Greta Huld
Kobieta. 26 lat, zmuszona do rezygnacji ze studiów z powodu problemów finansowych.
Kiedyś była. Czuła. Wierzyła.
Kiedyś, zdawałoby się było tak dawno, że już prawie nie pamięta. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, jak popiół w popielniczce. Jakby nic nie miało znaczenia, bo i tak zaraz zmarnieje w oczach i zniknie gdzieś za chmurą burej rzeczywistości. Nigdy nie czuła się artystką i nie umie, nie chce, się tym mianem określać. Artyści kojarzą jej się z ludźmi mądrymi, takimi, którzy wiedzą co mówić i kiedy mówić. Jej język zaś plączę się częściej, niż układa poprawnie i próbuje wyartykułować zdanie, którego składnia mija się z poprawną.
Mija się, tak jak ona mija się z życiem. Zamiast złapać je wreszcie za rogi zastanawia się, czy przypadkiem to ten róg nie wbił jej się w serce, czy to nie on znalazł się pod jej żebrami.
Dzieciństwo, zdawać by się mogło, nie miało na nią większego wpływu. W końcu w bezpiecznym państwie norweskim dzieci dorastają szczęśliwie, bez zbędnych stresów czy wymagań ze strony rodziców. Przecież babcia nie może zrobić krzywdy swojej wnuczce, a to, że czasami powie w jej stronę niemiłego jest całkowicie zrozumiałe. Które kobieta chciałaby zajmować się kimś w czasie, gdy to nią powinno się zajmować? Greta postanowiła, że nie będzie mieć dzieci, bo chyba najgorszą rzeczą na świecie jest posiadanie nieodpowiedzialnego rodzica. Takiego, który opuszcza je, gdy to ma trzy latka i przyjeżdża na święta, w które musi się koniecznie upić. Upija do tego stopnia, by wypominać dziecku, jak bardzo to skrzywdziło jego życie swoimi narodzinami. Albo być takim, co to nawet kartki z życzeniami z okazji ukończenia pełnoletności nie wyśle. Niestety, nie ma tu tragedii. Niestety, bo wówczas swoją nieudolność w życiu mogłaby tłumaczyć głupotą dorosłych wśród których dorastała.
Wróciła pięć miesięcy temu z Paryża, do którego wyjechała bez słowa, szukając we Francji swojego miejsca. Mieszka w małym mieszkaniu w którym tylko jej pracownia wygląda na zamieszkałą. Nie dzieli jej z nikim, kto mógłby odpowiedzieć na jej błagalne prośby o lepsze jutro, lub rychły koniec. W końcu w Oslo pająki nie mają serca.
Pali za dużo, śpi za mało i lubi włóczyć się po nocach. Pracuje pilnując dzieci i sprzątając w domu rodziny, która zlitowała się nad dziewczyną odliczającą drobne na bilet powrotny do wsi w której się wychowywała.
[Dobry wieczór. Mam nadzieję, że nie zanudziłam. Trochę już bloguję i staram się odpisywać na wszystko; zaznaczam przy tym, że robię to w różnej kolejności (zazwyczaj od najdłuższej do najkrótszej). W tytule Halina Poświatowska.]