci źle. Choć chyba powinnam, prawda? Kiedyś Cię kochałam. Chyba o tym zapomniałeś. Możesz robić co chcesz, zawodzić kogo chcesz. Wiesz, co jest w tym najfajniejsze? To już mnie nic nie dotyczy.
    Zamilkła na chwilę, kiedy on się odezwał i zacisnęła dłoń w pięść. Mimo swoich słów, nie zmieniało to faktu, jak bardzo mężczyzna ją denerwował. Nic się nie zmieniła? Najpierw przez niego przytyła, zaczęła zresztą tyć już przy nim, a potem schudła piętnaście kilogramów. NIC się nie zmieniła? Zmieniło się w niej wszystko. Nie była już naiwna. Nie kochała go. Nie próbowała być na siłę dorosła. Skończyła z tym. Oboje dojrzeli za szybko. Czy właśnie nie w tym był problem? I może też w tym, że pośpieszyli się ze swoim ślubem. Dopiero teraz widziała, jak słabo się rozumieli. Czując złość, jaka się w niej wzbiera na każde jego następne słowo. Czy ona odstawiała cyrk? Być może. Ale wcale nie czuła się winna. Zdenerwowana faktem, że akurat on jej to wypomina. Nim zdążyła się powstrzymać, zacisnęła mocniej dłoń, cedząc przez zęby:
    - Był czas kiedy próbowaliśmy być dorośli. I oboje wiemy, że nie skończyło się to za dobrze. O co Ci chodzi, Nathaniel? Co chcesz osiągnąć tą rozmową? Chcesz się nade mną pastwić? Psychiczna Odelle zaatakowała Twojego kota, kiedy ty ruszyłeś krok na przód w życiu. O to chodzi? GRATULUJĘ. To chciałeś usłyszeć?

    OdpowiedzUsuń
  39. Mógł nie wiedzieć, że mężczyzna z jakim chodziła po parku był jej terapeutą. Nie miała żadnego faceta po nim. Nie szukała go. Możliwie nawet, że jemu zawdzięczała zostanie feministką. Bo niewiele jej do niej brakowało. Może nie podkreślała niezależności kobiet i ich praw, ale bardzo precyzyjnie unikała mężczyzn. Zawodu. Bo właśnie z nim kojarzyły jej się związki. Bólem. Z niczym więcej. Bo nawet wspominanie tego, co było dobre, dziś bolało ją nawet mocniej niż to, co zapamiętała jako złe.
    - Nie dałeś mi powodów do utrzymywania jakiejkolwiek wiary w Ciebie – zauważyła nie spuszczając z niego spojrzenia. Zeszła z tonu, ściszając głos, ale dalej jej wypowiedzi pozbawione były uczucia, jakim kiedyś go darzyła. Były tak bardzo różne od tego, co było kiedyś.
    - Więc czemu nie zrobiłeś tego kiedy mogłeś? – teraz jej słowa zabrzmiały nawet jak wyrzut. Jeśli nawet go już nie kochała, kiedyś był całym jej światem – Dla innej kobiety potrafiłeś – dokończyła. Jej wargi nawet nie drgnęły, kiedy zaśmiał się z wspomnienia wazonu rozbitego na jego głowie. Patrząc na niego czuła tylko zawód i strach, ten sam, który odczuwała gdy wracała do domu, w którym pijany mógł jej zrobić wszystko. Takie miała obawy. Choć tak naprawdę nigdy nie podniósł na nią ręki.
    - Nie nienawidzę Cię. Po prostu już Cię nie kocham.
    Był okres, w którym nie potrafiła mu wybaczyć, dalej chyba nie wybaczyła, ale nie życzyła mu źle. Dalej utrzymywała kontakty z jego matką. Rzadko, bardzo rzadko, ale rozmawiała z nią czasem telefonicznie. To właśnie te rozmowy pomogły jej stłumić nienawiść do niego. Teraz była to tylko złość i rozgoryczenie. Bo nie tak miało się ich małżeństwo skończyć. Kiedyś był jej księciem, a teraz… ona była żabą, a on miał już własną księżniczkę.

    OdpowiedzUsuń
  40. - Nieważne – rzuciła w końcu mrukliwie, splatając ręce na piersi i objęła się nimi. Właściwie już dawno miała wrócić do domu. Być może go to nie ruszało, ale u diabła… spadła, co prawda z parteru, ale prosto w zaspę śnieżną, a stała tu na zewnątrz w samej, flanelowej koszuli. Nawet dodatkowa warstwa farby, jaką była upaćkana, nie dawała żadnego ciepła. Zmarzła na kość, a choć przez chwilę nie zwracała na to uwagi, jako, ze emocje rozgrzewały ją od zewnątrz, teraz przy pojedynczym podmuchu wiatru, przeszył ją dreszcz i uświadomiła sobie, że gardło nie piecze ją od warczenia na niego, a od zimnego powietrza w ustach.
    - Tak jak powiedziałeś. Teraz nie jesteśmy już nawet znajomymi. Życzę Ci szczęścia z tą Twoją… jak jej tam.
    Po tych słowach schyliła się po kota, który łasił jej się niedawno do nóg, a teraz siedział pod nimi, wgapiając się swoimi ślepiami w swojego pana. Na jego nieszczęście, Jolene na tyle zaaferowana rozmową i potrzebująca ciepła, zgarnęła kocura z ziemi w swoje ręce, głaszcząc go po grzbiecie, zapominając czyj właściwie ten kot był. Kiedy tak trzymała go w rękach, czując od niego przyjemnie bijące gorąco, objęła go ciaśniej, drapiąc za uchem i ruszyła w stronę wejścia do swojego mieszkania, z kotem na rękach.

    OdpowiedzUsuń

  41. Właśnie bawiła się z kocurkiem, a konkretnie droczyła się z nim, uciekając mu z miską z mlekiem, kiedy ktoś zaczął łomotać do drzwi. Drgnęła wtedy zaskoczona, o mało nie wylewając całej zawartości naczynia. Kot, bo cwany, wykorzystał ten moment nieuwagi na pochwycenie miski, chłeptając z niej łapczywie mleko. Ona sama wstała z miejsce niechętnie podchodząc do drzwi. Otwierając je, skrzyżowała wzrok z zaniepokojonym Nathanielem. Splotła ręce na piersi, opierając się o framugę obok siebie, wpatrując się w niego natarczywie. Co on sobie myślał? Czy nie powiedziała mu jakiś czas temu, ze ma się trzymać od tego miejsca z daleka.
    - Słyszałam, że kiedy się wstawi kota do mikrofalówki, jego mózg rozbryzguje się jak gotowane w mikrofali jajko. Pomyślałam, czemu nie? Wstawiłam tam płótno i voila! Może będę sławna, jak ten gościu, co to jego ostatnim obrazem było płótno obryzgane jego krwią przy samobójczym skoku z ostatniego piętra wieżowca prosto na podstawę obrazu.
    Mówiła śmiertelnie poważnym głosem, nie chcąc ulżyć jego zestresowaniu. Nic dziwnego, że mogła niemalże zobaczyć, jak spina się na jej oczach.
    - Wyluzuj. Jest w k…
    W tym momencie wydał się odgłos tłuczonego szkła. Kobieta zadrżała na ciele, odwracając się w kierunku dochodzącego dźwięku, a zaraz potem popędziła do kuchni sprawdzić co się stało, zaaferowana nie zamykając za sobą nawet drzwi.
    - Co do licha? – wparowała do pomieszczenia zauważając, że… kot właśnie potłukł całą jej okazjonalną zastawę. Prezent od matki Nathaniela na ich ślub. Jakby sama wcześniej nie stłukła połowy… teraz nie pozostało już po niej nic. Sfrustrowana zaczęła energicznie zbierać szkło z ziemi, a kiedy usłyszała za sobą stukot butów, obróciła się gwałtownie przez ramię, przez nieuwagę wbijając sobie szkło głęboko w dłoń. Syknęła, na ten moment ignorując mężczyznę, skoro już zrobiła sobie kuku.

    OdpowiedzUsuń
  42. Rozejrzała się za jakąś szmatką. O wiele łatwiej by było gdyby byli w jej pracowni. Tam czystych płóciennych ścierek było od groma (podobnie, jak tych brudnych), ale kuchnia? To nie było jedno z najczęściej odwiedzanych przez nią miejsc. Jak na złość, rozcięcie na dłoni, krwawiło mocno, tak samo mocno piekło, choć nie zagrażało jej w żaden sposób. Ale wiadomo, jak bardzo kłopotliwe są przecięcia na ręce. Z braku lepszych pomysłów, przyłożyła dłoń do koszuli, podwijając ją tak, że mogła nią owinąć wewnętrzną część dłoni. Chwilę potem jej wzrok padł na mężczyznę, zajmującego się o swoim kotem.
    - Gdybyś tak samo żarliwie troszczył się o dobro swoich dziewczyn, jak o tego kota, być może nie byłbyś w moich oczach teraz takim dupkiem.
    To co mówiła było niesprawiedliwe. Wiedziała o tym. Dbał o nią. Koniec końców to przez nią i przez tą nadmierną troskę o ich wspólne dobro zaczął pić. Ale nie potrafiła teraz patrzyć na niego i nie mówić rzeczy, które go raniły. Starała się, ale ilekroć otwierała usta, żeby coś powiedzieć, nie mogła się powstrzymać od swoich ataków na jego osobę.
    - Nie musiałbyś wtedy uganiać się za innymi babami, próbując budować sobie nową przyszłość na tych samych starych gratach. Wiesz co? Ty też się nie zmieniłeś. Myślałam, że wydoroślałeś, ale wcale. Powiedz mi. Ta Twoja panna to jakaś naiwna licealistka, która nie widzi tych Twoich wszystkich wad? A może świeżo upieczona studentka? To w sumie bez różnicy. I tak pewnie znajdziesz sobie inną, jak tylko zdarz sobie sprawę, że robi się zbyt poważnie. Nie potrzebujesz chyba dużo czasu żeby się zakochać, nie? Skoro tak szybko idzie Ci zapomnieć o kimś, za kim ponoć szalałeś.
    Oj, była rozdrażniona. Bardzo rozdrażniona. Bolała ją ręka, kot rozbił jej zastawę, będzie musiała to sama sprzątać, zniszczyła dzisiaj swój obraz i chyba będzie chora. Chora i nie będzie jej miał kto posmyrać po plecach na pokrzepienie. Dlaczego? Bo od trzech lat nie umawiała się nawet na randki, a seksu nie uprawiała od ich pierwszej poważnej kłótni, czyli jeszcze dłużej. Poczuła nagłą frustrację, że jej ostatni partner stal teraz u niej w kuchni, jak gdyby nigdy nic dusząc tego biednego kota, tak jak kiedyś dusił ją swoimi silnymi ramionami i toksycznym usposobieniem.
    - Ughh… miałeś w ogóle jakieś dziewczyny przed nią?
    Nie wiedziała o co jej chodzi. Po prostu jak na niego patrzyła, czuła się bezsilna i bezbronna, a jej jedyną obroną na to był atak. Kiedy to sobie uświadomiła (a powtarzał jej to jej terapeuta), dodała:
    - Zapomnij, że pytałam. To ja… tego, no… apteczka.
    Wyszła z kuchni ruszając do łazienki, rzucając jeszcze zza drzwi.
    - Drogę do wyjścia chyba znasz!

    [Nie przesadzajmy z tym tłuczeniem naczyń na jego głowie. Jolene aż tak gwałtowna i zła nie jest xD]

    OdpowiedzUsuń
  43. Zamilkła, bo już nie chciała się do niego odzywać. Jego obecność tutaj niszczyła jej szyki. Ułożyła już sobie życie, a kiedy go spotkała, wszystko wróciło. Skoro już zmusił ją do siedzenia na krześle, nim zdążyła opuścić kuchnię, oparła się ramieniem o stół przed sobą, chowając w nim twarz. Drugą rękę miała wyciągniętą w jego kierunku, dając mu opatrzyć dłoń. Próbowała go nie słuchać, ale było to za trudne, kiedy stał bezpośrednio obok niej. Spróbowała więc skupić się na bólu fizycznym, co było śmieszne, bo właśnie tego powinna unikać, prawda? Zadrżała, kiedy wyrwał jej szkło z ręki i syknęła pod nosem, ale nic więcej nie zrobiła, jakby okazywanie przy nim słabości miało ją upokorzyć. Oddychała miarowo, na tym się skupiając. Na wszystkim, byle nie na nim. Mimo jej starań, dochodziło do niej wszystko, co mówił. Zamiast mu odpowiedzieć, pokręciła lekko głową, przecząco. Nie zgadzała się z tym co mówił. Nie wiedziała nic lepiej. To zawsze było jego zdanie. Troszczyła się o niego, bardziej niż o siebie, dlatego było tyle kłótni. O niego. Nie myślała wtedy rozsądnie. Podniosła na niego spojrzenie, kiedy wspomniał o tym, że Sam była przy nim i pomogła mu stanąć na nogi. A ona nie? Spędziła z nim 6 lat w małżeństwie, a znali się jeszcze dłużej. Utkwiła w nim pełne nieznanej emocji spojrzenie. Potem usłyszała wzmiankę o jakimś rzekomym facecie. Rozproszyła się tylko dlatego, że kot zaczął ją łaskotać ogonem po policzku.
    - Jaki facet? – nie zdążyła zacisnąć warg, żeby się nie odezwać. Przecież nie miała żadnego faceta po nim. Co było dość smutne, skoro był jej pierwszym i ostatnim. W tym momencie uświadomiła sobie, jak bardzo jego obecność tutaj ją bolała. I jak zamierzał odkupić ślubną zastawę? Przypadkowe naczynia w sklepie to nie to samo. Ale może i lepiej? Nie było już w tym domu nic, co mogłoby jej o nim przypominać. Oprócz niego samego. Uniosła na niego znów spojrzenie, zgarniając kota ze stołu i podała mu go, widząc, że sam się do tego zbierał.
    - Biegam – rzuciła krótko, kwitując swoją postawę, zaraz potem z jej ust padło zdecydowane, suche:
    - Wyjdź.

    OdpowiedzUsuń
  44. Myślała, że ten tydzień nie będzie już gorszy od poprzedniego, ale okazywało się, że wszystko waliło się jej na raz. Bo jakże świat mógłby istnieć dalej, gdyby nie dopadło jej jakieś fatum? Kolejne…? Jakby spotkanie byłego męża to było za mało nieszczęść w jednym miesiącu. Oczywiście, że nie. Do pełnego rozrachunku, musiało jej paść auto. Wspaniale! Wyszła na tą zimnicę, opatulając się ciepłym płaszczem, otwierając maskę samochodu. Chłodny wiatr rozwiał jej włosy, przysłaniając wszystkie bebechy auta, których i tak nie rozróżniała. Potrafiła wlać płyn do spryskiwaczy do kanisterka, ale nic więcej. Na tym się jej wiedza o autach kończyła. Przeklęła się w myślach, ze zrezygnowaniem zatrzaskując klapę, na której siadła, szczękając zębami. No to masz ci los, Jolene. Musiałaś rozpierniczyć auto na najmniej obleganej drodze. Brawo – winszujemy wspaniałomyślności. Jej szczęście, albo nieszczęście, że ktoś właśnie nadjeżdżał, a ona w swoim szaleństwie, zagrodziła mu drogę. Nie licząc się z tym, że było ślisko, koła pływały po drodze jak po wodzie, a samochód być może jechał za szybko by ją zauważyć przez prószący śnieg.

    OdpowiedzUsuń
  45. Dobrze, że trafiła na mechanika. Trochę mniej dobrze, ze na swojego byłego męża. Znów, zamarła. Spodziewałaby się, że po ostatnim uodporniła się na jego towarzystwo, ale to było chyba niemożliwe.
    - Hej – burnęła po nosem i poczłapała za nim z powrotem w stronę silnika samochodu, patrząc krytycznie na to, jak się mądrzył.
    - No brawo. Mam Ci winszować geniuszu? – upewniła się, splatając ręce na piersi. Ostatnimi czasy miewała różne nastroje, ale przy nim cały czas trzymał jej się jeden z najgorszych. Maska rozgoryczenia i zajadliwości.
    - Zawieziesz mnie do miasta i nie będziesz się w ogóle odzywał przez całą drogę – zadecydowała za niego, bo choć bardzo próbowała unikać jego osoby, bardziej straszna była jej teraz zamieć i samotne tkwienie na środku pustej drogi nieopodal lasu.

    OdpowiedzUsuń
  46. Spojrzała na niego jak na totalnego kretyna. Chyba nie przeszło mu przez myśl, że mógłby ja tu zostawić zdaną na siły natury? Znaczy… może i przeszło, ale nie myślał przecież o tym poważnie, prawda? Zgromiła go spojrzeniem już i tak kierując się do jego auta i wlazła tam jeszcze zanim dostała jego zezwolenie. Chociaż fakt, że zdążył jej otworzyć drzwi świadczył chyba o tym, że jednak obudził się w nim dobry duch. A myślała, że pochłonął go koszmar minionego małżeństwa. W aucie milczała, skrobiąc przez chwilę tapicerkę krótkimi pazurkami, a zaraz potem nachuchała na szybę próbując na niej coś narysować. Nie było to arcydzieło, choć była malarką, a zwykłe, dziecinne bazgroły, jakie zwykło się bazgrać na zaparowanych szybach aut.
    - Jak to nie dojedziemy? – wyrwała się ze swojej zabawy, patrząc na niego z niezadowoleniem, zmywając z rozpędu swoje mazie. Właśnie zniszczył coś, co mogłoby kiedyś zostać uznane za współczesną sztukę.
    - Już widzę, jak Ci przykro.
    Bez zastanowienia wychyliła się w jego stronę, blokując się przez swój impet na pasach. O mało nie wypluła swojej wątroby, ale takie zmniejszenie między nimi dystansu, starczyło jej, żeby szarpnąć za kierownicę i zmienić kierunek jazdy, zmuszając go do ponownego zawrócenia na parkingu.
    - Nie, nie, nie. Żaden hotel. Nie zgadzam się. Jedziemy tą drogą. Jakby ktoś chciał ją uznać za zamkniętą, pewnie postawiliby straż drogową i odesłali wszystkich do domu. Widzisz tu jakiegoś strażnika? Ja nie.

    OdpowiedzUsuń

  47. - Jedziesz 2km/h. Co się mogło stać? – obruszyła się jego oburzeniem. Nie była szalona. Była po prostu zła, ale zostały jej jeszcze jakieś ostatki rozsądku.
    - Moglibyśmy co najwyżej przygrzmocić z prędkością żółwia w inny samochód. Stałoby Ci się coś? Jesteś mechanikiem. Poradziłbyś sobie z polerowaniem lakieru – mruknęła niezadowolona i oparła się zawiedziona o fotel, wgapiając się ze sfrustrowaniem za okno. Szargała przy tym swój pas paznokciami, widocznie nerwowo.
    - Może trzeba było? - burczała w trakcie, kiedy i on mówił – zostawić mnie tam, zamiast wypominać mi fakt, że jesteś człowiekiem. Nie musiałeś mnie brać ze sobą, oczywiście. Ale wtedy równie dobrze mogłeś mi od razu strzelić kulkę w łeb. Lepsze to niż zamarznąć na kość w trakcie zamieci. W lesie! – żachnęła się i urwała na chwilę, kiedy on się rozkręcił. Myślała tylko o sobie? Chciała tylko wrócić do domu. Przecież wcale mu to w niczym nie szkodziło, a on postawił sprawę tak, jakby dążyła do swojego jego kosztem. Chyba nigdy nie wierzył, że miała jakiekolwiek uczucia. Wpatrywała się w niego w milczeniu, bez wyrazu, choć swoimi słowami dawał jej do zrozumienia, że ma ją za zło wcielone i nic więcej. Bezduszną sukę. Fajnie dowiedzieć się prawdy po tylu latach. Nawet przepraszam nie poprawiło jej humoru. Po co przepraszał, skoro pierwszy raz mówił to co myślał? Odwróciła od niego spojrzenie, odpinając pasy i wyszła z auta, jak tylko zmniejszył prędkość jazdy, kiedy parkował do takiego tempa, w którym mogła bezpiecznie stanąć na ziemi. Zdecydowała – jednak woli zamieć od niego, choćby miała dojść do domu pieszo. W gwoli ścisłości, na hotel nie było jej nawet stać. Zarabiała rekonstrukcjami obrazów. Pojechała jeden oddać, ale klient zmienił zdanie. Drań. Na ładne oczy jeszcze nikt nikomu pokoju w hotelu nie udostępnił. Zresztą, jej oczy rzucały teraz wściekłymi kurwikami.

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie stała nawet przy nim. Oddaliła się do siedziska w hallu i klapnęła, patrząc przez okno na zawieruchę panującą na zewnątrz. Nie miała ochoty go słuchać. Sam jego głęboki ton wyprowadzał ją z równowagi, bez treści – a treść denerwowała o stokroć bardziej. Więc nie słuchała wymiany zdań z recepcjonistką. Dopiero kiedy mężczyzna odszedł od niej, podeszła mrucząc niechętnie pod nosem:
    - Mogę swój klucz?
    Jakoś nie miała chęci się odzywać, kiedy każde jej słowo odbierane było jak zdanie rodem z piekła. Tak się jednak złożyło, że akurat wykręcał numer do swojej dziewczyny, a ona nie była pierwsza do bycia świadkiem tej rozmowy, więc umknęła w bok i oparła się ze zrezygnowaniem o blat recepcjonistki, wgapiając się w nią, jak w swojego wroga, dopóki dziewczyna nie spytała w czym może pomóc.
    - A jest pani płatnym mordercą? – zdążyła spytać nim Nathaniel zakończył rozmowę i stanął obok niej.
    - Mój klucz – przypomniała się, nie wiedząc jeszcze, że był tylko jeden, ich wspólny kluczyk.

    OdpowiedzUsuń
  49. - Mózg Ci wywiało? - spytała zanim zdążyła się ugryźć w język. Nie miała być nie miła. Przez ostatnie trzy lata może nie była duszą towarzystwa, nie odzywała się za dużo, ale nie była też jędzą, taką, jaką okazywała się być przy nim. Nie potrafiła jednak z nim żartować. To co normalnie rzuciłaby lekkim tonem, teraz wyrzucała z siebie śmiertelnie poważnie.
    - Z której strony to dobra wiadomość?
    Zabrała od niego kluczyk patrząc na metalowy przedmiot z zawodem.
    - Nienawidzę Cię. Bóg mi świadkiem, że Ciebie jednak nienawidzę.
    Chociaż ostatnio zarzekała się, że to nieprawda.

    OdpowiedzUsuń
  50. Poszła pod prysznic, bo co innego miała zrobić. Siedziała tam niekulturalnie dłuuuuugi czas, bo wcale nie śpieszyło jej się do oglądania jego twarzy. Nie zdziwiłaby się, gdyby zużyła zapas ciepłej wody dla wszystkich w tym hotelu, ale co tam. To tylko jedna noc. Albo aż. Dopiero wychodząc z kabiny zdała sobie sprawę z faktu, że nie ma w co się ubrać. Narzuciła więc na siebie swoją męską, białą koszulę (lubiła się tak nosić, odkąd mieszkała sama i nie było nikogo, kto mógłby ją oceniać). Czuła wtedy przepływającą przez nią wenę do malowania. Choć w tym momencie tylko złość. Wyprała swoją bieliznę, upewniła się, że rozkręciła grzejnik na maksimum i uwiesiła ją na nim, pewna, że nic się nie spali, bo cholerstwo niewiele dawało ciepła. Wychodząc nie spojrzała na niego, siadła na krawędzi łóżka, jak najdalej od mężczyzny, kładąc pozostałe ciuchy na szafkę nocną i rzuciła tylko:
    - Nie znasz mnie już. To co Ci się wydaje, że widzisz to nie ja. A dziewczyny, którą kiedyś byłam już nie ma. Więc nie mów mi, że jestem bezduszną suką.
    Najwyraźniej nękała ją ta myśl. Bo choć nie to dokładnie powiedział, jego słowa właśnie to znaczyły. A przecież była dobrym człowiekiem, mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  51. - A dlaczego ty udajesz, że nic się nie stało? – spojrzała na niego przez ramię, mimo wszystko zdenerwowana, bo on sprawiał wrażenie człowieka całkowicie znieczulonego na wszystko, co ich łączyło, kiedy ona miała mętlik w głowie, z którym ciężko było jej się zmagać. Obiecała sobie, że jak go spotka, nic już w niej nie zmieni. Ale zmieniał wszystko. Chociażby to, jak budził w niej najczarniejsze zakamarki jej duszy.
    - Rzucasz w przeszłość razem z naszymi problemami nas i wydaje Ci się, że mnie to nie zdenerwuje. Wiesz… przez pieprzone dwa lata łaziłam przez Ciebie do psychiatry. Zastanawiałam się gdzie zrobiłam błąd, co mogłam zrobić inaczej, a ty… po prostu masz to wszystko gdzieś. Ułożyłeś sobie nowe życie. Zajebiście. Wkurwiasz mnie. Bo ja też je sobie ułożyłam, bez Ciebie. A teraz pojawiasz się ty i Twój rudy kot i smarkata dziewczyna I ZA CHOLERĘ NIE WIEM CO RADZIŁ MI NA TO TERAPEUTA. Gówno mi radził, bo o to go nie pytałam – warknęła na siebie i klapnęła na łóżko, gapiąc się w sufit.

    OdpowiedzUsuń
  52. Miała lekki sen. Z nim w jednym pokoju inaczej być nie mogło. jak więc tylko szczur zaczął się poruszać po jej ramieniu w kierunku obojczyka, otworzyła oczy, chcąc go strzepnąć. W momencie, w którym jej dłoń natnęła się na coś... futrzastego, poderwała się gwałtownie do góry z wrzaskiem, na ślepo strącając z siebie zwierzę, a zaraz potem odskakując w bok. Przy czym oczywiście zaplątała się w pościel i sturlała się razem z nią z łożka, lądując twardo na ziemi. Sama nie była już pewna gdzie była pościel, gdzie jej koszula i gdzie powinna się przykrywać, o ile powinna. Nie ogarnęła co się stało. Nie od razu. Odsunęła się najpierw od łóżka, na bezpieczną odległość, dopiero potem ściągnęła koszulę na odslonięte nogi i rzuciła pół-szeptem:
    - Zabierz to, proszę.
    Ledwie udało jej się opanować drżący z lęku i złości ton. Nawet jak na niego to było podłe co zrobił.

    OdpowiedzUsuń
  53. Może i robił jej kawały, ale nigdy nie rzucał żywych i okropnych, włochatych stworzeń na nagą skórę. Miała wrażenie, ze zaraz zwymiotuje. Chciała się znów umyć. Zniszczył jej wcześniej dzień, a teraz noc. Zdolny…
    - Nie przepraszaj, skoro nie masz tego na myśli – rzuciła stwierdzając, że nie była w stanie wyczuć w jego tonie żadnej skruchy. Opatuliła się szczelniej kołdrą nawet nie przed nim, ani nie przed zimnem, a przed kolejnym atakiem ewentualnego gryzonia.
    - Rób co chcesz. Tylko tego nie powtarzaj.
    Przesunęła mu się nawet łaskawie na łóżku, ale zamiast pójść spać, postanowiła poczuwać. Podciągnęła nogi pod brodę i oparła ją na kolanach, wpatrując się w dywan, na którym jeszcze przed chwilą leżał Nathaniel.
    - Po co miałbyś mnie dotykać – bąknęła pod nosem. Przy nim nagle znów poczuła się tą samą, niepewną siebie dziewczyną z miazgą zamiast mózgu, jaką ją zostawił po rozwodzie.

    OdpowiedzUsuń
  54. Jakby teraz ziemia się zatrzęsła, oboje pewnie wylądowaliby na ziemi po obu stronach łóżka. Tak niewiele brakowało by zsunęli się z krawędzi materaca. Ta cisza jej odpowiadała, przymknęła oczy, wsłuchując się w nią i w swój – byle nie jego, oddech. Ale przerwał to. Musiał. Nie od razu się odezwała. Najpierw po prostu wzruszyła ramionami, nie spuszczając podejrzliwego wzroku z podłogi. Nie mogła zasnąć wiedząc, że gdzieś tu czają się na nią szkodniki. Te małe i ten jeden olbrzymi szkodnik.
    - Widać oboje źle siebie ocenialiśmy – skwitowała w końcu i cofnęła się do ściany opierając o nią plecami. Poduszkę położyła sobie na udach i objęła ją rękoma przed sobą, stanowiła dla niej prowizoryczną tarczę.
    - Myślałam, że nie jesteś mnie już w stanie zawieść. To dlaczego czuję się tak bardzo przegrana, skoro dla innej kobiety potrafiłeś się zmienić, a dla mnie nie? Co robiłam nie tak, Nathanielu?
    Spojrzała na niego już nie wściekłym, a pełnym żalu, smutku i bezsilności wzrokiem.
    - Co ona Ci daje czego ja Ci nie dawałam? Bo chyba nie chodzi o miłość. Nie może Cię kochać bardziej niż ja Cię kochałam. To co…?

    OdpowiedzUsuń
  55. - Nie było Cię. W ogóle. Dzieliły mnie i ciebie tylko ściany, ale nie było już dłużej Nas. Tylko Ty i Ja. Próbowałam do Ciebie dotrzeć, ale im bardziej się starałam, tym bardziej się odsuwałeś. Zamykałeś w pokoju i piłeś. Coraz bardziej upodabniałeś się do swojego ojca. A ja nie chciałam być kolejną kobietą, której mąż będzie ją prał, albo znęcał się w inny sposób, a ona będzie go za mocno kochać, żeby go opuścić. Zostawiłam Cię, bo dawno wtedy już nie byliśmy razem. Nie potrafiliśmy nawet rozmawiać, o ile się nie kłóciliśmy. Byłam zmęczona. Nie interesowałeś się mną, w ogóle. Tylko pracą. Nie słuchałeś, że nie jest nam potrzebne aż tyle pieniędzy, ale Tobie było, bo miałeś co przepijać. Nie malowałam wtedy już wcale. Zresztą… widocznie tak miało być. Nie mieliśmy być razem.
    Jednak się położyła, plecami do niego, wpatrując się w ciemność przed sobą. Nie chciała zasypiać, ale kiedy się nie odzywała oczy same jej się zamykały, a pod powiekami od razu widziała czyhające na nią cienie gryzoni. Podciągnęła rękę pod policzek wtulając w nią twarz.
    - Teraz wróciłam do malowania i studiuję historię sztuki. Bardzo rzadko napadam na diabelskie koty i siłuję się na kierownicę z wariatami podczas zamieci. Słucham teen-rocka, śpię nago i kocham zapach farby na świeżo wypranej, wysłużonej, białej koszuli. I jestem tylko kobietą. Następnym razem zanim położysz mi włochate cholerstwo na ramieniu wiedz, że nie oglądam horrorów, bo jak coś mnie przestraszy przed snem, nie sypiam w ogóle. Nie wiedziałeś, bo kiedy byłeś obok, trzymając mnie w ramionach, wszystko wydawało się jakoś mniej straszne, a ja czułam się bezpieczna. Kiedyś…

    OdpowiedzUsuń
  56. - Jeśli zależy Ci na tej smarkatej, nie pij w ogóle - posłużyła mu darmową, bardzo oczywistą radą, ale jakże pomocną. I na co był komu psycholog jak była Jolene?
    - Po co? Masz pracę, chyba, masz dom, masz dziewczynę. Nie psuj tego. Alkohol nawet nie jest dobry. Goryczkowaty i wszystko psuje.
    Sama czasami piła (choć rzadko), ale nie tequilę. Pamiętała, że tą Nathaniel najszybciej się upijał.
    - Nie spieprz czegoś tylko dlatego, że nie potrafisz się trzymać tego co masz.

    OdpowiedzUsuń
  57. Nie odpowiedziała, sama też zajęła się imitowaniem snu. W rzeczywistości nasłuchiwała otoczenie, próbując wyłapać każdy szmer. Wcześniej rzuciła jakieś bardzo niewyraźne, burkliwe i ciche „Dobrej nocy, Nathanielu”. Rzucone chyba przez grzeczność. Teraz panowała cisza, więc musiała natężać słuch, żeby cokolwiek zanotować. W momencie, w którym mężczyzna szepnął coś pełnym grozy – w pierwszym momencie tak to zinterpretowała, szeptem, szarpnęła się do góry do pionu, zdziwiona tym nagłym odezwaniem się. Myślała, że to kolejny szczur.
    - Jezu, Fitzpatrick!
    Trzasnęła go z rozmachu poduszką. Jeśli ona się rozbudziła, on też nie miał prawa spać.
    - Śpię. I mam w sypialni jedną ścianę, w którą rzucam balonami wypełnionymi farbą, za każdym razem jak tłumi się we mnie jakaś silna emocja. Odkąd przyjechałeś, ściana jest prawie czarna…
    Zamyśliła się. Powinna ja chyba przemalować. Oparła swoją zimną dłoń na karku słuchając nagle szalejącego na zewnątrz coraz bardziej wiatru, którego wcześniej nie było tak wyraźnie słychać.
    - A ty….?
    Nie pytała o to czy spał nago. Pytała co się u niego zmieniło. Oprócz tego, że nie pił już tak dużo i znalazł sobie nową miłość. Na razie tylko tyle o nim wiedziała.

    OdpowiedzUsuń