NIE DAJMY OSLO UPAŚĆ, ZAPRASZAMY NOWYCH AUTORÓW!

sobota, 11 stycznia 2014

I nie zapomnij, że twoja tragedia dla tłumu będzie komedią.



Znów będzie tak samo. Pójdę do pracy, przeżyję tych kilka godzin, pocieszany jedynie wizją przerwy na papierosa, szef znów wciśnie mi jakiś kit, dlaczego zalega mi z wypłatą.(Nie mam za co nakarmić Churcha. Dlaczego on został ze mną? Przecież to był twój kot.) Potem zostanę na nadgodzinach, bo precież jako jedyny nie mam do kogo wracać. To nic, że w tej dziurze i tak nikt nie rejestruje się po dwudziestej drugiej. Może wyjdę przed dwunastą, nawalę się jak świnia i dam się komuś przelecieć. Przy dobrych wiatrach, rano będę pamiętał jego imię. Kiedyś wpadałeś w szał na samą myśl o tym, że ktoś miałby mnie dotknąć, czy choćby spojrzeć w moją stronę. Masz już kogoś nowego, kogo tak pilnujesz? Wiesz, co jest najgorsze? Że tych twoich paranoi też mi brakuje. Tego, że mnie biłeś, kiedy byłeś zazdrosny, że w każdym widziałeś zagrożenie i późniejszych przeprosin, solennych obietnic, że to się zmieni. I to, że wciąż było tak samo, wcale mi nie przeszkadzało. Zapewniałeś mi absurdalne poczucie bezpieczeństwa, bo czułem, że ci zależy.

Jak zwykle, pisząc to, obiecuję sobie, że to już ostatni list, który do Ciebie piszę, a którego i tak nie wyślę. I wiem, że tak nie będzie. Jutro rano kolejny raz wstanę, napiszę Ci, jak wielkiego mam kaca, jak mnie wszystko boli, jak za Tobą tęsknię. Może zwyzywam Cię od szmat, będę krzyczeć tak głośno, jak mocno Cię nienawidzę.  Ale to nie jest już ważne. Ty tego nie usłyszysz, ja to znam na pamięć. 

Kocham

S.



Syd Holmes; Angol; słodkie 23

W Norwegii z własnej głupoty, znienawidzona praca na recepcji w miejscu, szumnie nazywanym hotelem, serce złamane na pół, kot Churchill, pokój w mieszkaniu studenckim, współdzielonym z wiecznie wymieniajacą się śliną parką i dziwną dziewczyną, o której nic nie wie. Pedałek, bez ambicji czy perspektyw. Żywy dowód na to, że nie tylko kobieta potrafi zjebać sobie całe życie w imię miłości.

[nie gryziemy, połykamy w całości.]

wtorek, 7 stycznia 2014

Jack is a friend of mine.


Ariel Blame
14.05.1987, Londyn
Pisarka: autorka dwóch, pożal się boże, powieści i kilku opowiadań
Ostatnie miejsce zamieszkania: Amsterdam
Ostatni poważny związek: sierpień 2010
Ostatni napływ weny: dwa lata wstecz
Alkohol, bezsenność, bezpłodność
Powód przyjazdu: ślub przyjaciela, miłość od pierwszego wejrzenia do Oslo
Trzy pudła z pamiętnikami i ulubionymi powieściami; gigabajty wypocin na dysku; bałagan w sobie

Co zrobiłam, przebaczone. Co przeżyłam, zapomniane. Co znalazłam, zgubione.

____________________
zdjęcie z deviantarta, autor: nikosaplha
postać żyła sobie kiedyś na onetowskim blogu i oto właśnie przywracam ją do życia
karta szczuplutka, być może jeszcze ją podciągnę
historia pojawi się w wątkach
witam:)

I'm not growing up, I'm just burning out and I stepped in line to walk amongst the dead


Oliver William Kidd
lub po prostu Kidd
12.03.1994 Walia
student weterynarii

Jaki jest Kidd? Zdecydowanie szurnięty. Musiał upaść pielęgniarce w szpitalu, albo obić się o sufit kiedy ojciec go podrzucał jako małego berbecia. Jest zawsze radosny, a przynajmniej sprawia takie pozory. Jego niegrzeczność, kończy się na tym, że w stroju tygryska ochlapuje jakiegoś przechodnia wodą z kałuży, w którą wskoczył. Czasem zdarzy mu się wypić trochę za dużo na imprezie i skakać po meblach w kapturze udając asasyna, ale on robi tez takie rzeczy na trzeźwo. Jeżeli grupka najgłupszych ludzi w mieście trafia na komisariat, zazwyczaj przyczyną jest jego idiotyczny pomysł. Nie potrafi długo usiedzieć w jednym miejscu. Wytatuował sobie rękawy, w końcu żyje się raz! Pije kakao litrami i żywi się tylko śmieciowym jedzeniem, chociaż ciężko w to uwierzyć, kiedy się patrzy na jego wychudzone nogi. Lubi budzić sąsiadów o trzeciej nad ranem grą na perkusji. Wszystkim się chwali, że ma na nazwisko jak ten sławny pirat. Jest bardzo pozytywny i mimo że nie wydaje się być dobrym materiałem na przyjaciela, w rzeczywistości wysłucha jak nikt inny. Nie robi wyrzutów, nie narzeka ani nie kłóci się, kiedy coś mu się nie podoba milczy, co jest u niego na tyle rzadkie, że łatwo się zorientować. Smutek tłumi w sobie. Nie pokazuje go ludziom, bo przecież zniszczyłby sobie opinię. Nawet jeśli za dnia jest szczęśliwy, może płakać pół nocy i sprawiać sobie ból. Do Oslo uciekł przed problemami, chociaż wydawałoby się, że żadnych nie ma. Wydaje ci się, że go znasz, a tak naprawdę nie wiesz o nim nic. Jest człowiekiem stworzonym z pozorów. Prawdziwego Kidd’a nie zna chyba nikt.

×××
Karta - trochę pozmieniana - była kiedyś na innym blogu, ale zbyt ją lubię, żeby tak po prostu ją porzucić.
Błędy wytykać natychmiast, najlepiej jeszcze trochę nakrzyczeć, może w końcu zapamiętam, gdzie stawia się przecinki.
wizerunek: Andy Biersack
tytuł: Green Day - Burnout

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Pokaż mi jedno miejsce, gdzie bylibyśmy szczęśliwi i nikt by nie ingerował

Nessa Sharewood

Vanessa „Nessa” Sharewood
06.01. 1992
Od zawsze mieszkała w NY jednak wydarzenia doprowadziły ją aż do Norwegii, dziwne przecież Nessa nie lubi zimna.
Coś o niej:
Nessa to wariatka w każdym calu, wieczna optymistka. Zazwyczaj przyjacielskie z niej stworzonko. Nie spełniona baletnica, bardzo jej tego brakuje, chociaż nie ukazuje tego przy ludziach. Sześć  lat temu była poważnie kontuzjowana i tak oto jej marzenie o byciu profesjonalnej baletnicy prysło. Jest marzycielką od zawsze. Powiedz do niej pełnym imieniem a Cię połamie czy zabije, jeden pies, po prostu nie mów. Autorka poronionych pomysłów. Albo ją lubisz albo nienawidzisz. Uwielbia lunaparki i imprezy, wszędzie jej pełno. Drinki z palemką to jest to. Pali tylko czekoladowe tudzież truskawkowe papierosy, gardzi natomiast ziołem i innymi gównami. Robi się malutka gdy widzi pająka albo robala, po prostu się ich boi. Nessa przeważnie jest uśmiechnięta i pomocna. Przyciąga do siebie kłopoty jak nikt inny. Taka trochę buntowniczka. Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie. Ubiera się jak chce, lubi prawie
każdy rodzaj butów od szpilek po trampki, sukienki też zakłada. Lubi oglądać horrory, komedie i musicale. Jak nie chcesz stracić zębów to nigdy nie porównuj jej do 'słodkiej dziewczynki' W kuchni jest małą kuchareczką, czasem upichci to czy tamto. Posiadaczka psa. Pewna siebie, zawsze walczy o swoje, dla przyjaciół jest skłonna zrobić wszystko. Niepotrafiąca pływać, aczkolwiek kiedy się nauczy, chyba. Z Nessy jest też małe i wredne stworzonko, które często rzuca sarkazmami. Mówi co myśli, jest szczera do bólu. Ta młoda kobieta jest leworęczna i dobrze jej z tym, nie rozumie jak można pisać prawą ręką, przecież to mordęga. Posiadaczka dwóch tatuaży jeden na wewnętrznej stronie nadgarstka a drugi na łopatce z prawej strony. Kiedy jest przygnębiona za wszelką cenę stara się to ukryć pod swoją 'maską' Śpiewa i gra na fortepianie, czasami na skrzypcach(przynajmniej chce się lepiej nauczyć) lubi coś napisać. Ma młodszą siostrę, którą przywlokła do zimnego kraju ze sobą. Mała ma pięć lat i to ona jest jej prawnym opiekunem po śmierci rodziców. Jeśli chodzi o pracę to znalazła jakąś, aczkolwiek będzie szukała innej.
Wygląd: Ma sto sześćdziesiąt pięć centymetrów. Ciemne i długie włosy w sumie kręcone, jednak ona często je prostuje Posiadaczka długich nóg i czekoladowych oczu. Pełne usta. Nie wygląda na swoje lata, zwykle ludzie dają jej troszkę mniej
Zamieszkuje wynajęte mieszkanie gdzieś w centrum. Nie zna jeszcze okolicy i wiecznie się gubi. Adres zawsze nosi w kieszeni tak na wszelki wypadek.
 
||Album||Powiązania||Historia|| 
_________________________________________________________________________
Cześć i czołem:
Karta z innego bloga, trochę przemieniona i moim zdaniem jest do dupy, nie wyszła mi tak jak chciałam, pewnie będzie milion razy zmieniana. Wątki jak najbardziej TAK. Nie gryzę. Wychodzę z założenia, że TY masz pomysł JA zaczynam, bądź na odwrót. Za błędy przepraszam. Krytyka mile widziana, każdy uczy się na błędach.

I LISTA OBECNOŚCI

Powiem tak: nie ma jeszcze tragedii, ale nie da się też ukryć, że aktywność nam trochę spadła. Pierwsza czystka, zobaczymy jak to wygląda. 

ROZPOCZĘCIE LISTY: 6 STYCZNIA
ZAKOŃCZENIE LISTY: 12 STYCZNIA, DO GODZINY 16

Wszystkie karty, których autorzy nie podpiszą się pod listą obecności, zostaną cofnięte do wersji roboczej i usunięte z linków. Postać można "wskrzesić", poprzez zgłoszenie się do administracji, do dnia 17 stycznia. Potem zostaną niestety usunięte.

Podpisujemy się z zalogowanego konta, podając imię i nazwisko postaci

zaczynamy! 

sobota, 4 stycznia 2014

Dziewczyna z Alabamy


Jolene Johannah Odelle
26 lat / Alabama (Bluebell) / konserwator malarstwa / studentka



Młodzieńcze lata

Małżeństwo

Kryzys wieku średniego



Dzisiaj
Chcę być zwykłą, prostą dziewczyną z Alabamy. Taką jaką się urodziłam – nieskomplikowaną. Pragnę wyglądać, myśleć, działać i żyć jak osoba mało złożona. Pewna tego, czego od życia chcę. A chcę brać z niego więcej niż dawać od siebie. Jak typowy człowiek – żyć egoistycznie, dla siebie, chcąc znaleźć szczęście, nie wiedząc czym jest to czego szukam. Łaknę pełni straconych dni – dzieciństwa, nastoletniego szaleństwa, nieudolnego wchodzenia w dorosłość. Nie chcę być kobietą dojrzałą, poważną. Nigdy więcej. Będę sobą choć raz w życiu i zobaczę kim jest Jolene Odelle; kim jestem ja. Chciałabym odnaleźć siebie. Kroczyć pewnym krokiem z postawą człowieka o ustabilizowanej osobowości. Wiedzieć na co czekam – na nowe jutro, ale jakie? Będę łykać adrenalinę i garściami łowić wrażenia – sama, bez niczyjej pomocy. Będę nałogowym palaczem w poniedziałki, we wtorki wylewnym alkoholikiem, w co drugą środę rozpustnikiem, bo w czwartki będę samotnikiem i zimną suką, w piątki ułożoną panią konserwator ze sztucznie malowanym uśmiechem na ustach. W weekendy będę odpoczywać. I będę szukać siebie. W zaciszu własnego domu, z pędzlem w dłoni, policzkami umazanymi farbą, włosami rozmierzwionymi od rytualnego tańca. Wolna.

*do Norwegii przeniosła się w wieku dwudziestu paru lat, wraz z byłym mężem

piątek, 3 stycznia 2014

Te­raz, gdy już nau­czy­liśmy się la­tać w po­wiet­rzu jak pta­ki, pływać pod wodą jak ry­by, bra­kuje nam tyl­ko jed­ne­go: nau­czyć się żyć na ziemi jak ludzie — George Bernard Shaw

Hanna Daaé, urodzona trzynastego grudnia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego piątego roku jako pierwsza i ostatnia córka Adama Daaé (podpułkownik RNoAF) i Margit Daaé (de domo Randrup) (tłumacz przysięgły), siostra bliźniaczka Erika. Swoje życie miała związać z lotnictwem, została jednak dziennikarką, korespondentką wojenną, autorką reportaży i wywiadów. Miała być Amelią na cześć Earhart, jednak z powodu braku sympatii matki do tego imienia, jest Hanną — jak Reitsch.


Kiedy była dzieckiem i ludzie pytali, kim zostanie w przyszłości, spodziewając się, że usłyszą takie odpowiedzi jak: aktorką, nauczycielką, a może nawet księżniczką, mówiła, że będzie rewolucjonistką. Pewnie prawie każdy przechodzi okres, w którym marzy o zostaniu bohaterem; jedni zamierzają być kimś w rodzaju Batmana, drudzy żałują, że nie urodzili się w czasach wojen i powstań. Na szczęście takie myślenie zmienia się z biegiem czasu. Dzisiaj Hanna chciałaby przede wszystkim, by rewolucje nie były konieczne, by wszystko było w porządku. Wie jednak, że rojenia o utopii są tak piękne, jak nierzeczywiste, a nawet jeśli byłyby możliwe do spełnienia, to przecież et in Arcadia ego. Jest jednak coś do czego można dążyć i do których to dążeń można namawiać innych. Wojować można nie tylko za pomocą przemocy. 

Słowa, to słowa mogą być najpotężniejszą bronią. Hanna szanuje słowa, dlatego nienawidzi pustych frazesów, nic nieznaczących wyrażeń czy stawiania pytań dla samego stawiania pytań, bez rzeczywistego zainteresowania odpowiedzią. Milcz, jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia. Kiedy jednak ma się coś do zaoferowania, można dyskutować o wszystkim, nie ma tematów tabu (chociaż jej trudno opowiadać o uczuciach). Ona nie uważa, że należy mówić tylko to, co wypada i milczeć, kiedy myśli się coś, co niekoniecznie pokrywa się z poglądami innych. Nie lubi ludzi w ten sposób asekuracyjnych, poprawnych politycznie do granic absurdu. Przede wszystkim jednak nie przepada za takimi, którzy sami nie wiedzą, czego chcą, prawdopodobnie dlatego, że sama należy do ludzi zdecydowanych. 

Zdecydowana, ambitna, bezkompromisowa, więcej w niej racjonalnego myślenia niż uczuciowości, co nie oznacza, że nie jest podatna na emocje. Czasem uchodzi za dumną i wyniosłą, w sprawie, w którą wierzy, gotowa jest mocno się poświęcić. Chyba każda kobieta jest feministką, w mniejszym lub większym stopniu, także i Hanna nie jest wyjątkiem (ale nie jest ultra-feministką), walczy jak może o prawa kobiet. Nie wie, czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie, czy powołanie, wie tylko, że każdy czegoś potrzebuje. Jedni rodziny, drudzy przyjemności, część poszukuje jeszcze czegoś innego. Hanna znalazła. I tego się trzyma. Żałuje tylko, że nie może przebywać w kilku miejscach naraz bądź też, że doba nie jest dłuższa. Nie jest najlepszą inwestycją na przyszłość, w ciągłych rozjazdach, w wiecznym biegu. Aktualnie postanowiła dłużej pozostać w Oslo, by móc uporządkować notatki i skończyć pisać książkę. 

czwartek, 2 stycznia 2014

The wilderness isn't quite what I expected. It's kinda... wild.


Imagining the future is a kind of nostalgia. You spend your whole life stuck in the labyrinth, thinking about how you'll escape it one day, and how awesome it will be, and imagining that future keeps you going, but you never do it. You just use the future to escape the present.

Czym właściwie jest natychmiastowa śmierć? Jak długo trwa natychmiast? Sekunda? Dziesięć? Ból tych sekund musi być okropny, gdy serce galopuje, a płuca zapadają się i unoszą, łapiąc ostatnich kilka oddechów. Nie ma powietrza i krwi potrzebnych mózgowi, zostaje tylko czysta panika. Co do kurwy nędzy oznacza natychmiast? Nic nie jest natychmiastowe. Natychmiastowe ugotowanie ryżu zajmuje 5 minut, natychmiastowy pudding - godzinę. Wątpliwe więc, by natychmiastowe powolne umieranie było w takim stopniu natychmiastowe.

The Great Perhaps

Before I got here, I thought that the way out of the labyrinth was to pretend that it didn't exist, to build a small, self-sufficient world in the back corner of the endless maze and to pretend that I was not lost, but home. 

Każda historia ma swój imponujący, niosący echo fanfar i werbli początek, miałki i pompatyczny środek, a także smutny, z reguły samotny i często żałosny koniec. Ta historia nie jest inna. Ba, nie dość, że nie jest inna, nie jest także lepsza, bardziej fascynująca, wciągająca i obfitująca w niecodzienne zwroty akcji. Jest dość przeciętna. Gdyby wydano ją w postaci książki, byłby to cienki tomik, ubrany w szarą płócienną oprawę, możliwe że nawet nie podpisany. Jednym słowem: nikt nie sięgnąłby po niego w miejskiej bibliotece, mając pod nosem kilkaset innych, lepiej prezentujących się tomów. Gdyby jednak ktoś się odważył, na stronie tytułowej natknąłby się na napis: Witaj w królestwie rzeczy nieracjonalnych, w odrzuconym scenariuszu dla kanału Romantica. Jeśli ten odważny ktoś przetrwał przez pierwsze osiem stron, byłby na dobrej drodze, by dotrwać do końca historii - może nawet utożsamiłby się z jednym czy drugim bohaterem - pod warunkiem, że chciałby poznać jej nędzne zakończenie. Problem w tym, że Wielkie Być Może to raczej nienajlepszy koniec dla historii pseudo-miłosnej, której bohaterami są pewien młody Amerykanin z norweskimi korzeniami i pewna studentka prawa, której największym marzeniem było zostać hobbitem i wędrować tam i z powrotem. Nie to, żeby zamierzała wędrować samotnie - kiedy już natknęła się na wspomnianego wcześniej Amerykanina, pociągnęła go za sobą, zaczynając od Culver Creek w Alabamie, a kończąc... gdziekolwiek naszła ją ochota. Nie była przesadnie rozsądna, można wręcz powiedzieć, że poziom jej lekkomyślności dorównywał głupocie. Nie była też przesadnie ładna - na wybiegu obok modelek wyglądałaby jak Frodo, który zgubił drogę do Mordoru - ale gdy chciała, potrafiła przykuć uwagę. Wracając do tematu książki: gdyby ktoś ją jednak czytał, doszedłby do wniosku, że chwilowo bezimienna studentka była po prostu zadufaną, zapatrzoną w siebie suką, którą mało obchodzą inni ludzie. A chłopak? Chłopak był przy niej wzorem cnót, gentlemanem jakich mało. 

Looking for Alaska


'Sometimes I don't get you,' I said.
She didn't even glance at me. She just smiled toward the television and said:
 'You never get me. That's the whole point.'

Zmienił się, bo musiał, tego wymagała sytuacja w jakiej się znalazł. Bo jak można być z kimś takim jak Alaska, samemu będąc człowiekiem bez kręgosłupa w postaci masy różnobarwnych znajomych, których głównym zajęciem jest chlanie od rana do nocy? Miał tylko 18 lat, łatwo przyszło mu znalezienie się na tak zwanych salonach, ale trochę trudniej było zaimponować Alasce. Nie był już gentlemanem, bo o wiele prościej było być aroganckim dupkiem z dobrego domu, z forsą od ojca, za którą można kupić fajki i alkohol. O wiele prościej było po prostu się nie przejmować i wpaść w wir, w jaki dawno już wpadli jego starsi bracia i siostra. Alaska jednak ciągle była niezdobyta, należało więc znaleźć inny obiekt westchnień. Nie po to, by coś z tego wyszło - żeby Alaska była zazdrosna. Koniec końców, to nie ona przyszła do niego, błagając na kolanach, żeby jej wybaczył - to on biegał za nią, nie przejmując się kompletnie tym, że wychodzi na durnia, podczas gdy ona dobrze się bawi. Alaska też się zmieniła. Nie była już brzydkim kaczątkiem bez wyrazu, teraz dopiero pokazywała jak naprawdę wygląda. I miała z tego całkiem niezłe korzyści... Bo nawet gdy miał ją dla siebie, ona sypiała z innymi, a później rozkładała ręce, mówiąc I regret nothing, sorry not sorry. W pewnym momencie Culver Creek zostało daleko za nimi, tak jak całe studenckie życie.

Into the Wild

I just did some calculations and I've been able to determine that I am full of shit.

Gdyby ktoś dotrwał do ostatniego rozdziału naszej małej książeczki, mógłby powiedzieć, że chłopak sam jest sobie winien - z własnej głupoty wpakował się po szyję w gówno i hasta la vista, dorośnij synek. Niektórym być może byłoby szkoda - zmarnowanego życia, czasu, perspektyw - które główny bohater przepuścił na trzy lata przyjemności u boku jakiejś głupiej lafiryndy. 37 pigułek nasennych - dokładnie tyle zaważyło na wszystkim co posiadał. A przecież sam jej je dał, osobiście zapłacił za nie w aptece. Nie sądził, że Alaska zrobi z nich taki użytek. Problem w tym, że nie mógł wiedzieć - kiedy je kupował, nie widział jej od prawie 8 miesięcy. Nie byli już razem, bo wyrzuciła go za drzwi, twierdząc że dłużej tak nie może. Ale w sprawie tabletek mogła zadzwonić tylko do niego i kiedy następnego ranka poszedł zobaczyć co z nią... zastanawiał się długo, czy śmierć jest natychmiastowa. Zabrał ją do Denali w metalowej puszce, tylko po to, żeby przejść kilkanaście kilometrów rezerwatu na piechotę i rozsypać prochy byle jak i byle gdzie. Spędził na Alasce kolejne 3 tygodnie, a kiedy był gotów, postanowił wyjechać gdzieś, gdzie nie ma przeszłości - dlaczego więc nie spróbować w Oslo? Podobno stamtąd pochodzi. Podobno ma tam rodzinę. Podobno zamierza zacząć studia. Podobno od śmierci Alaski nie zmienił się ani trochę - polubił aroganckiego dupka, którym się stał.


Alexander Gaarder-Fincher
born in the USA on march the sixth, 1990
no one in particular, just another guy 
taking revenge on his girl by seducing other girls
maniac, heartbreaker, asshole.

__________________________

w karcie: John Green
na zdjęciach: Liam Hemsworth
Witam serdecznie, I guess.



środa, 1 stycznia 2014

W naszych czasach nie potrzeba wcale sprzedajnych dziwek, skoro jest tyle uległości w przyzwoitych kobietach.

JORDAN FOAL

28 lat
mieszkanie w centrum
Jeszcze się taka nie urodziła, co by mi odmówiła. 
Bierz wszystko, co się da, nie dawaj w zamian nic. 

Urodzony drugiego kwietnia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego piątego roku w Oslo. Absolwent szkoły muzycznej. Meloman dzięki rodzicom. Pianista z pasji. Udziela prywatnych lekcji gry na instrumentach żeby mieć za co żyć. Nie ufa bankom, więc wszystkie swoje oszczędności trzyma w skarpecie schowanej za wielką szafą w sypialni. Do szczęścia wystarczy mu kubek czarnej, mocnej kawy oraz paczka z ulubionymi papierosami - „Marlboro”. Fan wszelakich sportów ekstremalnych. Żyje z dnia na dzień. Nigdy niczego nie planuje. Nie rozpamiętuje też przeszłości. Cham. Dupek. Prostak. Uwodziciel swoich młodziutkich – i nie tylko- uczennic. Miłośnik długich spacerów. Ani mu się śni ustatkować, choć rodzice marudzą, że chcieliby już mieć wnuki. Nie rozstaje się ze swoim pamiętnikiem, w którym opisuje wszystkie swoje miłosne podboje. Zapatrzony w siebie egocentryk. Uważa się za pępek świata. W jego mniemaniu jest najprzystojniejszym mężczyzną, któremu kobiety nie są w stanie odmówić. Kiedy tylko zwietrzy okazję, z uporem maniaka dąży do postawionego sobie celu. Cwaniak, który do maksimum wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję. Chłopięcy urok oraz zwalający z nóg uśmiech to jego największe atuty i najniebezpieczniejsza broń. Nie zna znaczenia słowa szarmancja. Dżentelmenem też nigdy nie był. Don Juan. Casanova. 

Afiliacje | Album | Notki 



cześć
cytat w tytule : Giovanni Giacomo Casanova
pan na zdjęciu : Lucas Bernardini
wątki lubimy długie, wolimy zaczynać
powiązania lubimy ciekawe, ale lepsze, w naszym mniemaniu, są relacje zaczynane od zera