NIE DAJMY OSLO UPAŚĆ, ZAPRASZAMY NOWYCH AUTORÓW!

sobota, 4 stycznia 2014

Dziewczyna z Alabamy


Jolene Johannah Odelle
26 lat / Alabama (Bluebell) / konserwator malarstwa / studentka



Młodzieńcze lata

Małżeństwo

Kryzys wieku średniego



Dzisiaj
Chcę być zwykłą, prostą dziewczyną z Alabamy. Taką jaką się urodziłam – nieskomplikowaną. Pragnę wyglądać, myśleć, działać i żyć jak osoba mało złożona. Pewna tego, czego od życia chcę. A chcę brać z niego więcej niż dawać od siebie. Jak typowy człowiek – żyć egoistycznie, dla siebie, chcąc znaleźć szczęście, nie wiedząc czym jest to czego szukam. Łaknę pełni straconych dni – dzieciństwa, nastoletniego szaleństwa, nieudolnego wchodzenia w dorosłość. Nie chcę być kobietą dojrzałą, poważną. Nigdy więcej. Będę sobą choć raz w życiu i zobaczę kim jest Jolene Odelle; kim jestem ja. Chciałabym odnaleźć siebie. Kroczyć pewnym krokiem z postawą człowieka o ustabilizowanej osobowości. Wiedzieć na co czekam – na nowe jutro, ale jakie? Będę łykać adrenalinę i garściami łowić wrażenia – sama, bez niczyjej pomocy. Będę nałogowym palaczem w poniedziałki, we wtorki wylewnym alkoholikiem, w co drugą środę rozpustnikiem, bo w czwartki będę samotnikiem i zimną suką, w piątki ułożoną panią konserwator ze sztucznie malowanym uśmiechem na ustach. W weekendy będę odpoczywać. I będę szukać siebie. W zaciszu własnego domu, z pędzlem w dłoni, policzkami umazanymi farbą, włosami rozmierzwionymi od rytualnego tańca. Wolna.

*do Norwegii przeniosła się w wieku dwudziestu paru lat, wraz z byłym mężem

29 komentarzy:

  1. [Dobry wieczór! :) Która zaczyna?]

    Nath

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć.
    Ciekawa historii i fajnie zrobiona karta. Tylko w epilogu piszesz, że twoja bohaterka ma dwadzieścia dziewięć lat, pod zdjęciem jest napisane, że dwadzieścia sześć.]

    OdpowiedzUsuń
  3. Po rozstaniu z żoną stał się inny człowiekiem, ale zaledwie na rok. Przez te dwanaście miesięcy na prawdę wierzył, że może się zmienić. Że wcale nie musi być alkoholikiem i, że może coś osiągnąć i kimś się stać. Jednak po 365 dniach przestał walczyć i poddał się losowi. Zapomniał o Jolene a to wszystko robił tylko dla niej, by móc do nie wrócić i odbudować to, co kiedyś pomiędzy nimi było. Ona jednak od dawna go nie kochała i pewnie nawet nie chciała go znać. Nie miał już o co się starać. Mógł pić i dotknąć dna.
    Szybko jednak w jego życiu pojawiła się kobieta, która postawiła go na nogi i pokazała, że tak naprawdę do niczego to nie prowadzi. Zakochał się i zaczął wszystko od nowa. Znalazł pracę i chciał ułożyć sobie życie ale skłonność do alkoholu znów krzyżowała mu wszystkie plany. Coraz częściej wracał do domu pijany i widział, że Samara traci nadzieję. Bo która kobieta chciała takiego faceta jak on? Może i był przystojny i niegłupi ale alkoholizm psuł wszystko. W momencie stawał się śmieciem sam dla siebie.
    Norwegia zimą była piękna. Pamiętał, gdy pierwszy raz zetknęli się z tak surową zimą; oboje przed okrągły tydzień bali się wyjść z domu w obawie przez zamarznięciem. Starał się jednak nie wspominać tych czasów, bo zawsze przyprawiały go o tęsknotę za przeszłością.
    Biały puch przykrywał wszystko tworząc niesamowity krajobraz dzięki któremu aż chciało się wyjść na spacer. Lubił spędzać czas samotnie, ale jednocześnie bał się samotności. W samotności się umiera.
    Akurat przechodził jedną z zaśnieżonych ścieżek gdy zobaczył scenę, która wzbudziła uśmiech na jego twarzy. Jego kot Filemon często szlajał się po całej okolicy by do domu wrócić dopiero w godzinach wieczornych i to tylko z jednego powodu; mianowicie po to, by coś zjeść. Jak widać lubił płatać figle.
    - Wszystko w porządku?- zapytał kobietę która właśnie wylądowała twarzą w śniegu. Jakież było jego zdziwienie gdy dostrzegł w niej swoją eks-żonę.
    - Jolene? - nawet nie zwrócił uwagi na kota łaszącego mu się do nogi.

    Nath

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaśmiał się dźwięcznie. Lubił te jej specyficzne poczucie humoru i to chyba przez nie i jej zadziorność kiedyś tak bardzo ją kochał.
    - Wydaje mi się, że on po prostu czerpie satysfakcję z irytowania wszystkich wokół. Ale najbardziej lubi ładne kobiety, ostatnio rzucił się mojej dziewczynie na nogę i rozerwał jej całe rajtuzy - stwierdził z rozbawieniem głaszcząc kota, który teraz wygodnie ulokował się na jego rękach i z zuchwałością łasił o jego rękę,
    Musiał przyznać, że Jolene prezentowała się całkiem nieźle. W głowie ciągle miał jej obraz siedzącej w kącie i przerażonej, gdy wrócili ze szpitala a lekarz poinformował ją, że straciła dziecko. Nie zapamiętał jej takiej, jaka była na codzień czyli odważnej i pewnej siebie a właśnie taką, jaką była wtedy. Bo wtedy po raz pierwszy potrzebowała jego pomocy, a on zamiast przeżywać ten koszmar razem z nią wolał utopić smutek w alkoholu. To było przykre i sam nie wspominał tego za dobrze.
    - Jesteś ubrudzona z farby - stwierdził, po czym wyciągnął z kieszeni paczkę chusteczek którą zawsze przy sobie nosił. Odruchowo sam zaczął ścierać czerwoną maź z jej twarzy, ale zdał sobie sprawę, że zwyczajnie mu nie wypada więc speszony oddał jej chusteczkę.

    Nath

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozbawiło go jej zdziwienie. Owszem, gdy się rozstawali nic nie wskazywało na to, że ułoży sobie życie ale też nie był typowym alkoholikiem, któremu nie pozostało nic z życia oprócz butelki wódki. Może i wciąż pił, ale walczył z tym, bo miał dla kogo. Tymczasem gdy był z Odelle ona nie pomagała mu w żaden sposób. Gdy wracał pijany potrafiła tylko krzyczeć i wyzywać, a więc on odpłacał się tym samym. Chyba nawet nie próbowała zrozumieć jego postępowania, a po wysłuchaniu jego opowieści o ojcu, który się nad nim znęcał nie wyciągnęła z niej żadnych wniosków. Tak naprawdę czasem czuł się dzieckiem uwięzionym w ciele dorosłego, tak jakby ktoś wykradł mu ten okres dzieciństwa w zamian dając dorosłość i odpowiedzialność za każdy czyn. Oczywiście, nie można było tym usprawiedliwiać jego picia, ale na pewno byl to ważny czynnik.
    - Tak, moja dziewczyna. Myślałaś, że po rozwodzie wyląduję pod mostem z flaszką wódki? Pewnie na to liczyłaś. Przykro mi, że cię zawiodłem. - stwierdził zupełnie poważnie. Wiedział, że nigdy nie życzyła mu dobrze. No ale miala do tego prawo, w końcu swego czasu zgotował jej piekło.
    Po tym, jak zareagowała na to gdy chciał zetrzeć jej farbę z policzka wcale się nie zdziwił.
    - Nic się nie zmieniłaś, Odelle. Nic a nic. - stwierdził. - Możesz chodzić brudna, wiesz, że mi to wszystko jedno. Ale następnym razem nie rzucaj się na mojego kota, gdy ten będzie sobie spokojnie siedział na parapecie. - stwierdził z przekąsem, a Filemon wydał z siebie porozumiewawcze miauknięcie tak jakby zgodził się z tym, co mówi jego pan.
    - Odelle, czy my naprawdę zawsze musimy odstawiać cyrk? Nie możemy porozmawiać jak dorośli ludzie? - zapytał całkiem poważnie, drapiac swojego kota za uchem.

    Nath

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiedział, że nie jest zła, ale widział też jak w pewnym etapie ich związku jej bezgraniczna miłość zamienia się w bezgraniczną nienawiść do niego. On jej nigdy do końca nie znienawidził. Jej zdjęcie z portfela wyciągnął parę miesięcy temu, gdy poznał Sam. Nie chodzi o to, że spoglądał na nie codziennie z tęsknoty; po prostu jakoś nie miał serca go wyrzucić. Nie był w stanie do końca przekreślić ich znajomości.
    Dopiero gdy od niego odeszła, podczas rozprawy sądowej w której musiał przyznać się do winy zrozumiał, że wybaczy jej wszystko i zmieni się. Przestanie pić, zapuka pewnego dnia do jej drzwi z kwiatami i zaczną od nowa. Będą mieli dziecko, duży dom z ogrodem. Ona będzie malować, a on poprowadzi swój warsztat samochodowy. I po tych dwunastu miesiącach, podczas których tak bardzo o siebie walczył zobaczył ją w parku uśmiechniętą i szczęśliwą, z jakimś mężczyzną. I wtedy zrozumiał, że on już dla niej nic nie znaczy. Że jest przeszłością; że jest tym, od czego ona się odcięła. Że potrafi być szczęsliwa, ale bez niego. Odszedł, porzucając marzenia ale tęsknił za nią. Dopiero gdy w jego życiu pojawiła się inna kobieta zapomniał i pogodził się z tym, że będą żyć osobno. Teraz wiedział, że Jolene to przeszłość również dla niego. Bo ona też nie była bez winy i z całą pewnością nie tylko przez niego rozpadł się ten związek, bo ona w pewnym etapie ich związku nie znosiła go nawet na trzeźwo. Potrafili kłócić się o kapcie przełożone w inne miejsce, już nawet o seksie nie wspominając, bo to co działo się na początku ich związku było nieporównywalne z jego końcem.
    - Wiem, że już nic dla ciebie nie znaczę. - odparł spokojnie, patrząc jej w oczy - Wiem też, ile krzywd ci wyrządziłem. W sumie to tylko z jednego powodu jest mi przykro. Nie uwierzyłaś, że się zmienię. A naprawdę zrobiłbym to dla ciebie, bo tylko przez to, co przeżyłem podczas naszego rozwodu dziś nie leżę pod mostem, mam dach nad głową i ułożone życie. - stwierdził - ale przecież to już i tak bez znaczenia. My chyba nie jesteśmy już nawet znajomymi- odparł odwracając wzrok. Nie umiał patrzeć jej w oczy po tym wszystkim. Jednak skrywał do niej urazę, że poddała się i przestała walczyć o ten związek. Zresztą, chyba oboje się poddali gdy stracili dziecko. Tak jakby miłość pomiędzy nimi umarła wraz z maleństwem, które nosiła w sobie pięć miesięcy.
    - Nigdy nie uważałem cię za psychopatkę - stwierdził - no dobra, pomijając tamten wieczór kiedy rozbiłaś mi wazon na głowie i jechałem do szpitala zakładać szwy - aż zaśmiał się na te wspomnienie, choć wtedy ani jej, ani jemu nie było do śmiechu. Musiał nakłamać, że potknął się i uderzył głową w krawężnik. Dziś już nawet nie pamiętał o co się kłócili, ale pewnie o jakąś pierdołę jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń
  8. [właśnie tak mi się wydawało, że skądś znam to nazwisko, a przecież Jolene jest na Marvelu :) zgadzam się w ciemno, ale skoro już zaproponowałaś poznanie jej od psychicznej strony, to chyba masz jakiś szerszy plan na wątek? mam na myśli: gdzie i jak się poznają (chyba, że znali się już wcześniej) itd, itp :)]

    Alex Fincher

    OdpowiedzUsuń
  9. [tak, oczywiście że masz moją zgodę :) a na Marvelu chyba nigdy nie układało się dziennikarzom itd, głównie dlatego że te postacie odgrywają małą rolę w historii całego uniwersum...]

    Fincher

    OdpowiedzUsuń
  10. Słuchał jej uważnie.
    - Ale Jolene, co ty w ogóle pieprzysz? - zapytał, widocznie nieco oburzony jej słowami. Być może uniósł się nerwami, ale po chwili jego ton wrócił do normalności - nigdy nikogo nie kochałem tak jak ciebie wtedy i nie wmawiaj mi głupot. Po prostu... wtedy wydawało mi się, że ty ode mnie nie odejdziesz. Że nawet jeśli będę robił tak dalej, to będziesz to znosić. Zrozumiałem, że tak nie jest dopiero gdy dostałem do rąk papiery rozwodowe i wtedy było już za późno. - stwierdził zgodnie z prawdą. Tępo wierzył w to, że ona kocha go na tyle, że po prostu od niego nie odejdzie. A gdy to się stało w momencie potrafiłby dla niej zrobić wszystko, bo choć na chwilę o tym zapomniał to kochał ją do szaleństwa. Przecież nie bez powodu wychodzi się za kogoś w wieku 17 lat, kiedy całe życie jest jeszcze przed nami.
    Po alkoholu zachowywał się różnie. Albo był zdenerwowany i irytowało go wszystko, albo zamykał się w pokoju i siedział spokojnie, wsłuchując się w ciszę albo chciał poczuć bliskość z Jolene i wtedy zazwyczaj dostawał po twarzy i szedł spać. Rzadko się awanturował, bo należał raczej do spokojnych ludzi, ale potrafił się nieźle zdenerwować i wtedy nie było już tak kolorowo. Mógł po alkoholu robić wszystko, ale wiedział, że nigdy ale to przenigdy by jej nie skrzywdził, bo nie da się skrzywdzić kogoś, kogo się kocha, niezależnie ile wypije się alkoholu. Wiedział, że ją rani ale to ona dominowała w tym związku i wyznaczała zasady. Pamiętał gdy wracał do ich wspólnego domu po rozprawie sądowej upokorzony i zażenowany. Nie był na nią zły, że powiedziała o nim tyle przykrych rzeczy. Nawet nie dochodziło do niego, że to koniec. Po prostu spakował się i wyszedł, a tak naprawdę wtedy kończyło się wszystko, co tak starannie budowali przez sześć (?) lat bycia razem. A dopiero potem się zaczęło... Obiad musiał nauczyć się robić sam, po pierwszym praniu wszystko zafarbowało mu na różowo a przy prasowaniu wypalił dziurę w swojej ulubionej koszuli. Wcześniej nie doceniał jej pracy.
    Gdy powiedziała, że już go nie kocha w sumie nie poczuł nic. Ani zawodu, ani radości. On chyba też już nic do niej nie czuł, bo nauczył się bez niej żyć. Ona bez niego tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Był na tyle zdziwiony jej słowami i jednocześnie zamyślony, że nawet nie zwrócił uwagi, że Jolene jakby nigdy nic zabrała sobie jego ukochanego rudego kota do domu. Nath często się zastanawiał, jak Filemon to robi, że nie topi się cały w tym śniegu; miał ultrakrótkie łapki, a jednak przemierzał te wszystkie śnieżne korytarze miasta a znał go co drugi mieszkaniec. Nathaniel, jeśli z reguły nie lubił kotów bo uważał je za przebrzydłe, wredne stworzenia to Filemona uwielbiał, bo był sprytnym i miłym kociakiem. Czasem broił, ale tylko czasem.
    Szedł w kierunku domu jakby nigdy nic i wtedy go oświeciło; kot! Zabrała mu kota! Aż sam się zdziwił, że wcześniej zupełnie nie zwrócił na to uwagi ale chyba był zbyt zamyślony. Gdy dochodził już do jej domu, było już naprawdę ciemno. A co jeśli postanowiła go zabić by pokazać, że nie ma z nią żartów i serio ma tu nie przychodzić. Aż ciarki przeszły go po plecach. Przecież wiedział, że jest do tego zdolna.
    Zamiast pukać, zaczął energicznie stukać drzwi, a gdy Jolene je otworzyła spojrzał na nią autentycznie przerażonymi oczami.
    - Gdzie zabrałaś mojego kota? - zapytał, jakby co najmniej wysłała go do Chin na zupę.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Hej, postać bardzo fajna. Jeśli masz chęć na wątek to zapraszam do Damiana ;)]

    OdpowiedzUsuń
  13. Spojrzał na nią z autentycznie przerażonym spojrzeniem. Wiedział, że było by ją na to stać. Oboje byli trochę psychiczni i to chyba dlatego zapałali do siebie kiedyś tak gorącym uczuciem. Teraz jednak jej szaleństwo już go nie podniecało, a raczej przerażało.
    Gdy usłyszał ten huk, sam już nie wiedział co się dzieje, ale wpadł do jej mieszkania pierwszy; zauważył, że rozcięła sobie rękę lecz zamiast jej pomóc złapał swojego kota na ręce i pogłaskał go z czułością.
    - Boże, Filemon. Cieszę się,że jesteś cały - stwierdził wypuszczając ciężko powietrze z płuc. W resztkach zastawy rozpoznał prezent ślubny od jego matki. W sumie, to i tak niewiele mogło się już stłuc, bo całkiem duża część rozbiła się na jego głowie lub na ścianach ich dawnego mieszkania.
    - Co, pewnie jesteś głodny? Zaraz pójdziemy do domu - odparł do kota, tak jakby rozmawianie z nim było czymś zupełnie zwyczajnym. Gdy dostrzegł pełne pogardy spojrzenie Jolene wzruszył ramionami.
    - Nie chciałaś, żebym ci pomagał - stwierdził, bo tak właśnie było a nie chciał niepotrzebnych konfliktów. Poza tym bał się nieco o Filemona, bo był dość charakterystycznym kotem i jeśli by się tu gdzieś znowu zaplątał napewno by go rozpoznała, wzięła do domu i... Aż bał się o tym myśleć. Niby teraz leżał na jego rękach cały i zdrowy, ale nigdy nie można być do końca pewnym.
    - Pierwszą połowę zastawy rozbiłaś na mojej głowie, a drugą rozbił mój kot. No proszę - stwierdził z rozbawieniem, przyglądając się bałaganowi. Jakoś nie spieszyło mu się do sprzątania tego, poza tym było już dość późno i chciał wrócić do domu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Słuchał jej uważnie z rozdziawioną buzią. Tego się po niej po prostu nie spodziewał. No bo co ją obchodziło z kim teraz był i jak ułożył sobie życie? Przecież to i tak było bez znaczenia, bo oni na tę chwile nie byli dla siebie nawet dobrymi znajomymi.
    - Chyba już majaczysz z bólu - stwierdził patrząc na nią w stylu "faktycznie oszalałaś". - usiądź - poprosił, po czym delikatnie popchnął ją na krzesło. Zauważył w rogu okna małą apteczkę więc ją wziął i postawił obok siebie na stole.
    - Może zaboleć - odparł, po czym wyciągnął szybko z jej ręki dość spory kawałek szkła. Zalał ranę wodą utlenioną i nawet podmuchał, by mniej bolało. Później zajął się resztą opatrunku i dopiero wtedy odpowiedział na jej wszystkie zarzuty.
    - Zawsze wydawało mi się, że okej, piłem ale dbałem o twoje dobro. W końcu chodziłem do pracy i nigdy nie zostawiłem cię bez środków na życie, ale.. - wzruszył ramionami - przecież ty zawsze wszystko wiesz lepiej i tak było zawsze - podsumował, spokojnie bandażując ranę.
    - Co do Sam, nie powinno cię to interesować. Może i jest naiwną licealistką, ale co ci do tego? Poznała mnie w bardzo kiepskim momencie jego życia i pomogła mi stanąć na nogi. W razie czego jej zniszczę życie, a nie tobie. I raczej się na to nie zapowiada - stwierdził spokojnie, maksymalnie skupiając się na robieniu opatrunku. Nie lubił spotkań z nią. Przypominały mu o przeszłości, która w takich momentach bolała, bo czasami żałował. Dziś nawet nie przeszło mu przez myśl, by do niej wrócić, ale patrząc na to wszystko z perspektywy czasu to zawalił. Przez rok ich małżeństwa bardzo się zmienił; na początku byłą sielanka, potem już tylko gorzej i gorzej. Tak naprawdę zaczął się rozpijać dopiero na wieść o utracie dziecka. Nigdy nie umieli z Jolene normalnie o tym porozmawiać, przeżywali swój dramat osobno; on topił swoje smutki w alkoholu, ona w jedzeniu i malowaniu. Cierpieli oboje, każde równie mocno i w odosobnieniu.
    - Jestem pewien, że to ty zapomniałaś o mnie wcześniej niż ja o tobie. Minęły już trzy lata, to naprawdę szmat czasu. Przez pierwszy rok nie potrafiłem o tobie zapomnieć. Poszedłem na odwyk, kupiłem nowe mieszkanie, odmalowałem je sam. Chciałem ci pokazać, że mogę się zmienić i wtedy zobaczyłem cię z jakimś gościem w parku no i... - podniósł na nią spojrzenie zakańczając opatrunek i wzruszył ramionami. Przy okazji zauważył, że kot wskoczył na stół i usilnie łasił jej się o twarz - zrozumiałem że nas już nie ma. Jesteś tylko ja i ty, ale nas nie ma. - odparł z lekkim uśmiechem i wstał biorąc swojego kota na ręce.
    - Przepraszam za mojego kota, jeśli ci zależy to odkupię zastawę - stwierdził spoglądając na nią spokojnie. - przy okazji, chyba trochę schudłaś - odparł, lustrując ją spojrzeniem. Był takim typem faceta, który nie zauważał takich rzeczy, ale 15(?) kg to jednak było dużo. Za czasów gdy byli razem, jej waga naprawdę mu nie przeszkadzała i nawet wolał ją nieco okrąglejszą, ale wiedział, że jedzeniem odreagowuje stres więc fakt, że przybyło jej nieco ciałka nie jest dobrym znakiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wracał z pracy w wielką śnieżycę. Jego amerykańskie auto bez zimowych opon (bo po co zakładać) wirowało na drogach niczym w Dirty Dancing i nic nie umiał na to poradzić. Jechał więc wyjątkowo wolno i ostrożnie, a od wytężania wzroku zaczęła boleć go szyja. Nie marzył o niczym innym jak o ciepłej herbacie i miękkim łóżku.
    Jadąc przez jedną z najmniej uczęszczanych dróg, ponieważ był to skrót prowadzący przez las, dostrzegł kobietę machającą w jego stronę ręką. Zastanawiał się, jakby ją tu wyminąć ale ostatecznie stwierdził, że woli się zatrzymać i jej pomóc niż wpaść w poślizg i wylądować na drzewie.
    Zaparkował na poboczu za jej autem i opatulił się kurtką. Gdy rozpoznał w kobiecie swoją byłą żonę miał ochotę wrócić do auta i bezpiecznie dojechać do domu ale nie mógł być takim chamem. W końcu byli w środku lasu, coś mogło się stać, różni ludzie się tu plątali.
    - Dobry wieczór, Jolene - odparł, zaciągając kaptur na głowę. Podszedł do maski auta i zaczął świecić w niej telefonem. I tak mało co widział.
    - Masz uszkodzoną chłodnicę. Nie wiem co zrobisz z tym fantem, bo nie naprawię ci tego tutaj, nie mam potrzebnych części. - odparł, podnosząc na nią spojrzenie. Faktycznie, sytuacja nie prezentowała się zbyt dobrze, bo choć był mechanikiem i znał się na rzeczy to nie widział tu żadnego innego rozwiązania, jak przyjechać po auto jutro tyle, że z częściami i je na spokojnie naprawić.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Nie uważasz, że jeśli już prosisz mnie o przysługę powinnaś być co najmniej miła, a nie jeszcze wyznaczać zasady? - stwierdził z przekąsem przyglądając się jej. Pokręcił głową
    - Dobra, wsiadaj - odparł, otwierając jej drzwi samochodu a sam zajął miejsce kierowcy. Odpalił silnik i jechali tak chwilę, ale ich prędkość na pewno nie przekraczała 20 km/h a w porywach 10. Pogoda była okropna, praktycznie nie widział nic na drodze w dodatku auto nie miłosiernie ściągało na bok. No i niedawno zepsuło mu się ogrzewanie i nie miał kiedy go naprawić, więc tym bardziej zamarzali.
    - Przykro mi, ale nie dojedziemy dziś do miasta - stwierdził z rezygnacją, gdy jego auto zawirowało i stanęło na środku drogi. - nie wiem jak ty, ale ja zatrzymuję się w tym hotelu - stwierdził, wskazując na budynek koło którego stanęli. Zawrócił autem i jakoś udało mu się dojechać na parking, ale z niezłym trudem.

    OdpowiedzUsuń
  17. - Jolene! - krzyknął na nią gdy jego auto o mały włos nie zahaczyło o starego malucha stojącego na parkingu. - Ty naprawdę nie jesteś normalna, przecież coś się mogło stać - nieźle ją skrzyczał, ale zwyczajnie się przestraszył bo gdy szarpnęła za kierownicę łokciem nacisnęła mu na kolano i auto ruszyło, cudem nie uderzając w inny pojazd lub krawężnik. Nie miał zamiaru go naprawiać bo i tak miał już za dużo zleceń.
    - Cholera, Jolene. Nie dość, że ci pomogłem, chociaż równie dobrze mógłbym cię tam zostawić to ty zamiast okazać mi trochę wdzięczności, jeszcze mnie wkurwiasz. Zachowujesz się jak dziecko, pójdziemy do tego hotelu, wynajmiemy sobie dwa różne pokoje na różnych piętrach i rano cię odwiozę. Myślisz, że naprawdę mam ochotę wybawiać z opresji moją byłą żonę, która traktuje mnie jak śmiecia? Najchętniej bym cię tam zostawił, ale nie zrobiłem tego, bo nie jestem taki jak ty. Nie myślę tylko o sobie. - odparł zdenerwowany całą tą sytuacją i z powrotem zaparkował na parkingu.
    - Przepraszam - odparł po chwili, bo zdał sobie sprawę, że nieco przesadził ale bywał bardzo, ale to bardzo nerwowy, zwłaszcza ostatnimi czasy gdy wcale nie pił. No i pracował nieraz po dwanaście godzin, to też miało jakieś swoje negatywne skutki.
    - Jeśli chcesz wracać w taką pogodę, to proszę, idź sobie. Mi jeszcze życie miłe - odparł, zapinając kurtkę.

    OdpowiedzUsuń
  18. - Ucisz się, Jolene. Błagam. - odparł, przewracając oczami. Coraz bardziej się dziwił, że kiedyś mógł się w niej zakochać po uszy na tyle, by ożenić się z nią w wieku siedemnastu lat. Albo postarzała się i zrobiła jeszcze bardziej zrzędliwa, albo wcześniej była taka sama, tyle, że on był zaślepiony jej urodą.
    Bez słowa zamknął auto nawet na nią nie czekając i ruszył w stronę hotelu. Nie należał on do luksusowych, raczej czuć w nim było starość i wszystko w środku pokryte było panelami ale chociaż było ciepło. W portfelu nie miał nic oprócz karty kredytowej. Był koniec miesiąca.
    - Dzień dobry - odparł z lekkim uśmiechem do ładnej, młodej recepcjonistki. - dwa pokoje jednoosobowe - czekał aż dziewczyna sprawdzi w komputerze wolne pokoje i nieco się załamał. Chyba nie tylko on zatrzymał się tu przez śnieżycę, bo był wolny jedynie jeden pokój na noc poślubną. O, ironio!
    - Na pewno nie ma dwóch? - zapytał z nadzieją, że recepcjonistka wstukała coś źle w komputerze. Załamał się psychicznie. Już wolałby spać w aucie, niż z nią w jednym pokoju...
    - A nie ma pani u siebie wolnej kanapy? - zagadnął w końcu do recepcjonistki, ale tak naprawdę chciało mu się płakać. Przecież oni się zagryzą w tym pokoju. Z rezygnacją wziął klucze do pokoju z miną bliżej nieokreśloną. On naprawdę nie chciał się z nią dłużej kłócić, ale nie dało się inaczej. Kiedy on był dla niej miły, ona była złośliwa więc stwierdził, że nie będzie się starał o jej sympatię, bo po co, jeśli jej na tym nie zależało?
    W międzyczasie wykręcił numer do Sam i wyjaśnił jej całą zaistniałą sytuację.

    OdpowiedzUsuń
  19. - Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Mamy pokój dla młodej pary. Cieszysz się, prawda? - uśmiechnął się do niej z rozbawieniem i wręczył jej kluczyk do ich pokoju. Ciekaw był jej reakcji, bo przecież nienawidziła go na tyle, ze spędzenie z nim pięciu minut przynosiło jej ból a co dopiero całej nocy w jednym pomieszczeniu... Z góry było wiadomo, że w jednym łóżku leżeć nie będą, ale jednak. Niezbyt kolorowo widział spanie na podłodze w tak obskurnym hotelu, ale cóż miał poradzić... Przecież z nią się nie położy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Spojrzał na nią i posłusznie dał jej kluczyk. Nie chciał się z nią kłócić, naprawdę. Był ugodowym człowiekiem, męczyło go to.
    Zamiast wrócić do hotelu wrócił do auta po walizkę która leżała tam od jego ostatniej wycieczki z Samarą. Często podróżowali jego rozklekotanym samochodem i doceniali każdą chwilę. No, a potem rzeczy leżały zazwyczaj tygodniami w jego samochodzie, bo zwyczajnie o nich zapominał.
    Wziął małą torbę i przerzucił ją przez ramię. Bał się tego, co zobaczy w pokoju, a gdy przeszedł przez jego próg usłyszał szum wody dochodzący z łazienki. Chociaż teraz nie musiał spędzać z nią czasu.
    Bez słowa, ale z nieszczęśliwą miną zabrał z łóżka usłanego płatkami róż poduszkę. Zastanawiał się, kto chciałby w takim miejscu spędzać swoją noc poślubną. Było tu naprawdę obleśnie.
    Grzebiąc w torbie wyciągnął z niej dwie pary czystych dresów; jedne były jego, drugie Samary. Chwilę się zastanowił bo chciał dać jej jedną parę, ale zrezygnował. Nie dość, że na pewno by ich nie chciała to by go jeszcze wyśmiała.
    Dywan, na którym miał spać śmierdział i był cały brudny, ale cały czas powtarzał sobie, że to tylko jedna noc.

    OdpowiedzUsuń
  21. - To czemu jesteś dla mnie taka, Jolene? - zapytał, leżąc na podłodze jak kłoda. Obawiał się, że tu dzisiaj nie zaśnie. W dodatku świetnie słyszał co działo się w pokoju obok no i... eh.
    - Nie wymagam, żebyś mnie lubiła. Nie jestem bez winy, wiem, że zgotowałem ci piekło w pewnym okresie ale proszę, nie kłóćmy się, okej? I tak wciąż dręczą mnie wyrzuty sumienia przez to co się działo gdy byliśmy razem. Nie pogłębiaj ich bardziej. - odparł nad wyraz spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Przepraszam. Przepraszam za to, że spotkałem cię przypadkiem przy twojej drodze. Przepraszam, że chciałem się z tobą pogodzić. Przepraszam, że napotkałem cię przy drodze i jak miłosierny Samarytanin otoczyłem opieką. Przepraszam, że cię kiedyś kochałem i nigdy nie wyrządziłem ci krzywdy, a ty robisz ze mnie terrorystę i psychopatę. Przepraszam, że się urodziłem w ogóle. - stwierdził, już szczerze zirytowany jej wszystkimi gorzkimi żalami na jego temat. Okej, nie był idealny kiedyś, ale chyba powinni się wreszcie pogodzić z tym, że to przeszłość. Minęło tyle lat, rany powoli się zabliźniały.
    Wszedł pod prysznic i czując na swoim ciele ciepłą wodę wreszcie poczuł ulgę. Był cały spięty i zdenerwowany. Czemu ona musiała pojawić się w jego życiu tymi wszystkimi zrządzeniami losu? Nie mógł sobie żyć spokojnie i szczęśliwie tak jak przez ostatnie trzy lata bez niej.
    Założył na sobie świeże dresy i bokserki i wyszedł z łazienki. Bez słowa zgasił lampkę i położył się na podłodze. Z małymi trudnościami, ale zasnął. Obudził się w środku nocy czując, że coś gryzie go w rękę... Ręka zaczęła krwawić, a na ramieniu siedział mu wielki, czarny szczur. Najpierw spojrzał na niego przerażony, a potem o dziwo bardzo spokojnie złapał go za ogon i położył Jolene na ramieniu z szerokim usmiechem na ustach. A palec mu wciaż krawawił.

    OdpowiedzUsuń
  23. Musiał przyznać, że widok który mu się przez chwilę ukazał był naprawdę... interesujący, ale spojrzał tylko przez chwilę i niezauważalnie. Gdy usłyszał jej polecenie zachichotał cicho i bez słowa złapał szczura leżącego na łóżku i wyrzucił go za okno. W sumie to zdziwił się, że tak się przestraszyła. W końcu zdarzało mu sie jej wykręcać jakieś głupie kawały.
    - Przepraszam, ale chciałem ci pokazać, z kim muszę spać na tej brudnej, śmierdzącej podłodze - odparł. Nie chciał wrócić na tą podłogę, bał się tego co tam jeszce może do nie go przyjść.
    Była cała zawinięta w pościel, niczym w kokon więc bez słowa podniósł ją i położył na łóżku. Trzeba nadmienić, że spał bez koszulki, zawsze to robił. No ale nie miał się czego wstydzić, dbał o siebie.
    - Mogę się położyć z tobą? - zapytał cicho i nieśmiało. Naprawdę nie chciał wracać na podłogę - obiecuję, że się nawet palcem nie tknę. Proszę. - odparł, naprawde błagalnym tonem.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nieśmiało położył się obok niej, leżąc na skraju łóżka. W pokoju panowała totalna cisza.
    - Przykro mi, że tak to przeżywałaś. Nie wiedziałem... - odparł cicho. Przez to co mówiła, czuł się winny jeszcze bardziej, niż na codzień, bo wcale nie było tak jak jej się wydawało. Nie zapomniał, nie wymazał tego epizodu ze swojego życia. Teraz, patrząc z perspektywy czasu widział, że zachowywał się jak jego ojciec, tyle, że jej nie bił ale niszczył ją psychicznie. Wyobrażał sobie, co mogła czuć kiedy wracał do mieszkania ledwo trzymajac się na nogach z podziurawionymi spodniami i zakrwawionymi dłońmi. Kochał ją strasznie mocno, chciał zrobić dla niej wszystko ale alkohol był silniejszy. I ona nie mogła nic na to poradzić. Musiał sam wydorośleć.
    - Wiem, że nie naprawię przyszłości, Jolene ale... Sam nie wiem co chcę. - skwitował w końcu, nie wiedząc do powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Jaka ładna karta *.* Jakoś nigdy mi takie nie wychodziły, niestety. Zawsze mi się coś rozjeżdża, coś nie wychodzi... Ale tak właściwie, to przyszłam po wątek :)]

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  26. Spojrzał na nią, przekręcając się na bok. Cieszył się, że wreszcie powiedziała coś z serca, bo przecież rzadko jej się to zdarzało.
    - To nie tak, Jollie... - odparł cicho, posługując się zdrobnieniem którego często używał, gdy byli razem. W sumie sam nie wiedział, czemu go użył. - Rozpoczęliśmy związek w bardzo kiepskim momencie mojego życia. Potrzebowałem pomocy, nie miłości. Nie mogłem pogodzić się z tym, co zrobił mój ojciec - powiedział, a przed oczami pojawił mu się obraz ojca wiszącego na sznurze w łazience. Nigdy nie robił z siebie pokrzywdzonego dziecka, ale jego psychika została przez ten widok bardzo nadszarpnięta.
    - No i wtedy poznałem ciebie i dałaś mi i jedno i drugie. Musiałem jednak jakoś odreagować wszystkie emocje, które w sobie tłumiłem przez te lata. Byłem naprawdę strasznie rozbity psychicznie i dopiero teraz, patrząc na to z perspektywy czasu mogę to dostrzec. - wziął głęboki oddech i spojrzał za okno. Zaczynało mu brakować słów, a więc zapanowała chwilowa cisza.
    - Kochałem cię, Jollie. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Wydawało mi się, że ty po prostu nie odejdziesz. Że moje picie wcale się na tobie nie odbija i, że jest ci wszystko jedno czy wrócę do domu trzeźwy, czy pijany. Nigdy nie narzekałaś. Całymi dniami pracowałaś w domu i malowałaś, a wieczorem odprowadzałaś mnie pijanego do łóżka i ani razu nie usłyszałem "mam cię dość". Bałem się myśleć o tym, że kiedyś mnie zostawisz. No i wtedy, pewnego dnia wróciłem do pustego mieszkania, nie było twoich rzeczy, był tylko ten pozew o rozwód. - przeniósł na nią spokojne, łagodne spojrzenie ciemnych oczu.
    - Zmieniłem się sam, dopiero gdy cię straciłem Jolene. Nikt mi w tym nie pomógł. Po prostu musiałem dorosnąć. - odparł leżąc niepewnie na łóżku tak jakby czekał, aż szczur znów pojawi mu się na ramieniu.

    OdpowiedzUsuń
  27. Słuchał jej uważnie, tępo wpatrując się w jej plecy.
    - Wiem, Jollie. Przestałem cię w pewnym momencie zauważać. Była tylko praca, nerwica i alkohol, nic poza tym. Zawsze byłaś obok, ale nie chciałem twojej pomocy bo nie chciałem cię martwić, a gdy dostawałem palpitacji serca albo lęków wolałem je zapić, niż z nimi walczyć. - przyznał szczerze, choć wcześniej jej się do tego nie przyznał. Przez parę lat naiwnie liczył, że jego ciężkie dzieciństwo nie odbije się w żaden sposób na jego psychice, ale się mylił. Działy się rzeczy, nad którymi zwyczajnie nie panował. Siedząc w pokoju miał wrażenie, przerażające przekonanie, że umrze. Dłonie mu się trzęsły, pocił się, dostawał palpitacji serca. Wszystko to brało się znikąd, ale on sobie z tym nie radził. Ale wystarczyło wypić parę kieliszków, by przestało.
    - Pracowałem tak długo, bo chciałem ci wynagrodzić to jaki jestem pieniędzmi. Ale chyba tak się nie da. Nie mogłem zatrzymać cię przy sobie paroma banknotami więcej. - odparł, przekręcając się na plecy. Spoglądał tępo w sufit i przymknął na chwilę oczy. Był zmęczony, ale nie chciało mu się spać. Poczuł, jak wielki kamień spadł mu z serca gdy wszystko mu powiedziała. Mogli milczeć przez cały okres ich związku, ale przecież musieli kiedyś powiedzieć, co im leży na wątrobie.
    - Minęło dużo czasu Jolene. Chyba oboje nieco dorośliśmy. Ja już nie piję tyle co kiedyś. Zrozumiałem, że to mnie prowadzi donikąd i tylko pcha w czarną dziurę bez dna i wyjścia. Kocham Samarę, ale tak naprawdę ona nigdy nie zastąpiła mi ciebie. Jest po prostu całkiem inna. Zaufałem raz w życiu i to tylko tobie. Po tym, jak to wszystko się skończyło nikomu już nie ufam. - odparł spokojnie, wbijając pusty wzrok w przestrzeń przed soą.

    OdpowiedzUsuń
  28. - Wiesz, jego smak już przestawał mi robić różnicę gdy ukończyłem 16 lat - stwierdził z rozbawieniem, ale powieki mu się same zamykały.
    - Już tego nie spieprzę. po nauczce jaką od ciebie dostałem zrozumiałem, że trzeba doceniać to co się ma. - odparł i przewrócił się spowrotem na drugi bok
    - Tymczasem dobranoc. Jestem zmęczony, za dużo wrażeń jak na jeden wieczór - stwierdził bez słowa układając się na twardym i piekielnie niewygodnym. Przez dziesięć minut leżeli w ciszy, aż wreszcie przerwał ją jego cichy szept, w sumie ledwo co dosłyszalny
    - Serio śpisz nago? - zapytał nieco rozbawiony.

    OdpowiedzUsuń
  29. - Zaakceptowałem swoje życie. Przestałem narzekać na jego jakość i chyba jestem szczęśliwy, wreszcie. No i pogodziłem się z matką, zrozumiałem że ona też jest teraz całkiem sama. Rodziny żadnej nie mamy, jedyne te jej koleżanki z osiedla. No i cały czas tęskni za ojcem. - odparł cicho, wpatrując się w nią. Starał sie nie patrzeć na nią pod kątem tego jak wygląda, ale prezentowała się po tylu latach nawet lepiej, niż wtedy gdy byli razem. Wtedy się zaniedbała, nie malowała się, chodziła w zabrudzonych dresach i w ogóle rzadko pokazywała mu się od tej kobiecej strony. Teraz, po latach naprawdę wypiękniała i dziwił się, czemu nikogo nie ma.
    - Pewnie to przez matką uważałem, że nigdy ode mnie nie odejdziesz. Ona znosiła wszystko. Nieraz ją przecież uderzył, poszarpał, nakrzyczał na nią a ona mu wszystko wybaczała, wystarczyło, że przeprosił. Pił bez przerwy, a ona robiąc mu obiad patrzyła na niego z miłością w oczach. I nie chodziło o to, że była matką Teresą z Kalkuty, ona go nigdy nie przestała kochać. - stwierdził i w tym momencie z jego telefonu dobiegł dźwięk smsa. To była Sam.

    OdpowiedzUsuń