NIE DAJMY OSLO UPAŚĆ, ZAPRASZAMY NOWYCH AUTORÓW!

niedziela, 29 grudnia 2013

Ta­jem­niczość to na­tura nie sposób by­cia, jed­ni ma­ja to we krwi a in­ni chcą so­bie to wgrać jak no­wy prog­ram do komputera..

Samara Black 
22 lata
oficjalnie studentka informatyki

Ma w sobie coś takiego, co sprawia, że ludzie ją lubią. Może to ten radosny uśmiech, który gości na jej twarzy prawie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, a na pewno już, gdy jest z innymi? A może to ten błysk w oku, o którym niektórzy mówią, że posiadają go tylko niesforne chochliki? Jest jeszcze trzecie wyjście, jest po prostu... ładna i urocza. 
Masa znajomych w około niej, a co najważniejsze ona jeszcze się w tym nie pogubiła. Doskonała pamięć do twarzy i szczegółów, nie zapomniała również o tym, co jej mówiłeś. Inteligentna, chociaż czasami udaje głupszą niż jest? Dlaczego?
Znasz ją, a przynajmniej tak myślisz. Teoretycznie wiesz, gdzie mieszka, ale nigdy tam nie byłeś. Zwala to na wieczny burdel w jej mieszkaniu. Kiedyś jakaś sąsiadka nabąknęła, że dużo ludzi wychodzi z jej domu nocami. Czasami znika na kilka dni. Czasami na jej ciele zauważysz siniaki. Kim ona właściwie jest? 
Nie zawracaj sobie tym głowy, wystarczy ci to, co już wiesz... Zresztą czy kiedyś odpowiedziała ci na podobne pytanie? 

57 komentarzy:

  1. [Hej i witam na blogu ;)
    Pomysł z mieszkaniem bardziej mi się podoba, bo mam już jeden wątek w pizzerii ;D Jacyś sąsiedzi albo ktoś podobny. Jeśli mogłabyś zacząć byłoby bardzo fajnie, jeśli nie, to ja jutro się za to zabiorę ;)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Ojeju jaka śliczna i urocza! I tajemnicza zarazem! :)
    Witamy na blogu, życzę miłej zabawy. Jeśli masz jakiś pomysł, to zapraszam do Monday :) ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Pewnie, jestem jak najbardziej za!
    I nawet nie wiesz, jak mnie uratujesz, jeśli zaczniesz ;) Także z niecierpliwością czekam na wątek :D]

    Olli H.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hmm... Wybacz, może się mylę, ale czy na pewno to dobry post? Bo ta postać Amandy jakoś mnie tak skołowała i nie wiem, czy to jakaś niespodzianka, czy jak XD]

    Olli H.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ahaaaaa, w ten sposób! No to chwileczkę, już działam :D]

      Olli H.

      Usuń
  5. Christian od zawsze uważał, że ludzie, którzy za bardzo wnikają w życie innych i tworzą na ich temat różnego rodzaju legendy, po prostu nie mają własnego życia: dlatego żyją życiem innych.
    Chris miał za to bardzo bogate życie i dlatego nie zastanawiał się nad prywatnymi sprawami swoich sąsiadów. Poza tym, nawet gdyby trudniła się w "najstarszym zawodzie świata" to co z tego? Jakoś zarabiać trzeba to raz, a dwa, że jest dorosła, ma własny rozum i samodzielnie podejmuje decyzje o swoim życiu. Co innym do tego?
    Pukanie do drzwi go nie zaskoczyło. W przeciwieństwie do Samary, on miał bardzo dobre kontakty z sąsiadami i często ktoś go odwiedzał, poprosić o pomoc albo po prostu pogadać.
    Niewyspany? O nie, nie. On tak po prostu zawsze wyglądał, przecież go nie obudziła. Nie zauważyła, że miał na sobie spodnie? Skoro je na sobie miał, to znaczyło, że co najmniej od godziny był na chodzie. Już taka uroda pana Wrighta, że z natury wyglądał, jak zaniedbany menel.
    - Cześć księżniczko - powiedział z wesołym uśmiechem, wpuszczając ją do środka swojego więcej niż skromnego mieszkania - pewnie, mam ten sam problem z piwem. Codziennie rano okazuje się, że nie ma już ani jednej butelki, a ja nigdy nie wiem kto mi je kradnie.
    Powiedziawszy to wyciągnął z lodówki mleko i podał jej cały kartonik.
    - Jeśli masz dzisiaj trochę wolnego, to możesz wypić kawę u mnie. Ponudzimy się razem - powiedział, puszczając w jej stronę oko.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć. Już chciałem do Ciebie pisać - dobrze, że najpierw zajrzałem do siebie. Szczególnie, że pomysł mi się naprawdę bardzo podoba. Jeśli masz ochotę, to zacznij, ale jeśli wolisz, żebym ja zaczął - musisz poczekać, bo zaraz wychodzę. :>]

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  7. On jakimś przesadnym entuzjastą prostoty nie był, oczywiście, że wolałby mieć większe mieszkanie, chociażby dlatego, żeby sypialnia nie łączyła się z salonem, no ale gdzieś trzeba było mieszkać. Lubił powtarzać, że kiedy już się dorobi, to kupi sobie wielką chatę i będzie miał osiem pokoi tylko dla siebie i swojego użytku. No właśnie, o ile się dorobi...
    Schował mleko z powrotem do lodówki, kiedy już nie było dziewczynie potrzebne i odsunął jej krzesło przy kuchennym stole, żeby nie stała tak bez sensu.
    - Oj proszę Cię, nie hoduj sobie kotów. Tak robią tylko stare panny i nieudacznicy - zauważył, karcąc ją spojrzeniem. - u mnie? W sumie mogę powiedzieć, że nawet się nudzę. Zajęć na uczelni nie mam, w pracy mnie nie chcą, bo nie zdążyłem wpisać się do grafiku. Szukam sobie jakiegoś kreatywnego zajęcia, ale kiepsko mi to wychodzi. - do powiedziawszy zaśmiał się trochę smutno i zalał dla siebie herbatę. Fakt, że nie miał co ze sobą zrobić trochę go przytłaczał.
    - Zrobić Ci coś do jedzenia? Omlety, jajka sadzone, naleśniki, kanapki? - spytał, spoglądając na nią pytająco. Czego, jak czego, ale jedzenia w domu Chrisa nigdy nie brakowało, to głównie to odróżniało go od większości studentów. Chłopak po prostu kochał gotować.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień dobry. Ja mam pomysł. Wprawdzie to nie jest żadna rewelacja, ale zawsze to coś. Więc... Zaczęłoby padać, a Samara schowałaby się właśnie w sklepie Thei, gdzie ta zaprosiłaby ją na herbatę i ciastka. Wiem, wiem, kiepsko, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy.]

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dziękuję za powitanie mnie od razu wąteczkiem, to lubię! :D]

    Lea w soboty była zajęta swoją grupą skautów*, więc to Elijah miał za zadanie wyprowadzić Kluska. Sam kupił jej tego psa, choć najpierw nie był co do niego przekonany. Z czasem jednak zaczął darzyć go ogromną sympatią i bardzo polubił spacery z czworonogiem.
    Założył kluskowi czerwoną obróżkę i wziął krótką, ale mocną smycz. Mimo że to był jeszcze szczeniaczek, miał w sobie o wiele więcej siły niż Elijah i Lea razem wzięci, musiał więc uważać na pieska, co by go nie zgubić.

    Z uśmiechem na ustach przemierzał tak mniej zaludnione uliczki Oslo, które z każdym krokiem oddalały go od centrum miasta. To miał być naprawdę dłuuugi spacer. Coś, a może ktoś, nagle przestraszyło stadko gołębi, szukające jedzenia na trawniku, od którego dzieliło Elijah i Kluska jakieś 15 metrów. Jak na zawołanie, wszystkie ptaki pofrunęły ku niebu, a niczego niespodziewający się Mikaelsson, zdezorientowany, wypuścił smyczkę, na której trzymał Kluska. A Klusek, jak to Klusek. Poleciał za nimi, ile sił w nogach i nie zważał na krzyki swojego drugiego właściciela.

    Mężczyzna nie miał wyboru, musiał biec w swojej wełnianej marynarce i brązowych mokasynach: wersja zimowa, ocieplana futerkiem od wewnątrz (polecam!) po oblodzonym chodniku. Parę ładnych razy, mało co, nie przeżył czołowego spotkania z twardym betonem.

    Jeszcze kilka susów i dobiegnie na miejsce. I już. Zasapany, oparł dłonie na kolanach i starał się złapać oddech. Marnie mu to szło. To już nie ta kondycja, co kiedyś, zaśmiał się w myślach, ale kiedy zauważył prawie leżącą dziewczynę na ziemi, którą napastował Klusek, szybko się zreflektował i ruszył w jej kierunku.
    - Wszystko w porządku? - zapytał świszczącym głosem, który jeszcze nie wrócił do normy po tej męczącej przebieżce - to Klusek cię tak urządził?

    [*Nie mam pojęcia, czy w Norwegi są skauci, ale mniejsza o to, to nie jest ważne :D]

    Elijah

    OdpowiedzUsuń
  10. Sklepy plastycznie nie były raczej nigdy zbytnio oblegane przez ciekawskich klientów, którzy przychodzili jedynie popatrzeć. Nie, tu przychodzili ludzie, którzy na co dzień obcowali ze sztuką, którzy się na tym znali i z którymi Thea mogła całymi godzinami rozprawiać na temat obrazów Rembrandta. Właściwie bardzo jej to odpowiadało, bo nie musiała sobie zawracać głowy jakimś laikami, a gdy tacy się pojawiali z zamiarem rozpoczęcia swojej malarskiej kariery, Thea okazywała się być nad wyraz cierpliwym człowiekiem, który naprawdę potrafi doradzić.
    Siedziała jak zwykle na zapleczu sklepu, gdzie miała urządzoną malutką pracownią. Stąd nie miała szans usłyszeć, czy ktoś przypadkiem nie wchodzi do środka, ale Lucky, jej kochany psiak, słyszał doskonale. Widząc, jak kundelek zrywa się ze swojego posłania i biegnie w stronę sklepu, pospiesznie odłożyła pędzle, zdjęła fartuch i poszła za pupilem.
    Spojrzała za okno i westchnęła cicho. Nie przepadała za zimą, choć lubiła ją malować. Zimno, śnieg i wieczny półmrok jednak zupełnie ją przybijały i sprawiały, że każdego ranka musiała walczyć sama ze sobą, aby wstać z łóżka i otworzyć sklep.
    Z rozmyślań wyrwało ją wesoło szczekanie Lukcy'ego, który obwąchiwał właśnie młodą blondykę. Spojrzała na nią uważnie. Nie znała jej. Thea raczej zapamiętywała ludzi, którzy odwiedzali jej sklepik.
    Uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny.
    - Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc? - zapytała i zerknęła w lustro, po czym pospiesznie starła zieloną farbę z policzka.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  11. No tak... zapewne gdyby to ją zastał taki deszcz, to też chowałaby się do pierwszego lepszego sklepu. Chyba, że byłby to sklep masarski. Widok zbyt dużej ilości surowego mięsa mógł wywołać u niej mdłości. Tyle zabitych zwierząt...!
    Uśmiechnęła się wyrozumiale do dziewczyny. Nie miała zamiaru jej wypędzać. Zbliżała się piąta, czyli idealna godzina na herbatę i ciastka, które piekła zeszłego wieczora. Wprawdzie były trochę przypalone, bo na pieczeniu ciastek Thea w ogóle się nie znała, ale do najgorszych nie należały.
    - Chusteczki i serwetki służą do techniki decoupage - powiedziała, uśmiechając się. - Nakleja się te wzroki z chusteczek na... na coś. Na przykład na drewniane skrzyneczki, takie jak tutaj. Pokrywa się je tak dużą ilością lakieru, że niemal się ,,wtapiają'' i są wręcz niewyczuwalne. Całkiem ładnie to wygląda, ale trzeba cierpliwości, bo po każdej warstwie lakier musi wyschnąć przed nałożeniem kolejnej.
    Złapała Lucky'ego za obrożę, aby już nie skakał na biedną dziewczynę. Wprawdzie psiak był mały i raczej niegroźny, ale takie jego wieczne skakanie i merdanie ogonem mogło być po prostu uciążliwe.
    - Może zrobię herbatę? - zaproponowała, wtykając kosmyk ciemnoblond włosów za ucho. - Mam waniliową, jaśminową i zwykłą. I kruche ciastka.
    Puściła Lucky'ego, który nagle zainteresował się bardziej gumową piłeczką niż nimi.
    - Thea Anders - przedstawiła się i podała jej rękę.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  12. Najpierw ochroniarzem parkingu był emerytowany wojskowy - wesoły pan po siedemdziesiątce, który przytargał sobie do budki telewizor i w skupieniu oglądał filmy wojenne. Bardzo lubił swoją pracę, ale kiedy córka zaproponowała mu mieszkanie w Bodo, musiał znaleźć kogoś innego na swoje miejsce. Padło na Svena, który przed tym zajmował się dystrybucją wody butelkowanej do Opera House i innych ośrodków kulturowych w Oslo. Kiedy niósł puste baniaki do samochodu, ni z tego, ni z owego zaproponowano mu lepsze zarobki. I tak jednego dnia taszczył wodę, drugiego dnia trzymał powieki na wykałaczkach w budce parkingowej.
    Im bliżej końca tygodnia, tym Sven był bardziej wykończony. W piątki zawsze było najgorzej. Przychodził do pracy zły, zmęczony i zazwyczaj spał. Włączał telewizor, który został po emerycie "dla potomnych", a potem - nie wiedząc kiedy - po prostu odpływał z głową na biurku. Rzadko działo się cokolwiek, co wymagałoby jego interwencji, dlatego mógł sobie pozwolić na krótką drzemkę.
    Od piętnastu minut Melanie kłóciła się z Johnem. Od piętnastu minut wyzywali się od najgorszych. Od piętnastu minut darli gęby - ryczeli i złościli się na zmianę. Każdy psycholog zaleciłby w tym wypadku terapię małżeńską, ale w amerykańskich serialach im więcej rozchwianych emocjonalnie bohaterów, tym lepiej. Sven zasnął, zanim Melanie spoliczkowała Johna i wybiegła z pokoju. Biedny. Tak się wciągnął w tę historię, a przegapił najlepszy moment...
    Nie dane mu było jednak spać. Ledwo przymknął powieki, do jego uszu dotarł dziwny dźwięk z zewnątrz. To chrobotanie, choć ciche, zbudziłoby umarłego - a to dlatego, że dookoła panowała prawie absolutna cisza, zanim ktoś nie uznał, że sen jest stratą czasu w obliczu tak wciągającego serialu, jakim jest "Z jak Zdrada".
    Można się - istotnie - śmiać z tego wszystkiego, ale fakt faktem, że każdy niepokojący dźwięk dobiegający z parkingu musiał być przez Svena skontrolowany. W tym wypadku wiązało się to z przerwaniem snu, podniesieniem się z kręconego krzesła i wyjściu na podwórko.
    Powietrze było chłodne, ale orzeźwiające. Vigeland wciągnął powietrze w płuca i głośno, ze świstem je wypuścił. Ku jego zaskoczeniu, to spowodowało, że chrobotanie nagle przemieniło się w inny, donośniejszy dźwięk. Jakby komuś coś spadło na beton.
    A potem nastała cisza.
    Sven wsunął ręce do kieszeni i wyszedł z budki.
    - Halo? Czy ktoś tam jest? - zapytał swoim mocnym głosem.
    Odpowiedziało mu milczenie.

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  13. Na tym przecież polega życie. Na szukaniu nowych wyzwań, do których się dąży. Niektórym pomaga to wstać każdego ranka i dodaje siły do dalszej egzystencji. Bo może będzie lepiej, może kiedyś będziemy szczęśliwi...
    - Przepraszam - powiedział z rozbawieniem, kiedy dziewczyna skarciła go za obrażanie kotów. Osobiście nie lubił zwierząt i uważał, że lubią je tylko osoby, które nigdy nie musiały się nimi dłużej opiekować. Mieszkając w Kanadzie miał sporo zwierzyńca pod swoimi skrzydłami i szlag go trafiał, jak kolejna osoba wmawiała mu, że jest szczęściarzem mając w domu tyle psów, kotów i innego tego rodzaju badziewia. Ile można?
    - Oj nie mów takich rzeczy. Jak ktoś po Ciebie przyjdzie, to zasłonię Cię własną, cherlawą piersią. Pewnie zginę na miejscu i nic Ci to nie da, ale gest będzie na miarę bohatera - zauważył radośnie. Bo niby czemu miałby twierdzić, że mówiła poważnie, zresztą, Chris niewiele rzeczy brał na poważnie.
    - A ja bym chciał, żeby mnie spopielono i wsypano do urny. Potem chciałbym być postawiony na kominku przed telewizorem. Życie grobowe idealne, ciepło i na dodatek mogę przez wieczność oglądać filmy - powiedział rozmarzonym głosem, wyjmując z lodówki składniki, potrzebne do zrobienia naleśników - ewentualnie moi potomkowie mogą mi zbudować piramidę na cmentarzu, taką niewielką, ale żeby było widać, że to piramida. Oczywiście o ile ich stan finansowy im na to pozwoli - dodał po krótkim namyśle. W końcu nie każdego było stać na wybudowanie piramidy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. "Przeklęta Amanda..." - powiedział do siebie w myślach Olli, po tym, jak po raz kolejny ta rudowłosa, szalona dziewczyna umówiła go z jakąś dziewczyną. Był niemalże pewien, że i tym razem jej "wspaniały" plan spali na panewce. Przeczuwał, że rzekoma wybranka jego serca znowu okaże się jakąś niespełnioną artystką, zapaloną wegetarianką lub największą fanką One Direction, jaką kiedykolwiek spotkał. No ale cóż, Amanda już taka była, kwestia przyzwyczajenia. Zaplanowała mu spotkanie na dzisiejszy wieczór, miał się stawić pod nieczynną fontanną na placu. Znak rozpoznawczy - stokrotki. "Serio?!" - zapytał siebie w myślach. Naprawdę czasami nie rozumiał zachowania tej dziewczyny, ale w końcu to ona wyciągnęła go z kompletnego załamania te kilka lat temu. Był jej winien ogromną przysługę, dlatego po raz kolejny dał się zaprosić na randkę.
    Spotkanie miało się zacząć o 20. Do rzeczonego placu miał 20 minut drogi, a była godzina 19, więc miał jeszcze chwilę. Zaparzył sobie herbatę, usiadł na parapecie i zabrał się za czytanie książki. Nagle spojrzał na zegarek - 19.50, książka w pół otwarta leżała na ziemi, a on sam nie ogarniał, co się dzieje. Wyglądało na to, że przysnął. "Cholera jasna!!" - krzyknął, po czym zabrał się za wychodzenie z domu.
    10 minut później gnał przez bogate osiedle, wiatr rozwiewał mu włosy a papieros nie chciał się odpalić. W końcu dotarł do placu, ale zanim podszedł do siedzącej na fontannie dziewczyny w sukience, która trzymała w ręku garść stokrotek, zatrzymał się, aby zaczerpnąć tchu.
    Po chwili ruszył dziarskim krokiem, i zatrzymał się obok trzęsącej się z zimna blondynki oraz wianuszka płatków wokół niej.
    - Cześć Samara. Jestem Olli i na dzisiejszy wieczór zostanę Twoim mężczyzną. - powiedział cichym, ale lekko zabawnym tonem, próbując wywrzeć dobre pierwsze wrażenie.

    Olli H.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ale się obśmiałam :D]

    Elijah odciągnął Kluska od biednej dziewczyny, która niczemu nie zawiniła. Spojrzał na psa, jakby miał go zamordować, ale on nic sobie z tego wcale nie robił. Siedział tak i merdał ogonem, jakby znalazł nowego przyjaciela. Dziewczyna wyglądała na bardzo sympatyczną, pytanie - co robiła na drzewie? Ale to nie był interes Mikaelssona, więc po co miał pytać. Uśmiechnął się tylko wesoło.

    Trzymając mocno psa na smyczy, sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i wyciągnął białą chusteczkę, obszytą bordową nitką. Nie miał takich jednorazowych, ale przynajmniej dobrze, że ta jest świeżo wyprana.
    - Nie martw się, nie używałem jej jeszcze. Świeża - dodałam ze śmiechem - mam tylko taką. Poza tym, żaden pan, nie jestem jeszcze taki stary.

    Dwadzieścia sześć lat to nie jest dużo, prawda? A sam Elijah nie czuł się staro, mimo że na co dzień miał do czynienia z dzieciakami, to w głębi duszy był jak one: radosny, roześmiany, wiecznie poznający świat.
    - Elijah - podał jej prawą dłoń, wcześniej przekładając do lewej smycz z Kluskiem. Nie był zrażony tym, że była cała w błocie. Odrobina takiej mazi jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

    OdpowiedzUsuń
  17. Sven leniwie przeniósł spojrzenie z miejsca, z którego wydawało mu się, że dochodzi ten dziwny dźwięk, na kobietę, która stała przy jednym z samochodów nieco dalej. Był zbyt zmęczony, aby zapytać, co robi na parkingu Opera House o godzinie wpół do dwunastej w nocy. A przecież była to rzecz bardzo istotna, szczególnie dla nocnego stróża. Nieznajoma miała więc szczęście. Albo po prostu rozpracowała system pracy Vigelanda. Lub jego brak - to było przynajmniej bliższe prawdy.
    W świetle małej żarówki, którą zapalił, wychodząc z budki parkingowej, wyglądał na o wiele wyższego i lepiej zbudowanego, niż był w rzeczywistości. Co tu dużo mówić - w tym momencie był z niego prawdziwy ochroniarz. Dlatego właśnie, kiedy ruszył w kierunku tylko pozornie bezradnej - czego się nie domyślał, bo niby skąd - dziewczyny, wyglądał na kogoś, z kim nie warto zadzierać, jeśli chociaż trochę dba się o estetykę własnej twarzy.
    Kiedy już stanął obok kobiety, pierwsze co zrobił, to odebrał od niej klucz, który trzymała w ręku. Odwrócił się do nikłego światła rzucanego przez żarówkę, podniósł narzędzie i obrócił je parę razy w dłoni. Nigdy nie interesował się samochodami. Potrafił naprawić cieknący zlew, pralkę, pomalować pokój, położyć kafelki, podłogę i ogólnie zrobić wiele innych rzeczy, co ułatwiało mu codzienne życie, ale samochody... Samochody nigdy nie były jego mocną stroną. Bał się usiąść za kółkiem, dlatego nie miał prawka. Nawet jazda na miejscu pasażera była dla niego wielkim wyzwaniem.
    - Nie - stwierdził po dłuższej chwili milczenia, odwrócił się znowu do kobiety i wręczył jej klucz. - Tego moje wynagrodzenie nie obejmuje. Ale mogę coś pani poradzić - dodał konspiracyjnym szeptem. - Niech pani nie dzwoni po mechanika. Jest wpół do dwunastej i obawiam się, że nikt już o tej godzinie pani nie pomoże.
    Tak. Sven nigdy by się nie przyznał, że nie wie, w jaki sposób zmienić przebitą oponę.

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  18. Theę natomiast wychowała para lekarzy - ojciec kardiolog i matka psychoterapeutka, którzy mieli nadzieję, że najstarsza córka pójdzie w ich ślady, a ona zupełnie popsuła im plany i została malarką, tym samym kończąc rodzinną sielankę i skazując sama siebie na wydziedziczenie, wygnanie i zapomnienie. No trudno. Nie miała przecież dwóch lewych rąk i umiała sama na siebie zarobić, a przynajmniej się starała. I nie narzekała, bo na czynsz i jedzenie miała. Ba! Starczało nawet na bilety do muzeów i teatrów.
    Uśmiechnęła się ciepło i spojrzała na przemoczoną dziewczynę, a potem pokręciła lekko głową. Niech diabli wezmą taką pogodę!
    - Chodź na zaplecze. Dam ci jakiś sweter... i pokażę taką skrzyneczkę. Trzymam w niej farby - uśmiechnęła się i zaprowadziła nową znajomą na zaplecze, gdzie właściwie mieściła się jej pracowania.
    Było to małe pomieszczenie pełne pootwieranych farb, schnących płócien i sztalug z niedokończonymi obrazami. Pod ścianą stały dwa fotele i stolik. Na podłodze pełno było plam po farbach, a w powietrzu unosił się olejny zapach.
    - Siadaj. Rozgość się i... przepraszam za bałagan. Jakoś nie miałam nigdy głowy do sprzątania - trajkotała wesoło.
    Można było odnieść wrażenie, że kręci się jedynie wokół własnej osi. Już przygotowała kubki na herbatę, wstawiła wodę, znalazła jakiś ciepły, suchy sweter, który podała dziewczynie. To zaskakujące z jaką swobodą i wdziękiem poruszała się w tym bałaganie. Zupełnie jakby doskonale wiedziała, gdzie co leży pomimo tego, że nic nie miało stałego miejsca.
    - Slodzisz...? - zapytała swobodnie.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  19. [Pewnie, ze chcę wątek...nie miej wątpliwości co do tego ;)
    Cóż założenie miałam takie, ze siostra Fritza ma 22 lata albo coś około tego, więc może ów siostrzyczka i twoja postać to przyjaciółki. Tak więc może Samara chciałaby jakoś fajnie urządzić sobie mieszkanko i nie miała by pomysłu, więc Anaise(siostra) poleciłaby dziewczynie Fritza i wpadłyby któregoś razu do niego by obgadać sprawę, On mając dobry dzień po znajomości za darmo wykonałby projekt. Co ty na to?]

    OdpowiedzUsuń
  20. [Zgłoszenie rozpatrzymy w terminie nie dłuższym od.... Żartowałam. Ludzie u których pracuje Greta mogliby zatrudnić Samarę na zastępstwo, kiedy to Greta byłaby zmuszona wziąć urlop. Spotkałyby się w ich domu, Greta przekazałaby jej na co należy zwracać uwagę itd. Co ty na to? ]

    Greta

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ta pani również milutka ^u^ Witam się ładnie i pytam, czy jest pomysł na jakieś powiązanie i wątek]

    Ove

    OdpowiedzUsuń
  22. [Cześć, kocie <3 Dawno z tobą nie pisałam, ale ciągle wspominam Anne i Blair ;)]

    Andrea

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Oj tam, mnie miało już nigdzie nie być, ale z jedną małpą gadałam wczoraj trzy godziny i takie mamy cudowne plany, że aż nie mogłam jej odmówić :p (Małpo, tylko nie popadnij w samozachwyt, jak to przeczytasz – to moja działka :D)
    Masz jakiś pomysł na wątek? :> Co sobie zaserwujemy? :D]

    Andrea

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Fakt, Lucas to facet idealny:)Też się nie mogę napatrzeć na to zdjęcie :)]


    Jordan

    OdpowiedzUsuń
  26. Słysząc jej słowa, odwrócił się zszokowany w stronę dziewczyny i spojrzał na nią jak na wariatkę.
    - Oszalałaś? - spytał z pełną powagą - jakbym dostał kiedykolwiek, jakiekolwiek, odznaczenie, medal, czy cokolwiek, to chodziłbym z tym na szyi, aż wszyscy w Oslo by mnie zobaczyli i pochwalili za życiowe osiągnięcie. I kazałbym, żeby spopielono je ze mną, żebym nawet po śmierci mógł się nim chwalić - to ostatnie dodał już ze śmiechem, wracając do pieczenia naleśników. Cóż, to co powiedział było prawdą, bo kiedy nie dostałeś w życiu żadnej nagrody, nawet na głupiej, szkolnej loterii, to potem każde wyróżnienie staje się ważne i wartościowe.
    - Nie, ale nie chcę się nudzić, a lubię dobre kino - sprostował, bo wiadomości ze świata średnio go interesowało, a Chris głównie to rozumiał przez sformułowanie "być na bieżąco". - i nie, w mojej piramidzie nie byłoby klątw, tylko wieczna impreza. Zacząłbym straszyć dopiero, kiedy ktoś przestałby regularnie polewać mój sarkofag burbonem.
    Nałożył jej porcję naleśników na talerz i polał je syropem klonowym.
    - Zejdźmy już z tego grobowego humoru, bo znowu będzie mi się śniło, że umieram - poprosił i postawił przed nią talerz wraz ze sztućcami - naleśniki po kanadyjsku dla szanownej pani.

    OdpowiedzUsuń
  27. Miał trudny charakter i nie radził sobie z przeszłością która wisiała nad nim niczym chmura gradowa nad miastem. Chciał być dla Samary najlepszy. Chciał ją kochać, kupować jej kwiaty, zabierać ją na wycieczki. Chciał by dostała wszystko to, czego nie dostała jego matka nigdy od ojca. Nie spodziewał się jednak, ze będzie to takie trudne i że gen alkoholizmu stanie niemożliwy do pokonania. Albo był do pokonania, tylko on nie chciał walczyć?
    Samara nie miała z nim łatwo. Jednego dnia nie pił i ich relacja zakrawała o raj; spędzali ze sobą całe dnie, by potem całymi nocami się kochać. I było idealnie. Jednak gdy dorwał się do alkoholu... Stawał się innym człowiekiem. Gdy ją wtedy uderzył... Dziś nie umie tego pojąć i żałuje, ale też nie chce psuć życia Samarze, jeśli już swoje i tak zepsuł.
    Alkohol zawsze sprawia, że robi się rzeczy które na codzień nie miało by się odwagi. Totalnie pijany wylądował pod jej balkonem i zaczął ją wołać. Chciał przeprosić. Szkoda, że w takich okolicznościach.
    - Proszę, zejdź do mnie na chwilę - słychać było żal w jego głosie.

    Nath

    OdpowiedzUsuń
  28. - Tak, mój. Otworzyłam go, bo ani z samego sklepu, ani z samego sprzedawania obrazów utrzymać się nie można i trzeba to było jakoś rozwiązać - zaczęła wesołą paplaninę, zalewając herbatę wrzątkiem. - Bo klientów za wielu nie mam. Znaczy... narzekać i tak nie mogę, bo tragicznie nie jest, ale zawsze przydałoby się więcej. Tak, abym mogła obrazy dla siebie zatrzymywać, a tak prawie wszystkie muszę sprzedawać.
    Postawiła przed nią na stoliku zielony kubek z herbatą i wygrzebała z szafki fantazyjnie pomalowaną, blaszaną puszkę, w której trzymała ciastka. Postawiła ją na stoliku obok i usiadła koło niej, odgarniając kilka kosmyków włosów za ucho.
    - A ty? Czym się zajmujesz? - zapytała, patrząc na nią z uśmiechem na ustach.
    Jakoś nie umiała rozgryźć tej dziewczyny. Zazwyczaj, gdy się na ludzi patrzyło, to mniej więcej wiedziała, czym może się zajmować, a z drugiej strony... była ładna, zadbana i, z tego, co się Thea w modzie orientowała, ubrania też miała jedne z tych modniejszych, więc może coś z modą związanego? Tylko, że to jakoś tak jej do końca nie pasowało...

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  29. - Nie pójdę sobie stąd dopóki nie zejdziesz i ze mną nie porozmawiasz. Proooszę Sam. - jego ton przypominał teraz tonącego człowieka który widzi swój jedyny ratunek. Nie potrafił przepraszać. Nie nadawał się do tego i wydostanie się z gardła, jednego krótkiego dźwięcznego słowa w jego przypadku graniczyło z cudem.
    Usiadł sobie na ławce i z trudem, ale odpalił papierosa. Cały niemalże trząsł się z zimna bo na dworze było conajmniej -10 stopni i śnieg, a kurtka jednak nie dawała mu zbyt dużo ciepła. Sam jednak trochę go znała i napewno wiedziała, że nie odpuści i sobie nie pójdzie chociażby miał tu przenocować całą noc w oczekiwaniu aż wyjdzie ze swojego mieszkania i z nim porozmawia. No chyba, że do tego czasu już wytrzeźwieje. Jeśli tak, to sobie pójdzie.
    Nie wiedział, czego tak naprawdę szuka w alkoholu. Zapomnienia? Jeśli tak dalej pójdzie to wyląduje na dworcu bez perspektyw na życie z butelką denaturatu w ręce. Nei chciał tego. Chciał mieć żonę, dzieci, dom z kominkiem. Chciał coś przeżyć, nie tylko marnie egzystować w oczekiwaniu na nowy dzień.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Ale Sam... - już nieco przetrzeźwiał i nie plątał mu się język. Oczy miał smutne i pozbawione wyrazu. Nie pił dla zabawy. Pił, bo gen alkoholizmu się odzywał i dlatego, że było mu smutno.
    Wziął kubek w dłonie, by trochę rozgrzać skostniałe od zimna palce. Czemu nie mógł być taki jak wszyscy? Czemu musiał szukać ucieczki w alkoholu a nie czymś innym.
    - Kocham cię i ja naprawdę się zmienię, obiecuję - oczy miał szklane jak zawsze i smutne - Daj mi jeszcze jedną szansę - spuścił wzrok na swoje dłonie i zamknął oczy. Bał się, że bez niej sobie nie poradzi, że wyląduje na dworcu i straci swoje życie. Tylko ona miała na niego jakiś wpływ i tylko dzięki niej był zwyczajnym chłopakiem zakochanym w swojej dziewczynie. Wiedział, że wyrządził jej wiele złego i powinien po tym wszystkim po prostu zostawić ją w spokoju i chciał to zrobić, ale nie potrafił żyć bez niej.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Nigdy nie pozwoliłbym, żeby ktokolwiek cię skrzywdził... Mam tylko ciebie, Sam. Tylko ciebie. - podniósł na nią wzrok a po chwili ukrył twarz w dłoniach. Tak bardzo bał się, że ją straci - Ja rozumiem, że jesteś na mnie zła bo... Poniosło mnie i przesadziłem. - wziął głęboki oddech przed wypowiedzeniem słowa, którego tak bardzo nie lubił - przepraszam. Nigdy więcej tak nie zrobię, przyrzekam ci. - nie wiedział co ma zrobić. Bał się żyć bez niej. Tylko ona była w stanie postawić go na nogi i pokazac mu, że naprawdę może z tym walczyć. Sam sobie nie radził. Może gdyby był silniejszy psychicznie to podniósłby się z kolan, ale ojciec w młodym wieku doszczętnie zepsuł mu wiarę w to, że może coś osiągnąć.

    OdpowiedzUsuń
  32. - Ja sobie z tym poradzę dla ciebie Samaro, obiecuję. Ale nie zostawiaj mnie samego. Ja nie potrafię być sam, bo to mnie niszczy. Kiedy patrzę w lustro widzę swojego ojca i nawet nie wiesz, jak mnie to boli bo obiecałem sobie,że nie będę taki jak on - odparł zupełnie szczerze. Przeszłość nie dawała mu spać, często miał koszmary z ojcem alkoholikiem w roli głównej, jak go bił, zabierał na wycieczki z butelką wódki w ręce do zoo, jak krzyczał po mamie. Minęło już tyle lat, ale on wciaż nie potrafił się z tym uporać. Przez start jaki zafundował mu tatuś czuł się słabszy i bardziej podatny na wiatry losu które mogły go zanieść wszędzie.
    - Skończę z tym, obiecuję - odparł spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Gdy go pocałowała automatycznie poczuł się lepiej. Chciał wiedzieć, że nie jest sam i ona mu pomoże. Matka teoretycznie też starała się go wesprzeć ale napewno nie miała na niego takiego wpływu jak Samara, dzięki której potrafił trochę się ogarnąć choć czasem bywało to naprawdę ultraciężkie.
    Wstał z ławki i choć nieco zawirowało mu w głowie to szybko złapał sie oparcia i zyskał równowagę, potem zaczął kierować się w stronę wejścia do jej kamienicy. Od razu uderzyło w niego przyjemne ciepło a jeszcze lepiej poczuł się gdy wszedł do jej mieszkania. Miał z nim tyle dobrych wspomnień, że sam jego widok wywoływał mu uśmiech na twarzy choć tym razem nie miał na niego sił.
    - Sam, a ty na prawdę po tym wszystkim dalej mnei kochasz? - zapytał patrząc na nią.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zadzwonienie po znajomego wydało się Svenowi całkiem dobrym wyjściem z tej sytuacji, a pożyczenie nieznajomej telefonu - czymś, co był w stanie dla niej zrobić. Posłał jej więc ostatnie, równie przelotne jak poprzednio spojrzenie, a potem odwrócił się i skierował w stronę budki parkingowej. Wszedł do niej i zniknął blondynce z pola widzenia.
    - Ale musi pani tu podejść, bo mam tylko stacjonarny - rozległo się z wnętrza chwilę później. Sven podszedł do drzwi i uniósł zawieszoną na sprężynowym kablu przedpotopową słuchawkę przedpotopowego telefonu. - O ile wie pani, jak tego użyć.
    To nie miało być złośliwe. Vigeland nie miał dostatecznie jasnego umysłu, aby wymyślić jakiś błyskotliwy przytyk, który mógłby skierować w stronę głupiutkiej - jakby nie patrzeć - nieznajomej. Zresztą i tak nie miałby z tego żadnych korzyści. Dawno przestało go śmieszyć bycie wrednym.
    - To co? Idzie pani? - zapytał zniecierpliwiony.
    Wtedy jego wzrok mimowolnie skierował się w stronę, skąd wcześniej dochodziło dziwne chrobotanie, a potem trzask, który zakończył wszystko. Kiedy zaczął zastanawiać się, czy oby przypadkiem mu się nie przesłyszało, zza samochodu wychyliła się... czyjaś stopa. Sven zmrużył oczy. Za nią pojawiło się kolano, potem udo, a za chwilę dalsza część człowieka. Mężczyzny. Który, nie wiedząc czemu, siedział za samochodem. Gdy tylko dostrzegł Svena, z przerażeniem w oczach cofnął się i znowu schował za autem.
    Wtedy umysł Vigelanda jakby się rozjaśnił.
    Kiedy blondynka już sięgała po słuchawkę, uniósł ją jeszcze wyżej, a potem spojrzał na nią podejrzliwie. Nic jednak nie powiedział.

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  35. [Heeej ;) Duży plus za Bazan na zdjęciu, słabość mam do niej ;D]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  36. - Pójdę do łazienki - powiedział i po chwili zniknął. Leżało tu jeszcze parę jego rzeczy; żel pod prysznic, golarki, balsam po goleniu, pianka do golenia, perfumy... Ogólnie w sumie cały zestaw, który zawsze u niej zostawiał. Wziął szybki prysznic i od razu nieco otrzeźwiał, a zimna woda jakby nieco ochłodziła jego gorący temperament. No i przestał śmierdzieć piwskiem czy innym napojem alkoholowym.
    Gdy wyszedł załozył na siebie tylko bokserki i stare dresy które u niej zostawił, a z racji, że wciąż było mu zimno owinął się jej różowym, satynowym szlafroku. Wyglądał przeuroczo no i pomimo ciągłego "helikoptera" w głowie nie zachowywał się jak pijany.
    Usiadł na kanapie i włączył telewizor. W sumie zawsze traktował to miejsce jak swój drugi dom, ona jego mieszkanie pewnie traktowała podobnie. Czuł się tu swobodnie i tak jak u siebie. Chyba tu jednak wcale nie chodziło o budynek, tylko o to, że jego dom był tam gdzie była Sam, jakkolwiek romantycznie by to nie zabrzmiało miał tylko ją. Nie chciał by przez niego cierpiała i na trzeźwo, gdy miał łeb na karku nigdy nie zmuszał jej do tego by do niego wróciła. On był skazany na porażkę. Był zbyt słaby by walczyć.
    - Sam? - długo nie przychodziła.

    OdpowiedzUsuń
  37. - Nie posiedzisz ze mną nawet? - zapytał podnosząc na nią wzrok i obdarzając ją lekkim uśmiechem. Wyglądał zabawnie w tym różowym szlafroku, trzeba było mu przyznać.
    Dopiero teraz, gdy tak na nią patrzył zdał sobie sprawę jak bardzo się za nią stęsknił przez te dwa tygodnie. Brakowało mu jej melodyjnego głosu, delikatnego uśmiechu, ciepła jej ciała gdy się w niego wtulała. Nie umiał być sam w każdym tego słowa znaczeniu. W samotności się umiera.

    OdpowiedzUsuń
  38. - Twój szlafrok jest cieplejszy niż moja koszulka. - stwierdził z rozbawieniem, przyglądając jej się jak to miał w zwyczaju. Dla niego zawsze była piękna. Nieważne czy była ósma rano a ona chodziła w starej bluzce bez makijażu czy wychodziła razem z nim na imprezę umalowana i elegancko ubrana. Oczywiście, lubił jej wygląd ale kochał ją za to, jaką osobą była a nie jak wyglądała. W końcu mimo tego,że tak wiele brakowało mu do ideału to ona cały czas z nim była i znosiła wszystkie jego wahania nastrojów, częsty ostatnio braj chęci do życia no i tą nadmierną skłonność do picia alkoholu.
    - W sumie to po prostu chciałem z tobą posiedzieć, ale jeśli masz dużo pracy to okej, nie chcę ci przeszkadzać - odparł niepewnie podnosząc na nią wzrok. Oczy, zawsze gdy pił miał jeszcze większe i bardziej szkliste niż zazwyczaj.
    Powoli trzeźwiał i czuł się coraz gorzej z tym, że teraz tu siedział. Nie powinien jej zawracać głowy, miała też swoje obowiązki i to bynajmniej nie opiekę nad pijanym chłopakiem.
    - Może najlepiej będzie, jeśli pójdę - stwierdził niepewnie, wstając z kanapy.

    OdpowiedzUsuń
  39. - Nie Sam... - odparł niepewnie - to nie prawda. Wiesz, że chce się zmienić. Już nawet nie chodzi o nas, nie chcę skończyć tak jak on. Tylko, że ja sobie z tym nie radzę. - dokończył ze smutkiem i żalem w głosie. Gdy zaczynali sie spotykac obiecał jej, że nie będzie jej ranił. Tymczasem robił to i to zdecydowaniem zbyt często.
    - Chciałbym o tobie zapomnieć Sam - odparł po czym nastała chwilowa cisza - bo wiem, jak bardzo cię ranię tym wszystkim. Na pewno chciałabyś mieć normalnego chłopaka a nie rozchwianego emocjonalnie syna alkoholika. Odszedłbym tylko dla twojego dobra, ale nie potrafię żyć bez ciebie, bo cię kocham - odparł niepewnie. Nigdy nie mówił nikomu, że kogoś kocha. Nie potrafił, jakoś te słowa nie chciały mu przejść przez gardło i też nigdy wcześniej nie wyznał tego Samarze, bo po prostu nie było go na to stać. Uważał, mają naprawdę zbyt wielką wagę by wypowiadać jej codziennie. Nie był romantykiem i miał problemy z takimi rzeczami jak komplementowanie czy poważne wyznania.
    Spojrzał głęboko w jej oczy i złapał delikatnie ją za dłoń.

    OdpowiedzUsuń
  40. W sumie sam zdziwił się, że to powiedział ale nie żałował. Zasłużyła na te słowa i naprawdę ładnie się na nie wyczekała, bo w końcu byli już ze sobą kawał czasu i dużo razem przeżyli.
    - Wiem i będę to robił, bo chce tylko żebyś była ze mną szczęśliwa - odparł zupełnie szczerze. Gdy usiadła mu na kolanach i wtuliła sie w jego tors przytulił ją mocno do siebie wdychając przyjemny zapach jej włosów.
    - Boże, nawet sobie nie zdałaś sprawy, jak bardzo zawróciłaś mi w głowie - stwierdził z rozbawieniem gładząc delikatnie jej włosy. Wiedział, że jest to jakiś krok do ich wspólnej, lepszej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  41. - Jeśli chcesz, to spoko - odparł z uśmiechem, klepiąc ją lekko po udzie. W pokoju panował przyjemny nastrój, paliła sie jedynie lampka obok kanapy i cicho grał telewizor. Lubił takie wieczory. Był spokój, mógł spędzić z Samarą czas i cieszyć się z każdej minuty podczas której była z nim szczęśliwa.
    - Nie zgrywaj mi tu skromnej. - odparł z rozbawieniem. Naprawdę uważał ją za piękną. Wystarczyło, że się uśmiechnęła a zrobiłby dla niej dosłownie wszystko. Pewnie nawet by się nie zastanowil.
    - Może rozłożę kanapę. to się oboje zmieścimy - stwierdził niszcząc ten romantyczny nastrój. Niby ostatnio dużo schudł przez te ciągłe picie, ale i tak kanapa należała do wąskich. Szybko ją rozłożył i gdy Samarze widocznie nie śpieszyło się do tego, by sie położyć podniósł ją i położył wygodnie, by po chwili wylądować obok niej i przytulić ją mocno do siebie. W telewizji leciała jakaś komedia, ale niewiele z niej zarejestrował bo wciąż miał lekki "helikopter" w głowie i ciężko szło skupienie się na czymś innym niż na tym, że niewinnie trzymał dłoń na wysokości jej pośladków. Niby tak, dla wygody.

    OdpowiedzUsuń
  42. Przez ostatnie dwa tygodnie kiedy to się nie widzieli pił na pewno więcej, niż wtedy gdy ze sobą byli. Co wieczór coś tam było nie koniecznie tyle by się zalać, ale by zaspokoić jakąś tam swoją wewnętrzną potrzebę. No, a to że chudł było dość naturalnym procesem, bo w końcu wieczorem jedzenie zamieniał na alkohol, a wiadomo, że on się szybciej trawił. No i na kacu nigdy nie miał problemów z głodem,
    Po raz pierwszy od dwóch tygodni czuł się spokojny. Całe zło świata teraz nie miało nic wspólnego z tą dwójką na tej kanapie. Był szczęśliwy i mógłby tak zostać na zawsze.
    Gdy zaczęła muskać jego szyję on delikatnie głaskał jej miękkie i pachnące truskawką włosy. Sam nie wiedział, czy chce czegoś wiecej. Po alkoholu zawsze był kiepskim kochankiem.

    OdpowiedzUsuń
  43. Spał jak zabity. Po raz pierwszy od dwóch tygodni nie budził się w środku nocy przez koszmary, które regularnie go dręczyły. Zawsze przy niej wszystko było inne i lepsze. Dlatego tak bardzo bał się ją stracić. Kochał ją.
    Gdy się obudził, pomimo tego, że wczoraj całkiem dużo wypił nie miał kaca. Jego organizm chyba powoli przyzwyczajał się do alkoholu, bo rok wcześniej po takiej ilości zgonowałby gdzieś w krzakach w przerwie pomiędzy wyrzucaniem z siebie kolejnych porcji wypitego alkoholu. Tymczasem jedynie kręciło mu się trochę w głowie i to na tyle.
    Zwlókł się ciężko z łóżka i od razu skierował się w stronę łazienki. Sam zazwyczaj nie zamykała drzwi, więc przemknął w stronę umywalki by umyć zęby. W casie, gdy ona brała prysznic pozabierał jej z łazienki wszystkie ręczniki, ciuchy i w ogóle wszystko, czym mogła się okryć. Bardzo często zdarzały mu się takie głupie pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  44. [Och, no nie wiem, są w tym samym wieku, mogły kiedyś razem chodzić do jednej szkoły (nie wiem, jak długo Sam jest w Oslo), ale potem urwałby się im kontakt i jakoś by teraz na siebie wpadły. Taka podkładka dla Andrei trochę, żeby nie była jej Samara całkiem obca, bo z takimi raczej nie rozmawia, zaszywając się w mieszkaniu ;)
    Albo mogą się przelotnie widywać i znać na tyle, że Andrea wie, że Samara studiuje informatykę i że się nazywa Samara, a do tego ma jej numer. No i Andrei padnie komputer i zadzwoni do Sam, bo woli najpierw ją poprosić o pomoc niż załatwiać naprawę u jakiegoś obcego człeka xD]

    Andrea

    OdpowiedzUsuń
  45. - A to nie mogę? - zapytał z rozbawieniem gdy dziewczyna skierowała się w stronę swojego pokoju. Niestety, ale wiedział gdzie ma kluczyk do swojego pokoju i przewidział to, wcześniej go zamykając i chowając kluczyk w dobrym miejscu.
    - Kluczyk i ciuchy są tu gdzieś ukryte, ale musisz je znaleźć. No a jak nie znajdziesz... Wtedy będę musiał coś wymyślić. - stwierdził z rozbawieniem, obdarzając ją uśmiechem i bezczelnie wlepiając wzrok w jej zgrabne, nagie ciało.
    - Zimno - dodał z uśmiechem, wciąż jej się przyglądając. W końcu była jego dziewczyną, mógł, prawda? Gdyby nie była taka piękna i nie miała takich kształtów pewnie nawet by takich głupich żarcików nie robił

    OdpowiedzUsuń
  46. Był tylko facetem a widok jej nagiego ciała działał na niego w zasadzie tak jak powinien. Gdy zaczęła go całować i dotykać dłonią najwrażliwszej części jego ciała uśmiechnął się lekko i klepnął ją w tyłek.
    - Wydaje mi się, że idziesz na łatwiznę - stwierdził z lekkim uśmieszkiem przyglądając się jej ciału. Owszem, widział ją nago miliony razy ale jej sylwetka wciąż mu się podobała i lubił podziwiać jej kształty. To chyba dobrze o nim świadczyło.
    - Ja wytrzymam do czasu, aż je znajdziesz, ale gorzej z tobą - stwierdził z rozbawieniem, że niby wcale nie chciałby jej teraz rzucić na tą kanapę. Może i wczoraj nie miał na to sił, ale przecież dwa tygodnie bez seksu to było dość dużo zwłaszcza dlatego, że gdy byli razem dużo czasu spędzali w łóżku.
    Ciekaw był, kiedy dziewczyna znajdzie swoje ciuchy albo kluczyk. Schował je dość sprytnie ale nie na tyle, by ich do jutra nie znalazła. No i czekał aż weźmie sie za poszukiwania bo napewno tu i ówdzie będzie musiała się powypinać, poschylać...

    OdpowiedzUsuń
  47. Może i próbował jej nie ulec i twardo stać przy swoich racjach, ale jednak nie był w stanie. Potrafiła go sobie owinąć wokół palca i tak było zawsze, odkąd pamiętał. Wcześniej bawił się życiem i skakał z kwiatka na kwiatek tymczasem gdy ją poznał stał się zupełnie inny. Nie widział świata poza nią i przestał oglądać się za innymi kobietami. Oczywiście nie całkowicie, ale napewno nie było to porównywalne z jego zachowaniem jeszcze rok wcześniej kiedy to każdą ładniejsżą kobietę traktował jak swój cel do zdobycia.
    - Szukaj w okolicach telewizora - odparł z uśmiechem wygodnie siadając na kanapie, bo telewizor znajdował się naprzeciwko. No i ten zawadiacki uśmieszek na jego wargach... Wszystko to było doprawdy komiczne.

    OdpowiedzUsuń
  48. Przyglądał jej się z lekkim uśmiechem wymalowanym na wargach, gdy w poszukiwaniu kluczyka wiła się i wypinała. Była to poezja dla jego wzroku. Mógł na nią tak patrzeć i patrzeć... Gdy jednak tak bezpruderyjnie położyła nogę na jego udzie aż musiał się podnieść i wziąć głęboki oddech. Mimo, że siedział przed nią w dresach jego podniecenie było bardzo dobrze widoczne.
    - A jak ci powiem, że jest w moich spodniach to go poszukasz? - zapytał z cwaniackim uśmieszkiem, starając się nie patrzeć tam, gdzie jego wzrok nieustannnie i mimowolnie wędrował. Gdy chciała, potrafiła być naprawdę seksowna i doprowadzać go tym samym do szału. Dlatego też nie lubił, gdy wychodziła gdzieś zbyt ładnie ubrana; bał się wtedy, że ktoś myśli o niej w tych kategoriach co on.

    OdpowiedzUsuń
  49. Zdecydowanie nie powinna tego robić.
    - Przestań, błagam - zajęczał, a gdy ta wciąż kontynuowała subtelny masaż postanowił jednak zdradzić, gdzie znajduje się kluczyk i cichy - ciuchy sa w szafce z talerzami, a kluczyk leży w kwiatku na oknie, ale zostaw mnie już. Ja naprawdę jestem słabym zawodnikiem po tych dwóch tygodniach bez ciebie - jęknął. Dwa tygodnie bez kobiety to dość długi okres czasu, zwłaszcza jak dla niego i pewnie wystarczył jeden nieodpowiedni dotyk z jej strony i już mieli by po całej zabawie, a przecież tego napewno nie chcieli. Cóż miał poradzić, że tak na niego działała? Był młodym chłopakiem w pełni sił.
    - Teraz cały dzień będę o tobie myślał, zołzo. Przebiegła jesteś i to wyjątkowo - stwierdził niby to ze złością, ale jednak był szczerze rozbawiony no i te kurwiki w jego oczach było naprawdę dobrze widać. Gdyby nie te ruchy, które tak na niego działały pewnie nie powiedziałby jej gdzie znajduje się ten kluczyk, bo przecież też był uparty, ale tym razem nie wypowiedział się jego rozum ale raczej jedna z części ciała, która nie chciała się ośmieszyć.

    OdpowiedzUsuń
  50. - Czekałem na ciebie dwa tygodnie, nie ma tak - stwierdził z rozbawieniem. Dłoń wsunął pod jej koszulkę błądząc po jej brzuchu i udach, niewinnie ale jednak.
    - Jestem napalony, nie głodny. Przepraszam. Ty sobie jedz, jeśli chcesz. - stwierdził - twoje usta na razie nie są mi potrzebne - dodał po chwili, nie mogąc ukryć tego swojego melodyjnego śmiechu.
    - Na razie... - szepnął jej jeszcze do ucha. Po paru minutach bładzenia po jej ciele i nagich piersiach skrytych pod koszulką wreszcie wsunął dłoń w jej bieliznę, przejeżdżając palcami po najczulszym punkcie jej ciała. Jego dłoń z każdą chwilą pracowała nieco intensywniej, ale nie nachalnie. Nigdy nie robił nic na czas, wszystkie ruchy miał spokojne i wyważone chociaż i tak czuł, że dużo juz nie wytrzyma.

    OdpowiedzUsuń
  51. Jego oddech również był szybki i również niezbyt miarowy. Dłuższą chwilę bawił się z nią, dotykając jej niewinnie aż wreszcie jego palce zawędrowały w głąb jej ciała. Wykonywał nimi miarowe ruchy w przód i w tył. Widział, że doprowadza ją tym do szału i skrupulatnie z tego korzystał jednak gdy poczuł, że niewiele brakuje jej do ekstazy przerwał pieszczoty i zmienił ich pozycję; złapał ją za uda i ułożył się między nimi całując ją zachłannie.

    OdpowiedzUsuń
  52. [tak, tak, ta Ola :D hej Aniu <3]

    Fincher

    OdpowiedzUsuń
  53. - Moja mała blondyneczka - pocałował ją czule. Chyba powoli dochodziło do niego, że bez niej wszystko było gorsze. Poranna kawa była zbyt słodka lub zbyt gorzka, zasypianie zajmowało dłużej, łóżko było zbyt duże. Gdy Sam spała on często czuwał nad jej snem obserwując miarowo unoszące się płuca, jej marszczenie noska i wtulanie się w niego gdy zasypiała. Panicznie bał się, że kiedyś to wszystko się skończy, a ona odejdzie szukając szczęścia na własną rękę.
    Ściągnął jej koszulkę i zaczął delikatnie całować jej piersi wodząc spokojnie po nich językiem. Dłonie miał na jej biodrach a jedna z nóg naciskała lekko - niby to nieświadomie - na jej krocze. Chciał teraz zatrzymać czas chociaż na minutę, żeby to wszystko się nie kończyło. Wszystko wydawąło się takie łatwe, a świat przez chwilę pozbawiony był tragedii, chamstwa i problemów.

    OdpowiedzUsuń
  54. Zmęczony już tym długim oczekiwaniem wreszcie - niemal nieco brutalnie - zsunął jej bieliznę i wszedł w nią opierając dłonie po jej obu bokach. Pocałował ją krótko, ale czule i biodrami wykonywał coraz to szybsze ruchy w międzyczasie przelotnie dotykając jej warg swoimi. W jego głowie, tak jak zawsze w takich momentach kłębiło się tysiąc jeden myśli; że ją kocha, że nie chce jej stracić, że ją nonstop zawodzi, że na nią nie zasługuje... Szybko jednak zostały one zagłuszone przyjemnością, która stopniowo rozchodziła się po jego ciele. Oddychał ciężko, a jej ciche jęki nie pozwoliły mu ani na chwilę zebrać myśli.

    OdpowiedzUsuń
  55. [wybacz że dopiero teraz, ale wcześniej nie byłam wstanie naskrobać odpisu!]

    Fritz był ostatnimi dniami całkowicie w beznadziejnym stanie, miał duży projekt przy którym utknął i nie wiedział jak ruszyć dalej. Co najgorsze puste mieszkanie, otaczająca go cisza to strasznie utrudniało mu życie. Zagłuszał pustkę muzyką, ale nie wiele się zmieniało.
    Potrzebował oderwania od projektu, ale jak to zrobić nie wiedział. Nie miał gdzie isć, co robić. Siedział na stołku przy stole kreślarskim i kręcił się patrząc na mieszkanie. Otwarte, duże mieszkanie odzielajace jedynie sypialnie i łazienkę, pomagało w błądzeniu wzrokiem.
    Znów nerwowo zaczął gryźć ołówek, którego końcówka była już zmaltretowana przed niego i ten nerwowy odruch.
    Podniósł wzrok na zegarek, było grubo po południu, a on dalej tkwił w jednym miejscu.
    Postanowił nagle i błyskotliwie, że potrzeba mu zimnego prysznica i udał się w stronę łazienki porzucając pracę na moment.
    Woda faktycznie rozluźniła go i pozwoliła myśleć sensownie.
    Ubrany w luźne dresowe spodnie i koszulkę z dużym napisem, wracał do projektu gdy w połowie drogi przerwał mu ciszę dzwonek do drzwi.
    Ah, jednak coś mogło go zaskoczyć dziś. Z entuzjazmem o który się nie podejrzewał, poszedł otworzyć. Podrapał się po policzku gdy do środka wepchnęła się jego siostra z dziewczyną, której nie znał, a która wydawała się, nieszczęśliwa z pomysłu Anaise jakikolwiek on by był.
    - No to, co was tu sprowadza? - spytał jakimś sposobem odzywając się szybciej niż Ana.
    Przez następne parę minut słuchał co siostra wymyśliła.
    Zajął znów stołek przy stole kreślarskim.
    - dobra, mogę przygotować jakiś ciekawy projekt mieszkania, to nie problem – przejrzał zdjęcia na komórce Anaise. Mieszkanie nie wyglądało dobrze, przynajmniej dla architekta.
    - Dziewczyno, popełniasz zbrodnie mieszkając w takim miejscu...bez urazy – uśmiechnął się nawet ładnie.- nie mógłbym tego tak zostawić, zrobię ci projekt za darmo, chcesz? - pyta, ale i tak wie, że wykona go bo to odskocznia od pracy.

    OdpowiedzUsuń