NIE DAJMY OSLO UPAŚĆ, ZAPRASZAMY NOWYCH AUTORÓW!

wtorek, 31 grudnia 2013

I think I saw you in my dream

Ove Steensen
Dwadzieścia dwa lata na karku i nic pożytecznego do roboty.
Pracuje w małej kwiaciarni, gdzie, pomimo zakazu, bez przerwy wypala na zapleczu papierosa za papierosem.
Miałem iść na studia, ale nie chciało mi się wypełniać papierów.

Ogólnie to nie bardzo lubi sztuczne tkaniny, więc bez przerwy chodzi w wełnianych swetrach, uparcie twierdząc, że są jedyną ciepłą rzeczą, która spotkała go w życiu. Oczywiście przesadza, jednak tak to już jest, kiedy lubi się użalać nad sobą. Na szczęście nie robi tego częściej niż dwa razy w tygodniu, bo inaczej nie dałoby się z nim wytrzymać. Od małego lubił kwiatki, właściwie nie wiadomo dlaczego. Nikt się jednak nie zdziwił, gdy podjął się pracy w kwiaciarni u boku starszej miłej pani. Generalnie stara się pracować, ale granie na PSP jest często ciekawsze, niż podcinanie łodyżek. Cóż, liczą się chęci, podobno. Rodzina nakłania go do pójścia na uczelnię, bo przecież on zawsze chciał być ekonomistą. Nie, nie chciał, jednak rodzice sobie to ubzdurali, nie chcąc pogodzić się z faktem, że ich syna dużo bardziej interesuje... Och, właściwie to nic go za bardzo nie interesuje. W tym rzecz, że Ove wcale nie wie, co chciałby robić w życiu. Dlatego też codziennie rano budzi się, aby wypić kubek kawy, po czym popędzić do swojego małego azylu wśród kwiatków, w międzyczasie dokarmiając swojego raka płuc kolejną dawką nikotyny. Jak ma wolną chwilę, to lubi też iść po babeczkę z budyniem do cukierni po drugiej stronie ulicy. Objada się nimi codziennie, korzystając z faktu, że nadwaga mu niestraszna. W końcu od zawsze był strasznie chudy i wyglądał nieco mizernie. Każdy dzień wygląda dla niego podobnie. Na imprezy raczej nie chodzi, chociaż lubi poznawać ludzi i nie ma z tym problemów. Ove jest po prostu patentowanym leniem, tyle że nie chce się do tego przyznać, mimo iż każdy pragnie mu to w jakiś sposób uświadomić.

[Na zdjęciu wspaniały Robert Sheehan.
Macie sobie takiego pana kwiaciarza, o.
Wątki, powiązania, wszystko co chcecie, jestem otwarta na propozycje.
Dzień dobry ^^]

12 komentarzy:

  1. [Witam i ah ten wizerunek ;)
    zapraszam pod kartkę Fritza jesli masz jakiś pomysł, bo ja chwilowo nie wiem co moglo by łączyć tych dwóch]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam się bardzo serdecznie i muszę przyznać, że wizerunek świetny. :D
    Pan kwiaciarz to jest to! Tak czuję, haha. :d Jeżeli masz ochotę i może jakiś pomysł to zapraszam do Laurel. ;)]

    L. Rybak

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć. Fajna, pozytywna postać. Podoba mi się. Jeśli Ci się chce, jeśli lubisz wątki męsko-męskie, zapraszam pod kartę Svena. ;>]

    Sven Vigeland

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ohjej. Ale uroczo. Polubiłamgo już od pierwszych zdań karty, myślę że i Tanja go polubi, jak dasz jej szansę c:]
    Tanja Eriksson

    OdpowiedzUsuń
  5. [ A milutki pan :) bardzo milutki. Witamy serdecznie! :) ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dzień dobry. Tak sobie myślę... może kwiaciarnia, w której pracuje Ove i sklepik Thei byłyby koło siebie? Mogliby mieć nawet wspólne wejście do magazynów na tyłach czy coś takiego.]

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten dzień był wyjątkowo pracowity. Zazwyczaj w ciągu dnia nie przewijało się przez niego zbyt wiele klientów. Właściwie, gdyby nie fakt, że sprzedawała również swoje obrazy, to pewnie już dawno wylądowałaby pod mostem. Na szczęście, zarobki jakoś się w sumie pokrywały z wydatkami i Thea nie mogła narzekać, bo nawet starczało czasami na bilet do muzeum czy teatru.
    Drzwi za kolejnym klientem zamknęły się i pozostało po nim tylko ciche brzęczenia dzwoneczka i kolejne pięćdziesiąt koron w staromodnej kasie fiskalnej. Jakby nie patrzeć, malarstwo nie było tanim hobby, bo jednak farby, płótna, pędzle i wszystkie inne duperele, mniej lub bardziej przydatne, kosztowały i to całkiem sporo. Thea spojrzała na półkę z farbami i dostrzegła zdecydowany deficyt zielonej farby. W sumie nie bardzo ją to zdziwiło. Przy tak srogiej zimie wszyscy tęsknili za odrobiną zieleni.
    Podniosła się z fotela i pomaszerowała w stronę magazynu. Ona miała swoją cześć, zawaloną pudłami bez żadnego ładu i składu, a reszta magazynu należała do starszej pani Rachel, którą sama Thea niezwykle lubiła, choć tamta ciągle narzekała na bałagan w jej części. Uśmiechnęła się lekko sama do siebie, przekopując pudła w poszukiwaniu tego z zielonymi farbami, których, jak na złość, nie mogła nigdzie znaleźć.
    Kopnęła kolejne pudło już zupełnie zdenerwowana, a chwilę potem usłyszała jęk. Czyżby komuś zrobiła krzywdę? Wyszła zza sterty pudeł i spojrzała na chłopaka, pracownika kwiaciarni pani Rachel.
    - Cześć i… przepraszam. Za to pudło – powiedziała.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli to jednak nie pudło. Karton stał niemal zupełnie w centrum magazynu, a z niego wytoczyły się puszki z farbą. Jedna z nich nawet się otworzyła, a z niej wypływała...
    - Zielona farba! - uśmiechnęła się triumfalnie Thea i wyrwała do przodu jak strzała, aby uratować tyle farby, ile tylko zdoła.
    Najwyżej powlewa ją do mniejszych pudełeczek i wtedy dopiero posprzedaje. A może to całkiem niezłe rozwiązanie...?
    Uniosła wzrok znad rozlanej farby na chłopaka, odgarniając włosy z czoła. Gdzieś w całym tym roztargnieniu zapomniała, że dłonie ma już całe ubrudzone zieloną farbą, która teraz ozdobiła również jej czoło i kosmyki jasnej grzywki. No trudno. Przywykła chyba już do tego, że wiecznie jest cała ubrudzona farbami we wszystkich kolorach tęczy.
    - A co do tej puszki... mój lekarz twierdzi, że za mało się ruszam, a rzut puszką, to taka nowa dyscyplina sportowa. Nie mów tylko, że nie słyszałeś - powiedziała, a na jej usta wpłynął wesoły uśmiech, kiedy puszczała mu oczko.
    Podniosła puszkę z farby, również ją całą brudząc na zielono. I chyba właśnie dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę.
    - No, cholera jasna... - westchnęła i wytarła czoło rękawem bluzki.
    Zielone. To niedobrze.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Z tym powiązaniem to może być mały problem ;D, bo tak średnio coś widzę, a po wczoraj mój mózg się raczej wyłączył. Może by tak przyszła po prostu po kwiaty? Chociaż to trochę takie naiwne i naciągane, bo Samara i kwiaty to tak średnio.
    Ale bardzo bardzo chcemy wątek:( jak wymyślę coś lepszego to dam znać, albo jak ty wymyślisz to daj ;* ]

    OdpowiedzUsuń
  10. Thea uwielbiała kwiaty, ale żadnych w swoim domu nie miała. Kiedyś kupiła sobie właśnie takiego storczyka i to nawet w kwiaciarni pani Rachel, bo ją lubiła i wiedziała, że kobiecina jej dobrze doradzi, ale... ale storczyk umarł po niecałym miesiącu, bo gdzieś w tym całym roztargnieniu zapomniała o podlewaniu go. Może gdyby storczyk umiał tak jak Lucky, jej pies, upominać się o swoje, to jego żywot trwałby nadal, ale tak...? Biedny kwiatek nie miał szans na przeżycie w mieszkaniu Anders.
    Westchnęła cicho. W sumie sklep i tak już zamknęła bo zbliżała się magiczna godzina osiemnasta, kiedy to kończyła definitywnie pracę i zaszywała się w swoim mieszkanku nad sklepem. Nic więc jej nie zatrzymywało i mogła spokojnie udać się do sąsiadów, z którymi dzieliła magazyn.
    Poszła za Ove, wciskając dłonie w kieszenie. Spodnie i tak miała całkiem brudne od farb i nawet nie starała się, aby być czysta w pracy. Tak wyglądała bardziej wiarygodnie, poza tym... nikogo oprócz niej samej stan jej spodni interesować nie powinien, ot co.
    Weszła do kwiaciarni. Uśmiechnęła się, czując słodki zapach kwiatów, mieszający się z zapachem nawozu. Lubiła ten mały sklepik.
    - Przynajmniej pasuję kolorystycznie do kwiatków - powiedziała, uśmiechając się lekko.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń
  11. [Witamy wśród autorów ;)]

    OdpowiedzUsuń
  12. Thea ze smutkiem zdała sobie sprawę z tego, że nie znała żadnej starszej kobieciny oprócz pani Rachel i tej miłej staruszki, od której odkupiła mieszkanie nad sklepem. Tylko, że tą drugą widziała dwa razy w życiu i pewnie więcej nie zobaczy. Przyjrzała się uważnie kwiaciarce, która szukała czegoś w szufladach pod ladą. Chyba właśnie tak wyobrażała sobie własną babcię. Bo nie miała okazji, aby ją poznać. Szkoda. Pewnie fajną sprawą było posiadanie takiej babci. No i ponoć babcie całkiem dobrze gotowały, a ona, żyjąc na mrożonkach i serkach topionych, czasem miała ochotę na porządny obiad.
    - To tylko odrobina farby. Niech się pani tak nie denerwuje - uśmiechnęła się wesoło, starając się zetrzeć jedną z większych plam na policzku, ale efekt był taki, że tylko mocniej ją roztarła. No pięknie. - Próbowałam ratować farbę, która się wylała z puszki i... no cóż, nie do końca mi wyszło.
    Uśmiechnęła się. Właściwie to często chodziła cała brudna od farb, więc była przyzwyczajona. Z tą małą różnicą, że zazwyczaj były to wszystkie kolory tęczy, a nie zielony. Zmiana w ufoludka jakoś nie leżała w kręgu jej najskrytszych marzeń, a nawet gdyby, to z całą pewnością zabrałaby się za to zupełnie inaczej.

    Thea Anders

    OdpowiedzUsuń