Christian, Chris Wright
Albo Łoś, jak kto woli.Urodzony w Vancouver, w Kanadzie;
23 lata, student na wydziale fizyki. Kierunek astrofizyka.
Dorabia sobie pracując w pizzerii i odśnieżając podjazdy sąsiadów.
Stroni od sportu.
Pan z serii:
- Niczego nie mam
- Nic nie wiem
- Nic mnie nie obchodzi
Własne cztery ściany, w dosłownym tego słowa znaczeniu znaczeniu.
___________
Karta była już na innym blogu.
Na zdjęciach Luke Pasqualino.
[Cześć. Nie przepadam za wesołymi postaciami - to pewnie dlatego, że sam tworzę smutne - dlatego fajnie, że jednak rzeczywistość Chrisa jest inna niż iluzja, którą dookoła siebie tworzy. Ach, jak to głęboko zabrzmiało. :> Mam nadzieję, że miło Ci się tutaj będzie. Póki co mało osób, ale wszystko przed nami.]
OdpowiedzUsuńSven Vigeland
[Zgadzam się. Wkurza mnie to, bo na jakiś czas porzuciłem blogowanie i dopiero na dniach wróciłem. Kiedy odchodziłem, ludzi było od cholery, stron było mnóstwo, komentarzy było ful i przestałem ogarniać. A teraz jak na złość - postanowiłem wrócić i zastałem zgliszcza. Chamstwo w państwie.
OdpowiedzUsuńI dziękuję.]
Sven Vigeland
[ Ale on się kochany wydaje!! :D Jeśli masz jakiś pomysł na wątek, to dawaj! Ja i Monday jesteśmy otwarte na wszystko :) Jeśli nie, to pod wieczór powinnam mieć trochę czasu i zacząć kombinować. ]
OdpowiedzUsuńMonday
[Cześćcześć. No własnie, nie mam pojęcia jak doszło do tegoż haniebnego zdarzenia. Ale póki co chyba zostawię sobie to zdjęcie, bo ładne jest. :D
OdpowiedzUsuńTanja mieszka tu od wielu lat, więc spokojnie, nic nie stoi na przeszkodzie, by się znali. Ale błąka mi się po głowie jeden pomysł, by zrobić z nich znajomych z widzenia. Jako, że Chris ma problemy z zasypianiem, zakładam, iż często mu się zdarza nie spać. Może więc wychodzi od czasu do czasu z domu i błąka się po mieście. Tanja wprawdzie sypia dobrze, chociaż krótko. Niech więc się znają z tego, że podczas takich nocnych przechadzek całkiem często się spotykają (może dlatego, że mieszkają w jednej dzielnicy, czy coś takiego), czasem rozmawiają, choć nie jest to jakaś wyjątkowo zażyła relacja.
A na początek wątku umiejscowiłabym ich w jakimś ruchliwym miejscu, w ciągu dnia. Niech będzie chociaż ta cała pizzeria, gdzie Chris pracuje. Przyjmując zamówienie mógłby rozpoznać w niej swoją nocną towarzyszkę spacerów, czy coś takiego. ]
Tanja
Nie zwykła jadać w takich miejscach. W zasadzie stroniła od tego typu lokali. Bez żadnego konkretnego powodu, po prostu jedzenie w miejscach innych niż jej jadalnia było niezbyt przyjemne. Dzisiaj przygnały ją tu jedynie sprawy w urzędzie, które musiała załatwić. A że wszystko się poprzeciągało, postanowiła pójść na łatwiznę i zjeść jednak „na mieście”. Toteż stała w kolejce, w jakiejś dusznej pizzerii i dziękowała Bogu, że nie musiała parać się pracą w podobnym lokalu.
OdpowiedzUsuńNie chodziło o to, że gardziła takimi ludźmi. Ona po prostu nie była stworzona do takiej pracy. Dostałaby zapewne szału, gdyby wszystkim naokoło musiała usługiwać. W pewnym stopniu podziwiała tych ludzi, którzy przyodziani w fartuszki, czy inne robocze stroje, biegali po lokalu spełniając zachcianki klientów.
Męski głos wyrwał ją z zadumy, niemal w bolesny sposób. Ocknęła się jakby i zmusiła do przetrawienia usłyszanych słów. Obdarzyła stojącego naprzeciwko spojrzeniem co najmniej zdezorientowanym, unosząc wysoko brwi. Nim dopasowała znajomą twarz do otoczenia znajomego lokalu, gdzie zwykła zachodzić w nocy, minęło kilka sekund. Zmitygowała się jednak szybko i przywołała lekki uśmiech na twarz.
Wyglądał zupełnie inaczej w dziennym świetle. Wprawdzie Tanja nigdy jakoś intensywnie się w niego nie wpatrywała, ale wydawał się jej znacznie weselszy teraz, niż w czasie jego nocnych pogawędek z właścicielem lokalu. Eriksson często pojawiała się tam, przeszkadzając im, bo sama szukała sobie miejsca, gdzie będąc sama nie będzie samotną. Zwykła świadomość, że w knajpce siedziały dwie inne osoby jej wystarczyła.
- Miło pana spotkać za dnia. - powiedziała, uśmiechając nadal. Na jego następne słowa zareagowała cichym parsknięciem, choć takim w granicach dobrego smaku. Odebrała kartę, lecz nawet do niej nie zajrzała. - Poproszę małą margeritę, najlepiej na cienkim cieście. I butelkę wody niegazowanej. - rzekła, odkładając jednocześnie kartę. Zsunęła torbę z ramienia i zaczęła w niej grzebać, szukając portfela. Było to zadanie trudne, acz nie niewykonalne, bo Tanja starała się trzymać w niej porządek. Zważywszy na fakt, iż była osobą nieuporządkowaną, było to całkiem trudne zajęcie.
[ Witam serdecznie. :) Od razu przyjdę z jakimś pomysłem, a żeby to nudno nie było. Dorabia sobie w pizzeri a co by tak Samarka była stałą klientką? Może wpadać na obiadek i robić te swoje dziwne programy na kompie i od czasu do czasu mogli pogadać. Zawsze Samara może być też sąsiadką i od czasu do czasu może do niego zagadać. Jak masz coś fajniejszego to też śmiało proszę ;) nawet lubię zaczynać. ]
OdpowiedzUsuńTo była kolejna długa noc, kiedy musiała ślęczeć nad projektem do jej pracy. To była kolejna noc, po której wyszło od niej dwóch wysokich, umięśnionych mężczyzn. To była kolejna noc, która skończyła się za szybko.
OdpowiedzUsuńWiedziała, co tam sąsiadka z dołu rozpowiada na jej temat, ale taka pogłoska nawet jej pasowała. Kobieta dodała sobie dwa do dwóch i niestety wyszło jej pięć, ale sama była święcie przekonana, że to dobry wynik. Bo w końcu co mogły znaczyć te wszystkie nocne wizyty? Eleganccy mężczyźni, którzy wyglądali na trochę groźnych. W tym strasznym świecie musiało to oznaczać tylko jedno – Samara na pewno była prostytutką! Do tego była całkiem ładna, więc możliwe że była ekskluzywna. W duchu dziewczynę śmieszyły te pogłoski, ale dopóki kobieta była bardzo daleka od prawdy to wszystko było w najlepszym porządku.
Po porannym bieganiu i prysznicu obowiązkowym elementem była kawa. I miała być, jednak dziś wszystko szło po złej myśli.
-Cholerny James. – mruknęła pod nosem, gdy zauważyła, że w jej lodówce stoi już tylko pusty karton po mleku. Czy ci mężczyźni nigdy nie nauczą się go wyrzucać? Nie błagała już o to, żeby zostawiali jej coś na rano, ale sprzątnąć po sobie chyba mogli.
Nie wiele myśląc chwyciła swój kubek z kawą i zeszła piętro niżej. Jakiś sąsiad musiał mieć pożyczyć trochę mleka prawda? Starała się za bardzo nie zbliżać do sąsiadów, ale z kilkoma utrzymywała pozytywne relacje. Wybrała pierwsze drzwi, które jej się spodobały i zapukała. Tym razem szczęście miał Chris.
-Posiadasz może mleko? Zostałam z niego w nocy bezczelnie okradziona przez jakiś kosmitów. Nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale go nigdy nie ma rano!- powiedziała do zaspanego chłopaka przez sobą. Sam znana była z tego, że gadała za dużo i trochę głupoty, ale kto by się tym przejmował właściwie? Na pewno nie ona.
Ona się tym nie przejmowała, bo nie było w tym krzty prawdy. Robiła gorsze rzezy, które czasami nie dawały jej spać po nocach, ale wiedziała, że niektóre z tych czynów były po prostu konieczne. Sama się na to zgodziła 4 lata temu i miała teraz za swoje. Może, gdyby nie to wszystko to miałabym normalne życie? Za 10 lat założyłaby rodzinę, miała dom z ogródkiem? A tak? Jej dom co noc odwiedzała banda dziwnych osób.
OdpowiedzUsuńLubiła proste pomieszczenia. Akurat pod tym względem nie była typową kobietą, bo wytworne tapety i masa pierdołów nie robiły na niej wrażenia. Fakt, przyzwyczaiła się już również do prostych wnętrz. Zresztą, nikt jej nigdy nie pokazał jak powinien wyglądać normalny dom, a jak właściwie powinna zachowywać się kobieta. I tak o to powstała Samara wychowana przez ojca wojskowego, bez krzty kobiecych zainteresowań.
- A może to wina tego bloku? Mieszkają tu jakieś wredne chochliki, które tobie zabierają piwo a mi mleko. Całkiem ciekawe połączenie, ale może to jakiś ich tam przysmak? – zastanawiała się wchodząc przy okazji, do jego mieszkania.
Czy miała czas na pogaduchy? Znając życie to nie, ale nieraz się tym już nie przejmowała, więc po prostu postanowiła zostać. Bez kawy i tak nie była zdolna do jakiegoś życia.
Nalała odpowiednią ilość mleka do swojego kubka i oddała mu kartonik.
- W sumie to mogę zostać. Przynajmniej wypiję kawę w jakimś innym towarzystwie niż tego rudego kota – wzruszyła ramionami. – Co ranek skubaniec włazi na dach sąsiedniego budynku, a potem miałczy mi koło okna to go wpuszczam i daje mu trochę żarcia, żeby mnie przypadkiem nie zjadł jak umrę w samotności i zostawię mu otwarte okno. Ale odchodząc od ponurych tematów. Co u mojego ulubionego sąsiada słychać?
Rzecz miała się. Zwykle ludzie chcieli mieć więcej niż już mieli. Stawiali sobie jakieś nowe cele, dążyli do czegoś. Ona wolała nie przywiązywać się do niczego, bo później ciężko było to zostawić. Wiedziała, że na razie raczej daleko jej nie rzucą, ale kto wiedział, co będzie za rok, dwa? Na razie musiała dokończyć tę sprawę tutaj i była potrzebna. Miała kilka rzeczy, które brała ze sobą za każdym razem, jak miała misję poza miastem i tyle. Nie potrzebowała wiele.
OdpowiedzUsuń-Koty są fajne. Nie wolno tam mówić o kotach. Zresztą ja tylko ubezpieczam się na wypadek, gdyby ktoś zastrzelił mnie w moim własnym mieszkaniu. – zaśmiała się, ale akurat to było bardziej prawdopodobne niż chłopak mógł sobie myśleć, ale nie musiał o tym wiedzieć, a raczej nawet nie miał prawda się dowiedzieć. – Wolałabym wyglądać źle w trumnie. – puściła mu oczko i usiadła przy stole.
Jego mieszkanie i tak było przytulne. Jej może i było trochę większe, ale daleko mu było do takiego, w którym wydawało by się, że jest przyjemnie. Cóż najwidoczniej nie nadawała się na dobrą panią domu.
- Jedzenia nigdy nie odmawiam, ale pozwolę ci wybrać co zrobisz. – uśmiechnęła się. Wybredna specjalnie nie była, więc mógł jej dać co chciał. I tak wiedziała, że będzie pysznie.
[ Zazdroszczę ciasteczek!! ]
OdpowiedzUsuńMonday była pracoholiczką, zdecydowanie. Przesiadywała w Opera House znaczną część swojego życia, wyrabiając niezliczoną ilość nadgodzin i poświęcając się do reszty. Kochała to co robi, ale wciąż była tylko człowiekiem - a każdemu braknie czasem sił. Wyjątkowo, postanowiła wziąć sobie chociaż ten jeden dzień urlopu i w końcu zrobić coś dla siebie.
Próbowała spać do południa, jak na amerykańskich filmach, ale o 9 była już na nogach. Chciała zrobić sobie jajecznicę na bekonie, ale skorupka pokruszyła się, a wyjmowanie odłamków ze smażącego się jajka okazało się bezsensu, więc zjadła płatki na mleku. Długa, odprężająca kąpiel prawie by się udała, gdyby nie nagła wizyta sąsiadki, zaaferowanej hałasami dobiegającymi z dachu. W końcu zrezygnowała z zabawy "spójrz Monday, prawie jak w filmie!" położyła się na kanapie i wpatrywała w sufit - jedynym pozytywnym oddźwiękiem, były piosenki Queen grające wciąż gdzieś w tle. Tak zwane "nicnierobienie" zdecydowanie nie było w jej stylu, już miała zająć się czymś równie bezsensownym, kiedy przypomniało jej się o imprezie. Tak, w operze ktoś o tym rozmawiał, była pewna - dzisiaj miało odbyć się bożonarodzeniowe przyjęcie! Tylko gdzie? Szybko znalazła informacje w internecie, wyszykowała się (nie miała zbyt wiele "wyjściowych kreacji", ale na szczęście w szafie każdej kobiety coś się znajdzie) i o odpowiedniej godzinie, była na miejscu! Zazwyczaj nie obchodziła świąt i uroczystości z braku czasu, więc postanowiła wykorzystać okazję.
Rozglądała się po klubie, nie wiedząc za bardzo co powinna ze sobą zrobić. Niepewnie posuwała się do przodu pośród nieznajomych ludzi, ściskając w dłoniach torebkę. Nagle uśmiechnęła się - w końcu jakaś znajoma twarz! Chris! Pomachała ręką, idąc w jego stronę.
- Już myślałam, że wszystkich moich znajomych zmiotło z powierzchni Ziemi!
Monday :)
Monday dopiero co weszła, a Chris już ją zaskakiwał! Kiedy ją podniósł, w pierwszym momencie nie wiedziała co się dzieje, ale zaraz potem wybuchnęła śmiechem, chwytając się dla pewności jego ramion. Dopiero gdy z powrotem stabilnie stanęła na ziemi, dostrzegła słodki sweter z choinką i czapkę świętego Mikołaja. Zazdrościła mu tego ogromu pozytywnej energii! Wyglądał na takiego beztroskiego i szczęśliwego! Roześmiała się ponownie kiedy Chris chwycił za worek. W klubie dość sporo ludzi miało na sobie czapki Mikołaja, ale chyba tylko Chris chodził z workiem na prezenty! Wdzięcznie przyjęła piernikowy podarunek. Była bardzo mile zaskoczona!
OdpowiedzUsuń- Nie spodziewałam się, że ktoś da mi piernikowego Mikołaja! - zaśmiała się. - Nie spodziewałam się, że ktokolwiek cokolwiek mi da! - Magia świąt już dawno przestała dla niej istnieć, ale teraz na krótką chwilę stała się nawet bardziej niż realna! - Ja niestety nic nie przygotowałam, przepraszam. Następnym razem się poprawię! Wesołych świąt, Chris! Świetnie wyglądasz!
Uśmiechnęła się jeszcze raz zerkając na sweter z choinką. Uniosła się na palcach i szybko porwała mu mikołajową czapkę z głowy.
- Mogę pożyczyć? - zapytała, zakładając czapkę. To był jedyny akcent świąteczny który miała na sobie od chyba trzech lat! Poprawiła pompon i rozłożyła ręce. - Santa claus is coming to town. -Uśmiechnęła się.
Monday
Ona nie miała nikogo, więc mogła mieć kota, który tak naprawdę nie był nawet jej. Nie mogła się przywiązywać do ludzi, bo bała się ich stracić. To chyba dlatego poznawała ich aż tyle. Aby jakoś zapełniać pustkę, która powstawała w jej życiu. Nie miała rodziny, przynajmniej blisko, nie miała zaufanych przyjaciół, miała trochę współpracowników, masę znajomych i nikogo, komu chyba faktycznie by na niej zależało.
OdpowiedzUsuńZaśmiała się, bo sobie to wyobraziła. Raczej była pewna, że byłoby na odwrót. Ona nie miała faktycznie powodów, żeby żyć, ona miał rodzinę, siostrę którą pewnie uwielbiał i w ogóle wspaniałe życie. W jej ważna była zemsta i rozwiązanie pewnych spraw. Każdy miał swój cel w życiu, więc nie mogła narzekać. Sama zadecydowała, że to jest właśnie to co będzie robić w życiu.
- Dadzą ci nawet jakiś medal, pewnie nie wiele tak naprawdę warty, ale wiesz, może ktoś od ciebie go odkupi i wtedy zarobisz na przyjemne, duże mieszkanie. – puściła mu oczko. – A raczej twoje dzieci zarobią na nie.
Zależy gdzie by dostał, ale pewnie szanse, że ktoś dobrze by wycelował były naprawdę spore.
- Nawet po śmierci chcesz być na bieżąco jak rozumiem? – mruknęła z rozbawieniem. Oglądanie filmów po śmierci. Czasami właściwie ciekawiło ją co jest dalej. Czy cokolwiek jest właściwie czy przechodzimy w niebyt. Raczej nikt z żywych nie był jej w stanie tego powiedzieć, więc musiała czekać. – Niczym jakiś egipski faraon. Klątwa na twojej piramidzie też by ciążyła?
[To niech się przyjaźnią. Takie wiesz... prawie rodzeństwo.]
OdpowiedzUsuńThea Anders
[ Dziękuje za powitanie :)]
OdpowiedzUsuńJordan
[A cześć. Dziękuję ślicznie za powitanie. :>]
OdpowiedzUsuńJackie Garroway
[Hej, hej. Dzięki za powitanie i może tak wątek?
OdpowiedzUsuńMam nawet pomysł ^^]
[Witam :) Masz może jakąś postać żeńską do oddania? :)]
OdpowiedzUsuń[Nie mam niestety żadnej postaci do oddania, ani żeńskiej, ani męskiej :)]
Usuń[Może byliby sąsiadami, którzy wracają z uczelni mniej więcej o tych samych porach i wiele razy spotkali się przy drzwiach? W końcu zaczęliby też ze sobą rozmawiać w czasie spotkań w komunikacji miejskiej, a czasami Christian wpadałby do Andrei na obiad? Skoro oboje wysokiej klasy mieszkań nie mają xD]
OdpowiedzUsuńAndrea
[To imię, no i Luke *^* Dziękuję za przywitanie c:]
OdpowiedzUsuńM. Snowdon
Thea spokojnie utrzymywała się z zarobków ze sklepu i sprzedawanych obrazów, ale gdyby zrezygnowała z jednego z tych źródeł pieniędzy, to… to prędzej czy później wylądowałaby pod postem. Pieniędzy wystarczało idealne na wszelkie opłaty, wyżywienie dla niej i Lucky’ego oraz bilet do teatru raz w miesiącu. Życie na takim poziomie jej odpowiadało. Nie potrzebowała właściwie zbyt wiele do szczęścia.
OdpowiedzUsuńZamknęła sklep szybciej. Czasami potrzebowała porządnego spaceru, aby nie zwariować. Po prostu kończyły się pomysły, a gdy tylko wytknęła nos poza swoją pracownię i ukochany sklepik, świat sam podtykał jej nowe pomysły pod nos, a ona mogła wybierać i wybrzydzać, ile się jej żywnie podobało. Właściwie to było najpiękniejsze. Inspiracje były wszędzie. Trzeba tylko było umieć patrzeć.
Lazła przed siebie zaśnieżonym parkiem, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Bujała w obłokach tak, jak to miała w zwyczaju, a fakt, że pies został w domu, pozwolił jej nie skupiać uwagi na niczym. Dosłownie na niczym. Właściwie wróciła z powrotem na ziemię dopiero, gdy wpadła na jakiegoś faceta w drogim garniturze i płaszczu, któremu chyba się to nie spodobało. Przynajmniej tyle wywnioskowała po tym, jak obdarzył ją jakże uroczymi epitetami, których nawet nie chciałaby przytaczać.
Rozejrzała się dookoła i wtedy dostrzegła Chrisa, który stał koło bałwana i śledził uważnym wzrokiem jasnowłosą dziewczynkę, której czapka co i rusz zsuwała się z główki. Właściwie byłby to dość uroczy widok, gdyby nie był tak zabawny. Nigdy nie sądziła, że Chris mógłby w ogóle się zajmować dziećmi. Nie myślała zbyt wiele, tylko od razu do nich podeszła, omijając większe zaspy śniegu.
- Brakuje mu oczu. I ust – powiedziała, po czym wyjęła z kieszeni dwa guziki i umieściła je w miejscu oczu. – Niezwykle twórcze zajęcie. Czyżbym przekonała się do sztuki?
Spojrzała na niego wyraźnie rozbawiona.
Thea Anders
Zaśmiała się. Dla niej medal był tylko kawałkiem złomu. Miała takiego ojca w domu i po co? Kto pamiętał jeszcze jak się zasłużył dla kraju, wojska i pokoju. Co za różnica skoro teraz leżał w śpiączce i najważniejsza osoba w jej życiu nie była już dostępna, gdy było jej ciężko, źle i po prostu brakowało jej taty?
OdpowiedzUsuń-Mogę zrobić ci takie…. no nie wiem jak to się nazywa… takie coś ze wstążeczką i jedynką, co przyczepia się na przykład zwycięskim koniom. – zasmiała się. Nie było to chyba specjalnie trudne, a jak by miało mu poprawić humor to czemu nie. Tylko nie była pewna, jakby jej to wyszło. Nie była najlepsza w jakichkolwiek pracach plastycznych, ale raz mogłaby się postarać, żeby komuś było miło.
Jego wizja śmierci była dosyć komiczna. Burbon? Impreza? Nic tylko umierać! Chociaż ona jeszcze trochę chciała pożyć, ale jak miałaby umrzeć to zdecydowanie w taki sposób.
-Od dawna nikt nie robił mi śniadania. – uśmiechnęła się lekko, bo to była odmiana, gdy ktoś o ciebie, nawet w taki sposób, dbał. Zresztą ponoć wspólne posiłki łączą najbardziej.
[no to ja jestem wyjątkiem od tej reguły bo i wątki męsko-męskie i damsko-męskie lubię ;)
OdpowiedzUsuńzaczęłabym od razu, ale pomysł jest taki, ze wolę wcześniej napisać jak to może wyglądać.
Skoro chłopak ma problemy emocjonalne i porażki mu nie w smak bardzo to co ty na to by podczas takich problemów mocniejszych, plus jakaś ostra porażka, poszedł do baru i wypił za dużo, później pod wpływem alkoholu postanowi, że weźmie się za siebie będzie chciał nowy początek w życiu zrobić i wymysli by zrobić sobie tatuaż. Pójdzie do salony w którym od tak nie raz dorabia sobie Fritz, chłopak sie uprze, a Damian będzie próbował mu przetłumaczyć, ze to głupi pomysł, robienie tatuażu po pijaku, będzie radził mu by wrócił jak wytrzeźwieje i tak dalej, a później jakoś to się pociągnie dalej, Podoba się?]