Laurel Rybak Ibsen
Wychowana w patologicznej rodzinie, od której uciekła mając niecałe szesnaście lat. Zaopiekowała się nią ciotka. Jedyna osoba, na którą mogła tak naprawdę liczyć. Zapewniła jej wszystko, czego dziewczyna w jej wieku potrzebowała. Niestety w końcu pieniądze się skończyły, akurat wtedy, gdy kończyła pierwszy rok studiów. Zupełnym przypadkiem podczas pracy w jednym z londyńskich barów poznała pewnego na pozór świetnego faceta. Faceta, który nie dość, że rozkochał ją w sobie, to jeszcze ufundował resztę jej studiów. Spełnienie marzeń, co? Tak mogło wydawać się jedynie na pierwszy rzut oka, bo już po roku znajomości zaczęło się psuć. A oliwy do ognia dolały zaręczyny, na pozór wspaniałe, w rzeczywistości koszmarne. Nie było odwrotu, Laurel jako dwudziestodwulatka została żoną przyszłego lekarza, Finna Ibsena. Została zmuszona do przyjazdu do Norwegii, i stała się zależna od męża, który skrzętnie i z wielką łatwością to wykorzystywał. Bajka szybko stała się niezwykle okrutną, szara rzeczywistością. A idealny Finn zwykłym draniem, który tylko czekał, aż żona wyjdzie z domu, żeby móc ją zdradzić z jej najlepszą przyjaciółką. W końcu nie wytrzymała i postanowiła się rozwieść, była z siebie niezwykle dumna, bo jeszcze jakiś czas wcześniej nie potrafiłaby podjąć aż tak ważnej decyzji. Przegrała wszystko, dom, pieniądze, dotychczasowe życie. Zaczęła prawie od nowa, powracając do swojego panieńskiego nazwiska. Dlaczego została? Dlaczego nie wyjechała? Sama nie wie, ale w tym mieście jest coś, co ją bezkompromisowo tu trzyma.
współwłaściciel bardzo dobrze prosperującej kawiarni w centrum, to brzmi dumnie! | studia archeologiczne i kilka wykopalisk za sobą | wspaniały tatuś Finlandczyk i ukochana mamusia Estonka | małe, ale przytulne mieszkanie z przepięknym widokiem na centrum miasta | dwadzieścia pięć lat skończone w listopadzie | najcudowniejszym i najwspanialszym mężczyzną w jej życiu jest Vic, roczny maltańczyk | kiedyś chciała być weterynarzem, no i oczywiście wspaniałą panią ze sklepu, kucharką, policjantką, piosenkarką, politykiem i strażakiem, niestety nie da się spełnić wszystkich marzeń | świetnie gotuje i podobno piecze wyśmienite ciasta | naturalne brązowe loczki, na co dzień katowane przez prostownicę i heterochromia, której oczywiście zabraknąć nie mogło, prawe oko niebieskie, a lewe jasnozielone
[Karta jak zawsze najgorsza, ale ja ich zwyczajnie nie potrafię pisać, o! :x Zapraszam do wątków i powiązań, razem może uda nam się coś fajnego wykombinować. :D Miranda Kerr. ]
[Karta jak zawsze najgorsza, ale ja ich zwyczajnie nie potrafię pisać, o! :x Zapraszam do wątków i powiązań, razem może uda nam się coś fajnego wykombinować. :D Miranda Kerr. ]
[Cześć. Twoja postać też fajna - taka pocieszna z twarzy. Jeżeli chodzi o powiązanie, możemy ich zrobić sąsiadami. Laurel będzie mieszkała w jednej kamienicy, ładnej, zadbanej, odnowionej, a Sven w drugiej, sąsiedniej - starej, ze śmierdzącą klatką schodową. U kobiety będzie miło i przytulnie z widokiem na centrum, a u mężczyzny ze ścian będzie sypał się tynk, a z okna rozciągał się widok brzydkiego, szarego podwórka i śmietników. Ponieważ te dwie zupełnie różne od siebie kamienice dla kontrastu stać będą obok siebie, łączyć ich będą okna. Gdyby któreś z nich postanowiło wyciągnąć rękę za parapet, z pewnością dotknęłoby parapetu drugiego. Koniec powiązania. Teraz wątek. Ja mam taki pomysł, nie wiem, czy Ci to będzie odpowiadało, żeby wpleść do niego byłego męża Laurel. Finn, nadal nie do końca pogodzony z tym, że kobieta od niego odeszła, w rocznicę rozwodu nachlał się i przyszedł się awanturować. Wracający do domu Sven lub Sven patrzący przez okno, lub Sven siedzący w domu, robiący cokolwiek innego, mógłby usłyszeć kłótnię i interweniować. Ma silny prawy sierpowy. ;>]
OdpowiedzUsuńSven Vigeland
[Fajnie, że chcesz zacząć. Preferuje takie, jakie wyjdą. Mi wychodzą różne, więc nie wymagam od innych nie wiadomo czego. Ważne, żeby coś się w nich działo. :>]
OdpowiedzUsuńSven Vigeland
[Witam, mogę zaproponować jakiś wąteczek lub powiązanie? ;)]
OdpowiedzUsuńOlli
[Wpadłam na szalony pomysł powiązania - mój kochany Olli jako pracownik w kawiarni Twojej Lauren, co Ty na to? :D
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o wątek... Hm. Może coś właśnie związanego z tą pracą? Mam w sumie pomysł - Olli zaprasza Lauren (taką smutną i przybitą) na spacer i kolację. Może być? ;)]
Olli H.
Na stole leżał pęczek kluczy, cienki pliczek natrętnie wrzucanej do skrzynki prasy reklamowej, pusta paczka po gumach do żucia jakiejś marketowej marki i talerz z nadgryzioną kanapką. Sven dokończył kawę i uzupełnił ten niezbyt zachęcający obrazek o pusty, brudny kubek.
OdpowiedzUsuńOd pół godziny jego myśli krążyły tylko i wyłącznie w temacie praca - to wszystko dlatego, że jego życie nie miało najmniejszego sensu. Codzienność Svena opierała się zazwyczaj na bezsensownym błąkaniu się ulicami Oslo za dnia i pilnowaniu samochodów przy Opera House nocą. Mimo że zaczynał dopiero za dwie godziny, czy zjawił się na miejscu o osiemnastej, czy punktualnie o dwudziestej drugiej - było to bez znaczenia. Mieszkał sam i pracował sam - i tu, i tu skazany był na samotność.
Wstał krzesła i ruszył leniwym krokiem przez kuchnię. Im bardziej zbliżał się do okna, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że zaniedbany mężczyzna odbijający się w szybie to on sam. Nawet w brudnym oknie było widać jego nieogoloną, zmęczoną twarz, zbyt długie, nieuczesane włosy i wszystkie plamy na koszulce dwudniowej świeżości. Nie chciało mu się, a na domiar złego przedwczoraj zepsuła mu się pralka. Do tej pory jeszcze nie zmobilizował się, aby coś z tym zrobić.
- Pusto... - mruknął do siebie, nagle przestając dostrzegać w szybie jedynie swoją nieogoloną twarz.
Często zamiast niej widywał w oknie pewną sąsiadkę, z którą łączyły go właściwie tylko okna i przelotne, nieszczere dzień dobry rzucane od czasu do czasu. Prawdę mówiąc, nawet te dwa słowa wiele dla niego znaczyły; dawały mu swego rodzaju poczucie, że jednak nie jest taki samotny, jak mu się wydaje.
Zegarek wybił dwudziestą dokładnie w tym samym momencie, kiedy z oddali dało się słyszeć przytłumione, ale nadal przeraźliwie głośne walenie do drzwi. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Najpierw w oknie pojawiła się wcześniej wspomniana sąsiadka, potem dołączył do niej jakiś mężczyzna.
Cios. Mocny, despotyczny policzek. Żałosne spojrzenie kobiety. Czyjś krzyk. Męski głos pełen dziwnej rozpaczy i desperacji.
Sven, niewiele myśląc, wyszedł z mieszkania.
Wszedł do wypielęgnowanej klatki schodowej, tak różnej od tej, która znajdowała się w jego kamienicy. Gdyby pomyślał, aby się na tym skupić, pewnie wyczułby intensywną woń alkoholu, która szybko zaprowadziłaby go do do celu. Niestety, w tym wypadku nie wiedział, gdzie ma iść. Zaryzykował. Wszedł do mieszkania, którego drzwi były lekko uchylone.
- Ej - powiedział donośnym, nieco zgaszonym głosem, tak naprawdę nie wiedząc, co, kogo i w jakim stanie tutaj spotka.
Czuł, że po prostu musi tu być - w tym miejscu i o tej porze.
[Mi też coś dzisiaj opornie idzie. Ale mam nadzieję, ze tragedii nie ma.]
Sven Vigeland
Od samego początku pracy w tej kawiarni Olli przeczuwał, że będzie miał w przyszłości do czynienia z Lauren. Zdarzało mu się spoglądać na nią, gdy była niedaleko. Zawsze była przygnębiona, jakby nieobecna. Owszem, był ciekawy, co się dzieje, jednak nie chciał się zagłębiać w nie swoje problemy.
OdpowiedzUsuńPewnego dnia postanowił przełamać pierwsze lody i zaprosił dziewczynę na spacer oraz kolację. Jak to Fin miał w zwyczaju, zanim cokolwiek zrobił, dokładnie wszystko zaplanował. Wybrał miejsce, w którym zjedzą, którędy się tam wybiorą, o czym będą rozmawiać. Przygotował się na ten wieczór jak na rozmowę kwalifikacyjną.
Oczywiście nie przygotował się na to, że jego genialny pomysł spotka się z odmową. Jak zareagował? No cóż, Olli od urodzenia miał pecha, więc właściwie nie zdziwił się, że kolejna rzecz mu w życiu nie wyszła. Gdy usłyszał słowo "nie" od samej Lauren, spokojnie kiwnął głową na znak, że zrozumiał. I od tamtej pory nie próbował nic więcej zrobić.
W pewną sobotę zaczynał pracę już od otwarcia kawiarni. Punktualnie stawił się na miejsce, jak co dzień zabrał się do pracy. Gdy skończył przyjmować zamówienie od pierwszego klienta, nie mógł pozbyć się wrażenia, że ktoś za nim stoi. Odwrócił się; dwukolorowe ślepia wpatrywały się na niego z zainteresowaniem.
- Panie Hietanen, czy pana propozycja jest nadal aktualna?
Olli był faktycznie zszokowany tym, co się właśnie stało. Po raz pierwszy (no, może drugi) w życiu coś mu się naprawdę udało.
- Emm... Ależ oczywiście, panno Rybak. Cieszę się, że przyjęła pani moją propozycję. Czy dzisiejszy wieczór pani odpowiada?
Olli H.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń- Spotkajmy się tutaj o 20, a potem udamy się gdzieś, gdzie żaden z pracowników nie zacznie czegoś podejrzewać - powiedział z nieśmiałym uśmiechem na ustach. Tak naprawdę cieszył się jak małe dziecko, ale nie chciał, żeby Laurel widziała jego zachowanie, bo jeszcze mogłaby zmienić zdanie, a tego raczej Olli by nie chciał.
OdpowiedzUsuńMusiał zakończyć rozmowę, ponieważ przybywało klientów, a oprócz niego pracowała jeszcze tylko jedna osoba. Laurel skinęła głową i odeszła, miał nadzieję, że na przyjęcie propozycji spotkania. Uśmiechnął się do niej po raz ostatni i wrócił do pracy.
Za półtorej godziny był umówiony ze swoją szefową, uznał więc, że czas się przygotować. Był niesamowicie przywiązany do swojego wyglądu, co wiązało się z tym, że spędzał przy lustrze mniej więcej tyle czasu co przeciętna kobieta. Po bardzo długich próbach znalezienia odpowiedniego stroju wreszcie stanął zadowolony przed lustrem. Szare dżinsy, błękitna koszula oraz skórzane buty za kostkę. Włosy związał w kitkę, z której od razu pouciekały niesforne kosmyki. "Taak, tak jest idealnie." - pogratulował sobie w myślach.Cała przebieranka zajęła mu dobre 50 minut, także postanowił się zbierać. Wszystkie potrzebne rzeczy spakował do dużej, skórzanej torby, założył płaszcz i wyruszył na spotkanie.
Olli był na miejscu jakieś 10 minut przed czasem. Wyciągnął z paczki papierosa, odpalił go i lekko podenerwowany czekał na pannę Rybak. Postanowił przysiąść na pobliskiej ławce. Gdy wyrzucił niedopałek, zauważył cień osoby, która stała przed nim.
- Witam, panno Laurel. Gotowa na spacer?
Olli H.
[Ahaha, nie tylko ja kocham Roberta *o* Mogę do niego fangirlować 24/7. A potem dziwię się, że ludzie uważają mnie za dziecko, eh.
OdpowiedzUsuńNo właśnie z pomysłem trochę krucho, ale jak na coś wpadniesz to chętnie zacznę wątek]
Ove
Ale do Svena nic już nie docierało; słowa kobiety były dla niego nieistotne.
OdpowiedzUsuńTen z pozoru spokojny, może nawet nieco flegmatyczny człowiek skrywał w sobie cechy, o które nikt by go nigdy nie podejrzewał. Cechy, które otworzyły mu drogę do kariery boksera. Cechy, które wsadziły go do więzienia na przeszło cztery lata. Cierpliwie czekające na jakiś bodziec, który byłby w stanie je wyzwolić.
Impulsywność. Agresja. Żądza krwi. Bezwzględność.
- Odsuń się - rozległo się nagłe, niezwykle nieprzyjemne, ale nadal pełne spokoju polecenie.
Sven rzucił szybkie, przelotne spojrzenie mężczyźnie. Nim ten zorientował się co się dzieje, otrzymał pierwszy, niezwykle silny cios w twarz. Vigeland zobaczył krew na jego wardze i uśmiechnął się w dziwny, wręcz psychopatyczny sposób. Przekrzywił głowę na bok, rozciągając mięśnie szyi.
- Ja... jestem... mężem. Przyszedłem na herbatę. Kochanie, powiedz mu. Powiedz mu, suko!
Kolejny cios. Tym razem oddany z taką furią, że mężczyzna zakołował się i uderzył plecami o ścianę. Szybko podniósł się na kolana i zaczął przemieszczać się w kierunku drzwi.
- Powiedz mu... - jęknął błagalnie, łapiąc za klamkę.
Sven położył rękę na jego dłoni i przycisnął ją do klamki, a potem kopnął go z impetem w brzuch, powalając na ziemię. Mężczyzna zalał się krwią, ale Vigeland w ogóle nie zwracał na to uwagi. Wpadł w szał. Złapał go za koszulkę, podniósł i przycisnął do ściany tak mocno, jakby chciał go udusić.
Obnażył zęby. Zacisnął je.
- Na herbatę - potwierdził spokojnie i przycisnął jego szyję jeszcze mocniej.
Nieznajomy nie był w stanie nic powiedzieć. Łapczywie łapał oddech, oczami błagając o ratunek albo lepiej - o śmierć. Przez usta jego oprawcy przebiegł cień uśmiechu.
Sven Vigeland