Ariel Blame
14.05.1987, Londyn
Pisarka: autorka dwóch, pożal się boże, powieści i
kilku opowiadań
Ostatnie miejsce zamieszkania: Amsterdam
Ostatni poważny związek: sierpień 2010
Ostatni napływ weny: dwa lata wstecz
Alkohol, bezsenność, bezpłodność
Powód przyjazdu: ślub przyjaciela, miłość od
pierwszego wejrzenia do Oslo
Trzy pudła z pamiętnikami i ulubionymi powieściami; gigabajty wypocin na dysku; bałagan w sobie
Trzy pudła z pamiętnikami i ulubionymi powieściami; gigabajty wypocin na dysku; bałagan w sobie
Co zrobiłam, przebaczone. Co przeżyłam, zapomniane.
Co znalazłam, zgubione.
____________________
zdjęcie z deviantarta, autor: nikosaplha
postać żyła sobie kiedyś na onetowskim blogu i oto właśnie przywracam ją do życia
karta szczuplutka, być może jeszcze ją podciągnę
historia pojawi się w wątkach
witam:)
[O jejku, jaka ona ładna! I rodaczka Kidd'a. Masz ochotę na wątek i chyba pytanie ważniejsze: czy masz jakiś pomysł? Chyba wolę zaczynać niż wymyślać...]
OdpowiedzUsuńKidd
[To z weselem jest ciekawym pomysłem. Tylko małe sprostowanie: potraktujmy to jako takie polskie wesele, bo nie mam pojęcia jak to jest z tymi zwyczajami w Norwegii, okay? No chyba że Ty wiesz i chcesz mnie uświadomić. Daj mi moment, a zacznę :D]
OdpowiedzUsuńKiedy Oliver dostał zaproszenie na wesele bez wahania oznaczył, że przyjdzie samotnie. Już wtedy był wprost pewien, że nikogo sobie nie znajdzie nawet jeśli ślub był zaplanowany na rok później. I nawet nie poczuł się jak jasnowidz, kiedy istotnie dzień przed wydarzeniem nikogo nie miał. Nie był raczej typem na którego leciały dziewczyny. Niektórzy mówili, że sam mógłby być dziewczyną, a szczególnie kiedy jeszcze miał długie włosy. A kiedy już przypadł którejś do gustu odstraszał ją jego charakter, zwyczaje lub po prostu był dla niej za dobry (a raczej tak to sobie tłumaczył). Tak samo rok przed weselem wiedział, że będzie siedział tam całkiem sam, bo przecież z całego towarzystwa znał tylko pannę młodą i pana młodego, którzy w zasadzie dzięki niemu się poznali, ale to długa i całkiem odrębna historia. W tym przypadku również nie poczuł się wyjątkowo. I teraz siedzi jak ostatnia sierota, na miękkim krześle, kiedy wszyscy inni doskonale się bawią. I chyba jako jedyny nie jest w garniturze. Nienawidzi garniturów. Są zbyt formalne i sprawiają że czuje się jak sztywniak. Chociaż wolałby być sztywniakiem, niż całkiem samotny. Westchnął dosyć głośno i upił łyk soku ze swojej szklanki. Chętnie napiłby się czegoś mocniejszego, ale picie samemu nie jest takie zabawne. Rozejrzał się po Sali. Większość gości tańczyła na parkiecie do muzyki, której on zupełnie nie znał - jako fan mocniejszych brzmień nigdzie nie mógł się odnaleźć. Inni siedzieli przy stolikach i pili kolejne litry alkoholu. Jeszcze inni rozmawiali, a kilka osób stało na tarasie paląc papierosy. Wyglądało na to, że był zupełnie sam w swoim siedzeniu na krzesełku. A może jednak nie… Zauważył ciemnowłosą kobietę niedaleko siebie. Siedziała na krześle bawiąc się swoim telefonem i nie wyglądała jakby przyszła z kimś. Nagle Kidd poczuł wielką chęć robienia sobie nowych przyjaciół. Wstał, poprawił koszulę, która już mu się niechlujnie wygniotła (w rzeczywistości nie widziała żelazka) i ruszył w stronę kobiety, chociaż zupełnie nie wiedział co powiedzieć. „Cześć, mogę się przysiąść” brzmiało głupio, a nic innego nie przychodziło mu do głowy, bo tańczyć nie umiał i na pewno nie zaprowadzi jej na parkiet. W efekcie przez chwilę stał zmieszany, a kiedy w końcu stwierdził że najwyżej się skompromituje, po prostu usiadł obok niej i zaczął rozmowę od czapy, jak to on miał w zwyczaju:
OdpowiedzUsuń- Szkoda, że nie umiem tańczyć, zdecydowanie łatwiej byłoby mi zacząć rozmowę. Po prostu podszedłbym i spytał „Masz może ochotę zatańczyć?” i wszystko byłoby takie proste, a teraz pieprzę od rzeczy jak naćpany i na pewno nie brzmię inteligentnie. To chyba słaby sposób na zaimponowanie komuś, prawda? – spytał i spojrzał na zdezorientowaną dziewczynę.
Kidd
[Mam nadzieję, że nie jest tak źle, jak ja to widzę...]
Usuń[Dziękuję, to budujące :D]
OdpowiedzUsuńKidd uśmiechnął się. Nie spodziewał się tak pozytywnej reakcji po kimś zupełnie mu obcym. Zazwyczaj ludzie mówili krótkie „spieprzaj”, albo od razu grozili policją, bo zdarzało się że gorsze brednie wypływały z jego ust. Ale on już przywykł do tego, że albo się go kocha albo nienawidzi, chociaż większością są jednak osoby, które omijają go szerokim łukiem. Tak czy siak, właśnie zawarł nową znajomość, w dodatku nie będzie siedział sam, a co najlepsze ma z kim pić. Czy mogło być lepiej? No mogłoby, gdyby jeszcze zaliczył, ale nie wymagajmy za wiele, przecież jest od nieznajomej dużo młodszy, a druhny-dziewice mają ciekawszych adoratorów od niego. Każdy ma ciekawszych adoratorów od niego. Nawet jego babcia.
Mimo że przez chwilę pomyślał, że przecież ma słabą głowę i zaraz pewnie skończy umierający pod stołem, starał się tym nie martwić. W końcu zdarzały mu się już gorsze rzeczy, na przykład cztery godziny na komisariacie, za sikanie na chodniku i wielka kompromitacja w obliczu całej rodziny, która dosyć szybko się o tym dowiedziała. Stąd przynajmniej nikt go nie weźmie na komisariat, poza tym był już pełnoletni i mógł sikać gdzie sobie chce – a przynajmniej tak sądził.
- Gdybym ćpał, chętnie bym się podzielił, ale będę naprawdę wdzięczny za małą radę w stylu „Jak nie umrzeć po dwóch kieliszkach wódki?”
Kidd
[Nie wiem, czy traktować to jako sugestię? XD]
OdpowiedzUsuńKidd chyba nigdy nie był taki zadowolony wieczorem. Wieczorami zazwyczaj ujawniało się jego drugie ja. Był wtedy typowym zdołowanym nastolatkiem. Nierzadko dochodziło do samookaleczania i tych spraw, ale przecież nikomu nie powie o problemach, nawet najbliższym, bo po co? Lepiej tłumić wszystko w sobie i potem się wyżywać na własnych nadgarstkach!
Nagle poczuł się niekomfortowo, jakby ta przedwczorajsza rana wciąż była świeża. Dyskretnie, a przynajmniej tak się starał, zaciągnął rękaw koszuli trochę mocniej na nadgarstek.
Kiedy miał okazję bliżej przyjrzeć się jego towarzyszce, zauważył, że oprócz pięknych włosów jej oczy były też bardzo przyciągające, a pełne usta jakby stworzone do całowania. I chyba nie było sposobu, żeby nie skupić się na jej piersiach, szczególnie dla typowo heteroseksualnego faceta, którego „najdzikszą” przygodą łóżkową było „zaliczenie” siostry znajomego, która była tak zdesperowana, że do łóżka poszła by z każdym. Nie lubi wracać do tamtych chwil.
W zasadzie ostatnie wesele na jakim był skończyło się tym, że nic nie pamiętał i trochę przerażało go, że obudził się obok jakiegoś zupełnie nieznanego mu faceta, w dodatku w samych bokserkach. Nie chciał żeby to się tak skończyło. Czuł potrzebę zapamiętania dziewczyny. Polubił ją, chociaż nawet nie znał jej imienia. Właśnie… nie znał jej imienia!
- Ostrzegam tylko, że mam słabą głowę, co chyba nie tyczy się pani…? – powiedział przesadnie formalnie i poczuł się przez moment jak w dziewiętnastym wieku.
Kidd
[Ze mną sie można spodziewać wszystkiego, więc ostrzegam. XD
OdpowiedzUsuńO tej porze jest najlepiej. Szczególnie kiedy ma się bezsenność jak ja.]
Głupio się przyznać, ale Kidd często płakał w nocy. Szczególnie, kiedy wracały do niego nieprzyjemne wspomnienia, kiedy jeszcze był dzieciakiem i mieszkał w Wielkiej Brytanii. Udawanie było wpisane w jego naturę. Uczył się tego od dzieciaka. W końcu kto normalny zaprzyjaźniłby się z berbeciem, który za ojca ma ćpuna, a jego matka ledwo o nim pamięta, bo przecież sama musi zarobić na nią i czwórkę dzieci. A uśmiech wszystko idealnie ukrywał.
- Nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby doświadczenie miało być czymś złym.
Nie był w stanie powstrzymać rumieńca który wkradł mu się na policzki. Chwilami nienawidził swoich rumieńców, zdradzały każde jego uczucia. Niektórzy mówili że jest z nim słodki, ale przecież on zawsze jest słodki, więc po co mu cholerny rumieniec?! To chyba przez to, że nikt nie może być idealny, a przecież jemu do tego nie daleko (no chyba że akurat jest wieczór, wtedy jego samoocena z zaskakująco wysokiej staje się o wiele za niska).
Nigdy nie miał na myśli, że Ariel wygląda staro. Według niego była kobietą idealną, ale z takimi komplementami chyba będzie musiał jeszcze trochę poczekać. Na razie wypadałoby wybrnąć z niezręcznej sytuacji z rumieńcem. Najlepiej byłoby zmienić temat, ale na co? Ma zacząć rozmawiać o pogodzie?
Spojrzał na jej drobną dłoń. Boże, była dwa razy mniejsza od jego! Przez moment bał się, że ją połamie, lub coś podobnego.
- Kidd, jak ten pirat. To znaczy Oliver, ale nienawidzę tego imienia…
Kidd
[Sen jest dla słabych! No chyba że mama pozwala wziąć nasenne... XD]
OdpowiedzUsuńCholera jasna, ta kobieta kiedyś go przyprawi o niespodziewany wzwód, albo co gorsza w sobie rozkocha. Według Kidda nie ma nic gorszego niż miłość. Miłość zabija. Powoli i boleśnie. Był tego świadkiem, mając za przykład własną matkę. Ciągle nie rozumie jak można kochać kogoś kto tak krzywdzi. Sam za ojcem nawet nie tęskni, o ile on jeszcze w ogóle żyje…
Tym razem to on się roześmiał na komentarz Ariel. Chyba ma dziś szczęście. Nie siedzi wieczorem sam, ma towarzyszkę do picia no i w dodatku nawet nie myśli o sprawianiu sobie bólu. Jest postęp, może niedługo będzie mógł normalnie sypiać.
Jego serce biło chyba troszkę szybciej niż powinno i jeszcze nie otrząsnął się z chwilowego szoku, kiedy ona zadała pytanie. Kto by pomyślał, owija go sobie wokół palca. A co najgorsze (lub też najlepsze) jemu się to cholernie podoba. Zazwyczaj to dziewczyny ulegały jemu, w końcu niezły z niego aktor, potrafił poderwać kogoś na jedną noc. I zawsze lubił dominować, wiedzieć, że poniekąd ma nad nimi władzę, bo one są w niego ślepo zapatrzone, nawet jeśli tylko na ten wieczór. A jednak teraz było inaczej i to go chyba trochę przerażało. Ale nie uprzedzajmy faktów, w końcu i tak jeszcze nic strasznego się nie wydarzyło.
- Lufeczka zdecydowanie – jego głos był dziwnie zachrypnięty, więc szybko upił łyk wody, żeby doprowadzić go do normy. Taki zachrypnięty brzmiał przynajmniej jak psychopata, a przynajmniej on tak sądził.
[To nie tak, ona mi je zabiera, żebym ich nie brała. Ale nie przeszkadza mi to. Mam dłuższy dzień! :D]
OdpowiedzUsuńPrzez chwilę przyglądał się swojej towarzyszce, po czym widząc smutek na jej twarzy, skierował wzrok w stronę w którą ona także patrzyła, aby poznać jego przyczynę. Państwo młodzi właśnie tańczyli. Kidd posmutniał na ten widok. Dobrze zdawał sobie sprawę, że byłby zdolny do czegoś takiego, gdyby nie strach. Bał się kochać, przez to co widział.
- Trochę im zazdroszczę – powiedział szczerze, odrywając od nich wzrok. Nie chciał się bardziej dołować. W końcu to miał być jeden z nielicznych, szczęśliwych wieczorów w jego życiu. Chociaż patrząc na młodą parę, czuł wzbierający się w nim smutek. Chciałby, żeby jego rodzice tak się kochali. Albo żeby on miał kiedyś możliwość pokochać kobietę w taki sposób. Żeby mógł sobie wynagrodzić braki w miłości z dzieciństwa. Kiedyś sobie poprzysiągł, że założy szczęśliwą, idealną rodzinkę, ale teraz wiedział, że nie uda mu się tego wypełnić. Przecież on jest cały jak jego ojciec, mama zawsze to powtarzała.
Kidd
[Rozumiem. Ja na szczęście wstaję o 6:40, tyle wygrać, Dobranoc!]
OdpowiedzUsuń[Dzień dobry. Już lubię Ariel i koniecznie chcę wątek :)]
OdpowiedzUsuńThea Anders
Kidd marzenia o normalnej rodzinie porzucił już dawno. Dzieci były wymagające, a on zbyt dziecinny na to, żeby jeszcze je niańczyć. W dodatku dobrze wiedział, że kiedyś stanie się jego ojcem. Popadnie w nałóg, stoczy się i umrze przedawkowując. Nie chciał, zgotować kolejnym dzieciakom takiego losu. Wystarczy że on cierpiał przez nieodpowiedzialnego ojca. Nie zamierzał też się żenić, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Do ślubu potrzeba miłości, a przecież według niego tak owe uczucie nie istnieje, a przynajmniej tak utrzymuje przy ludziach. Potrzeba by było kogoś naprawdę wyjątkowego, żeby stwierdził, że prawdziwa, szczera miłość ma rację bytu na tym świecie i nie sprawia, że powoli umieramy.
OdpowiedzUsuń- Na mój ślub jeszcze trzeba będzie troszkę poczekać – powiedział. – Ale pić możemy, nawet bez okazji!
W zasadzie Oliver nie przeżył żadnego zawodu miłosnego. Nigdy nawet nie próbował, a kiedy jakaś dziewczyna mu się podobała, zwyczajnie się od niej izolował. Nauczony na przykładzie, że nie można wierzyć uczuciom, chociaż gdyby nie one prawdopodobnie nawet by nie żył.
Kidd
Jak widać los nie za bardzo lubił ich oboje. Ale taka przeszłość czyni silniejszym. Kidd o tym wiedział i chociaż nie do końca się jeszcze pozbierał, był pewien że niedługo będzie lepiej. Potrzebuje tylko osoby, która pokaże mu że warto próbować i nie musi wcale jej kochać. Potrzebuje prawdziwego przyjaciela, którego nigdy nie miał okazji mieć, niestety nikt nie lubi dzieci ćpunów.
OdpowiedzUsuńUstatkowanie się w takim wieku brzmiało trochę przerażająco. Kidd powinien teraz chodzić na imprezy, pić, bawić się i korzystać z życia. W końcu jest studentem. Chociaż dużo różni go od reszty. Nie ma do kogo jeździć na obiady w niedzielę, stać go na mieszkanie dzięki stypendium i pracy dorywczej, no i mimo że tak nie wygląda jest zbyt smutny, żeby cieszyć się z życia jak oni.
- Dojrzałem do tego by rozlewać? – powiedział zaskoczonym głosem, a w jego oczach pojawiły się te śmieszne iskierki, które były tam za każdym razem kiedy żartował.
Ariel sprawiała, że czuł dziwne ciepło w brzuchu. Zaciekawiła go, musiał to przyznać sam przed sobą.
Kidd
Nic nie dzieje się bez przyczyny. Widocznie pisane było im się tutaj spotkać. I chociaż nie wiadomo, jak dalej wszystko się potoczy, Oliver miał nadzieję ze jak najlepiej. W końcu nieczęsto ma się okazję spotkać osobę tak do siebie podobną, a jednak tak inną. Kogoś kto sprawia, że śmiejesz się bez przerwy. I kogoś kto z pewnością cię rozumie. Chociaż nie przeżył jeszcze ani jednej poważnej rozmowy z Ariel, już wiedział, że ona zrozumie każdy jego problem. Czuł to, swoją kobiecą intuicją – chyba jedyną kobiecą rzeczą jaka w nim jest. No może poza delikatnie kobiecą urodą i zamiłowaniem do malowania oczu. Ale czy to jego wina, że z cieniem wygląda po prostu nieziemsko?
OdpowiedzUsuńMimowolnie wyszczerzył się czując, że jego włosy nie są już tak idealnie ułożone jak przedtem. Lubił kiedy ktoś dotykał jego włosów, uspokajało go bawienie się nimi i trochę żałował, że kobieta tak szybko zabrała rękę.
- Co do tego o czym przed chwilą mówiłaś: dosłownie wszystko? – spytał ze swoim typowym pół-uśmiechem, unosząc brew.
Kidd
[On w cieniu zabija. Jego oczy są wtedy tak niesamowicie piękne...]
OdpowiedzUsuńKidd lubił dotyk, ale jedynie osób którym ufał. Kiedy choćby zbliżał się do niego ktoś, kogo niespecjalnie darzył zaufaniem cały się spinał i zaczynał się stresować. Ale dotyk Ariel był dla niego przyjemny. I zdecydowanie pozwolił by jej dotknąć swoich tatuaży. W zasadzie to pozwoliłby jej na wszystko, tak już na niego działała. Owinęła go sobie wokół palca, stara się tego po sobie nie pokazywać - co całkiem nieźle mu przed chwilą wyszło, chyba nabrał pewności – ale on już wie, że szybko o niej nie zapomni. A nawet ma nadzieję, że nie będzie miał ku temu okazji.
Podążał wzrokiem za palcem kobiety i chociaż uśmiech nie zniknął z jego twarzy, w jego oczach dało się zauważyć coś w stylu „jeżeli próbujesz zaciągnąć mnie do łóżka, to doskonale ci to wychodzi”. Kiedy stuknęła w kieliszek, ocknął się i wrócił do poprzedniej postawy. Nalał trunku, zaczynając oczywiście od kieliszka damy. Po chwili oba były już puste.
- Czy „wszystko” wyklucza chociażby nauczenie się tańczyć? – oho, Kidd stał się odważny, zaraz włoży kaptur i będzie skakał po meblach.
Kidd
[Sama nie wiem, interpretuj jak chcesz. To była sugestia, że jest na tyle podpity, że może zatańczyć XD Nie mogłam się dziś skupić przez ten wątek!]
OdpowiedzUsuń[Będę mieć przez to jeszcze większe problemy ze snem... XD]
OdpowiedzUsuńOliver nigdy nie był mistrzem w takich grach. Co prawda w Scrabble wygrywał prawie zawsze, ale to przecież nie to samo. Tutaj trzeba było być pewnym siebie, odważnym, gorącym i tajemniczym. A on nie spełniał żadnego z tych warunków. No może poza byciem seksowną bestią. Może jeszcze jakoś by sobie radził, gdyby nie fakt że Ariel sprawiała, że miał miękkie kolana i zdecydowanie nie funkcjonował poprawnie. Wpadł, trudno, tym razem nie zamierza uciekać.
Tak, nie zamierzał uciekać. Z jednej strony było to trochę przerażające, ale nie chciał by na jednej nocy się zakończyło. Pragnął żeby trwało przynajmniej trochę dłużej. I chociaż bał się miłości, to chyba nie jest jeszcze aż tak nią zagrożony, prawda? A przynajmniej ma taką nadzieję. Na pewno nie chciał tracić tego, co zazwyczaj tracił. Tych wszystkich szczęśliwych chwil, spędzanych z drugą osobą. Nie chce po raz kolejny przegapić szczęścia.
- Oczywiście – wstał ujmując delikatnie jej dłoń i poprowadził ją w stronę pakietu, kładąc dłoń na jej talii.
Kidd
[Puaczę, ten wątek jest idealny! A teraz ci się przyznam do czegoś: to moja pierwsza heteroseksualna postać ever i troszkę mnie to przeraża XD]
OdpowiedzUsuńPrzebywanie z kimś, kogo darzy się sympatią, a nawet jakimś mocniejszym uczuciem, jest najlepszym rodzajem szczęścia według Kidda. Może dlatego że zupełnie mu nieznanym. Oliver zawsze uważał to za coś niezwykłego, zdecydowanie lepszego niż przygoda na jedną noc. Coś takiego zaspokaja tylko zwierzęce instynkty człowieka, a przecież ludzie pośród innych gatunków wyróżniają się głębokim życiem uczuciowym. Według niego każde zwierzę potrafiło kochać z przywiązania do drugiego, ale u ludzi to coś więcej. Dlatego też wiąże się z takim szczęściem.
Trudno było mu oderwać wzrok od oczu Ariel. Zawsze uważał swój niebieski kolor, za pewnego rodzaju tajemniczy, ale jej jasne, wręcz karmelowe oczy hipnotyzowały. Cholera jasna, chyba właśnie wpadł w to wszystko jeszcze bardziej.
Przyjemny dreszcz przebiegł po jego plecach, kiedy poczuł jej oddech na swojej skórze.
- Podobno oboje nie umiemy – mruknął, obejmując ją trochę ściślej, przez co zbliżyli się do siebie jeszcze odrobinę.
Kidd
Kiedy jego matka jeszcze żyła, nauczyła go kilku rzeczy o kobietach. Między innymi „kiedy jesteś dla niej przyjacielem, masz największe szanse” przez „jeżeli pozwala ci wychodzić z kolegami na piwo i nie przeszkadzają jej twoje zwyczaje, to bez wahania za nią wyjdź” do „jeśli patrzy na twoje usta, chce żebyś ją pocałował”. Jednak tym razem postanowił jeszcze chwilę poczekać. Całkiem możliwe, że bardzo krótką chwilę.
OdpowiedzUsuńTeraz bardziej skupił się na jej dłoni za swoim kołnierzykiem, tym miłym uczuciem rozlewającego się ciepła w brzuchu i kłębiącymi się w głowie myślami. Nigdy jeszcze nie odczuwał tak wielkiej potrzeby poznania drugiej osoby. Ariel zaintrygowała go, jak żadna inna kobieta kiedykolwiek wcześniej. Zazwyczaj gustował w młodszych, niedoświadczonych. Leciały na bycie małym, słodkim i skrzywdzonym. Najwyraźniej to spotkanie nie było przypadkiem.
Na jego twarzy znów zagościł ten „firmowy” uśmiech. On naprawdę nie umie tańczyć!
- Śpiewać, grać na perkusji i całować – nie zrywał kontaktu wzrokowego, zupełnie nie zwracając uwagi na fotografa.
Kidd
[To dla mnie nowość, ale jest ciekawie! Coś czuję że za szybko do gejuszków nie wrócę. XD]
Usuń[Wow, tyle komplementów dzisiaj *-* Jednak, to chyba ja najwięcej traciłam.]
OdpowiedzUsuńOliver poczuł się przez chwilę jakby los odpłacał mu, stracony na pędzeniu z chorą matką do szpitala, bal maturalny. Wtedy nie żałował, że go tam nie było. Mimo że jego mama zmarła dopiero rok później, przy nawrocie choroby. Teraz chyba zaczął rozumieć ile takich chwil stracił uciekając. Miał wrażenie, jakby to była jego pierwsza, szczeniacka miłość, skupiona głównie na wyglądzie drugiej osoby, ale przecież tak nie było. Najbardziej chyba przyciągała go do niej jej tajemniczość, to co skrywała w sobie.
Kiedy po raz drugi tego wieczoru, poczuł palce przeczesujące jego włosy, uśmiechnął się delikatnie. Ten uśmiech był inny od poprzedniego. Pokazywał jego zadowolenie, że odpowiadają mu takie gesty. Uśmiech kierowany do nielicznych, bo przecież tylko nieliczni mogli do niego dotrzeć wystarczająco blisko.
Brał wdech, aby odpowiedzieć na pytanie kobiety, jednak kiedy pojawiła się obok nich młoda para, zmienił swoje zamiary. Dokończą później, mają przecież cały wieczór. Pożegnał Ariel uśmiechem i odwrócił się do panny młodej, od razu bogato komplementując jej pięknie skrojoną sukienkę i idealnie dobrany makijaż, tak dobrze podkreślający urodę jego starej, dobrej przyjaciółki.
[A elementy zaskoczenia są kluczem do dobrego wątku :D]
Kidd
[Jeszcze nigdy nie byłam tak wciągnięta w jakiś watek, na prawdę!]
OdpowiedzUsuńKidd poczuł się zdezorientowany, kiedy nie mógł odszukać wzrokiem Ariel.
- Cholera jasna, nie tak miało być – mruknął sam do siebie, czym zwrócił uwagę jakiejś pary tańczącej obok, ale nie specjalnie się tym przejął.
Wrócił w miejsce gdzie wcześniej siedzieli, jednak mógł zauważyć tylko, że zabrała swój płaszcz. Czyli to już koniec. Więcej jej nie zobaczy, no chyba że będzie miał niebywałe szczęście. Nawet nie znał jej nazwiska. Stał z rękoma w kieszeniach, nad nieszczęsnymi krzesłami, a po chwili nalał sobie kolejny kieliszek wódki i już nawet go nie popił. Wziął swoją kurtkę, sprawdził czy niczego przypadkiem nie zapomniał i ubrał się z zamiarem opuszczenia tego miejsca. Musiał się przewietrzyć. Ewentualnie wypalić pół paczki papierosów. Nie potrzebnie robił sobie nadzieję, to było chyba najgłupsze co mógł zrobić.
Westchnął głośno kierując się w stronę wyjścia, kiedy znana mu sylwetka mignęła gdzieś z boku. Rozejrzał się, zawrócił i zobaczył Ariel stojącą na balkonie. Przez chwilę zawahał się. Nie wiedział czy powinien tam iść. Jednak w końcu wyszedł na balkon, stanął za kobietą, która zdawała się nie zwracać na niego uwagi i po krótkiej chwili zaczął mówić:
- Nigdy nie sądziłem, że tyle sprzecznych uczuć może męczyć człowieka jednej nocy. Szkoda, że nie umiem tańczyć.
Kidd
[Odświeżam stronę co dwie minuty XD]
OdpowiedzUsuń- Jestem idiotą – mruknął cicho, odpalając papierosa, którego mu zaproponowała.
Zaciągnął się dymem, czując nagle błogi spokój. To śmieszne. Zależy mu tak bardzo na kobiecie, którą poznał ledwie półtorej godziny temu. Chyba ktoś powinien mu nieźle przywalić, bo może sobie tym nieźle nagrabić. Tyle że on tego pragnął. Już wiedział, że może ona wiele wnieść do jego życia, zmienić je. Nie wymagał, żeby zostawała z nim na zawsze, po prostu nie chciał jej tracić.
To spotkanie to zdecydowanie nie był przypadek.
Nagle, mogłoby się wydawać że zupełnie bez powodu, się roześmiał. W jego oczach pojawiły się iskierki radości, przygryzł wargę ciągle się uśmiechając.
- Chyba nie umiem tego ubrać w słowa. Dużo dziś myślałem. O przeszłości, która sprawiła, że tak bardzo nie chciałem być w żadnym związku. Odkąd pamiętam, nie pragnąłem żadnej kobiety. Z żadną nie chciałem być – znów się zaśmiał, spojrzał w dół i prze chwilę milczał. – To wszystko nie ma już znaczenia i to mnie przeraża.
Kidd
[Przepraszam, ze tak długo, na moment się wyłączyłam, bo musiałam sobie to wszystko wyobrazić...]
OdpowiedzUsuńPrzez cały czas kiedy kobieta milczała, nie podniósł głowy. Ciągle wpatrywał się w jeden punkt, niezbyt pewien co powinien zrobić. Uwolniła się jego nieśmiała strona. Ta której nie lubił. Bał się, że go wyśmieje, powie że jest naiwny i żałosny, a potem zostawi zupełnie samego, zdezorientowanego. Wtedy już na pewno nie próbowałby szukać chociażby namiastki szczęścia.
Jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. „Witaj na pokładzie, Kidd.” Szybko podniósł głowę z niedowierzaniem w oczach. To naprawdę się działo. Czuła się podobnie i w dodatku użyła pirackiego powiedzonka, możliwe że całkiem przypadkowo. Oh, boże, to kobieta idealna!
Kiedy poczuł jej delikatną skórę na swoim policzku nie mógł się powstrzymać od przesunięcia twarzy bliżej jej dłoni. To było silniejsze od niego, tak bardzo pragnął jej dotyku. Pragnął ją też poznać. Jak najlepiej. Chciał spędzać z nią długie godziny po prostu na rozmawianiu o wszystkim i o niczym. Chciał móc zasnąć obok niej, obudzić się i ją zobaczyć. I czuć się bezpiecznie, wiedząc że jego szczęście go nie zostawi, przynajmniej na jakiś czas. Był nawet gotowy obejrzeć z nią najnudniejsze romansidło świata, jeżeli takie lubi. Chyba nigdy nie był jeszcze taki romantyczny.
W chwili kiedy go pocałowała, przesunął głowę, sprawiając że się pocałowali. Wcale nie zamierzał demonstrować swoich nieumiejętności w ustalonej kolejności.
Kidd
[Wiesz co właśnie ogarnęłam? Ariel – syrenka, Kidd – pirat, zbieg okoliczności? XD]
OdpowiedzUsuńKidd nigdy by nie przypuszczał, że będąc po prostu sobą, komuś zaimponuję. Nie był wcale ekstremalnie odważny, ani niezwykle inteligentny. Był raczej przeciętniakiem i nie sądził, że kogoś mógłby sobą zainteresować.
Miał wrażenie, jakby podczas ich pocałunku czas się zatrzymał. To jedna z tych magicznych chwil, kiedy czujesz się lepiej niż kiedykolwiek, stadko motyli szaleje w twoim brzuchu, a czas się zatrzymuje. Lubił takie chwile, chociaż nie przeżył ich zbyt wiele. Ta jednak, była prawdopodobnie najlepszą. Kiedy zabrakło mu oddechu z niechęcią odsunął się od Ariel, tak by móc ją dobrze widzieć. Poprawił kilka niesfornych kosmyków włosów, które wchodziły jej w oczy, zakładając je za ucho, a kiedy oddalał rękę pogładził ją kciukiem po policzku. Na jego twarzy znów zagościł uśmiech. Ten sam, który pojawił się także podczas tańca.
- Mam nadzieję, że nie przestraszysz się żadnego z moich dziwactw – powiedział, gładząc jej plecy dłonią.
Kidd
[To po prostu było im pisane, ok. XD]
OdpowiedzUsuń- O nie, czy właśnie dostałem ksywkę? – spytał lekko zachrypnięty od mrozu. Nie mógł przestać się uśmiechać. Czuł, że wyjdzie z tego coś dobrego. Kto by pomyślał, że w jedną noc znajdzie osobę która jest w stanie dać mu szczęście, w dodatku posuwając się z nią tak daleko. Prawdę mówiąc nawet sam był zadziwiony swoją otwartością.
- Chodź – mruknął łapiąc ją za zmarzniętą dłoń. Może chociaż trochę ją ogrzeje, bo trochę trudno przytulać się idąc. Wszedł powrotem na salę i udał się do głównego wyjścia, machając tylko przyjaciółce w białej sukni na pożegnanie. Jej przyszły mąż dziwnie się na niego patrzył, jakby nie darzył go zaufaniem, postanowił jednak to zignorować i po chwili znaleźli się znów na dworze.
- Jedziemy taksówką, czy wolisz się przejść? Stąd nie jest daleko – spytał rozglądając się. Zupełnie nie wiedział gdzie mógłby złapać takowy pojazd. Poruszał się raczej na nogach, ewentualnie autobusami, których szczerze nienawidził. Ale o drugiej nie kursują autobusy.
Kidd
- Nie muszę kłamać żeby mówić, że jesteś piękna – powiedział patrząc w jej jasne oczy. Prawienie komplementów zawsze szło mu dobrze, szczególnie kiedy były one szczere, tak jak w tej chwili.
OdpowiedzUsuńNie zamierzał kłamać wobec Ariel, chociaż aktor akurat z niego niezły. Przez pół życia nauczył się ukrywać cierpienie, tak by nieliczni je zauważyli i kłamać jak z nut. „Jest dobrze”, „po prostu jestem trochę zmęczony” były codziennymi kłamstwami, z czasem tak automatycznymi, że samego Olivera to przerażało. Ale czego się nie robiło dla świętego spokoju i zachowania znośnej reputacji.
Kidd szedł na wesele z przekonaniem, że będzie to po prostu kolejna nieprzespana noc. Tak bardzo się mylił… Teraz miał nadzieję, że w końcu będzie lepiej. Istotnie były na to całkiem spore szanse. W końcu znalazł kogoś kto sprawia, że się uśmiecha, samym byciem obok.
- Do mnie, chyba że znasz jakieś inne miejsce które jest otwarte o – spojrzał na zegarek w telefonie, przecież pociętego nadgarstka nie odsłoni! – o drugiej siedem i będzie się dało tam spokojnie gadać – spojrzał na wysokie szpilki kobiety. – Na pewno dasz sobie w tym radę?
Kidd
- Z takim łupem, wolałbym chyba zrobić coś innego – spojrzał na Ariel, spod opadających na oczy włosów, całkowicie świadom tego, jak zabrzmiała jego wypowiedź.
OdpowiedzUsuńKłamanie jest łatwiejsze od mówienia prawdy. Przychodzi bez problemu. Kidd będzie musiał odzwyczaić się od takich wygód. Wiedział że z Ariel musiał być całkowicie szczery, jeśli chce, żeby się nie spieprzyło. I był gotowy powiedzieć jej o wszystkim. O ojcu-narkomanie, śmierci mamy, ucieczki do Oslo, o ranach na nadgarstkach, o tym jak był w szkole wyśmiewany, bo ubierał się inaczej i słuchał innej muzyki, o wszystkim.
Mama kiedyś mu powiedziała, żeby zakochiwał się w oczach, ponieważ ciało się zmienia, a one zawsze pozostają takie same. Kidd kieruje się tym teraz, lubi patrzeć innym w oczy. Oczy odzwierciedlają duszę. Ktoś lepiej znający się na ludziach, mógłby odczytać z oczu wszystkie emocje. Nie był w tym mistrzem, ale sam już dawno zauważył, że nawet kiedy mózg kłamie, oczy są szczere. Nauczył się, żeby w nie patrzeć przy każdej okazji.
Postanowił iść skrótem, przez park, który o tej porze wyglądał niczym z horroru. Ale nie było tak źle, horrory jakoś nigdy go nie przerażały.
Kidd
Gdyby Oliver był trochę większą świnią niż jest wykorzystałby ten dzień w stu procentach. Jednak wychowany na dżentelmena, nie miał zamiaru robić nic, przez co Ariel mogłaby się poczuć źle. Poza tym w tych sprawach jest raczej delikatny, chociaż zdarzają mu się różne wybryki, kiedy naogląda się za dużo filmów.
OdpowiedzUsuńKidd teraz wiedział, że da radę. W końcu się pozbiera, pozwoli bliznom zarosnąć i zapomni o przeszłości. Bo przeszłości nie da się zmienić, nie ważne jak bardzo by się chciało. Co się stało to się nie odstanie. Nie sposób jest naprawić wszystkie swoje błędy, nawet z biegiem lat. Przeszłość zostawia po sobie blizny, ale to dzięki nim w ludziach kształtuje się charakter, nawyki. Z przeszłością trzeba się pogodzić, żeby być gotowym na przyszłość.
A przyszłość Kidda zapowiadała się bardzo owocnie.
- Tak, mam tędy bardzo blisko na uczelnię – powiedział, gładząc kciukiem zewnętrzną część dłoni Ariel, żeby dodać jej otuchy. – Spokojnie, najstraszniejsza rzecz jaka tu jest to duża sowa i parę nietoperzy.
[Będę już uciekać, bo zaczynam być bardzo zmęczona. Miłych snów :3 ]
Kidd
- Weterynarię – odpowiedział, a kiedy wychodzili z parku skręcił w prawo w mniej ruchliwą ulicę niż inne. Chociaż o drugiej w nocy i tak wszystkie świeciły pustkami. Mimo że wyszli już z parku, nie puścił dłoni Ariel i nie zanosiło się na to, żeby to zrobił aż do końca drogi. Minęli grupkę pijanych osób, które najwyraźniej wracały z jakiejś imprezy i po chwili byli już pod drzwiami. Wpisał kod, aby mogli wejść do kamienicy. Pozostało im pokonać trzy piętra schodami, bo winda oczywiście nie działała, ale było już zdecydowanie cieplej. Otwierając drzwi do mieszkania, słyszał wesołe szczekanie czekoladowego labradora, który niedawno z nim zamieszkał. Zabrał go ze schroniska jakieś trzy dni temu i nawet nie zdążył nadać mu imienia.
OdpowiedzUsuńJego mieszkanie było raczej małe. Przedpokój był mały, stał w nim wieszak na kurtki i dwie pary butów Kidda, a na ścianie wisiało duże lustro. Z kolei drugą ścianę zajmowały drzwi do łazienki. Przez łuk przechodziło się do salonu, w którym był niemały bajzel. Labrador i Kidd razem są niczym mieszanka wybuchowa. Na kanapie leżał zwinięty koc. Książki z których się uczył i płyty z grami były porozrzucane po całym stoliku stojącym naprzeciw niej. Parapet, na którym lubił siadać, był obrzucony poduchami. Leżała na nim też gitara, a pod nim mnóstwo ręcznych zapisków, czyli piosenek Olivera, których raczej nikt nigdy nie usłyszy. W rogu pokoju stała perkusja, a na ścianie wisiał płaski telewizor. Z salonu można było przejść do kuchni, w której lodówka świeciła pustkami, oraz do sypialni, w której stało duże łóżko z ramą owiniętą lampkami, szafa, komoda i druga gitara. Zwykłe mieszkanie, ale Kidd je lubił.
Kidd
Kidd przez całe życie miał wrażenie, że jego pies był jego jedynym prawdziwym przyjacielem. Mimo trudności, zawsze robił dla zwierząt wszystko. Znosił do domu schorowane kotki, wyprowadzał psy ze schroniska na spacery, robił dla nich wszystko co się dało. Kiedy jego pies zdechł długo nie mógł się z tym pogodzić i dopiero teraz przygarnął kolejnego i był z tej decyzji bardzo zadowolony. Nie czuł się tak samotny, kiedy rano budził go mokry jęzor zwierzaka.
OdpowiedzUsuń- On… nie ma imienia. Jest ze mną dopiero od trzech dni, a ja krzywdzę imionami… - mruknął patrząc to na psa, to na Ariel. – Zaproponował bym coś do jedzenia, ale mam pustą lodówkę, więc… może kakao?
Kakao było jedyną rzeczą, jaka była w jego domu zawsze. Kakao, mleko i pianki – mógł je pić litrami. Nie spodziewał się, że wróci z kimś, więc nie czuł potrzeby napełnienia lodówki, a sam mógł żywić się energią słoneczną.
Kidd
Pokręcił przecząco głową, wbijając wzrok w swoje stopy. Ostatnim co chciał zrobić to ją zmartwić, a właśnie w tej chwili mu się udało. Chyba lepiej żeby nie mówił, że nie zjadł nic od przed wczoraj, no może poza piankami z kakao. Oliver nie lubił jeść. Kiedy już musiał, jadł mało i niezdrowo. Nie lubił też spać i ogólnie myśleć o swoim zdrowiu. Z najgorszą gorączką chodzi na wykłady i robi wszystko co robiłby normalnie. Co dziwne jeszcze nie wylądował z tego powodu w szpitalu.
OdpowiedzUsuń- Och, to nie ważne, chodź – delikatnie złapał dziewczynę za rękę i poprowadził do kuchni. – Nie chcesz się przebrać z tej sukienki? Nigdy nie rozumiałem chodzenia w sukienkach, to musi być tak cholernie niewygodne… Co prawda damskich ciuchów nie mam, ale moja koszulka chyba nie jest taka zła, prawda? – spytał, biorąc się za robienie kakao.
Myśl o Ariel w jego koszulce sprawiała że czuł coś niezidentyfikowanego. Zawsze uważał za słodkie, kiedy dziewczyna chodziła w rzeczach swojego chłopaka (to takie głupie określenie). Co prawda z nią nie był, ale nadal nie zmienia to faktu, że to słodkie.
Kidd
Uśmiechnął się do Ariel i kiwnął głową.
OdpowiedzUsuńZalał kakao wodą, do jednej trzeciej kubka, dodał gorącego mleka, wrzucił maleńkie pianki i jego cudo było gotowe. Podniósł oba kubki i przeniósł je do salonu, po drodze potykając się o psa, który złapał jeszcze w locie piankę, która wypadła przy wstrząsie z jednego kubka. Zrzucił nogą kilka książek, bo przecież miał zajęte ręce. Postawił kubki w wolne miejsce i zaprowadził dziewczynę do sypialni, przed szafę, przy okazji włączając lampki, które wisiały na łóżku. Może mało męskie, ale jakie ładne. Otworzył drzwiczki od dosyć dużej szafy wypchanej ubraniami. Zakupy to on lubił jak mało kto. Szczególnie kiedy mieścił się w coraz to mniejsze rozmiary spodni.
- Moje pierwsze dziwactwo: lubię zakupy. Jeszcze jakieś 14 przed tobą – spojrzał na kobietę i obdarzył ją uśmiechem. – Wybieraj. Ah i jeśli chcesz wziąć kąpiel, do łazienki wchodzi się z przedpokoju. Co prawda damskiego płynu tam nie znajdziesz, ale mam taki z Batmanem… Dziwactwo numer dwa.
Kidd
[Przepraszam, że tak długo odpisuję, ale weszłam w tag „Andy Biersack” na tumblr no i… cóż zapatrzyłam się XD]
OdpowiedzUsuńZnów poczuł to miłe uczucie ciepła, kiedy go dotykała. Mogłaby to robić cały czas…
Te lampki nadawały miłego, romantycznego nastroju w jego sypialni. A Oliver był romantykiem, chociaż sam się przed sobą do tego nie przyznawał.
- To nie jest dziwne w przypadku kobiety, ale ja jestem facetem, a z tego co wiem, oni marudzą na zakupach. No i nie kupują cieni do oczu… To już trzecie dziwactwo. Wow, szybko mi idzie! – powiedział wracając z nią do salonu. Upił łyk swojego kakao i rozejrzał się po mieszkaniu.
- Ale tu syf – mruknął. Widać było, że mieszkał tu jedynie facet ze swoim psem. Nie pamiętał kiedy ostatnio sprzątał. Przesunął nogą rozrzucone, pozapisywane kartki bardziej pod parapet. – Widziałaś? Posprzątałem! – pochwalił się widocznie dumny ze swojego czynu, a potem usiadł na kanapie, ciągnąc Ariel za sobą i nakrył ich kocem.
Kidd
[Jezu, ja się chyba zakochałam w tym człowieku XD Jest zbyt idealny!]
OdpowiedzUsuńKidd byłby chyba w niebie, gdyby mógł z kimś chodzić na zakupy. Zazwyczaj, jeżeli już znalazł się ktoś kto go tolerował do tego stopnia, żeby się z nim dobrowolnie spotkać, nie wytrzymywał go na zakupach i biedaczek musiał chodzić sam. A takie pokazywanie się sobie w przymierzalni to kolejna słodka rzecz, jaką można robić razem.
Przez chwilę wpatrywał się w milczeniu w swoje kakao, potem upił łyk i był cholernie zadowolony bo trafiła mu się pianka i w końcu się odezwał:
- Może moje dziwactwa są mało dziwne tylko dla ciebie… W szkole miałem przez nie przesrane. A koreańskie boysbandy… w zasadzie się nie nich nie znam, ale jeszcze pół roku temu nie wiedziałem, że istnieją. I nie sposób odróżnić który to który – spojrzał na Ariel, która zagryzaniem wargi sprawiła, że jeszcze bardziej chciał ją znów pocałować. – Prowokujesz mnie tym – mruknął, unosząc jeden kącik ust w połowicznym uśmiechu.
Kidd
[Na początku chciałam wziąć Oliego Sykesa, ale stwierdziłam że Biersack lepszy. Dobrze stwierdziłam XD]
OdpowiedzUsuńPrzygody w przymierzalni, hm… Chyba trudno byłoby mu być cicho, ale kto wie, zawsze można spróbować.
- To chyba mam jakiś defekt, bo jak dla mnie różnią się tylko włosami i wzrostem. Ale możesz spróbować, powodzenia – uśmiechnął się delikatnie i zamknął na moment oczy, czując jej palce wplatające się w jego włosy. – Och… najpierw pomaluję oczy – „firmowy” uśmieszek wrócił na jego usta. W niechęcią – aczkolwiek warto było – zwlókł się z kanapy i skierował w stronę łazienki. – Daj mi pięć minut! – stanął przed lustrem i chwilę później nakładał czarny cień w zagłębienie powieki. Pomalował się dosyć mocno, ale tak najbardziej lubił. Mocno podkreślona górna powieka, dolna odrobinę mniej. Kiedy był zadowolony z efektu wrócił do salonu, znów przybierając swój uśmieszek i tak po prostu znów usiadł obok niej i spojrzał w jej oczy. Teraz oboje byli pomalowani.
Kidd
[Przepraszam, że zniknęłam. Pokazywałam Andy'ego mojej mamie XD Polubiła jego głos. Już odpisuję.]
OdpowiedzUsuń[BMTH lubię, ale nie słucham jakoś bardzo dużo. Za to BVB jest w najczęściej odtwarzanych w moim telefonie. Razem ze Sleeping With Sirens i Green Day :3]
OdpowiedzUsuńJego uśmiech zmienił się teraz w ten, który już raz widziała. Taki sam, który pojawił się na jego ustach, po ich tańcu. I znów się zarumienił. Dużo mocniej niż ostatnim razem. Jego policzki przybrały wręcz czerwony odcień. A w brzuchu poczuł te sławne motyle niczym zakochany po raz pierwszy nastolatek. Jedną dłonią objął ją w talii, a drugą pogładził po policzku. Była tak cholernie idealna. Zabawna, inteligentna, troskliwa, piękna. Właśnie napotkał swój ideał kobiety. A sądził że taka chwila nigdy nie nastąpi.
Zbliżył do siebie ich twarze, tak że czuł jej oddech na swojej skórze. To jedna z tych wielu chwil które stracił będąc kompletnym wyrzutkiem społeczeństwa. Ale zapewne gdyby nie to, nawet nie byłoby go w Oslo. Nie poznałby kilkoro osób, które w efekcie go do niej doprowadziły. Było warto.
Pocałował ją. I było równie idealnie co poprzednim razem. Znów czuł to ciepło w brzuchu i przyjemne mrowienie na plecach.
Kidd
[Ariel i bez tego jest fajna. :D Znów mama mi przeszkodziła w odpisie... -.-]
OdpowiedzUsuń- Jesteś idealna, wiesz o tym? – powiedział cicho, obejmując ją trochę mocniej. Chciałby żeby ta chwila trwała wiecznie. Oddałby wszystko, żeby Ariel z nim została. Mimo że w zasadzie jej nie znał, czuł że nie da rady tak po prostu bez niej wytrzymać. Byłoby mu za pusto i spokojnie. Tak szybko stała się częścią jego życia.
Zamknął oczy, całkowicie oddając się uczuciom, które mu teraz towarzyszyły. Na jego usta wkradł się delikatny uśmiech, kiedy poczuł jej oddech na swojej skórze. Wodząc palcami po jej plecach, czując jej zapach i dotyk czuł się nią odurzony. Nie był w stanie teraz trzeźwo myśleć. Wszystkie jego myśli sprowadzały się do kobiety siedzącej mu na kolanach.
Kidd
- Idealna dla mnie – powiedział cicho. Ludzie idealni istnieją. Ale nie tacy idealni dla społeczeństwa, bez żadnych wad, nieskazitelni i typ podobne. Istnieją tacy, którzy są idealni dla kogoś innego, nawet ze swoimi wadami. Bo one w połączeniu ze wszystkim innym stanowiły idealną całość.
OdpowiedzUsuńPociągnął ją za sobą na kanapę, tak że teraz oboje leżeli i od razu zaczął składać delikatne pocałunki na jej szyi. Po chwili wrócił do jej pełnych ust, aby na nich także złożyć jeden z najdelikatniejszych pocałunków. Wodził palcami po jej policzku, szyi i ramieniu. W takich właśnie chwilach ujawniała się jego delikatna i spokojna strona.
Pocałował ją w kącik ust i po prostu przytulił. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że mniej więcej od czterech lat potrzebował czegoś takiego. Potrzebował odczucia, że jest dla kogoś ważny.
Kidd
Oliver nie zamierzał jej zostawiać. Obiecał sam sobie, że nigdy nie zrani żadnej kobiety, przez swoją nieodpowiedzialność, kłamstwa, puste słowa czy nieodpowiednie zachowanie. Nie chciał stać się własnym ojcem, który ranił jego matkę. To przez niego miała problemy z sercem i to przez niego… Nawet nie chciał o tym myśleć. Miał nadzieję, że ten skurwiel, po którym niestety odziedziczył większość swojego wyglądu, zaćpał się. Nie zasługuje na miano ojca, ani tym bardziej mężczyzny.
OdpowiedzUsuńLeżeli przez chwilę w ciszy, ciesząc się swoją bliskością. Kidd czuł się coraz bardziej senny, trudno stwierdzić czy przez to przytulanie, czy przez późną porę. Ale jego charakter musiał dać się we znaki i wyjawił kolejne ze swoich dziwactw:
- Czasem, kiedy czuję się źle, oglądam seriale schowany w szafie. Czwarte dziwactwo – powiedział dziwnie spokojnym głosem, a potem wtulił nos w jej włosy.
Kidd
Kidd był wprost pewien, że tej obietnicy dotrzyma. Po tym co przeszedł jako dzieciak. Widział jak ojciec traktował mamę. Wyżywał się na niej, kiedy nie miał heroiny, czasem dochodziło nawet do rękoczynów, nie chciał iść na odwyk, by ratować rozpadającą się rodzinę. Zwyczajnie mu nie zależało. Oliver, gdyby nie jego matka, obrywałby pewnie podobnie jak ona.
OdpowiedzUsuń- Nie muszę wychodzić po kolejny odcinek. Szafa jest wystarczająco duża, zmieścimy się we dwójkę – uśmiechnął się delikatnie i złożył pocałunek na jej skroni.
Kiedy spytała o rozpięcie mankietu, zawahał się. W końcu na tej ręce miał najświeższą bliznę, ledwie sprzed dwóch dni. Ale miał nie kłamać, nie mieć przed nią tajemnic.
Przełknął ślinę i pozwolił jej rozpiąć mankiet, aby podwinąć rękaw w górę. Kilkanaście blizn nagle się odsłoniło w tym jedna niezarośnięta rana i druga jeszcze mocno widoczna. Cholera, nie przypuszczał, że aż tak będzie je widać.
Kidd
- Proszę, tylko nie płacz – delikatnie otarł łzy z jej policzków i zebrał kilka kosmyków włosów, które wchodziły jej w oczy, zakładając jej je za ucho.
OdpowiedzUsuńDlaczego? Och, jest tak wiele powodów.
- Mój ojciec… był narkomanem. Bił matkę, wyżywał się na niej, nie kochał jej. Kochał tylko swoją heroinę. Atmosfera w domu była nieciekawa, całe starsze rodzeństwo się wyprowadziło, kiedy ja miałem może 10 lat. Od tamtej pory ich nie widziałem. A ja zostałem. Nie mogłem tak po prostu wyjechać w tym wieku, a nikt nie wziął mnie ze sobą. W szkole byłem przez to traktowany inaczej. Gorzej. Wyśmiewali się ze mnie, kilka razy nawet mnie pobili, dopóki nie wypracowałem techniki uciekania. Wtedy się zaczęło. Na drugiej ręce – odpiął mankiet lewego rękawa i go podwinął. – Już prawie ich nie widać, tatuaże je zasłoniły. Ale to nie wszystko. Moja mama miała problemy z sercem i kiedy miałem 17 lat przeżyła zawał. Pamiętam, że kiedy inni bawili się na balu maturalnym, ja siedziałem z nią w szpitalu. Drugiego zawału mnie przeżyła. Trzy dni po moich urodzinach zmarła. I tak znalazłem się w Oslo. Uciekłem, kiedy straciłem jedyną osobę, dla której jeszcze się trzymałem – przez chwilę milczał wpatrując się w swoje blizny. – To pozwala zapomnieć o psychicznym bólu.
Kidd
Spojrzał na nią oczami pełnymi łez. Był gotów jej obiecać wszystko. Wiedział, że dzięki temu będzie lepiej, a teraz kiedy zrozumiał że jej na nim zależało, uczucia te się spotęgowały.
OdpowiedzUsuńZnów otarł łzy z jej policzków, mimo że właśnie w tym momencie popłynęły jego własne. No tak, jest noc. Zazwyczaj w nocy płacze. Pies wyczuł atmosferę i wszedł na kanapę, kładąc łeb na jego udzie. Chyba jeszcze nigdy nie czuł takiego wsparcia.
- Obiecuję – powiedział prawie niedosłyszalnie.
Chciał dodać jej otuchy, żeby się tak nie kuliła. Wyglądała jakby się bała i to przez niego. Miał poczucie winy, ale w tym momencie chyba nie da się załagodzić sytuacji. Poklepał psa po brzuchu i zbliżył się do niej, obejmując ją delikatnie.
- Proszę, nie – głos mu się załamał i chyba jego wewnętrzny twardy, mężczyzna też, bo rozpłakał się jak małe dziecko.
[Uciekam już, bo zasypiam przed laptopem. Szkoda że akurat w jednym z ciekawszych momentów nosz fuck… Dobranoc!]
Kidd
Nie płakał długo. To była jego chwila słabości. Po czymś takim zazwyczaj albo pisał piosenkę, albo zdobił nadgarstek kolejną raną. Milczał jeszcze przez chwilę po tym jak przestał płakać. Przypuszczał, że jego policzki są całe czarne od rozmazanego cienia, ale nie przejmował się tym w tej chwili.
OdpowiedzUsuń- Muszę po coś wstać – mruknął, a kiedy go puściła podszedł do kartek, które wcześniej wsunął nogą pod parapet. Wygrzebał niezapisaną i długopis, by chwilę potem wrócić na łóżko. Otarł jeszcze tylko łzy z policzków Ariel i cmoknął jej policzek.
- Tylko już nie płacz, dobrze? Nie warto płakać przeze mnie – powiedział, patrząc jej w oczy.
Nie chciał żeby się martwiła, ani tym bardziej, żeby płakała z jego powodu. No chyba że rozśmieszy ją do łez lub wzruszy. Płakanie przez pozytywne emocje jest całkiem inne.
Wziął jedną z książek, które leżały na stoliku, położył na niej kartkę i zaczął pisać. A raczej bazgrać, ale kiedy ma się taki przypływ weny, nie da się ładnie zapisywać każdego słowa.
- So here I write my Lualaby to All the lonely ones – zanucił patrząc się w przestrzeń i po chwili wrócił do pisania.
Kidd
[No tak, pisałam w wordzie i angielskie słowa się popoprawiały...]
Usuń- Próbuję, ale najwyraźniej nawet w tym jestem beznadziejny… - spojrzał na nią znad kartki. Czuł się winny i bardzo dobrze. Doprowadził kobietę do płaczu, gdyby jego mama żyła, pewnie zdzieliłaby go jakąś szmatą. Sam miał ochotę to zrobić, chociaż wyglądałoby to komicznie.
OdpowiedzUsuńPatrzył na skończoną piosenkę. Pierwszy raz napisał jakąkolwiek tak szybko. Wstał po gitarę, wrócił na kanapę i po szybkim nastrojeniu instrumentu ze słuchu, zaczął grać, mrucząc dodatkowo linię melodyczną skrzypiec, na których nie potrafił grać i bardzo tego żałował. Po kilkunastu minutach piosenka była gotowa. Całkowicie, to aż dziwne.
- Chcesz posłuchać? – spytał cicho.
Zainspirowała go do napisania tej piosenki i w pewnym sensie traktował ją jako podmiot liryczny*. Takie „obronię cię przed światem” w wersji mocno rozszerzonej.
[*bo piosenki to liryka, prawda? Nie jestem pewna…]
Kidd
Uśmiechnął się delikatnie i zaczął grać pierwsze dźwięki piosenki. Po chwili do dźwięków gitary dołączył jego głos:
OdpowiedzUsuń- I never ment to be the one who kept you from the dark. But now I know my wounds are sewn because of who you are – śpiewał patrząc jej w oczy.
Wyglądał jak kupka nieszczęść. Rozmazany makijaż, zawinięte rękawy ukazujące blizny, wygnieciona koszula i rozczochrane włosy, ale w tej chwili nie zwracał na to uwagi. Starał się jak najlepiej zaprezentować swoje dzieło osobie, która go to niego zainspirowała. – A savior for all that you do so you live freely without their harm.
Równie spokojnie zaśpiewał drugą zwrotkę i refren, aż przeszedł do końcówki piosenki.
- When I hear your cries, praying for life, I will be there. When I hear your – tu płynnie przeszedł do screamu – cries, praying your life, I will be there.
Zakończył słowami: „I will fight, I will always be there, I will fight”.
Kidd
Kąciki jego ust się uniosły w odpowiedzi na kłamczuszka. Odłożył gitarę na bok i zbliżył się do niej obejmując ją tak, że jej głowa, była na wysokości jego serca. Przez chwilę po prostu przytulał ją w ciszy, gładząc ją po włosach. Momentalnie poczuł się silniejszy. Chyba pierwszy raz w życiu pokonał chęć zrobienia sobie krzywdy. A wszystko tak naprawdę zrobił dla Ariel. Mogłoby się wydawać, że to nierealne, tak zaufać osobie, którą poznało się ledwie przed kilkoma godzinami. Ale tym razem postanowił pozwolić sobie działać pod wpływem serca. W końcu kiedyś musiał zaryzykować i chyba wybrał odpowiedni moment.
OdpowiedzUsuńTeraz boi się już tylko jednej rzeczy: że stanie się kiedyś jak jego ojciec. Bezwartościowy, uzależniony i agresywny.
- Idziemy zmyć to z twarzy? – spytał.
Kidd
- Obiecałem sąsiadce, że więcej nie nastraszę jej dzieci, to byłoby dosyć ryzykowne – dzieci chyba po prostu za nim nie przepadały, bo każde wystraszył albo samym sobą, albo kiedy się odezwał.
OdpowiedzUsuńNo dobra, kiedy miał piętnaście lat swojego dwunastoletniego kuzyna, specjalnie straszył scream’em. Ale to było co innego!
- Pfyf, prysznic. Kąpiel jest wygodniejsza – zaczynał czuć się śpiący, a ciepła kąpiel przy świeczkach zapachowych wydawała się być idealnym wyciszeniem. Jezu, on jest jak baba. No bo co za faceci kąpią się przy świecach, sami z siebie?
Niechętnie puścił Ariel i wstał z kanapy, wyciągając rękę w jej stronę. Kiedy tylko wszedł do łazienki, widząc siebie w lustrze wybuchnął głośnym śmiechem. Jak to możliwe, że od zwykłego cienia, miał prawie całą czarną twarz?
Kidd
Kiedy Kidd był dzieckiem nie miał nawet okazji pobawić się w to całe przebieranie. Dlatego też postanowił to sobie wynagrodzić teraz, ale co poradzić, jak dzieci się ciebie boją. No i dostał tylko jednego cukierka, dwa razy w twarz, a starsza pani z góry, krzyczała że jest satanistą. Taki z niego satanista, że jak widzi bujanego konia, to rzuca się na niego, żeby przypadkiem jakiś czterolatek mu go nie zajął i może bujać się godzinami.
OdpowiedzUsuńOliver podczas swoich kąpieli zazwyczaj po prostu głośno włączał muzykę i wdychał kokosowy zapach świeczek. Niejednokrotnie zdarzyło mu się zasnąć w wannie, raz prawie się utopił, a kiedyś wpadła mu do wody książka.
Uśmiechnął się i sięgnął do małej szafki stojącej obok umywalki. Gdzieś między maszynką do golenia, dezodorantem, perfumami i dwoma żyletkami leżała mała buteleczka mleczka i waciki. Zamknął szufladkę jak najszybciej, nie chcąc żeby Ariel widziała „narzędzia”, których używał do zadawania sobie bólu. Nalał mleczko na kilka wacików, które dał kobiecie i podobnie postąpił ze swoimi. Po kilku wsadzeniach wacika w oczy, w końcu udało mu się zmyć makijaż. Miał go nawet na nosie!
Kidd
Oliver był człowiekiem stworzonym z pozorów. Nikt go tak naprawdę w pełni nie poznał. Większość nie znała tej smutnej strony. Uważali, że jest pozytywnym gówniarzem, który ciągle sądzi że życie ma jakikolwiek sens i wierzyli kiedy mówił im, że to kot go podrapał. Nigdy nie miał kota…
OdpowiedzUsuńKidd chyba nigdy nie zrozumie kobiet. Piękne uważały, że są brzydkie. Brzydkie sądziły że są piękne. Te z kształtami chciały schudnąć, te szczupłe chciały mieć anoreksję, t z anoreksją chciały się zagłodzić. Jedna narzekała na swoje piersi, inna na talię, jeszcze inna na nos, a tak naprawdę każda z nich była piękna i jedyna w swoim rodzaju. Bez makijażu były naturalne. A naturalność to piękno.
- Nie prawda – powiedział, przypatrując się jej odbiciu w lustrze. Po chwili milczenia odwrócił się do niej.
– Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką widziałem, z makijażem czy bez – złożył pocałunek na jej policzku jakby na potwierdzenie swoich słów.
Kidd
[Próbowałam odpisać, ale wygląda na to, że jestem zbyt zmęczona. Odpiszę już jutro, dobrze? A teraz idę spać. Jest szansa, że w końcu zasnę jak człowiek. Dobranoc! :D]
OdpowiedzUsuń[U mnie zdjęcie było normalnie, dopóki nie przeczytałam, że niby go nie ma .-. Zrobie z tym coś. Rano. A ten tekst, to moja życiowa rozkmina. I wreszcie, dziękuję za komplement. Klecimy coś?]
OdpowiedzUsuńSyd.
[ Sąsiadki mi się podobają ;D Zacznę wątek wieczorem]
OdpowiedzUsuńNessa S.
Kidd chciał w końcu komuś zaufać na tyle, by pozwolić mu się całkowicie poznać. Wszystko było na dobrej drodze do tego. Jeszcze nikomu nie pokazał swoich blizn, przy nikim się nie rozpłakał. Nikomu nie pokazał strony, która jest zraniona. Tylko Ariel.
OdpowiedzUsuńOliver siebie za jakoś pięknego nie uważał, w zasadzie mało się przejmował swoim wyglądem, chociaż bardzo zależało mu na tym, żeby Ariel wiedziała jaka jest piękna. Dla kobiet to ważne, a skoro ich samoocena w głównej mierze zależała od ich wyglądu, dla niego także. Nie chciał, żeby Ariel uważała że jest gorsza, sądząc że nie jest piękna, tak jak większość kobiet.
Uśmiechnął się na słowa kobiety i zabrał się za przygotowanie kąpieli. Odkręcił ciepłą wodę, przyniósł świeże ręczniki i rozpalił kilkanaście świec, które poustawiał praktycznie w całej łazience, po której rozszedł się już ich przyjemny zapach. Zgasił światło, tak że teraz tylko one oświetlały pomieszczenie.
- Zostawiam cię teraz samą - powiedział i cmoknął ją w policzek z zamiarem opuszczenia łazienki.
Kidd
Oliver wyglądał jak jego ojciec. Całkowicie. Żadnej cechy wyglądu nie odziedziczył po matce, przez co cholernie jej go przypominał, niejednokrotnie doprowadzając ją tym do skrajnych emocji. Szczególnie kiedy oboje myśleli, że on już nie wróci.
OdpowiedzUsuńW zasadzie to przez ojca jest taki, jaki jest. Przez niego sprawia sobie ból, jest zamknięty w sobie, mimo że tak nie wygląda. Przez niego musiał chodzić na terapię i znosić obelgi rzucane w jego stronę w szkole. I to przez niego płakał w poduszkę po nocach, nawet teraz czasem to robi. Nigdy nie miał prawdziwej rodziny, a teraz nie ma jej już w ogóle. Ale chyba już przywykł do bycia samemu.
Spojrzał na Ariel, kiedy ta złapała go za nadgarstek. Wyglądała jakby zawstydziła się tym, że w ogóle pyta go o takie rzeczy. Na jego twarzy zagościło chwilowe zdziwienie. W zasadzie nawet nie pomyślał o tym, żeby z nią zostać, ale kiedy sama to zaproponowała, stało się to nagle bardzo kuszącą propozycją. Kąciki jego ust drgnęły na myśl o tym, że mógłby po prostu leżeć z nią w wodzie, przytulać ją i całować. Był tak cholernie romantyczny…
Pociągnął za klamkę, którą ciągle trzymał, zamykając drzwi.
Kidd
Bycie podobnym do ojca go niszczyło. Swego czasu nie był w stanie nawet patrzeć w lustro. Nie widział siebie, widział człowieka który niszczył jego rodzinę. Który zmusił rodzeństwo do ucieczki i „zabił” jego matkę. Z czasem to uczucie minęło, ale chyba nigdy nie przestanie nienawidzić swojego ojca. Jest daleki od przebaczenia mu, a nawet ma nadzieję, że przedawkował.
OdpowiedzUsuńZbliżył się do niej, kiedy jego koszula spadła na podłogę odsłaniając kolejne tatuaże na rękach i klatce piersiowej, a także trochę wychudzony brzuch, i delikatnie wystające żebra. Przestał przejmować się tym, że zobaczy jego blizny. Stało się to naturalne w tej chwili, jakby znali się od zawsze, a ona o nich wiedziała od zawsze. Była pierwszą osobą, przed którą się ich nie wstydził.
Pocałował ją delikatnie w usta, pozbywając się jej sukienki. Przeniósł się z pocałunkami na jej szyję, delikatnie gładząc jej plecy.
Kidd
Oliver bardzo chciał Ariel, jak najlepiej. Wolał jednak nie zadawać na razie pytań. Wolał poczekać, aż sama mu o tym powie, chyba że ciekawość go zeżre. A był z natury ciekawski. Chociaż jeśli zauważyłby, że pytania są niewygodne natychmiast by przestał. Nie lubił kiedy ważni dla niego ludzie czuli się źle, szczególnie kiedy działo się to z jego winy. Właśnie dlatego żył w ciągłym poczuciu winy wobec swojej matki.
OdpowiedzUsuńOn sam jakoś nie specjalnie przejmował się swoją niedowagą. Był taki w zasadzie od zawsze. Urodził się malutki i całe życie nie ważył więcej niż 2-3 kilogramy ponad minimalną wagę do jego wzrostu. Miał to chyba w genach, a teraz kiedy prawie nie jadł, stał się jeszcze chudszy. Nie narzekał na swoje wystające żebra i kości biodrowe. Chociaż gdyby zobaczył to samo u Ariel zapewne by się przeraził i kazał jej jeść. Nauczył się o siebie nie martwić w dzieciństwie, kiedy najbardziej martwił się o swoją mamę.
- Nie trzeba – mruknął cicho, patrząc na swój brzuch. Przecież nie był jakoś przeraźliwie chudy.
Kidd
[*chciał poznać Ariel...]
Usuń- Hej, nieprawda – powiedział cicho obejmując ją od tyłu w talii. – Masz rację, powinienem przytyć, chociaż sam nie widzę takiej potrzeby, bo się o siebie nie martwię. Po prostu, mnie w rodzinie – „która nie istnieje” pomyślał – wszyscy zawsze byli chudzi, a ja dodatkowo nie umiem jeść, kiedy czuję się tak, jak przez większość czasu. Cieszę się, że się martwisz – powiedział i złożył delikatny pocałunek na jej szyi, a potem oparł brodę na jej ramieniu.
OdpowiedzUsuńCieszył się, że ktoś w końcu się o niego zatroszczył. Całe życie musiał martwić się o siebie sam i właśnie takie były tego skutki. Mama się nim opiekowała, oczywiście, jednak mając jeszcze czwórkę dzieci na głowie, naćpanego męża i pracę – ich jedyny dochód, z którego większość ojciec zabierał na narkotyki – nie była w stanie o niego dobrze zadbać.
Kidd
Uśmiechnął się na jej słowa. Dobrze było wiedzieć, że ktoś cię wspiera. Czuł się teraz silniejszy. Całym sobą chciał też wspierać Ariel. Nie znał jej przeszłości, ale dał radę wyczytać z jej zachowania, że też nie miała łatwo. Dlatego ją rozumiał.
OdpowiedzUsuńTo zabawne że jeszcze kilka godzin temu, sądził że jego życie jest puste i prowadzi do nikąd.
Odpiął jej biustonosz, całując ją w ramię. Tak intymnej chwili, nie przeżył już bardzo długo. Zdarzały mu się przygody na jedną noc, ale to nie było to samo. Robił to, żeby się zaspokoić, odstresować. W większości nawet nie pamiętał imion tych dziewczyn, one jego zapewne też. A będąc romantykiem potrzebował czegoś zdecydowanie głębszego.
Kidd
Miała rację, było idealnie. Chyba pierwszy raz w jego życiu było idealnie. Czuł się szczęśliwy mając ją obok siebie. Sprawiała, że zapominał o tym, co działo się przez większość czasu, jakie uczucia mu towarzyszyły. Może ich znajomość nie była długa, ale na pewno intensywna i Oliver z pewnością mógł stwierdzić, że zauroczyła go sobą. Jeszcze na weselu się tego bał, a teraz było to takie naturalne i przyjemne. Chyba nastąpił przełom w jego życiu. Pragnął żeby została z nim na dłużej niż jedną noc. Jak najdłużej…
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się i pocałował ją najczulej jak potrafił. Gładził dłońmi jej talię, aż w końcu zjechał odrobinę niżej pozbywając się zbędnej już bielizny. Ściągnął również swoje bokserki, podniósł ją i po chwili oboje byli w wannie.
Kidd
Zaśmiał się razem z nią i pocałował ją w skroń, a potem dał jej się ułożyć, obejmując ją w talii. Co prawda nie słyszał bicia jej serca, co nie zmieniało faktu, że wyczuł jej puls. Swój czuł prawie ciągle, nawet nie przykładając palców do nadgarstka czy szyi i z innymi przychodziło mu to z podobną łatwością. Sam nie wiedział dlaczego, ale czasem bywało to przydatne, chociaż większość czasu go irytowało. Czucie bicia własnego serca, praktycznie ciągle nie było za specjalnie komfortowe.
OdpowiedzUsuńCzuł się teraz zrelaksowany i dziwnie spokojny. Zapomniał o wszystkim co go martwiło, wdychając zapach świeczek, siedząc w ciepłej wodze i czując delikatną skórę Ariel, jej ciepło i puls.
Przez chwilę zatracił się w chwili, ale ruch obok niego wybudził go z chwilowej zadumy. A potem miał pianę na swoich włosach i minę mówiącą „kiedyś się zemszczę”. Chociaż to drugie zniknęło, kiedy Ariel wplotła w jego czarne kłaki palce.
- Chyba bardzo lubisz moje włosy – mruknął z uśmiechem, wpatrując się w skupioną na jego fryzurze kobietę.
[To z pulsem - tak bardzo ja. Uciekam już, jutro muszę być żywa na trening, bo mnie jeszcze koń znów zdepcze, a ze złamaną prawą ręką trudno zrobić cokolwiek. Dobranoc! (:]
Kidd
Grzecznie pozwolił Ariel się ustylizować. Musiał wyglądać komicznie. Szczególnie z brodą z piany. Szczerzył się cały czas jak głupi. W końcu był szczęśliwy, wszystko co go zasmucało zostało zapomniane, a on skupiał się na chwilach z Ariel. Sądził że tylko on jako dorosły dorabia sobie brodę z piany, a jednak znalazł kogoś podobnego. Nabrał trochę piany na dłoń i dorobił sobie jeszcze brwi.
OdpowiedzUsuń- Sam bym się w sobie zakochał – skomentował swój wygląd ze śmiechem, kiedy spojrzał w duże lustro wiszące na ścianie obok.
Sam też zachowywał się jak dziecko. W końcu mało jest dorosłych, którzy w stroju tygryska ochlapują przypadkowych przechodniów wodą z kałuży. Ale Oliver to w sobie lubił i lubił to też w Ariel.
Kidd
Siedzenie w pracy po nocy zdecydowanie nie należało do ulubionych rozrywek Syda. Lubił to jeszcze mniej niż nadgodziny i opóźnienia z wyplatą. O tej godzinie mógł przecież iść i nawalić się do nieprzytomności, znaleźć łosia, który go przeleci albo zwinąć się w kulkę i wypłakiwać sobie oczy, użalając sie nad swoim marnym losem. Wszystkie te opcje były o niebo bardziej zachęcające, niż wizja rozwiązywania krzyżówek i sudoku przez kilka godzin. Nawet przekimać się nie mógł, bo istniała obawa, że szef przyjedzie skontrolować, czy ta dziura nie rozleciała się bez jego nadzoru. Było ono co prawda nikłe, sam Holmes, mimo dość długiego stażu pracy w tej firmie, swojego przełożonego widział po dwudziestej dwa razy. I nawet teraz, kiedy szef ostrzegł go, że może się wieczorem spodziewać ruchu, bo w "Sali Konferencyjnej", notabene używanej tak rzadko, że dzień wcześniej, po sprzątaniu jej, Syd dostał ataku astmy, ma się coś dziać. Nie zarejestrował do końca co, ale że nie był to jego biznes, to już niezbyt go interesowało. Zresztą, był zbyt obolały i skacowany, by się o to martwić.
OdpowiedzUsuńTłumów jednak nie było, nawet najmniejszych... W ogóle, gdyby nie hotelowi goście, pomyślałby, że to miejsce jest całkiem opuszczone. Mignęła mu gdzieś tylko jedna kobieta, aczkolwiek nawet niezbyt zwrócił na nią uwagę, pochłonięty rejestrowaniem jakiegoś starszego małżeństwa. Ruch jednak ustał zaraz po tym i od jakiejś godziny obserwował zegarek, który starał się mu wmówić, że minęło zaledwie dziesięć minut.
W końcu poczuł coś w rodzaju ciekawości, która kazała mu sprawdzić, o co właściwie chodziło z tymi "tłumami", podniósł się ze swojego, niezbyt wygodnego, krzesła, otrzepał spodnie z niewidzialnego kurzu, wystawił karteczkę, informującą że "zaraz wraca", jakby to kogokolwiek obchodziło i zawlókł się do sali konferencyjnej.
No cóż, tego, że była... Po prostu pusta, ukryć się nie dało. Jedną, jedyną osobą, która w niej przebywała, była właśnie ta kobieta, która rzuciła mu się wcześniej w oczy. Mruknął coś pod nosem, po czym zamrugał powoli oczami i, wciąż jeszcze dość kalekim norweskim, spytał:
- Chyba nie wyszło do końca tak, jak miało, co?
[Och, z pana ze zdjęcia można zrobić nawet ośmioletnią księżniczkę, jak się odpowiednio fotki przegrzebie, on jest bardzo uniwersalny. :D
Początek jest dość paralityczny, ale pisałam go chyba trzy razy i ciągle albo się kasował, albo coś... No, przepraszam, w każdym razie, poprawę obiecuję i w ogóle.]
Syd, którego autorka zawsze zapomina się podpisać. .-.
UsuńPrzez chwilę patrzył się jej w oczy. Czuł rosnące między nimi napięcie, dopóki piana, która spłynęła z brwi mu nie przeszkodziła. Zacisnął oczy mrucząc pod nosem coś w stylu „pierdolony płyn z Batmanem” i potarł oczy mokrymi dłońmi pozbywając się piekącego w oczy żelu. Kiedy je otworzył zobaczył śmiejącą się z niego Ariel.
OdpowiedzUsuń- Nie ładnie się tak z cudzego nieszczęścia śmiać! – oskarżył ją, po czym sam wybuchnął śmiechem, wyobrażając sobie jaką musiał mieć minę, bluzgając na płyn.
Gdzieś nawet miał strój z tygryska, więc jeśli Ariel go namówi i nie będzie wstydziła się z takim pokazać, mógłby w nim chodzić cały dzień. Całkiem niedawno udało mu się namówić kilku znajomych i wszyscy poszli poprzebierani podobnie na uczelnie. Miny innych studentów były bezcenne, kiedy jeden z nich skakał w stroju assassina po wszystkich meblach i parapetach. Tak, to był Kidd…
Kidd
Przymknął oczy, czując ciepłą dłoń kobiety gładzącą jego skórę. Nie chciał wychodzić z wanny, chociaż woda zaczynała robić się zimna. Ale czuł się w niej jak dziecko, wolny od wszystkiego. Nie myślał o przeszłości, ani o jego wątpliwej przyszłości. A może to efekt kilku godzin spędzonych z Ariel?
OdpowiedzUsuń- No dobrze, ale najpierw muszę się ogolić – powiedział i z poważną miną ściągnął dłońmi brodę z piany, ze swojej twarzy. Fryzura co prawda trochę opadła, ale nadal była tak samo efektowna, co przed chwilą. Złożył słodkiego całusa na jej policzku, gładząc ją po plecach. Nie, zdecydowanie nie chciało mu się wychodzić.
- Musimy wychodzić? – jęknął cicho, jak dzieciak który nie dokończył jeszcze swojej wymyślonej podwodnej przygody.
Kidd
- To moje ukryte moce. Pomijając bycie Batmanem oczywiście – Kidd tak naprawdę był jeszcze dzieckiem. A może dopiero? Jeszcze pięć lat temu nie przyszłoby mu do głowy, żeby tak beztrosko się zachowywać. Musiał troszczyć się o chorą matkę i pilnować żeby naćpany ojciec nie zrobił jej krzywdy, chociaż słabo mu to wychodziło. Zawsze był chudy i niski, dopiero rok temu urósł do swojego obecnego wzrostu, czyli 187 centymetrów.
OdpowiedzUsuń„Odchlusnął” wodę i jakoś tak wyszło, że połowa tego wylała się z wanny na podłogę. Ale nie specjalnie się tym przejął, bo po chwili Ariel się zemściła. W efekcie prawie połowa wody z wanny została przez nich wylana na podłogę i byłoby jej tam więcej, gdyby nie fakt, że Oliver przerwał „bitwę” całując ją w usta.
Kidd
- Podłoga jest dla nudnych szczurów lądowych – mruknął płucząc włosy z piany, ale po chwili wyszedł z wanny i owinął się w pasie ręcznikiem.- Za chwilę wrócę – powiedział i wyszedł z łazienki zostawiając za sobą mokre ślady, bo po co się wycierać? To przereklamowane!
OdpowiedzUsuńWrócił z papierowymi ręcznikami i chyba jedyną ścierką jaką miał w domu. Rozwinął całą rolkę ręczników i rzucił na podłogę.
- Posprzątałem! – pochwalił się, zadowolony z siebie, zupełnie jak w przypadku kartek z jego twórczością po parapetem.
Zdecydowanie dzieciak. Gdyby nie fakt, że czasem sąsiadka z dołu mu posprzątała i dawała ciasteczka to pewnie jego mieszkanie wyglądałoby jak po przejściu tajfunu, a on byłby jeszcze chudszy.
Kidd
Kiedy podłoga była w miarę sucha, zadowolony ze swojej pracy, dał Ariel buziaka w policzek i w celu ubrania się wyszedł z łazienki kierując się do sypialni. Po drodze poślizgnął się na wodzie, którą wcześniej rozlał, kiedy wyszedł do kuchni mokry, ale złapał się szafki i udało mu się utrzymać równowagę. Takie długie nogi, a koordynacja ruchowa godna leniwca.
OdpowiedzUsuńWciągnął na tyłek bokserki i dresowe spodnie, które spadały mu z bioder jak większość jego ubrań. Wyszedł do salonu, gdzie na kanapie siedziała Ariel. Z mokrymi włosami, bez makijażu i w jego koszulce. Mimowolnie się uśmiechnął widząc ten obrazek.
- Jesteś zmęczona? – spytał siadając obok niej.
Kidd
- Uśniesz – mruknął i cmoknął ją w policzek. – A jeśli nie możemy po prostu leżeć i rozmawiać całą noc – mówiąc to, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni (jak romantycznie). Położył ją na łóżku i po chwili znalazł się obok niej, wpatrując się intensywnie w jej oczy. W pokoju panował półmrok, jedynie żółte lampki wiszące na ramie łóżka oświetlały pomieszczenie, nadając mu ciepłego wyrazu.
OdpowiedzUsuńDo sypialni wszedł pies i ułożył im się w nogach, jak zwykle uprzykrzając Kiddowi życie, tyłkiem na jego stopach. Był u niego dopiero trzy dni, a już miał swoje zwyczaje.
- Też masz bezsenność? – spytał po chwili milczenia, gładząc jej policzek zewnętrzną częścią dłoni. Sam miał wielkie problemy z zasypianiem, ale kiedy już udało mu się to na dobre, nie sposób było go obudzić. Dlatego brał tabletki nasenne, kiedy następnego dnia miał wykłady.
Zbliżył się do Ariel, złożył delikatny pocałunek na jej głowie.
Kidd
Objął ją wtykając nos w jej włosy. Wyciszył się teraz zupełnie i gdyby nie fakt, że Ariel leżała obok niego zapewne by zasnął. Ale też gdyby nie ona, zapewne siedziałby teraz w wannie, patrząc to na zimną, czerwoną wodę to na skrzepniętą na nadgarstku krew. Miał niesamowite szczęście z tym weselem. Może i państwo młodzi nie popierali ich znajomości, ale skoro zrobiła dla niego tyle dobrego, samym byciem obok, ich stwierdzenia były bez pokrycia w rzeczywistości. Obiecał jej coś i teraz wiedział, że nie ma prawa tej obietnicy złamać. Musi być silny dla niej.
OdpowiedzUsuń- Kiedyś ich nie potrzebowałem. Nawet kiedy byłem już prawie dorosły, mama przychodziła do mnie i śpiewała, kiedy nie mogłem spać. Po prostu siadała na krześle i śpiewała kołysanki, jakby zapewniała mnie tym, że naćpany ojciec nie zabije nas we śnie. Wyciszało mnie to. A potem ona… - zmrużył oczy na wspomnienie o pogrzebie matki. - I musiałem przerzucić się na leki.
Zdradził jej kolejny sekret ze swojego dzieciństwa, o którym nie wiedział niemalże nikt. Skąd w nim tyle zaufania do tej kobiety?
- Oczywiście że możesz – nie wyobrażał sobie, żeby Ariel budziła się w środku nocy, przestraszona i go nie obudziła. Miałby później wyrzuty sumienia.
Kidd
Oliver był w stanie patrzeć na relacje damsko-męskie z dwóch perspektyw: swojej, która teraz całkowicie się zmieniła i jego matki, której cierpienie widział. Wypaczyło ono jego postrzeganie miłości, przez co uważał, że każda kończy się tak samo, że każda rani. Ale teraz był gotowy dać się zranić po raz kolejny, mimo wszystko. Wiedział, że wyniknie z tego więcej dobrego.
OdpowiedzUsuńWiek to tylko liczba. Oliver jest dużo dojrzalszy niż się wydaje, przez to ile przeżył. Musiał szybko dorosnąć, żeby sobie poradzić. A teraz zwyczajnie nadrabia stracone dzieciństwo.
Poza tym to raczej faceci wykorzystują, prawda?
Teraz, z perspektywy czasu, to co przeżył wydawało się być dobrą lekcją. Mimo że nadal nie był wystarczająco silny, jakoś sobie radził. Potrzebował upustu emocji, dlatego się okaleczał. Chociaż teraz, kiedy czuł się dziwnie spokojny, nawet nie myślał o tym, żeby po raz kolejny szpecić swoje nadgarstki. Miał na nich kilkadziesiąt blizn, które, mimo że zasłaniały je tatuaże, nadal były widoczne. Zapewne kiedyś będą przypominać mu, że jest o wiele silniejszy niż był i że warto sobie radzić, dla osób ważnych. Ale najpierw musi do tego wystarczająco dojrzeć.
Był gotów radzić sobie bez tabletek nasennych i żyletek. Czując wsparcie, miał wrażenie, że może dokonać nawet rzeczy niemożliwych.
- Dobrze – szepnął. – Tylko nie płacz, tak bardzo proszę – dodał instynktownie wyczuwając nastrój dziewczyny i w opiekuńczym geście złożył pocałunek na jej głowie.
- Proszę, zaśpiewaj mi.
[Okay, ja uciekam, bo zaczynam zasypiać przed laptopem. Dobrej nocy! (:]
Kidd
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuń[ Łe kurde, widzę, że mój komentarz się nie dodał :< dziś spróbuje napisać jeszcze raz]
OdpowiedzUsuńNessa S.
To zabawne że dla osoby którą poznał ledwie kilka godzin temu był w stanie zrobić wszystko. Ale potrzebował tego. Potrzebował osoby, której zaufa na tyle, żeby opowiedzieć jej o wszystkim, co go martwi, co ukształtowało jego charakter i nawet o tym co sprawiło, że tyle czasu celowo sprawiał sobie ból. Spotkanie z Ariel wydawało się być jego wybawieniem i chyba w rzeczywistości tak było. Teraz, kiedy coraz częściej używał żyletki i to nie w celi golenia, moczył swoją poduszkę coraz większą ilością łez, a ubrania w jego szafie, były pogniecione od siedzenia na nich. Chyba nigdy jeszcze nie czuł się gorzej, mimo że wydawałoby się że jest zdecydowanie lepiej niż było w jego dzieciństwie. Ale przeprowadzka do Oslo była dla niego trudna. Nie był nawet na pogrzebie matki. Decyzję podjął w godzinę. Pakował się szybko, żeby ojciec go na tym nie przyłapał. Był pełnoletni, a jednak nadal wydawało mu się, że wiecznie naćpany mężczyzna ma nad nim władzę. Zabrał wszystkie oszczędności matki - 20 tysięcy zabezpieczone na koncie. Matka zachowała je, aby właśnie w takiej sytuacji sobie poradził. Jeszcze tego samego dnia był w Norwegii. Stał na lotnisku, z walizką obok siebie i torbą na ramieniu, zupełnie bezradny. Od tamtej pory całkiem nieźle się urządził, przecież nie miał problemów z przeżyciem, a jednak wydarzenia tamtego dnia, odbiły się na nim na tyle, że po ten czas nie może się odpędzić od przykrych myśli.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się delikatnie słysząc głos Ariel. Śpiewała zupełnie jak jego mama, czysto i delikatnie. Wyciszył się i pewnie by zasnął, gdyby nie fakt, że wtedy zostałaby sama. A mieli rozmawiać całą noc, prawda?
- Mógłbym teraz zasnąć – mruknął cicho.
[Mocno współczuję. Ja się muszę na prawdę zmęczyć, inaczej biorę leki. Bezsenność ssie.
Niechcący dodałam komentarz, jako odpowiedź do poprzedniego. Rozgarnięta jestem...]
Kidd
Przyszedł czas przeprowadzania się na nowe lokum, trochę bliżej centrum. Mieszkała w sumie już tydzień razem z siostrą na nowym mieszkaniu, lepszym, większym itp, jednak nie poznała jeszcze nikogo, no dobra dziadek piętro wyżej się nie liczy, bo to jednak starsza osoba i zapomina co nie co, więc nawet jej nie pamięta. Robiła akurat ciasto, no i zabrało jej jajka i trochę cukru. Niech to szlag, przecież do sklepu nie pójdzie...Wyszła w fartuszku, upaćkana po brzegi, no dobra nie aż tak. W każdym bądź razie zrobiła obchód po nowych sąsiadach, poznała już Roya, Beth, no ale jajka pożyczyli, gorzej z cukrem. Zapukała więc do kolejnych drzwi, czekając aż ktoś jej ładnie otworzy.
OdpowiedzUsuń[ mam nadzieje, że może być xd]
Nessa S.
Szczerze mówiąc, ucieszył się, gdy usłyszał swój język ojczysty. Co prawda Anglii od ładnych kilku lat nie widział, a i patriota był z niego żaden, ale po tych kilku latach komunikowania się w języku tak pozbawionym polotu jak norweski, każda okazja do wymiany choćby kilku słów po angielsku, była zbawieniem dla jego zmaltretowanego zmyszłu estetyki. I chyba było to po nim nawet widać, bo aż się uśmiechnął. Może nie jakoś szeroko czy konkretnie, ale zawsze to było coś. W jego wypadku z pewnością.
OdpowiedzUsuń- Można powiedzieć, że znam - przyznał w końcu, po krótkiej chwili milczenia. Zawiesił się trochę chłopak, jak zwykle, kiedy przychodziły te momenty, w których zaczynał, o zgrozo, myśleć!
Oparł się plecami o futrynę i, nie spuszczajac nawet na moment wzroku z kobiety, zaczął. - Po prostu, wyrażałem swoje wątpliwości co do powodzenia pani przedsiewzięcia. Szef mówił, że ludzie będą walić drzwiami i oknami, tłum będzie nieziemski, szpilki nie będzie można wcisnąć... No, rozumie pani, cały personel, o ile można tak powiedzieć o dwóch osobach, które jeszcze stąd nie wyszły, nastawiał się na coś zupełnie innego - wyjaśnił.
Przemknęło mu przez myśl, że może to co mówił, było trochę zbyt bezczelne (szczególnie w stosunku do kogoś, kto w gruncie rzeczy mu płacił), ale jakoś szybko mu przeszło martwienie się o to.
- Powiem, że miernie pani wybrała. Bez obrazy, oczywiście, to miejsce po prostu jest pechowe. Ten, komu udałoby się tu zorganizować coś od początku do końca, bez żadnej wpadki, powinien chyba zarobić Nobla z fizyki, za wtłoczenie alternatywnej rzeczywistości do tej naszej... Kiedyś zorganizowali tu wesele, na którym pan młody wylądował w łóżku z druhną. Podobno pozew rozwodowy poszedł następnego dnia - stwierdził jeszcze. Może i robił za żywą antyreklamę, ale przecież miał za zadanie wydawanie kluczy, a nie pisanie pieśni pochwalnych.
Syd.
- Może przydałby się lepszy piar? Szczerze, to nie mam pojęcia, czego miało to spotkanie dotyczyć, ale jak jest się odpowiednio kreatywnym, ma się siłę przekonywania czy chociaż trafi się na odpowiedniego odbiorcę, to wszystko da się przepchnąć. Niezależnie od tego jak wielki to kit, ludzie to naiwne istoty - stwierdził, krzywiąc się nieznacznie. No cóż, sam chyba był najlepszym na to dowodem. Do tego, że jest okropnym frajerem doszedł już dawno temu i wmówił to sobie tak głęboko, że nic nie było w stanie wybić mu tego z głowy. - Może napiłaby się pani czegoś ciepłego? Kawy, herbaty... Czegokolwiek? Podejrzewam, że to niewiele pomoże, ale może choć trochę? - spytał, przechylając głowę na lewo. - Niech mi pani uwierzy, nawet najgorsza melina, z odpadającym ze ścian tynkiem byłaby lepsza. Tu jest zła aura. Rozumie pani, ta dziura nada się dla desperatów, głównie ze względu na ceny, ale jeśli istnieje jakakolwiek, choćby najbardziej odrzucająca , to i tak powinna być impulsem do histerycznej ucieczki - stwierdził jeszcze.
OdpowiedzUsuń- Jakbym miał jakikolwiek wybór, to już dawno rzuciłbym tę pracę w cholerę - przyznał, kiwając głową. - Trzeba mieć albo niezłego farta, albo dużo kasy, żeby robić to, co się lubi i jeszcze móc z tego normalnie wyżyć - westchnął ze zrezygnowaniem.
Syd
Niezbyt rozumiał, co tak właściwie rozbawiło tę dziwną kobietę (Może dla kogoś, kto przez kilka ładnych lat co wieczór zasypiał, a co rano budził się w ramionach faceta, każda kobieta była dziwna?), ale starał się nie dać temu wyrazu bardziej widocznego, niż lekkie uniesienie prawej brwi. Szczególnie, że i śmiech sam w sobie był osobliwy. Czasem żałował, że nie zna się na ludziach dość dobrze, by umieć ich tak po prostu rozszyfrować.
OdpowiedzUsuń- Jest pani jedną z niewielu osób, które przyszło mi poznać, a które nie piją kawy - przyznał, z czymś na kształt uznania w głosie. - Jakaś szczególna ma być ta herbata, czy starczy najzwyklejsza?- Dopytał jeszcze, wędrując wzrokiem za tym kobiety. Cóż ani plakat, ani książki wcześniej nie rzuciły mu się w oczy, choć niewątpliwie, w tej chwili zorientował się, że faktycznie przykuwały uwagę.
- Ach, książka... No tak - pokiwał głową. Przez moment chciał dodać, że przecież dzisiaj mało kto czyta książki, ale powstrzymał się. Palnął już kilka głupot, wolał sobie dalej zbytnio nie grabić. - Wampiry z problemami psychicznymi, wilkołaki ze skłonnościami do pedofilii i bardzo dużo wyuzdanego seksu. To chyba teraz spredaje się najlepiej - przyznał. - Syd, miło mi - uścisnął dłoń kobiety.
Syd
Jeszcze przez moment przyglądał się jej z tym lekkim zdziwieniem, po czym spuścił wzrok. Nie chciał być nachalny, a i był trochę zbyt niepewny siebie, by tak po prostu się na kogoś patrzeć. Zakłopotał się trochę chłopak i nic więcej.
OdpowiedzUsuń- Ach, przez kilka lat żyłem z kimś, kto twierdził, że żeby móc nazwać się kulturalnym, trzeba znać najnowsze trendy literackie. Tak więc, jak zbierało mu się na romantyzm, czytał mi do poduszki. "Zmierzch", "Harry'ego Pottera", a potem i inne, dziwaczne rzeczy - uśmiechnął się pod nosem, na samo wspomnienie tych kilku, przyjemnych chwil. I nawet to nieprzyjemne uczucie, że już nigdy tego nie doświadczy, nie było w stanie zagasić w nim tego przebłysku radości. - Znaczy się, twardo stąpasz po ziemi, tak? To chyba jednak przydatna cecha... Nawet, jeśli przeszkadza ci w pisaniu romansów paranormalnych - stwierdził.
Cóż, dziwił się sam sobie, że mówi aż tyle, zazwyczaj był raczej milczący, ale z drugiej strony, odbierał to jako całkiem niezły znak.
- To dobrze, ze może być, bo, szczerze powiedziawszy, nie jestem pewien, czy znajdę inną - uśmiechnął się nieznacznie. - Niekoniecznie. Zresztą, powinienem zaraz wracać do roboty... Znaczy się, do bezczynnego siedzenia. Ale, jak masz ochotę, to zapraszam do siebie na recepcję. Jeśli ktoś przyjdzie, to będziesz widzieć, a jak nie, to cóż... Też będziesz.
Syd.
Gładził ją po włosach jeszcze przez dłuższą chwilę zamyślony. Miał niesamowite szczęście. Nawet nie spodziewał się takiego zwrotu akcji w swoim życiu. W końcu wyjdzie na to, że pójdzie na wykłady z uśmiechem na ustach, albo – nie daj boże! – będzie miły dla szefowej. Trzyma go tam chyba tylko dlatego, że naprawdę potrafi wcisnąć klientom wszystko. To przez jego urok.
OdpowiedzUsuńCzuł się coraz bardziej senny, jakby teraz te wszystkie nieprzespane noce do niego wróciły i żądały aby je nadrobić. Powieki usilnie próbowały opaść i już się nie podnieść, a mięśnie odmawiały współpracy. Dawno nie czuł się taki senny. Czuł, że pierwszy raz od kilku lat zaśnie bez leków. Jednak starał się pozostać przytomny, dopóki nie usłyszał miarowego oddechu kobiety, który utwierdził go w tym, że zasnęła. Wtedy sam zamknął oczy i zasnął.
[Na warszawie-nocą mnie nie ma. A co do gifu – zahipnotyzował mnie i po prostu musiałam. Zaczynamy nowy wątek, czy ciągniemy ten – rano (ew. pobudka w nocy spowodowana koszmarem Ariel)?]
Kidd
[Och, pozostawiasz mnie z trudnym wyborem. Z jednej strony taka wycieczka może być ciekawa, bo Kidd (czy tylko ja czasem zamiast imienia postaci piszę "Andy"? XD) jest rozkojarzony i zapewne by się zgubił, z drugiej strony powitania po rozłące są słodkie.
OdpowiedzUsuńChyba jednak wybiorę wycieczkę do Amsterdamu, tak. :D]
Przez dwa tygodnie znajomości Z Ariel życie Olivera zupełnie się zmieniło. Był zdecydowanie szczęśliwszy niż wcześniej. Miał chęć chodzić na wykłady, uczyć się, pracować, starać się, tylko po to, żeby potem móc ułożyć się na kanapie w jej ciepłych ramionach i dać się głaskać po włosach, które tak bardzo uwielbiała. Stara rana na nadgarstku się zarosła, a obok niej nie pojawiła się ani jedna nowa. Trzymał w lodówce nie tylko mleko, ale też ser, sałatę, chleb, a czasem nawet pieczone udka kurczaka kupione za rogiem, bo sam pojęcie o gotowaniu miał znikome. W szafie siedział tylko raz i napisał aż cztery nowe piosenki, z czego tylko jedna byłą depresyjna. Sam dziwił się temu jak wielkie zmiany w jego życie może wprowadzić jedna osoba. I to bardzo szczególna osoba, która sprawiła że zupełnie stracił dla niej głowę. Oczywiście w dobrym znaczeniu.
OdpowiedzUsuńU Ariel miał być na siódmą, co zupełnie go zaskoczyło, bo zasnął w środku dnia, co wcześniej mu się nigdy nie zdarzyło, wykończony po całonocnym uczeniu się budowy wewnętrznej krowy. Obudził się o szóstej. Chyba jeszcze nigdy nie wziął tak szybko prysznica. Udało mu się nawet wyprasować swoją ulubioną, czarną koszulę i nałożyć trochę cienia na powieki. Nasypawszy psu miarkę suchej karmy do miski, złapał za swoją, za cienką jak na ta porę roku kurtkę, i po chwili był już na ulicy, niemalże biegnąc w stronę mieszkania kobiety. Dawno się gdzieś tak nie spieszył, ale w zasadzie miał jeszcze piętnaście minut i kiedy tylko to zauważył, automatycznie się zatrzymał i dalej szedł już spokojnie. Po drodze wstąpił do kwiaciarni, po bukiet herbacianych róż (czerwone są zbyt mainstreamowe). W końcu udało mu się być na czas przed drzwiami mieszkania Ariel. Odetchnął głęboko, próbując uspokoić za szybki po dosyć szybkim biegu, chociaż to raczej nie była kwestia biegania, puls i zadzwonił do drzwi.
- Takiego powitania się nie spodziewałem – powiedział z uśmiechem, kiedy się od siebie odsunęli i wręczył jej róże, cmokając ją jeszcze raz w usta.
[Żadnej reklamacji nie składam, jest pięknie! :D]
Kidd
[Przepraszam, że tak zniknęłam. Miałam małe zamieszanie z mamą i fraszką w roli głównej. Teraz jestem tak padnięta, że już nie dam rady odpisać. Odpis będzie jutro, okay? Dobrej nocy! Wyśpij się w końcu no! :3]
OdpowiedzUsuń- Pozwolę sobie jednak wyrazić wątpliwości, czy fatalnie napisana książka, opowiadająca o facecie, który ma obsesje na punkcie perwersyjnego seksu i dominowania nad innymi, a jego kochanka zachowuje się, jakby była kawałkiem plasteliny, zalicza się do kanonu literatury, którą powinien znać kulturalny obywatel - stwierdził. Trochę się rozgadał, głównie po to, by trochę ukryć ten swój "wybuch entuzjazmu". Fakt, że osoba tak wypompowana z wszelkiej radości życia jak on, nagle zaczyna szczerzyć się jak głupia do sera, zawsze budził pytania. A zanudzanie ludzi historią własnego życia zdecydowanie nie zakrawało o którekolwiek z jego hobby. - Może jeśli napiszesz, w tak zwanym międzyszasie, coś pod publikę, to uda ci się w końcu zebrać siły, materiały i wen na jakiś ambitniejszy projekt? Chociaż, to pewnie musi być cholernie nieprzyjemne, wciskać sobie coś, na co zupełnie nie ma się ochoty - westchnął, kręcąc głową. Z tej krótkiej wymiany zdań wywnioskował, że jego nowej znajomej też niekoniecznie ukłądało się życie zawodowe... Może, gdyby był zawistny, pocieszyłoby go to. Niestety tą akurat cechą nie grzeszył. - To poczekaj tu jeszcze chwilkę, zaraz tu po ciebie przyjdę - uśmiechnął się lekko i z powrotem zniknął za drzwiami.
OdpowiedzUsuńWrócił po jakichś pięciu minutach, z dwoma kubkami parującej herbaty w rękach (sobie też zrobił, a co) i kiwnął głową dając znak, by kobieta poszła za nim. Cóż, było mu bardzo miło, że przyjęła jego, pewnie niezbyt atrakcyjną, propozycję. Nocne zmiany były dla niego katorgą, również ze względu na brak towarzystwa. a wizja, że będzie je miał choć przez chwilę, była dla niego obietnicą całkiem miłej odmiany od tej nieprzyjemnej rutyny.
Syd.
Och ta kurtka… no przecież nie przyzna się, że nie stać go na porządną, bo wszystko wydał na nową gitarę. Ale odporność miał raczej dobrą, sam nie pamiętał kiedy ostatnio był chory, w dodatku ciągle było mu ciepło i mógłby w zasadzie chodzić po dworze w krótkim rękawku, mimo minusowej temperatury. Dlatego też za cienka kurtka nie stanowiła dla niego problemu, a szczególnie kiedy mógł zamiast porządniejszej sprawić sobie nowe cudeńko.
OdpowiedzUsuńW mieszkaniu pachniało dobrą lasagne i o dziwo, Oliver poczuł się głodny. Może nie jadł jeszcze tyle ile powinien, ale przytył już jakiś kilogram, co dla niego jest jak dwie tony. Czuł się znacznie cięższy, mimo że w jego wyglądzie nie dało się zauważyć żadnej różnicy. Chyba po prostu jest przewrażliwiony.
Uważnie odkorkował wino. Już kilka razy udało się mu zrobić sobie krzywdę przy tej jakże skomplikowanej czynności. No dobra, będąc szczerym: wtedy otwierał to wino widelcem i w efekcie wygiął widelec, zbił butelkę i poharatał sobie dłoń szkłem. Ale miał wtedy ledwo 16 lat! Chociaż od 4 lat mało się zmienił. Ale tym razem miał korkociąg, na bogato.
- Przy następnych kwiatach kupię ci też wazon, co ty na to? – spytał nalewając wino do dwóch kieliszków, stojących na stole.
Kidd
Lasagne wyglądała tak pysznie, że Kidd aż poczuł jak jego żołądek domaga się jedzenia. Czy to było w ogóle kiedykolwiek możliwe? Chociaż teraz, kiedy nie zapominał o przynajmniej jednym posiłku w ciągu dnia, z jego wyliczeń wynika, że powinien być już głodny. Sam siebie czasem zadziwiał, ale jego umysł stworzony do wchłaniania chemii, matematyki, fizyki i innych nauk ścisłych, które dla większości są bezsensowne, nie potrafił wytrzymać bez myślenia za długo.
OdpowiedzUsuńMoże uda się przekonać, żeby doczepić do kurtki puchową podszewkę, która byłe w zestawie i leży teraz chyba gdzieś pod jego łóżkiem. Ariel nie będzie się martwić, a jemu nie zrobi to różnicy.
- Ale chcę – powiedział, patrząc na nią z uśmiechem. Lubił sprawiać, że w jej oczach pojawiał się ten charakterystyczny błysk szczęścia. Jej szczęście było jego szczęściem, jej smutek jego smutkiem i będzie chyba już tak na zawsze.
„Muszę z tobą o czymś porozmawiać” – usłyszał i w jego głowie natychmiast pojawiło się mnóstwo różnych teorii.
„Ma faceta, w Amsterdamie, zostawia mnie, jedzie do niego i do ich dwuletniego synka, koniec historii. Albo jest lesbijką, to całkiem prawdopodobne z moim szczęściem. A może po prostu jej się znudziłem, to było do przewidzenia, w końcu jest starsza, całkiem sporo jak na mój wiek. Och, Kidd, dlaczego jesteś taki głupi, po prostu spy… O mój boże, a jak jest śmiertelnie chora?!”
- Tak – odpowiedział bez zastanowienia. – Jak nikomu innemu.
Kidd
Uspokoił się znacznie, kiedy usiadła mu na kolanach. A kiedy jej palce przeczesały jego czarne włosy, poczuł jak cały stres go opuszcza. Widział już, że informacja, którą zamierzała mu przekazać, była całkowicie neutralna. Teraz mógł odetchnąć i całkowicie skupić się na słowach kobiety.
OdpowiedzUsuńKąciki jego ust automatycznie się uniosły. Chciała, żeby z nią jechał do Amsterdamu. Nie miała tam faceta, tylko wydawcę, jaki ty jesteś głupi, Kidd!
- Dobrze – powiedział cicho. – Ale jest jeden warunek - zatrzymał się na chwilę, żeby stworzyć pełną napięcia ciszę. – Siedzę od okna – dokończył z całkowicie poważną miną, jednak po chwili coś w nim pękło i nie zdołał się nie uśmiechnąć, mimo że powagę zachować potrafił w naprawdę każdej sytuacji.
Na przykład czytaniu 50 twarzy Grey’a, głosem który miał brzmieć „jakby był napalony”. I wcale nie robił tego z własnej woli! Wbrew pozorom nie tylko on z grona swoich znajomych był dziwny.
[Och to? To tylko ja, zawsze romantyczna, chociaż się tego wypieram… XD]
Kidd
[Nie przy moich znajomych XD No dobra, ja uciekam. Jutro będę troszkę dłużej (w końcu weekend!), a dziś muszę się "wyspać". Tak więc dobrej nocy życzę, łatwego zaśnięcia. Odpiszę po południu (: ]
OdpowiedzUsuń- Musiałem sobie zaklepać miejsce od okna! – wytłumaczył się i cmoknął ją w usta. Uwielbiał siedzieć przy oknie i z nosem przyklejonym do szyby, wlepiać wzrok w krajobrazy za oknem. Szczególnie w samolocie, kiedy mógł patrzeć na białe, puszyste chmury tuż pod nim. Zawsze był zachwycony widokiem białych pierzynek, oświetlonych przez słońce, co nadawało im złocisty kolor.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o wyjazd do Amsterdamu – był wprost pewien, że gdzieś się zgubi. Orientacji w terenie nie miał znakomitej, a szczególnie kiedy nie odwiedzał miejsca, w którym był, nigdy wcześnie. Ale gubienie się było fajne, zawsze było zabawnie. Kiedy szuka się pasów w centrum miasta, w którym funkcjonują tylko podziemne przejścia, albo po zbyt długim czekaniu na autobus, odchodzi na pociąg, słysząc odjeżdżający pojazd, kiedy jest się jakieś 200 metrów od przystanku. Gubienie się na peronach i dojechanie do Liverpoolu, zamiast Londynu.
Lasagne wprost rozpływała się w ustach. Kidd dawno nie jadł czegoś tak pysznego i wcale nie dlatego, że kiedy już jadł, był to fast food.
- Jest pyszne – uśmiechnął się w jej stronę. – W zasadzie to… co może chcieć od ciebie wydawca?
[Przepraszam, że dopiero teraz. Przyjaciółka wzywała...]
Kidd
- Proponuję od razu Anastazję - zażartował. Ot, w nawązaniu do wcześniejszej rozmowy na temat "50 twarzy Gray'a". - Hmm... To jak już przyjdzie ci myśleć nad pseudonimem, to zawsze możesz skorzystać z faktu, że w żydowskiej tradycji, Ariel był archaniołem zbawienia, jeśli mnie pamięć nie myli. Nie mam pojęcia, w jaki sposób mogłoby ci to pomóc, ale nuż cię to w jakikolwiek sposób wspomoże - posłał jej przyjazny uśmiech. Było mu szkoda kobiety, widział, że wcale nie jest jej dobrze z tą sytuacją zawodową. I chciał jej jakoś pomóc, ot, miał czasem takie odruchy, że chciałby zbawiać cały świat, ale niezbyt wiedział, jak to właściwie zrobić. A rozpacz, spowodowaną tym stanem rzeczy, z zasady zapijał. Taka tam, drobna ironia.
OdpowiedzUsuńCóż, co prawda nie powinien był proponować kobiecie, żeby została z nim na recepcji. Ba nie powinien wpuszczać za ladę nikogo postronnego, ale jakoś nie wydawało mu się, żeby Ariel miało interesować kradnięcie czegokolwiek, co tam się znajdowało. Dlatego też nie zastanawiał się szczególnie, tylko przepuścił dziewczynę przed siebie.
- Siadaj, rozgość się i nie przestrasz się hurtowych ilości krzyżówek - rzucił, kładąc na biurku oba kubki z herbatą. Stwierdzenie, że panował na nim chaos, było znacznym niedopowiedzeniem, ale "jakoś tak wyszło" i nie miał tam kto ogarnąć.
Syd.
Ariel perfekcyjną panią domu może i nie była, ale Kidd zdecydowanie bardziej woli ją taką, niż jako biegającą w białej rękawiczce psychopatkę, próbującą sprawić, że wszystko będzie zawsze czyste.
OdpowiedzUsuń- A może się z nią nie wiązać? – zapytał przenosząc wzrok z pół pustego talerza. Czuł się troszkę zdezorientowany, w końcu sądził, że Tony był jedynie jej szefem. O ile tak w ogóle można nazwać relację wydawca-pisarz.
Zapewne gdyby Oliver zgubił się gdzieś w Amsterdamie, nie znając miasta, po prostu stałby niczym małe dziecko czekając na ratunek. Kiedy był przestraszony, zazwyczaj właśnie tak reagował, a mimo że jest dosyć odważny jak na dwudziestolatka (w końcu nie boi się potworów spod łóżka!) akurat oddzielenie się od Ariel byłoby nieprzyjemnym przeżyciem z jego perspektywy.
[Yeah! W końcu mi się udało odpisać! Miałam jakąś małą depresję i nie umiałam zrobić zupełnie nic. Na szczęście mi przeszło. Myślę że blog nam już zdechł, niestety. Możemy spróbować się "przeprowadzić"...]
Kidd
Zmrużył delikatnie oczy, starając sobie wyobrazić, jak beznadziejny musi być Tony w porównaniu do niego. Tak, to podnosiło na duchu jak nic innego.
OdpowiedzUsuń- Już go nie lubię – mruknął cicho.
Nie żeby był zazdrosny. Tylko czuł dziwną niechęć do zupełnie nieznanego mu faceta, który kiedyś był z… w zasadzie to nie są razem, ale daleko im do tego też nie jest. Wracając do tematu, czuł potrzebę bycia od niego lepszym i miał wrażenie jakby był do niego porównywany.
Tak, był zazdrosny.
[Hmm… Nowy York, czy może Paryż (oh, taaak, proooszę Paaaryyż :D)?]
Kidd
Uśmiechnął się słysząc jej słowa. Może nie miał być o co zazdrosny? Nie zmieniało to faktu, że był. Miał wrażenie, że może nie doszłoby do nieprzyjemnych sytuacji, gdyby pojawił się w życiu Ariel trochę wcześniej. Co z tego że kiedy oni byli razem, Kidd miał może z 16 lat i siedział owinięty w koc, w szafie z latarką, próbując się uczyć biologii, podczas głośnej kłótni swoich rodziców.
OdpowiedzUsuń- Och, ale ja marzę o tym, żeby go poznać – powiedział z tajemniczym uśmiechem na ustach. Nic tak nie boli, jak zobaczenie swojej byłej z innym (nawet jeśli nic się do niej nie czuło), każdy facet o tym wie. A Oliver nagle stał się małym, wrednym skurczybykiem.
[Myślałam o stay-in-paris. Wygląda na to że są w miarę aktywni…]
Kidd
Oliver uwielbiał to, że Ariel tak dobrze go rozumiała. Chyba nikomu jeszcze nie musiał tłumaczyć swoich niecnych planów. I jedna i druga reakcja, ukarze jego prawdziwe odczucia i właśnie o to Kiddowi chodzi. Wiek to tylko nic nie znacząca cyferka. Tak naprawdę liczy się to, jacy ludzie są w środku. Przecież wiele, nawet już siwych osób, ciągle zachowuje się jak dzieci, a nie jedno dziecko jest dojrzalsze od dorosłej kobiety.
OdpowiedzUsuńKidd należał raczej do tych, którzy już trochę w życiu oberwali i przez doświadczenie, wiedział jak sobie radzić w niektórych sytuacjach. Niektórych, bo przecież gdyby nie miał czystych skarpetek, nawet nie pomyślałby o tym, żeby zrobić pranie. Dopiero kiedy zabraknie mu koszulek.
- Już nie mogę się doczekać – powiedział, podekscytowany.
Wyciągnął rękę w jej stronę, i kiedy się zbliżyła, pociągnął do siebie, tak że siadła mu na kolanach, a potem ucałował ją w szyję.
Był szczęśliwy, w dodatku zjadł całą porcję - robił postępy i mógł być z tego dumny.
A gdyby Tony miał wielki brzuch, odczułby jeszcze większą satysfakcję.
[A tam, bezczelna! Pomysł mi się podoba! :D Kończymy ten wątek tu i z następnym zaczynamy tam?]
Kidd
[Po wątku! XD Zaintrygował mnie! Biorę się za odpis :D]
OdpowiedzUsuńOliver uwielbiał latać, chociaż miał ku temu okazję dopiero drugi raz w życiu. Przez większość loty niemalże podskakiwał na swoim fotelu pokazując palcem, na dosłownie wszystkie chmury (brudząc przy tym całą szybkę małego, samolotowego okienka). Trudno było wyobrazić sobie większe szczęście, od tego, jakie odczuwał, kiedy Ariel odważyła się na moment spojrzeć przez okno. Pokonywanie swoich fobii jest ważne, w końcu to one nas ograniczają.
OdpowiedzUsuńKidd zdążył nawet zmienić koszulkę na trochę mniej wygniecioną i zarzucić na ramiona czarną marynarkę, zanim Ariel wyciągnęła go w biegu z pokoju. Lobby było duże i Oliver wyglądał na odrobinę zdezorientowanego. Myślał że oni się spóźnili, a okazało się że musieli jeszcze czekać.
Tony na pierwszy rzut oka wyglądał dużo starzej niż Oliver go sobie wyobrażał. Chociaż był chudszy niż w jego wyobraźni, widoczne zmarszczki mimiczne i spora ilość siwych włosów znacznie do postarzały. Że też nie wpadł na koloryzację!
Paryż… Kidd czuł się przerażony na myśl, że Ariel miałaby go zostawić. Teraz, po kilku tygodniach ich intensywnej znajomości, wiedział że nie pozbiera się po tym jak go opuści. Byłby w stanie pojechać za nią na koniec świata. Nawet na pieprzoną Antarktydę, przecież ciągle mu ciepło. Jedyną przeszkodę stanowiły studia, które musiałby przerwać i rozpocząć kolejne, od nowego roku. Ale nie przeszkadzało mu to. Zawsze chciał zobaczyć Paryż, a zamieszkanie w nim równało się z jego nieosiągalnym marzeniem. Poza tym to miasto miłości – jego romantyzm wychodzi na wierzch. I oczywiście wielkim plusem była jego całkiem niezła znajomość francuskiego. Patrzył na kobietę niepewnym spojrzeniem, próbując jej przekazać, że jeśli się zgodzi, znów będzie pokazywał jej chmury w samolocie.
Miał ochotę zrobić krzywdę Athony’emu, kiedy posunął się o jeden gest za dużo. Czy tak trudno wyczuć, czy komuś pasuje jak się zachowujemy? Wiedział jednak, że w tym starciu nie miał by szans, a mógłby nawet zaprzepaścić szansę na rozwój kariery Ariel. Dodatkowo: tyle razy powtarzał sobie, że jest zrównoważonym człowiekiem, że zaczął w to wierzyć i jego „charakter” nie pozwalał mu na takie wybryki.
Przez chwilę nie mówił nic, szedł tylko ze skupioną miną, analizując słowa faceta. O co mu mogło chodzić?
- Powiedział, żebym spytał czemu wam nie wyszło… - mruknął cicho.
Kidd
Anthony naprawdę musiał być dupkiem, skoro tak bardzo chciał sprawić cierpienie osobie, która kiedyś dla niego coś znaczyła. To nie logiczne, nie trzyma się całości. Zawsze, nawet po najgorszej kłótni, najboleśniejszym rozstaniu, cząstka ciebie ciągle czuje przywiązanie. Już do końca życia. Trzeba nie mieć ani krzty empatii, czy szacunku żeby tak się zachowywać. Trzeba być całkowitym, stuprocentowym dupkiem.
OdpowiedzUsuńKidd widział, ze coś męczy kobietę, ale postanowił nie naciskać. Wiedział, że sama powie mu, kiedy będzie na to gotowa, nie spodziewał się jednak, że ta chwila nastąpi tak szybko. Sądził, że ominie temat i wróci do niego za jakiś tydzień, kiedy będą spokojnie siedzieć w Oslo, lub w Paryżu, jeśli się zdecyduje. Ścisnął jej dłoń odrobinę mocniej, kiedy zaczęła mówić, dając jej tym do zrozumienia, że jest przy niej i nie ważne jak mroczne sekrety teraz ujawni, nie zamierza jej zostawić.
Słuchał jej uważnie, analizując każde słowo, jakie wypowiadała, gładząc zewnętrzną stronę jej dłoni kciukiem. Nie musiała się denerwować, Oliver jest silny, przyjmie na klatę nawet fakt, że była agentką CIA zabijającą na zlecenie. Jednak sekret, który zdecydowała mu się wyjawić, był o wiele subtelniejszej natury. Chodziło o uczucia. O chęć stworzenia rodziny, zostania rodzicem. Niepohamowane w niektórych chwilach uczucie związane z pustką w domu, brakiem śmiechu dziecka. Każda kobieta zapragnęła kiedyś usłyszeć pierwsze słowa swojego potomka, zobaczyć jak stawia swoje pierwsze kroki, uczy się jeść łyżką, jeździć na łyżwach, grać na pianinie. Nawet faceci czasem czuli coś takiego. I chociaż Oliver tego jeszcze nie doświadczył, wiedział, że musi być teraz delikatny, aby nie zranić jej jeszcze bardziej. Bezpłodność nie równała się z brakiem dziecka. Są na świecie miliony dzieci, które rodziców nie mają, czekając w domu dziecka, na tych, którzy ostatecznie są im przeznaczeni. Jednak brak szoku doznanego po poznaniu wyniku testu, brak rosnącego brzucha i porodu, świadomości że dzięki tobie powstało nowe życie, rozrywał serce kobiety na kawałki.
Puścił jej dłoń, aby otrzeć z jej policzków słone łzy i po chwili obejmował ją ramionami, tak że opierała głowę na jego klatce piersiowej.
- Dlatego cię zostawił? – spytał cicho, kiwając się delikatnie na boki, tak jak robiła to jego mama, kiedy, jako mały dzieciak, zasypiał w jej ramionach.
Kidd
Kidd był za młody na wiele rzeczy. Gdyby mieszkał w USA nie mógłby jeszcze legalnie pić. Nie może zostać senatorem, ani prezydentem. Jest też za młody na bycie profesorem. Ale na pewno nie był za młody, żeby zrozumieć jak działa rodzicielstwo. Może i za takiego go postrzegano, w końcu nie był zbyt odpowiedzialny, na pierwszy rzut oka, ale wiedział co znaczy brak możliwości zostania rodzicem. Tak naprawdę rozumiał o wiele więcej problemów, niż mogłoby się wydawać, nawet takich które go nie dotyczyły.
OdpowiedzUsuń- Nie potrafić, a nie mieć możliwości to dwie inne rzeczy. Nie możesz zajść w ciążę, ponieważ zostałaś tak stworzona, trochę inaczej niż wszyscy, wyjątkowo. Może pisane jest ci pójść kiedyś do domu dziecka, podnieść maleńką istotę, którą porzucili jej rodzice, przytulić do piersi i sprawić, że jej życie będzie lepsze? Każdy jest wybrakowany. Ludzie są po to, żeby się dopełniać – powiedział cicho, nie zrywając kontaktu wzrokowego.
Kidd
[Uciekam już, bo jutro będę nieprzytomna. A mam dwa sprawdziany... Dobranoc! :3 ]
OdpowiedzUsuńKidd spuścił głowę, kiedy się odsunęła. Zastanawiał się czy coś spieprzył, czy to zwykły odruch obronny przed uczuciami. Sam poczuł się tym trochę przytłoczony. Bezpłodność była niemałym problemem wielu rodzin. Wiele ludzi nie chciało adopcji, nawet kiedy okazywało się, że własnych potomków mieć nie będą. Na pewno jest to problemem, ale dlaczego nie można podarować samotnemu, małemu człowieczkowi dobrego domu? Chyba nigdy tego nie pojmie.
OdpowiedzUsuńPodniósł głowę, kiedy się odezwała. Poczuł, że jego serce bije szybciej, a policzki przyjmują lekko różowy odcień.
- Myślę, że z wzajemnością – powiedział i jeszcze bardziej się zaczerwienił. Chyba pierwszy raz w życiu ktoś odwzajemnia jego uczucia (a przynajmniej pierwszy raz o tym wie) i sprawiało to, że czuł się o wiele silniejszy. Jednak jest jeszcze dla niego szansa.
Kidd
[Mam subskrybowane komentarze, więc wchodzę, jak coś się pojawi. I dziekuję, że w ogóle się odezwałaś, większosć ludzi spieprza bez pożegnania, że tak powiem, to taka miła odmiana :)
OdpowiedzUsuńCo do spotkania: na Warszawie i na Sierocińcu Agnes Redbair, głównie i przede wszystkim na tym drugim. :)]
Syd.
[No tak to już jest, dosć szybko blogi zdychają. Dlatego ja się trzymam jednego od ponad roku i ewentualnie wpadam gdzieś z doskoku, bo to i tak zaraz zdycha.
OdpowiedzUsuńI trzymam za słowo. :)]
Syd.
Ucałował ją w głowę delikatnie się uśmiechając. Nie sądził, że jedna osoba będzie w stanie tak bardzo odmienić jego życie. Był szczęśliwy. To dziwne, w jego przypadku. W końcu niczym się nie martwił. Wiedział, że ma kogoś, dla kogo musi się trzymać przy życiu. Sprawiało to, że czuł się silniejszy.
OdpowiedzUsuńI na pewno nie mógł pozwolić tej osobie tak po prostu odejść. Dlatego jedzie z nią do Paryża, choćby się waliło i paliło.
- Gdyby ktoś inny mi to zaproponował, zapewne bym go wyśmiał, w końcu w Oslo mam mieszkanie, pracę i studiuję, ale… bez ciebie nie dam sobie rady. – powiedział i spojrzał na nią, czekając na jej reakcję. - Ale tym razem zabierzemy Psa, dobrze? – spytał kiedy przypomniał sobie o biednym zwierzaku, którego w końcu roboczo nazwał „Pies”, zmuszonym do zostania z sąsiadem.
[Dostałam już zaproszenie na stay-in-paris. :D
A co do odpowiadania pod złą kartą - znam to. Kiedyś zauważyłam dopiero po tygodniu, że dodałam komentarz w złe miejsce XD]
Kidd
[Więc możemy zrobić tak:
OdpowiedzUsuń1. wstawiamy karty na Paryż i zaczynamy tam wątek od przeprowadzki
2. wstawiamy karty na Paryż i zaczynamy tam wątek już po kilku/kilkunastu tygodniach/miesiącach
I czy kończymy ten?]
Kidd
[To najlepsze wyjście. Ja na razie muszę jeszcze tą kartę pozmieniać, więc jak dodasz teraz to akurat pół godziny minie.
OdpowiedzUsuńAch no i mam prośbę. Proooszę, dodajmy gdzieś jak Tony był wkurzony, że mu nie wyszło, kiedy się dowiedział o ich planach. Wiem, że nie istnieje, ale mam mu ochotę utrzeć nosa XD]
[W wątku. Możemy w sumie pociągnąć jeszcze troszkę tu i potem już normalnie pisać tam, albo po prostu gdzieś to dodać.]
OdpowiedzUsuńOliver czuł, że to będzie dobry dzień. Obudził się rano, z nosem we włosach Ariel, wypił kakao, potem siedzieli na parapecie, obserwując ulice Amsterdamu i rozmawiali. Długo i dużo, o wszystkim i o niczym. Później się ubrali, spakowali rzeczy, wieczorem mieli lecieć z powrotem do Oslo. Ale najpierw czekała ich rzecz dużo przyjemniejsza niż lot samolotem i oglądanie puszystych chmurek. Ariel miała przyjąć ofertę pracy w Paryżu, a Kidd będzie mógł sobie bezkarnie popatrzeć na wkurzonego do granic możliwości Tony’ego, kiedy ten zrozumie, że Oliver jedzie z nią. Tak, to był wprost idealny dzień.
OdpowiedzUsuńStali w lobby, czekając aż mężczyzna raczy ich wpuścić do siebie. Kidd ciągle się uśmiechał. Nie, żeby cieszył się, że będzie mógł utrzeć nosa… tak w zasadzie to bardzo się z tego cieszył. Nie dość, że zamieszka z Ariel w Paryżu, to jeszcze wkurzy jej byłego, który na nią nie zasługiwał, z tego co Kidd zdążył zrozumieć. Nie, wcale nie czuł się lepszy od tego dupka.
- Nie mogę się doczekać, aż zobaczę jego minę – powiedział, kiedy stali w windzie, która zawieźć ich miała wprost przed drzwi biura Tony’ego.
Kidd
Kidd uśmiechnął się i prychnął cicho, kiedy usłyszał komentarz Ariel. Jednak, kiedy Tony spojrzał na niego przez krótką chwilę, przybrał poważny wyraz twarzy, starając się nie wyjść na dzieciaka, jakim niewątpliwie przy nim był. Nie dość że był niższy, to wyglądał młodziej, bo jego zarost na pewno nie był taki mocny. W zasadzie to wyglądał jak dziewiczy wąsik, dlatego golił się tak często.
OdpowiedzUsuńPogłaskał dłoń Ariel kciukiem, próbując dodać jej otuchy. Cóż, nie takiej reakcji się spodziewał. Szkoda, że nie wyprowadzili go z równowagi, mógłby się potem pośmiać, czy coś w tym stylu.
- Dzięki. Będziemy to ciepło wspominać. Może teraz podpiszecie papierki, żebyśmy mogli stąd wyjść i zazdrościć ci twojego idealnego życia, kiedy będziemy się rozpakowywać w nowym mieszkaniu? – zasugerował i spojrzał kątem oka na Ariel, która – na szczęście – odrobinę się uspokoiła. Nie było powodu, żeby czuć się niepewnie. Na razie daleko im do dzieci, najpierw wypadałoby się ustatkować, prawda? Nie było powodu do denerwowania się.
Kidd