DUSZYCZKA Z PROWINCJI
PEWNY GEST, PRZERAŻONE SPOJRZENIE
Sweet sixteen, ain't that peachy keen.
Jesteś Norweżką, choć w twoich żyłach płynie najczystsza, szwedzka krew. Jesteś dwudziestosześcioletnią scenografką, chwilami nawet charakteryzatorką w Opera House, ustawicznie ubiegającą się o posadę w prestiżowym National Theatre. Jesteś mieszkanką starego loftu w Nordstrand. Jesteś w ciągłym ruchu; wciąż coś planujesz, szykujesz, uzupełniasz, załatwiasz. Jesteś skumulowaniem innowacyjnych pomysłów, inspiracji i praktycznych wyjść. Jesteś mistrzynią w dawaniu z siebie wszystkiego. Jesteś postacią absurdalną w arcydziele losu. Jesteś pracoholiczką. Jesteś tutaj całkiem sama. Jesteś Monday.
And the lesson today is how to die.
Nie lubisz, gdy ktoś wchodzi ci w słowo. Nie lubisz załatwiać spraw na ostatnią minutę, nie odstawiasz fuszerki. Nie lubisz, jak ludzie patrzą gdy pracujesz. Nie lubisz kiedy ktoś dyktuje ci co masz robić. Nie lubisz stereotypów i bylejakości. Nie lubisz patrzeć na czyjeś cierpienie, trud. Nie lubisz szpinaku, ani fasoli. Nie lubisz ciszy. Nie lubisz deszczu, jesieni i poranków. Nie lubisz siedzieć bezczynnie w jednym miejscu. Nie lubisz nocy. Nie lubisz (czyt. nie potrafisz) gotować. Nie lubisz być sama.
And they can see no reasons, cos there are no reasons.
Chciałabyś zostać zauważona i doceniona. Chciałabyś osobiście poznać tożsamość prawdziwej miłości. Chciałabyś mieć dzieci, dużo dzieci, jak najwięcej. Chciałabyś więcej zarabiać. Chciałabyś spełnić czyjeś wielkie marzenie. Chciałabyś, żeby ktoś uśmiechnął się na twój widok. Chciałabyś sama wystąpić kiedyś na deskach teatru. Chciałabyś, żeby ktoś tańczył i śpiewał z tobą do koncertów Queen, które wciąż włączasz w swoim domu. Chciałabyś, żeby mama odebrała telefon. Chciałabyś być wyższa. Chciałabyś w końcu mieć chwilę czasu, schować świąteczne ozdoby!
----------------------------------------
cytaty to The Boomtown Rats - I don't like mondys
Wizerunek, Hanna Komasińska
Monday możecie spotkać też na innym blogu :)
chętna w wątki, pewnie, że tak!! :D


[No witam, witam :D tak sobie pomyślałam, może coś pokroju przypadkowego spotkania w kawiarni, w której pracuje mój blondasek? ;)]
OdpowiedzUsuńOlli
[Ma się taki wydawać ;] Jeśli nie masz nic przeciwko, fajnie jest zacząć wątek, w którym nasze postacie już w jakimś stopniu się znają - w szkołach, uniwersytetach łatwiej wymyślić okoliczności spotkania, niż w kategorii miasta. No bo co? Wpadną na siebie?
OdpowiedzUsuńJeśli na tę propozycję przystaniesz, mogą się spotkać na czymś w stylu przyjęcia bożonarodzeniowego w jakimś klubie, albo umówić się na takie poświąteczne spotkanie, żeby złożyć sobie życzenia itp. Przepraszam, że tak "Christmasowo", ale ja ciągle siedzę w tym temacie, mając jeszcze z tonę ciastek do zjedzenia ;)]
[Dziękuję. I pewnie - zgadzam się na takie powiązanie. Niech Sven pracuje na parkingu Opera House. Bardzo dobry pomysł. A, jeszcze coś - no nie rozumiem, jak można nie lubić szpinaku. :>]
OdpowiedzUsuńSven Vigeland
[ Już pędzę i lecę do ciebie! Co do pomysłu to zauważyłam, że twoja nie potrafi gotować, a Samara nawet to lubi, więc może są znajomymi i sam wpada do niej od czasu do czasu, żeby ogołocić jej lodówkę i przy okazji ją nakarmić, robiąc coś dobrego z tego co dziewczyna tam posiada? ]
OdpowiedzUsuń[Mieszkał, mieszkał, dopóki go nie wywalili :D To może taka sytuacja, że ten mój Elijah wybrał się tam na spacer, żeby zobaczyć co też robią na posesji, gdzie stał jego dom, w który mieszkał jak był młodszy (oczywiście, po pożarze już go nie ma) i wpadną na siebie z Monday?
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, bardzo ładne zdjęcia, a i imię ciekawe :D]
Elijah
Pierwsza myśl, jaka nawiedziła go tego dnia po przebudzeniu to "Nie obejrzałem jeszcze Grincha!". Palnął się otwartą dłonią w czoło i opadł z powrotem na poduszkę. Nie obejrzeć ulubionego, świątecznego filmu, podczas gdy święta dobiegają końca. To może człowieka naprawdę dobić.
OdpowiedzUsuńDo tego dochodził fakt, że dzisiaj też go nie obejrzy. W momencie, kiedy ubolewał nad tym życiowym niepowodzeniem był już spóźniony do pracy, a po pracy bożonarodzeniowe przyjęcie. Najwyżej, jak będzie nudno, to urwie się wcześniej i w końcu obejrzy swój ulubiony, świąteczny film
Dzień jakoś szczególnie mu się dłużył, w pizzerii nie było zbyt wielu klientów i faktycznie siedział tam, rozwiązując krzyżówki. Przypomniał sobie, jak to było, kiedy spędzał ten czas z rodziną w Kanadzie i natychmiast podziękował niebiosom za to, że nie musi się z nimi męczyć. Nie, żeby był jakoś szczególnie nierodzinny, czy aspołeczny, ale te całe święta nigdy nie przynosiły mu ani krzty radości. O wiele bardziej cieszyło go pójście na coroczne przyjęcie do klubu prowadzonego przez znajomą. No tak, przyjęcie. Chris lubił na nim wyglądać świątecznie. Może dlatego, że gdyby nie wdział na siebie czerwonej czapy mikołaja i ręcznie robionego sweterka z choinką, który sąsiadka, sędziwa Mary Lu, zrobiła mu na drutach, ktoś mógłby się zorientować, że wcale nie jest tak szczęśliwy na jakiego wygląda. No i wtapiał się w tą ogólną atmosferę radości oraz... czy to po prostu do niego pasowało?
Sam bawił się nawet nieźle, jedzenie było przyzwoite, alkoholu tyle, że można by upić całe Oslo i jeszcze trochę by zostało. Żyć, nie umierać.
Na dźwięk znajomego głosu odwrócił głowę i uśmiechnął się wesoło w stronę dziewczyny, a kiedy ta podeszła bliżej niego, podniósł ją ostrożnie i obrócił się z nią dookoła własnej osi.
- Pierwszego dnia świąt, Chris podaruje Ci... - zanucił znany motyw i podał jej piernikowego mikołaja, którego wyciągnął z... worka. Tak, przyszedł tu z workiem pierników, które sam upiekł! Co prawda ten mikołajek był ostatni i teraz mógł się pozbyć swojego dodatkowego balastu, ale chwilami było można pomyśleć, że facet naprawdę przesadza.
[...a tyłek rośnie ;p]
Ważne wydarzenie czy nie, bankiet czy nie - dla Svena każdy z siedmiu dni tygodnia był dniem pracy, niezależnie od tego, jacy ludzie - czy sławni, czy niesławni - przebywali obecnie w Opera House. Jedyną różnicą, jaką mężczyzna odczuwał w związku z wystawniejszą uroczystością, była ilość samochodów, które miał pod opieką. A poza tym, chociaż to nie on był za to odpowiedzialny, że czasami ktoś przez omyłkę wręczał mu kluczyki do swojego wypasionego auta ze słowami, które często słyszy się w amerykańskich filmach - "tylko go nie porysuj". Vigeland nie lubił takich sytuacji. Nie miał prawa jazdy.
OdpowiedzUsuńTego dnia na parkingu stało mnóstwo wypolerowanych samochodów, podczas gdy ich eleganccy właściciele gościli się w wystrojonym budynku Opera House. Ważne wydarzenie. Bankiet. Wystawna uroczystość. Jakkolwiek by się to nie nazywało, Vigeland oglądał to wszystko ze swojej budki. A właściwie nie oglądał, bo jak zwykle był na zewnątrz, kiedy wszystko rozgrywało się w środku.
Melanie spojrzała na Johna ze smutkiem. Jeszcze nie wiadomo było, co tym razem zrobił John, ale - znając ten konkretny wzrok Melanie - pewnie ją zdradził z jej najlepszą przyjaciółką albo co gorsza - przyjacielem. John zawsze wydawał się Svenowi jakiś taki inny...
John, znowu... Znowu to zrobiłeś...
Sven podniósł wzrok z telewizora na okienko, usłyszawszy przytłumione pukanie. Zamiast je otworzyć, wskazał brodą na zakamuflowane drzwiczki, zapraszając gościa do środka.
Znowu mnie... znowu... zdradziłeś mnie! TY ŚWINIO!
W tym momencie rozległo się charakterystyczne plasknięcie. John znowu został spoliczkowany. Melanie znowu zalała się łzami.
- Wiedziałem, że ją zdradził - powiedział beznamiętnie Vigeland, poklepując dyskretnie stołek, na którym czasem wyciągał nogi, kiedy już naprawdę nie wiedział, co ze sobą zrobić. Chociaż nie znał imienia swojego gościa, który zresztą często był jego gościem, zawsze go na nim sadzał. - Gdyby jej nie zdradził, to nikt by nie nazwał tego "Z jak Zdrada".
Sven Vigeland
To właśnie był cały Chris. Jedna, wielka, chodząca kupka radości i szczęścia... w niemodnym swetrze. Mógł jeszcze założyć elfie buty. Tak posiadał takie, ale stwierdził, że skoro ma być motyw świętego Mikołaja, to bez sensu tak mieszać style.
OdpowiedzUsuńCo do pierników, to co roku je piekł i to masowo, bo sąsiedzi, zwabieni słodkim zapachem, często "niespodziewanie" go odwiedzali. Nauczył się więc produkować świąteczne wypieki w hurtowych ilościach, co by dla nikogo nie zabrakło. A, że po obdarowaniu swoich sąsiadów i przyjaciół jeszcze mu zostało, to postanowił przynieść resztę na przyjęcie. Sam nie był jakimś wielkim entuzjastą słodyczy i pewnie by się zmarnowały, gdyby zachomikował wszystko dla siebie.
- Nie mów tak. Są święta, każdemu należy się prezent. Ja dostałem w tym roku sweter - powiedział, spuszczając wzrok na nowy nabytek. Stara Mary pewnie dziergała go bardzo długi czas, w sumie też powinien sprawić jej prawdziwy prezent za taki wysiłek. - no i ja zawsze świetnie wyglądam - dodał z komicznym wyrazem twarzy, bo chcąc nie chcąc, doskonale wiedział, jak nieudacznie to kłamstwo brzmiało.
Bez marudzenia pozwolił jej zdjąć swoją czapkę.
- Pasuje do Ciebie - powiedział, poprawiając czapkę na jej głowie, bo założyła ją sobie trochę krzywo. - A co do prezentu gwiazdkowego, to mnie w zupełności wystarczy bożonarodzeniowy całus - to powiedziawszy, stuknął palcem swój policzek i uśmiechnął się do dziewczyny wesoło.
Dzisiaj Olli pracował aż do zamknięcia kawiarni. W sumie lubił siedzieć w kawiarni do tak późnej pory, za każdym razem trafiał się jakiś ciekawy klient. Oczywiście tym razem nie mogło być inaczej. Już mieli zamykać lokal, gdy nagle do środka wpadła jakaś młoda dziewczyna. Zdyszana i niesamowicie zmęczona zamówiła podwójne latte, po czym zajęła miejsce przy stoliku. Wyciągnęła jakieś kartki i w pośpiechu zaczęła po nich bazgrać. W związku z tym, że Olli jako jedyny stał w tym momencie za ladą, zajął się przygotowywaniem kawy dla dziewczyny. Chwilę później wziął do ręki duży kubek z parującym napojem i osobiście zaniósł go do stolika. Postawił kubek na stoliku, jednak dziewczyna ani drgnęła. Po chwili wpatrywania się w nią stwierdził, że... śpi. Zaśmiał się cichutko, po czym kazał wszystkim obecnym jeszcze pracownikom wrócić do domu. "Ja się wszystkim zajmę, możecie już iść." - mówił do każdego. Kiedy w kawiarni został tylko on i śpiąca klientka, zamknął główne drzwi, po czym zaparzył sobie małą latte i przysiadł się obok. Popijając gorący napój, wpatrywał się z zaciekawieniem na dziewczynę. Wreszcie dziewczyna zaczęła okazywać jakiekolwiek znaki życia; podniosła głowę i podskoczyła, gdy spojrzała się na siedzącego na przeciwko niej chłopaka.
OdpowiedzUsuń- Wstajemy, Śpiąca Królewno, kawa stygnie! - odezwał się niesamowicie ciepłym głosem z uśmiechem na ustach.
Olli H.
[Ja też przyznam szczerze średnio z pomysłami :( No ale może podam dwa
OdpowiedzUsuń1. Nath jest jej trenerem osobistym.
2. Są sąsiadami i Monday często widzi go z tej gorszej strony tzn.; nie jest już w jej oczach takim poukładanym mężczyzną za jakiego większość go uważa. Często widzi go pijanego.
No i tyle ode mnie, niestety]
Nathaniel