Znów będzie tak samo. Pójdę do pracy, przeżyję tych kilka godzin, pocieszany jedynie wizją przerwy na papierosa, szef znów wciśnie mi jakiś kit, dlaczego zalega mi z wypłatą.(Nie mam za co nakarmić Churcha. Dlaczego on został ze mną? Przecież to był twój kot.) Potem zostanę na nadgodzinach, bo precież jako jedyny nie mam do kogo wracać. To nic, że w tej dziurze i tak nikt nie rejestruje się po dwudziestej drugiej. Może wyjdę przed dwunastą, nawalę się jak świnia i dam się komuś przelecieć. Przy dobrych wiatrach, rano będę pamiętał jego imię. Kiedyś wpadałeś w szał na samą myśl o tym, że ktoś miałby mnie dotknąć, czy choćby spojrzeć w moją stronę. Masz już kogoś nowego, kogo tak pilnujesz? Wiesz, co jest najgorsze? Że tych twoich paranoi też mi brakuje. Tego, że mnie biłeś, kiedy byłeś zazdrosny, że w każdym widziałeś zagrożenie i późniejszych przeprosin, solennych obietnic, że to się zmieni. I to, że wciąż było tak samo, wcale mi nie przeszkadzało. Zapewniałeś mi absurdalne poczucie bezpieczeństwa, bo czułem, że ci zależy.
Jak zwykle, pisząc to, obiecuję sobie, że to już ostatni list, który do Ciebie piszę, a którego i tak nie wyślę. I wiem, że tak nie będzie. Jutro rano kolejny raz wstanę, napiszę Ci, jak wielkiego mam kaca, jak mnie wszystko boli, jak za Tobą tęsknię. Może zwyzywam Cię od szmat, będę krzyczeć tak głośno, jak mocno Cię nienawidzę. Ale to nie jest już ważne. Ty tego nie usłyszysz, ja to znam na pamięć.
Kocham
S.
Syd Holmes; Angol; słodkie 23
W Norwegii z własnej głupoty, znienawidzona praca na recepcji w miejscu, szumnie nazywanym hotelem, serce złamane na pół, kot Churchill, pokój w mieszkaniu studenckim, współdzielonym z wiecznie wymieniajacą się śliną parką i dziwną dziewczyną, o której nic nie wie. Pedałek, bez ambicji czy perspektyw. Żywy dowód na to, że nie tylko kobieta potrafi zjebać sobie całe życie w imię miłości.
[nie gryziemy, połykamy w całości.]

[czy tylko ja nie widzę zdjęcia? bo postać ciekawa i phi, nie tylko kobieta potrafi sobie zjebać życie w imię miłości, co to za tekst? xD]
OdpowiedzUsuńAriel
[Też nie widzę zdjęcia na górze... Widzę że Syd jest raczej smutny, Kidd za to wesoły. Dopełniają się. Ale za cholerę nie mam pomysłu na wątek ): ]
OdpowiedzUsuńNo tak, podpis:
UsuńOliver Kidd
[Niech się lubią. Kidd też jest zraniony, chociaż zupełnie przez coś innego, mogą się nieźle dogadać.]
OdpowiedzUsuńKidd
[podoba mi się ten wizerunek, bo świetnie współgra z charakterem postaci, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie.
OdpowiedzUsuńmam taki pomysł: skoro Syd pracuje w hotelu, to spreparujmy taką sytuację, że Ariel będzie tam miała jakąś promocyjkę opowiadań, na której nikt się nie zjawi^^ co Ty na to? szukać innych pomysłów?]
Ariel
[Pewnie, ze styknie.]
OdpowiedzUsuńKidd
Gdyby Ariel posłuchała swojego wewnętrznego głosu, mówiącego jej, że w Oslo nikt nigdy o niej nie słyszał, zapewne spożytkowałaby ten wieczór na coś dużo ciekawszego. W klubach pewnie dopiero teraz zaczynało się coś dziać, więc jeśli szybko zbierze tych kilkadziesiąt książek i ogarnie mały stół szwedzki, na którym nie ubyło nawet jednego koreczka, będzie miała szansę jeszcze się wprawić w nastrój imprezowy, przebrać i dobrze zabawić.
OdpowiedzUsuńNiestety, ostatnio wcale siebie nie słuchała. Wręcz przeciwnie, robiła sobie na złość. I chociaż zdarzało się, że jej działania przynosiły pozytywny rezultat, tak w większości przypadków po prostu marnowała swój czas.
Może wybrała złe miejsce. Może termin nikomu nie pasował. A może zwyczajnie nie miała polotu, tak jak już wcześniej podejrzewała i nikt nie doceniał jej wypocin, dumnie nazywanych literaturą.
Tak czy siak, za swoje odłożone pieniądze wynajęła właśnie tę salę konferencyjną, zajęła się cateringiem i ogłosiła się niemal wszędzie, gdzie i kiedy odbędzie się spotkanie z autorem. Pozostało jej więc tylko czekanie, aż zjawi się choćby jedna zbłąkana duszyczka. Niestety, czas mijał i cisza, rozchodząca się po pomieszczeniu, stawała się nad wyraz ciężka. Dobrze, że miała przy sobie piersiówkę z Jack'iem, której zawartość subtelnie wlewała do kubka termicznego, w jakim wcześniej była wyłącznie cola. Przynajmniej czas szybciej mijał, myślenie nie było tak uciążliwe.
Wzdychając co jakiś czas, siedziała na krześle, wpatrując się w drzwi w nadziei, że się mile rozczaruje. W końcu.
I gdy nadeszła chwila, gdy ciszę przerwał upragniony odgłos, okazało się dość szybko, że to tylko (aż?) recepcjonista, którego wcześniej widziała. Mimo tego, że poczuła ukłucie rozczarowania, uśmiechnęła się łagodnie.
Jej norweski był, o zgrozo, niepowalający. W zasadzie nie zrozumiała chłopaka i było jej podwójnie głupio. To, co znała, powiedziała jednak po chwili.
- Przepraszam, ale nie rozumiem. Zna Pan angielski?- spytała trochę niepewnie, wstając z krzesła.
[podoba mi się:)poprawa niekonieczna, a podpis jest mało istotny, kiedy wątkujesz z dwoma postaciami:)]
Ariel
Kidd rzadko wychodził gdziekolwiek. Nie chodziło o to, że nie miał znajomych, po prostu nauka i praca pochłaniały większość jego czasu. Kiedy nie zakuwał do sesji, mył stoliki w przymałym na niego fartuszku, który jego znajoma z pracy uważała za słodki. Nie miał więc okazji wyrwania się z nudnej codzienności, a kiedy już miał czas, nie miał ochoty. Mógł wtedy siedzieć godzinami przy perkusji, grając pierwsze lepsze rytmy, przychodzące mu do głowy, albo oglądać seriale, czy pisać piosenki, byleby tylko nie wyściubiać nosa ze swojego przytulnego mieszkania.
OdpowiedzUsuńDziś jednak zdecydował się wyjść, po tym jak otrzymał telefon od Syda. Widać było że potrzebował towarzystwa, a Kidd miał dziś całkiem niezły humor i sporo wolnego czasu. Mimo że znali się krótko, znał już Holmesa na tyle dobrze, żeby wiedzieć o jego przyzwyczajeniach. Ale ile razy odciągał już pijanych znajomych od bójek spowodowanych przystawianiem się do czyjejś dziewczyny lub pocieszał, kiedy wypłakiwali mu się w ramię, chyba nikt nie umie zliczyć. Przywykł do tego, a że z natury był opiekuńczy i lubił pomagać ludziom, nie wydawało mu się to aż tak okropnym zajęciem.
Na dworze było dosyć zimno, a na poboczu leżał brudny już, zamarznięty śnieg. Niemalże przykleił się do szyby, zastanawiając się czy zamarznie w swojej kurtce, która była za cienka nawet na tutejszą wiosnę. W końcu jednak „wytoczył” się z mieszkania w trampkach i skórzanej wiosennej kurteczce. Bardzo odpowiedzialne, Kidd, na pewno się nie rozchorujesz. Całą drogę do baru się trząsł, ale kiedy wszedł do dusznego budynku, uczucie zimna minęło. Rozejrzał się po pomieszczeniu i odnalazł Syda przy jednym ze stolików, spokojnie sączącego piwo. Po chwili siedział obok niego rozcierając zmarznięte palce.
- Aż tak z tobą źle, że jesteś na mnie skazany? – spytał. Zasadniczo nie był idealnym towarzystwem na takie wypady, bo wszystkim się martwił, nawet kiedy tego po sobie nie pokazywał.
[Według mnie jest bardzo ładnie. A matematyka nie jest wcale taka trudna. Historia chyba gorsza :/]
Kidd
Słysząc jego akcent, od razu uśmiechnęła się raźniej. To takie przyjemne uczucie, kiedy odnajdujesz w Oslo swoich rodaków. Tylko jak miała nauczyć się norweskiego, gdy obracała się w towarzystwie samych Brytyjczyków? Trudno, zapisze się na lekcje języka, jak tylko poukłada swoje życie i podejmie pewne decyzje.
OdpowiedzUsuń- Ludzie nigdy nie walili drzwiami ani oknami. - odparła cicho, wzruszając przy tym ramionami.- Nawet na to nie liczyłam, więc nie jestem zawiedziona tym miejscem, wyborem. - dodała, posyłając mu uśmiech, w którym czaiło się coś na kształt smutku. Jakby nie patrzeć, chodziło o jej pracę i fakt, że kolejny raz została niedoceniona. Powinna sobie odpuścić już dawno temu i zająć się czymś bardziej konkretnym, co da jej w miarę normalne zarobki i nie będzie zmuszało do całonocnych przemyśleń. Była zmęczona, ale napój energetyczny, znajdujący się w jej kubku, pomagał przetrawić ogólny dyskomfort. - Nie było mnie stać na nic innego. - zaśmiała się cicho. W życiu by mu tego nie powiedziała, gdyby nie historia o panu młodym i druhnie. Dotąd każde przemyślenie na temat tego miejsca chciała zachować dla siebie, aby nikogo nie urazić, no ale skoro mogła sobie pozwolić na nieco swobody, chciała się wygadać. - Widzę, że uwielbia pan swoją pracę. - podsumowała, kręcąc głową. Oj tak, rozbawił ją, chociaż w dziwny i pewno niezaplanowany przez niego sposób. Tego jej było trzeba, nim zezgnowałaby pod ścianą, czekając na cud. - Zupełnie tak, jak ja.
Ariel
Naprawdę przez większość jego wywodu starała się być poważna.Dopiero przy melinie lepszej od hotelu, jaki z początku miał być jej zbawieniem, roześmiała się. I nie było nic wesołego w tym śmiechu. To jedynie jej obrona przed płaczem, bo zaiste, chciało się jej płakać. Jak bardzo naiwna była sądząc, że po tym wieczorze coś się zmieni w kwestii jej pracy. Jeśli już, pewnie spakuje maszynę do pisania do pudła, które upchnie wśród innych, wciąż nierozpakowanych.
OdpowiedzUsuń- Kawy nie piję, ale herbaty chętnie.- powiedziała, posyłając mu uśmiech. Zbliżyła się trochę do niego i na moment odwróciła, przyglądając się stosowi książek i swojemu zdjęciu na plakacie.
- PR najwyraźniej nie jest moją specjalnością. Poza tym, chodzi o książkę, którą wydałam ponad miesiąc temu. - dodała, wzruszając lekko ramionami. Były kiedyś czasy, że ludzie ją czytali i kupowali to, co wyszło spod jej palców. Ale teraz? Zatraciła siebie, pisząc bez weny, bez przekonania o sensie swych działań, bo goniły ją terminy, a chłam się sprzedaje. - Może jakbym napisała coś o wampirach, ewentualnie dewiacjach seksualnych, to dałoby radę. Ariel. - dodała, wyciągając w jego kierunku drobną dłoń.
Ariel
Czy Ariel była dziwna? Być może w pewnych sytuacjach. Jeśli czuła się zakłopotana, rechotała. Gdy miała ochotę zapłakać, śmiała się. Kiedy coś ją mocno rozbawiło, zdarzało się jej chrumkać. W zasadzie po tym można było poznać jej nastrój, o ile się ją znało i kogoś to obchodziło. Ona na ludziach znała się średnio i wolała wierzyć nieraz w maskę pozorów, niż dociekać. Gdy była zbyt blisko kogoś, zbyt trudno było jej funkcjonować. Taka wada fabryczna.
OdpowiedzUsuń- Widzę, że jesteś znawcą literatury współczesnej. - posłała mu delikatny uśmiech, komentując jego ostatnie słowa.- Niestety, nie odnajduję się w czymś, co nie wydaje mi się realne. - powiedziała troszkę ciszej, starając się wytłumaczyć przed samą sobą, odpowiedzieć sobie na nieme pytanie, dlaczego właściwie tak jej nie idzie to pisanie. Bo nie szło na pewno.
- Nie jestem wybredna. - stwierdziła, bo rzeczywiście w przypadku herbaty, mogła wypić każdą.- Najzwyklejsza brzmi świetnie. A kawy nie pijam, bo jestem uczulona. - dodała jeszcze, chociaż najpewniej wcale ta informacja mu do życia nie była potrzebna.- Jesteś głodny? - zapytała, uświadamiając sobie, że cały catering się zmarnuje, bo ona raczej tego nie zje. Nawet maleńkiej części.
Ariel
Uśmiechnęła się delikatnie, słuchając jego opowieści o czytaniu do poduszki. W jej życiu też był taki ktoś, komu czytała swój pamiętnik. I chociaż tego akurat by nie opublikowała, cieszył ją fakt, że nagle potrafiła się przed kimś do tego stopnia otworzyć. Potem oczywiście, życie wpędziło ją do takiego rogu, w którym się trzeba ponownie skulić i czekać na błysk światła.
OdpowiedzUsuń- Tego się nauczyłam w życiu. - odparła, patrząc sobie na jego uśmiechniętą twarz. Widać osoba o której mówił, musiała wiele dla niego znaczyć, aż się Ariel zaciekawiła. Była jednak osobą o subtelnym przysposobieniu, mało ciekawską poza tym, więc nie chciała drążyć. Miło było jednak widzieć uśmiech, na dotąd posępnej twarzy. - Jeśli mnie wydawca przyciśnie, a ostatnio robi to coraz bardziej, wtedy się nauczę pisać o byle czym, chociaż nie jestem zwolennikiem robienia czegoś na siłę, pod publikę, byle się sprzedało. - dokończyła kolejny bezsensowny tego wieczora wywód i pokiwała nad wyraz szybko głową.- Chętnie zmienię otoczenie na choćby troszkę inne. Poza tym, rzeczywiście, ktoś może wejść.
Albo i nie. Ale wtedy najwyżej pomęczy go trochę swoją obecnością i zmyje się do mieszkania, żeby nadal rozmyślać nad sensem swojego pisania.
Ariel
Słysząc w jego słowach tak trafny komentarz do Greya, musiała się zaśmiać. Wszyscy wkoło wczytywali się z zachwytem w coś, co jej samej wydawało się być, delikatnie sprawę nazywając, żenujące. Taki "Zmierzch" dla dorosłych.
OdpowiedzUsuńPokręciła lekko głową.
- Popieram twój pogląd na tę sprawę. - odezwała się, by po chwili znów w milczeniu wysłuchać jego słów. Naprawdę, podziwiała w ludziach szczerość i łatwość, z jaką wyrażali swoje opinie. Syd, tak się składało, miał bardzo poukładane w głowie i wręcz ciekawa była, jaką literaturę on czytywał. W to, że czytał, nie wątpiła nawet przez chwilę. - Musiałabym tworzyć pod jakimś pseudonimem, żebym mogła poudawać przed sobą, że nie ja napisałam coś tak różnego ode mnie. A biorąc pod uwagę moje imię, naprawdę nie wiem, cóż mogłabym wymyślić. Może Kate? - zasmiała się cicho na samą myśl o tym. Większość ludzi i tak uważała, że Ariel to tylko pseudonim. Cóż to za imię dla człowieka?
Czekając na chłopaka, który zniknął na kilka minut, raz jeszcze rozejrzała się po mdłym pomieszczeniu i nawet sobie westchnęła, bo jakoś nagle zrobiło się jej bardzo przykro, że nikt nie przyszedł. Jakaś część niej uważała, że Ariel się myli i na to spotkanie trafi chociaż jedna zbłąkana duszyczka, kierowana ciekawością. Niestety, wokół można było usłyszeć tylko ciszę, która doprowadzała ciemnowłosą do szewskiej pasji.
Całe szczęście, że recepcjonista postanowił ją wyrwać z tego otoczenia, bo być może dzięki rozmowie z nim mogłaby zapomnieć o swoich życiowych dylematach. Nawet, jesli tylko na chwilę.
Widząc ponownie Syd'a i trzymane przez niego kubki, nawet nie oglądając się za siebie, ruszyła za nim w ułamku sekundy. A gdy drzwi się za nią zamknęły, uśmiechnęła się łagodnie. No cóż, może innym razem.
Ariel
Hej ;) zgłosiłaś się jako stażystka do załogi Niebieskim Piórem. Czekam nadal na odpowiedź na maila! ;)
OdpowiedzUsuńwtf...
Usuń[hej. nie odpisywałam, bo blog raczej umarł i czekam na zaproszenie w innym miejscu, coby przeprowadzić postać. nie miej mi tego za złe. widzę, że się pojawiasz, ale tak czy siak zaraz by nam się urwał wątek. a pisało mi się bardzo miło. ewentualnie, można spotkać Cię w innym miejscu?:)]
OdpowiedzUsuńAriel
[szaleństwo:) zapisałam się na warszawce, ale szału nie ma, więc pewno niedługo tam pobędę. miałam nadzieje z Oslo, ale upadło dość szybko. no ale pewno się jeszcze spikniemy. jakbym została na warszawie, dam znać:)]
OdpowiedzUsuńAriel